logo
Piątek, 27 listopada 2020 r.
imieniny:
Franciszka, Kseni, Maksyma, Waleriana, Wirgiliusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Agata Stachów
Huśtawka czy różowe skarpetki?
Szum z Nieba
 


Plac zbaw. Mama z dwulatką. Zosia chce iść na huśtawkę. Mama mówi: – Zosiu, jesteś za mała. Zaraz coś ci się stanie. To nie jest huśtawka dla ciebie, to dla chłopaków, idź na tamtą zjeżdżalnię. Dziecko protestuje. Mama się nie zgadza. Zosia zaczyna płakać. Mama mówi w końcu: – No dobrze, idź. Dziecko w tym momencie zauważa, że na zjeżdżalni jest kolega w tym samym wieku i pędzi w jego stronę, nawet nie zauważając istnienia huśtawki.

Dom rodzinny. Tata rozmawia w niedzielę z siedemnastolatkiem. – Czemu nie byłeś dziś w kościele? – pyta. – Bo nie chciałem – odpowiada Marcin. – Co to znaczy, że nie chciałeś? Do kościoła masz chodzić i już. Jasne? Chłopak wychodzi z pokoju, trzaskając drzwiami. Tata jest wściekły na syna. Syn myśli: „Pójdę do kościoła, ale nie chcę, żeby tata się o tym dowiedział”.

Rodzice, zarówno ci wierzący, jak i niewierzący, zapytani o to, co chcieliby dla swoich dzieci, do czego je wychowują, odpowiadają najczęściej: „By były dojrzałymi ludźmi, podejmującymi dobre decyzje. By umiały się odnaleźć w życiu i były szczęśliwe”. Ufam, że rodzice dają z siebie to, co najlepsze, żeby tak się stało. Jednak czasem dzieci podejmują decyzje trudne do zaakceptowania przez rodziców, nie chcą słuchać ich podpowiedzi, a także wchodzą w zachowania, które niszczą ich samych i otoczenie (narkotyki, alkohol, nieuporządkowane życie seksualne). Dla wierzącego rodzica trudne jest też, gdy dzieci nie wybierają Boga, nie chodzą do kościoła, nie modlą się lub przekraczają przykazania.

Jednak, gdy nadchodzą trudności, konflikty rodzica z dzieckiem, pojawia się jednocześnie przestrzeń do przemyśleń i do zastanowienia się, jakie jest moje podejście do dziecka. Jakie jest moje podejście do wychowania, do podejmowania przez dzieci decyzji? Bo przecież decyzja np. o niechodzeniu do kościoła, to nie jest pierwszy wybór w życiu dziecka.

Pierwsze decyzje

Nie da się ściśle określić momentu, w którym człowiek zaczyna świadomie decydować o sobie. Dziecko ma wpływ na ludzi wokół siebie już od samego początku istnienia m.in. domagając się realizacji swoich potrzeb (głodu, bliskości itd.). Są jednak dwa momenty w życiu każdego człowieka, kiedy szczególnie liczy się dla niego podejmowanie decyzji i stanowienie o sobie. To wiek około drugiego roku życia, a potem okres dojrzewania. W tych momentach – znanych większości rodziców (niestety!) pod hasłami „buntu dwulatka” i „buntu młodzieńczego” – dla dziecka szczególnie ważne jest, by decydować o sobie. Sprawdza wtedy, jak reagują inni na jego niezależność. Czy nadal go kochają? Czy robią tak, jak chce, czy inaczej?

Pamiętasz pierwsze decyzje swojego dziecka wyrażone słownie, mimiką lub gestem? Jaka była twoja reakcja?

Kto wie najlepiej?

Rodzicielstwo, a zwłaszcza momenty o których była mowa, to wielki sprawdzian dojrzałej miłości rodzica. Rodzice nastolatków często powtarzają: „Zrozumiesz, gdy twoje dzieci będą w liceum. Ja niby wiem, co się dzieje z moim dzieckiem, ale czasem po prostu ciężko to wytrzymać”. Kochający rodzic chce, aby dziecko podjęło najlepsze wybory, ale z drugiej strony, co to znaczy „najlepsze wybory”? Czy wiem, jaka szkoła będzie najlepsza dla mojego syna? Czy wiem, z jakim mężem moja córka spędzi szczęśliwie swoje życie? Czy wreszcie wiem, że chodząc przez całe życie do kościoła, moje dzieci będą blisko Boga i będą szczęśliwe? Czy znam ich drogę życia?

Pozwól dziecku wpaść w ramiona Jezusa

Wyobraź sobie swoje dziecko stojące przed tobą. W oddali, bardzo daleko widać Jezusa. Ma otwarte ramiona. Czujesz ogromną radość, bo widzisz, jak ono idzie w Jego kierunku. Najpierw po asfaltowej drodze. Nie jeżdżą po niej żadne auta. Jest słonecznie i ciepło. Czujesz się bezpiecznie. Potem droga się kończy, zaczyna się łąka. Jest tam mnóstwo kwiatów. Jest pięknie. Dziecko idzie dalej. Coraz słabiej je widać. Czujesz lekki niepokój, bo nigdy bez ciebie tak daleko nie szło. Nagle widzisz, że twoje dziecko skręca. Z daleka widać, że za krzakami, w których kierunku zmierza, jest bagno, które przeradza się w przepaść. Gdyby skręciło w przeciwną stronę, trafiłoby na autostradę prosto do Jezusa, ale ono idzie zupełnie gdzie indziej. Patrzysz to na autostradę, to na bagno i tak na zmianę. Zaczynasz krzyczeć do dziecka – „Nie tędy, zaraz wpadniesz w bagno”. Szybko wchodzisz na mały pagórek, by lepiej widzieć, i jesteś coraz bardziej przerażony. Zaczynasz biegać, szukać ludzi wkoło, może ktoś pomoże, bo twoje dziecko zaraz umrze, zginie, przepadnie. I staje się… Robi krok do bagna, osuwa się w przepaść, tracisz je z pola widzenia. Drętwiejesz. Myśli, które biegły do tej pory jak szalone, ustają. Pustka. Rozpacz, niedowierzanie, trwoga, łzy. Zaczynasz biec w jego kierunku. Dobiegasz do tego miejsca, ale wiesz, że jest już za późno. Czujesz to. Jesteś wściekły, że mu na to pozwoliłeś. I na Boga… No właśnie, Boże, gdzie Ty byłeś? Nie widziałeś? Robisz ostatnie kroki, zbierasz odwagę, by spojrzeć w przepaść i… widzisz swoje dziecko w objęciach Chrystusa. Co się stało? Teraz dopiero zaczynasz myśleć. Na Jezusa od dłuższego czasu nie patrzyłeś, a z daleka nie widać tych drobnych kładek na bagnie, przepaść to zaledwie drobne osuwisko. Tam czekał na twoje dziecko Jezus.

Jeśli poczułeś kiedyś lub dziś, że nie masz najlepszego planu na życie dla twojego dziecka, to zapamiętaj to uczucie! Przypominaj je sobie często, bo to podstawa do tego, by przyjąć swoje dziecko całym sercem jako dar, jako gościa danego dla rodziny na jakiś czas. Bóg zapragnął twojego dziecka takiego, jakim jest i to On zna Jego serce, Jego życie i Jego wybory.

Różowe skarpetki? Czemu nie?

Przyjęcie dziecka jako daru to jednak dopiero początek drogi wychowania, w której jedną z najważniejszych kwestii jest wspieranie dziecka w podejmowaniu samodzielnych decyzji. Teraz właśnie jest pora na ćwiczenie się w konkretnych umiejętnościach wychowawczych. Najłatwiej je zdobyć na różnego rodzaju warsztatach, szkołach dla rodziców, prowadzonych przez psychologów i pedagogów.

Nie zawsze decyzje podejmowane przez dziecko są przez rodziców łatwo akceptowane. Poczynając od tych całkiem błahych, a kończąc na poważnych. Wyobraź sobie, że dziecko wybrało różowe skarpetki do szkoły. Upiera się, żeby je ubrać, choć zupełnie nie pasuje to do reszty ubioru, a do tego dziś Dzień Nauczyciela. Wszyscy są ubrani na galowo. Nie pozwalasz mu wyjść z domu. Płacz, upór. Nie idzie w ogóle.

Decyzje dzieci nie zawsze się podobają rodzicom, ale zawsze może się podobać to, że dzieci decydują. Pochwal dziecko za to, że podejmuje samodzielne decyzje, a za nauczyciela niech służą same konsekwencje. Czy wyobrażasz sobie np. jak będzie się dziecko czuło w różowych skarpetkach, gdy wszyscy będą ubrani na galowo?

Maryja też miała ten problem

Tak jak magnes ma swoje dwa bieguny, tak i postawy rodziców wobec dzieci mogą być skrajne. Jeśli pozostawisz dziecku całkowitą swobodę i wolność w postępowaniu, będzie to zaniedbaniem i lekkomyślnością. Na przykład szesnastolatek nie może decydować o tym, czy wraca na noc, czy nie – to nie podlega dyskusji, można natomiast zastanowić się, czy mógłby zostać czasem u kolegi, dopytać, gdzie razem będą, co będą robić.

Jeśli z drugiej strony będziesz wszystko kontrolował i nakazywał swojemu dziecku w najdrobniejszych szczegółach, to będziesz przypominał szefa, który stoi ciągle nad głową i patrzy na ręce – wywołujesz wtedy niepotrzebny bunt, chęć wyzwolenia się spod reżimu i odczucia wolności. Wtedy dziecko może specjalnie robić rzeczy, na które mu nie pozwalasz, sprawiając wrażenie, jakby to było „na złość”.

Odnalezienie „złotego środka” rozpoznasz, gdy twoje dziecko będzie cię słuchało, szanowało i będzie cię informowało o decyzjach, o których wie, że nie są zgodne z twoimi przekonaniami. Sukcesem będzie, gdy będzie potrafiło się do ciebie zwrócić, jak okaże się, że decyzja przez nie podjęta była niewłaściwa. Będzie wiedziało, że nie usłyszy: „A nie mówiłem”.

Czy wyobrażasz sobie, co by było, gdyby Maryja nie dała wolności Jezusowi i nie oddała go Bogu? Gdyby nie pozwoliła Mu pójść na krzyż? Plan Boga względem Jej Syna przewyższał rozumienie każdego człowieka, w tym również rozumienie Maryi. Kto by przypuszczał, że w taki sposób Chrystus zwycięży śmierć – właśnie dając się zabić? Plan Boga, plan Miłości przewyższa rozumienie każdej mamy i każdego taty, dlatego „nie przeszkadzajcie im” przychodzić do Jezusa!

 
Zobacz także
Józef Augustyn SJ
Przyjaźń możemy budować na każdym etapie życia oraz we wszystkich relacjach międzyludzkich: rówieśniczych, sąsiedzkich, wspólnotowych, zawodowych, narzeczeńskich, małżeńskich, rodzicielskich, religijnych, politycznych. O ile bowiem miłość erotyczna rozwija się zazwyczaj pomiędzy osobami mniej więcej w tym samym wieku, o tyle przyjaźń nie stawia takich ograniczeń. 
 
Urszula Pękala
Posłuszeństwo nigdy nie jest jakieś abstrakcyjne, lecz zawsze bardzo konkretne. Jestem posłuszny Bogu, który działa w Kościele i rozeznawanie woli Bożej dokonuje się poprzez pośrednictwo konkretnych ludzi. Czasem jest to trudne do przyjęcia, bo jak kogoś nie lubię, to posłuszeństwo wobec niego bardziej mnie kosztuje.

Z o. Tadeuszem Florkiem OCD, wychowawcą kleryków w Wyższym Seminarium Duchownych OO. Karmelitów Bosych w Krakowie i odpowiedzialnym za Ośrodek Konsultacyjno-Formacyjny przy Karmelitańskim Instytucie Duchowości, rozmawia Urszula Pękala
 
ks. Tadeusz Guz
Wszechwiedza Najwyższego dotyczy także czynów człowieka, bowiem Bóg zna je wszystkie, jak powie psalmista: On ukształtował serce każdego z nich i zważa na wszystkie ich poczynania (Ps 33,15) – i jest to absolutna przedwiedza, tzn. zanim człowiek dokona czegoś, jest to wiadome Bogu. Ale ta przedwiedza Boga nie oznacza predestynacji do danego czynu, tzn. Bóg nie zmusza człowieka ani do czynu dobrego, ani do złego, lecz inspiruje zawsze do czynienia dobra...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー