logo
Środa, 06 lipca 2022 r.
imieniny:
Dominiki, Jaropełka, Łucji, Marii Teresy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Jacek Salij OP
Czego oko nie widziało...
Znak
 


Z o. prof. Jackiem Salijem OP o sprawach ostatecznych rozmawiają Adam Workowski i Michał Bardel
 
 Ewangelia jest jedną wielką obietnicą zbawienia i wezwaniem do tego, żeby się na nie otworzyć. Po to zaś Jezus tak często mówił o potępieniu wiecznym, żeby możliwie nikt się do piekła nie dostał, żeby nikt tego wyroku nie usłyszał.
 
 
MICHAŁ BARDEL: Ojcze Profesorze, czy przystoi chrześcijaninowi dopytywać się o sprawy ostateczne? Może raczej powinien zaufać Panu Bogu i zająć się przygotowaniem do śmierci? Bardzo jesteśmy ciekawi, czy Ojciec wejdzie dziś w rolę poskramiającego naszą ciekawość duszpasterza czy raczej dociekliwego teologa...
 
JACEK SALIJ OP: Wiele tu porządkuje zaproponowane przez Gabriela Marcela rozróżnienie prawdy jako problemu i prawdy jako tajemnicy; prawdy, którą można posiąść, i prawdy, która nas bierze w posiadanie. Problem staramy się rozwiązać, tajemnicę należy zgłębiać, gdyż dotyczy ona prawdy, która nas przekracza, która nas tworzy. To dlatego poszukiwanie prawdy, która mnie przekracza, dokonuje się nie tylko za pomocą głowy, ale także poprzez całą moją postawę życiową. Rzecz jasna, poszukiwać prawdy można i trzeba wspólnie, nieraz w starciu wzajemnym, w dyskusji, ale bez „poklepywania prawdy po ramieniu”. W trakcie poszukiwania należy też przypatrywać się temu, jak tę tajemnicę widzieli różni ludzie – przecież nikt z nas nie jest Bogiem, który miałby wgląd nieomylny i pełny w prawdę absolutną.
 
Jeśli zaś idzie o ciekawość w sprawach wiary, powinna to być ciekawość prawdy naszej sytuacji wobec Boga, a nie ciekawość tego, „jak to fajnie w raju było”, ani ciekawość tego, jaki jest los ostateczny Adolfa Hitlera. Pytanie o raj, czyli o to, na czym polegał stan sprawiedliwości pierwotnej naszych prarodziców, jest w gruncie rzeczy pytaniem o naszą obecną sytuację duchową. Bóg nie zrezygnował przecież ze swojego przedwiecznego zamysłu, żebyśmy byli – jako Jego przyjaciele – bezgrzeszni i niepokalani, i chociaż do końca naszych dni będziemy jakoś tam naznaczeni grzechem, to przecież Boże powołanie do ostatecznej bezgrzeszności nosimy w sobie – i częściowo realizujemy – już teraz.
 
Również z naszą przyszłością ostateczną jest trochę podobnie jak z przyszłością doczesną: naszą przyszłość, dobrą lub złą, w znacznym stopniu kształtujemy dzisiaj, ona w dużym stopniu zależy od naszych dzisiejszych wyborów i zachowań. Tego, kto dzisiaj doświadcza, jak „dobrze być blisko Boga, w Panu znaleźć sobie schronienie” (Ps 73, 28), kto dzisiaj wie, jak Bóg potrafi być zaskakujący, cudownie „nieprzewidywalny” – nie trzeba przekonywać o prawdzie słów apostoła Pawła, że „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują (1 Kor 2, 9).
 
Podobnie w sprawie zmartwychwstania ciał, niewiele sensu mają pytania, jak to będzie. Chodzi o to, żebyśmy dzisiaj doświadczali mocy Bożej, uzdrawiającej duchowo również nasze ciała, uzdalniającej je do czynienia dobra i współpracy z łaską, czyniącej je świątyniami Ducha Świętego! Dopiero z tej perspektywy nabierają sensu pytania, co się stanie z naszymi ciałami po zmartwychwstaniu.
 
ADAM WORKOWSKI: Ale to nie jest przecież jedyna perspektywa: zadaniem teologów jest też spojrzenie na świat również z perspektywy Pana Boga. Na tym polega drapieżność teologii i filozofii, że o sprawach ostatecznych mówią z obu tych punktów widzenia. Stąd biorą się różne teorie, modele eschatologiczne, rozwijane nierzadko przez ludzi niezwiązanych z Kościołem, czasem nawet ateistów. Możemy się zatem w tych kwestiach uczyć także od pogan...
 
JACEK SALIJ OP: Jednak o nasze przeznaczenie ostateczne – to znaczy: moje, twoje i całej ludzkości – jako chrześcijanie pytamy, zawierzając temu objawieniu, jakie się dokonało w Chrystusie i zostało zapisane w natchnionym przez Ducha Świętego Piśmie, i które jest rozpoznawane przez kolejne pokolenia Kościoła. Nie wierzę poszukiwaniom prowadzonym pod hasłem: „tak mi się wydaje” czy nawet: „tak podpowiadają mi moje doświadczenia duchowe”.
 
Po drugie: niezależnie od tego, w co ludzie wierzą czy nie wierzą, jedno jest pewne: Pan Bóg stworzył wszystkich ludzi. A jeśli stworzył, to kocha – kocha również niewierzących, a nawet tych, którzy Go nienawidzą. Jest w nas wszystkich coś takiego, co tradycja chrześcijańska nazywała capacitas Dei, otwarcie na Boga, pragnienie Boga. Chodzi o prawdę zawartą w nas, w samym naszym istnieniu, że nie zrealizujemy siebie inaczej jak tylko w Bogu. Ponieważ Bóg jest miłością, wobec tego – jak to przypomniał ostatni sobór – „człowiek nie zrealizuje się inaczej niż przez bezinteresowny dar z samego siebie” (KDK 24).
 
A co do poszukiwań nie rozświetlonych światłem Bożego objawienia, owszem, niekiedy są one oparte o intuicje, autentycznie zawarte w ludzkiej naturze, ale bywa i tak, że prowadzą one raczej na manowce. Na przykład Grecy po prostu się mylili, sądząc, że ciało jest więzieniem duszy, a w najlepszym razie jej rusztowaniem, i tylko dla duszy spodziewając się nieśmiertelności. Albo jeśli ktoś, powiedzmy, wierzy w reinkarnację, to jakkolwiek może mu ona pasować do jego wyobrażeń na temat świata, jest to perspektywa, od której ja, jako chrześcijanin, muszę się zdystansować. Bo wierzę, że jestem stworzeniem Bożym – cały, wraz z tym, co we mnie duchowe, i z tym, co cielesne – i wierzę, że Bóg chce mieć mnie całego, również w moim ciele, na wieczność.
 
 
1 2 3 4 5 6  następna
Zobacz także
Ks. Antoni Cebula SDS
W czasie świątecznej i niedzielnej Eucharystii wypowiadamy słowa, do których przyzwyczailiśmy nasze ucho, i słowa te nie robią na nas większego wrażenia. Chodzi mianowicie o słowa z Credo: "Oczekuję wskrzeszenia umarłych i życia wiecznego w przyszłym świecie". Jak wygląda ta wiara w świetle badań socjologicznych, które zostały przeprowadzone wśród osób wierzących?...
 
o. Arkadiusz Bąk
„Wzmocnij naszą wiarę” (Łk 17,5) – to prośba skierowana do Pana przez Jego najbliższych towarzyszy. Słowa te okazują się być aktualne także dzisiaj, w naszych – jak powiadają niektórzy – trudnych czasach. Beznadzieja, zniechęcenie, agresja, nietrwałość, pożądliwość, zgorszenia – to tylko niektóre przejawy słabej wiary, a może nawet jej braku. To nic nowego. Zawsze tak było. Nowym i zaskakującym okazać się może jednak liczba osób, które nie mają siły, odwagi, bądź też... nie chcą o wiarę prosić. 
 
Bartłomiej Kucharski OCD

Wymówką najczęściej słyszaną jest brak czasu na modlitwę. Nie jest to jednak wymówka; raczej świeca dymna. Ostatecznie pobożne przeżegnanie się rano i wieczorem ze świadomością przyjmowania błogosławieństwa Boga dla siebie i swoich bliskich może zająć kilka sekund, odmówienie z uwagą “Ojcze nasz” 22 sekundy. Człowiek ma czas na pracę, odpoczynek, rozrywkę, rozmowy, zadbanie o siebie i nie znajduje kilku sekund dla Pana Boga. 

 

Z o. Dominikiem Widerem, karmelitą bosym, pisarzem i wykładowcą z zakresu życia duchowego i duchowości karmelitańskiej, rozmawia Bartłomiej Kucharski OCD

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm