logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Tomasz Stępień
Ile aniołów może tańczyć na ostrzu bardzo cienkiej igły?
Któż jak Bóg
 


Głupie pytania scholastycznej teologii

Nie mogłem się powstrzymać od umieszczenia w tytule tego pytania, ponieważ, choć św. Tomasz nigdy takiego pytania nie zadał, to jednak w ciągu wieków uparcie mu je przypisywano. Nadaje się ono świetnie do ośmieszania rozważań podejmowanych przez średniowiecznych teologów, a w szczególności przez Doktora Anielskiego, jako największego przedstawiciela scholastyki.

Choć dziś nie wiadomo dokładnie, kto po raz pierwszy sformułował pytanie w ten sposób, to jednak zawsze pojawia się ono właśnie w takim ośmieszającym kontekście. Jak się wydaje najstarszy znany tekst, który zawiera to pytanie, pochodzi z roku 1638, kiedy to William Chillingworth, w owym czasie zaciekły przeciwnik Kościoła Katolickiego, podaje je jako przykład bezsensownej debaty prowadzonej przez scholastyków. Chciał on w ten sposób pokazać, że katolicka teologia zajmuje się roztrząsaniem sztucznych problemów, podczas gdy protestancka nauka o Bogu i Zbawieniu jest prosta i klarowna. Pod koniec XVIII w. pytanie: "Ilu aniołów może tańczyć na ostrzu bardzo cienkiej igły bez potrącania się wzajemnie?" pojawia się jako przykład dziwnego miejsca w literaturze w Osobliwościach literackich Izaaka D'Izraeliego. Autor ten, przytacza je w kontekście innych twierdzeń Akwinaty na temat aniołów, z których można nieźle się pośmiać. Wydaje się, że od tego momentu zaczęło funkcjonować ono jako przysłowie pokazujące, że pewnych pytań po prostu nie warto zadawać. 

Aby ośmieszyć teologię scholastyczną

W czasach nam bliższych było także używane, aby ośmieszyć teologię scholastyczną. Do tej pory pamiętam, jak mówiono mi na lekcjach historii, w okresie, kiedy nic dobrego nie można było powiedzieć o średniowieczu, że to zagadnienie najlepiej charakteryzuje tematykę, jaką się wtedy zajmowano. Oczywiście dodawano także, że nigdy wcześniej i nigdy później w historii ludzkiej myśli, nie zadawano na poważnie równie głupich i bezsensownych pytań.

Aby sprawę do końca wyjaśnić, trzeba zauważyć, że choć Akwinata, ani żaden inny teolog średniowiecza, nigdy takiego pytania nie zadał, to jednak rozważał on bardzo podobną kwestię, która uległa mutacji w pismach autorów nie cierpiących myśli średniowiecza. Owa mutacja jednak całkowicie wypaczyła problem. Św. Tomasz pytał: "Czy w tym samym miejscu może jednocześnie być wielu aniołów?" Zatem nie "na ostrzu igły", tylko "w tym samym miejscu", i nie "ilu się mieści (tańczy, siedzi)" tylko "czy może jednocześnie być". Ta drobna korekta sprawiła, że pytanie Akwinaty zaczęło zupełnie nowe życie, jako coś całkowicie odmiennego od postawionego przez niego problemu.
Zanim jednak zupełnie poważnie odpowiemy na to pytanie, trzeba koniecznie podkreślić, że pada ono jako trzecie i ostatnie pytanie kwestii 52 pierwszej części Sumy teologii. Aby więc je zrozumieć, podążajmy od początku tej kwestii za myślą św. Tomasza.

Gdzie jest anioł?

Na początek rozważmy, czy anioł w ogóle gdzieś przebywa, czyli, czy jest w jakimś miejscu. Doktor anielski staje tutaj wobec dwóch skrajności. Pierwsza mówi, że nie można w ogóle ustalać miejsca przebywania czegoś, co jest niematerialne, bo przecież jak coś jest niematerialne, to nie możemy tego zaobserwować przy pomocy żadnego ze zmysłów, i nie możemy powiedzieć, że jest na przykład tutaj, albo tam. Z drugiej strony wszyscy poprzednicy św. Tomasza, którzy przypisywali aniołom ciała, twierdzili, że przebywają oni w przestrzeni zupełnie tak samo, jak inne rzeczy materialne. Sposób przebywania aniołów w miejscu zależał tylko od doskonałości ich powietrznych ciał. Jednak, jak pamiętamy, św. Tomasz całkowicie odrzuca cielesność aniołów, a zatem nie mogą one gdzieś być, tak jak inne byty materialne. Co jednak z drugą możliwością? Czy możemy mówić, że w ogóle przebywają w jakimś miejscu? Otóż wydaje się, że tak, ponieważ jeżeli anioł nie przebywałby gdzieś, musiałby być tak jak Bóg wszechobecny, to znaczy, musielibyśmy przyznać, że jest wszędzie. To zaś możemy powiedzieć tylko o Bogu, który jest nieskończony, a więc nie może być w żaden sposób ograniczony przez cokolwiek, nawet przestrzeń i czas. Anioł, który jest przecież stworzeniem, nie jest nieskończony, jakbyśmy powiedzieli bardziej filozoficznie, jego istnienie jest ograniczone do konkretnej duchowej formy. A zatem, anioł musi przebywać w jakimś miejscu, jednak dzieje się to zgodnie z jego duchową naturą.

Poślij nas w świnie

Zauważmy, że takie rozwiązanie, poza wszystkimi czysto rozumowymi argumentami, potwierdza również Ewangelia. Chyba najlepiej pokazują to fragmenty, w których Pan Jezus wyrzuca złe duchy. Wyrzuca je, ponieważ przebywają w człowieku, który pozostaje pod ich wpływem, gdyż wcześniej sam zgodził się na ich zgubne działanie. Najbardziej znamienny fragment, to chyba uzdrowienie opętanego w kraju Gerazeńczyków (por. Łk 8,26-39). Pan Jezus wyrzucił z człowieka wiele złych duchów. Nie mogły się one przeciwstawić mocy Zbawiciela, prosiły Go jednak, aby nie odsyłał ich do Czeluści, ale aby pozwolił im wejść w świnie (por. Łk 8, 31-32).  Kiedy Pan Jezus na to przyzwolił, trzoda świń ruszyła pędem ku jezioru Galilejskiemu, w którym utonęła. Choć z fragmentu tego możemy wywnioskować wiele rzeczy na temat natury złych duchów i natury kar, jakie odbywają za sprzeniewierzenie się Bogu, zatrzymajmy się tylko na tym, co wiąże się z tematem naszych rozważań.  Złe duchy, które są upadłymi aniołami, muszą gdzieś przebywać. Pan Jezus nie wypędza ich z człowieka donikąd, ale zawsze w jakieś inne miejsce.


 
1 2  następna
Zobacz także
prof. Michał Jerzy Wojciechowski
Dzieje Apostolskie odczytuje się zwykle historycznie: jako dzieje wczesnego chrześcijaństwa. Tu chciałbym przypomnieć wizję roli apostołów w tej księdze. Jaka była ich funkcja, ich zadania? I czy ma to jakiś związek z nami?
 
Księga ta przedstawia koncepcję roli apostołów Chrystusa na dwa sposoby. Po pierwsze wprost: przez imiona, nazwy i określenia. Następnie pośrednio: przez opowiadanie o wydarzeniach. Koncepcja ta może stanowić wzór i przykład na dziś. 
 
prof. Michał Jerzy Wojciechowski
Błogosławieństwem dla chłopca jest spotkanie w swoim życiu mężczyzny, którego chciałoby się naśladować i z którego można byłoby czerpać przykład. Najlepiej, gdyby był to własny ojciec. Niestety, w świecie, w którym żyjemy, nie cierpimy na nadmiar ojców wystarczająco dobrych. Czy kiedykolwiek było ich pod dostatkiem?
 
prof. Michał Jerzy Wojciechowski
Ojciec Pio zdawał sobie sprawę, że jego osobista bitwa ze złymi duchami była niezwykle ważna. Dlatego zmagał się z demonami na śmierć i życie, aby ocalić od potępienia wiecznego jak najwięcej dusz ludzkich. Jako spowiednik nie miał wolnej chwili, gdyż cały swój czas poświęcał "wyzwalaniu braci z więzów szatana", aby pozyskać ich dla Chrystusa...
 
 
___________________
 
 reklama