logo
Środa, 12 grudnia 2018 r.
imieniny:
Ady, Aleksandra, Dagmary, Joanny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Święcki
Francja - postchrześcijańskie społeczeństwo ateistyczne: Jak do tego doszło?
Apologetyka
 


 Francja nie jest dziś społeczeństwem katolickim, a nawet nie jest już społeczeństwem chrześcijańskim. Nie chodzi mi tu wcale o fakt, że jakakolwiek chrześcijańska praktyka religijna utrzymuje się w tym kraju zaledwie na poziomie 5 proc., że francuskie dzieci pytane o to, kto narodził się w stajence, która pojawia się na świątecznych dekoracjach, wskazują na Pierrota i Colombinę, ani o to, że dorośli Francuzi pytani o Dziesięć przykazań skłonni są raczej skojarzyć je sobie z filmem o podobnym tytule, który kiedyś zdaje się widzieli, niż z powszechnie obowiązującą w cywilizacji europejskiej normą moralną.
 
Nie chodzi tylko o kwestię wiedzy, praktyki religijnej, czy też trwałości obyczajowości zakorzenionej w chrześcijaństwie nie tak jeszcze odległych epok. Chodzi o to, że w obecnej Francji cały system wartości współczesnego społeczeństwa uległ tak gruntownemu przekształceniu, że stał się w gruncie rzeczy obcy wartościom Objawienia judeo-chrześcijańskiego. Widać to w życiu społecznym, gdzie otwarte przyznanie się do katolicyzmu jest uznawane albo za niebezpieczny objaw „fanatyzmu”, albo też za rodzaj niedorozwoju umysłowego – chyba że ktoś, kto się do niego przyznaje, od razu zaznaczy, że w gruncie rzeczy wierzy „po swojemu”, a nie tak, jak to nakazuje hierarchia kościelna czy też Rzym. Widać to w masowej kulturze, gdzie coraz bardziej systematycznie szydzi się z modlitwy i z sakramentów, a ksiądz czy zakonnik jest przedstawiony co najwyżej jako rodzaj dobrodusznego idioty, jeśli nie jest od razu jako postać do głębi negatywna. Widać to też w życiu politycznym, gdzie najwyższe władze państwowe protestują przeciwko jakimkolwiek wzmiankom o Bogu, czy też o chrześcijańskim dziedzictwie w przyszłej konstytucji europejskiej, a jeśli już na coś się zgadzają, to tylko w towarzystwie islamu, który rzekomo też stanowi według nich fundament europejskiej kultury.
 
Gdy to wszystko zestawimy z naszymi wyobrażeniami Francji jako „najstarszej córki Kościoła”, z plejadą francuskich świętych i ich wybitnym wpływem doktrynalnym, pastoralnym i kulturowym na całe dziedzictwo kultury francuskiej, którego po prostu nie sposób zrozumieć bez Ewangelii, oraz z wpływem, jaki nowe francuskie wspólnoty, wyrosłe od czasu ostatniego soboru, wciąż wywierają na Kościół powszechny (w tym także na Kościół w Polsce, choć w nieco ograniczonym zakresie), nie sposób nie zadać sobie pytania: Ale jak do tego doszło? Jak to się stało, że w przeciągu stosunkowo niedługiego czasu Francja aż tak bardzo odwróciła się od tego, co stanowiło przez długie wieki rdzeń jej tożsamości i jej chwały, od tego, co przesądziło o atrakcyjności jej kultury dla innych ludów i narodów ? I jeśli dzisiaj ta kultura dosłownie wali się w gruzy, a język francuski ledwo zachowuje status powszechnie znanego języka międzynarodowego, to czy nie ma to właśnie związku z ową „katastrofą tożsamości”?
 
Odpowiedź na to pytanie nie jest ani prosta, ani jednoznaczna. A jednak warto zadać sobie nawet wiele trudu, aby pokusić się o gruntowną analizę procesu wzrostu, triumfu i upadku fenomenu chrześcijańskiej Francji. Ten temat nie powinien pozostawać dla nas obojętny. Warto zastanowić się, jak to się dzieje, że społeczeństwo, które miało tak uprzywilejowaną pozycję w gronie chrześcijańskich narodów i które przez wieki zdawało się żyć przesłaniem Ewangelii, dziś tak powszechnie odwraca się od niej ze wstrętem.
 
To powinno w nas, którzy szczycimy się mianem ostatniego bastionu wiary w Europie i przy każdej okazji podkreślamy Polonia semper fidelis, wzmóc poczucie czujności, a nawet trwogi. To, co spotkało innych, może łatwo spotkać również i nas, jeśli na czas nie wyciągniemy właściwych wniosków dla siebie. Polska nie jest samotną wyspą, a smutny los tych, którzy kiedyś przecierali szlaki wiary i cywilizacji chrześcijańskiej, nie powinien nas napełniać pychą, ale pokorą. Wcale nie jesteśmy lepsi ani szczególnie wyjątkowi. Pamiętajmy, co Chrystus mówi do kościoła w Sardes:
 
„Znam twoje czyny: masz imię, [które mówi], że żyjesz, a jesteś umarły. Stań się czujnym i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga. Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, strzeż tego i nawróć się! Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie” (Ap 3,1b-3).
 
Zobaczmy zatem, co naprawdę zdarzyło się z „pierwszą córką Kościoła” w ciągu jej XV-wiecznej historii i co jeszcze może zdarzyć się dalej. I jak my wszyscy możemy zachować w tej sytuacji nadzieję, że odwieczne powołanie także i naszego narodu nie przepadnie i będzie kontynuowane w obecnej epoce dziejów.
 
1. Początek Francji: chrzest Franków w Reims
 
Francja powstała w szczególnych okolicznościach historycznych, gdy upadało cesarstwo zachodniorzymskie, a teren byłej rzymskiej prowincji Galii był prowizorycznie podzielony pomiędzy prowincje pozostające jeszcze pod zarządem miejscowych rzymskich notabli i nowe księstwa germańskich najeźdźców, którzy w znakomitej większości byli już arianami. Wszędzie odczuwana była atmosfera istnego „końca świata”, chaosu i niepewności, którą wzmógł najazd Hunów (znacznie dzikszych od Germanów) z 440 roku, odparty z najwyższym trudem (obroną Paryża dowodziła wtedy św. Genowefa).
 
W tej sytuacji pojawiło się nieoczekiwane „światło w tunelu”. Chlodwig, władca Franków, jednego z ostatnich pogańskich plemion germańskich, wybrał sobie za żonę Klotyldę, katoliczkę, córkę zamordowanego przez swych ariańskich kuzynów germańskiego księcia Burgundii. Klotylda miała wielki wpływ na małżonka i usiłowała go przekonać do swojej wiary. Frankowie byli plemieniem bardzo agresywnym i prowadzili mnóstwo wojen. W czasie jednej z bitew Chlodwig znalazł się w beznadziejnym położeniu i – po bezskutecznym wezwaniu swoich bogów – zaczął także przyzywać „Boga Klotyldy”. W tym momencie losy bitwy zupełnie się odwróciły, a władca Franków już wkrótce potem zainteresował się na serio religią swojej żony.
 
 
 
1 2 3 4 5  następna
Zobacz także
Jacek Prusak SJ
Artykuł został usunięty, ponieważ redakcja Tygodnika Powszechnego zakończyła współpracę ze wszystkimi serwisami internetowymi, także z naszym.

Zapraszamy do czytania innych ciekawych artykułów w naszej czytelni.
 
Jacek Prusak SJ
Życie konsekrowane nie miałoby sensu, gdyby nie było w nim bliskości i spotkania z Bogiem, który jest osobą, która się o nas troszczy, o nas dba. Życie zakonne nie ma być miłe, łatwe i przyjemne, ale ma być znakiem, że można tak żyć: w pełni dla Pana Boga – stereotypy na temat życia zakonnego obala s. Teresa Pawlak, albertynka w rozmowie z Przemysławem Radzyńskim. 
 
Roman Konik
Jedną z podstawowych wad krytyki Inkwizycji jest oderwanie jej od epoki i czasu, w którym powstała i działała. Sacra Congregatio Inquisitionis powstała w średniowieczu, epoce, która jak żadna inna związała z sobą w nierozerwalną strukturę historię Kościoła zachodniego i historię europejskiego społeczeństwa. Utożsamianie życia Kościoła z życiem zorganizowanej społeczności jest właśnie wyróżnikiem tej epoki...
 
 
___________________
 
 reklama