logo
Piątek, 27 maja 2022 r.
imieniny:
Amandy, Jana, Juliana, Augustyna – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Izabela Drobotowicz-Orkisz
Ikona ikon
Życie Duchowe
 



Pasja z lat młodości

Aktorstwo już od wczesnej młodości było moją pasją. Od piątej klasy szkoły podstawowej uczestniczyłam w pracach dobrze prowadzonych kółek teatralnych, brałam udział w różnych konkursach i festiwalach, często zdobywając nagrody.Nie była to jednak moja jedyna pasja. W wieku szesnastu lat, wobec nawału zajęć, musiałam dokonać ostatecznego wyboru między treningami lekkoatletycznymi, wspaniałym zespołem tańca i zajęciami koła teatralnego. Wybrałam to ostatnie. Mój instruktor, aktor teatru Wybrzeże i asystent samego Stanisława Hebanowskiego - Waldemar Gajewski nauczył mnie bardzo dużo. Wystawialiśmy spektakle wg poezji Kononowicza, Gałczyńskiego, Wyspiańskiego...

Żyć życiem tak zwanej bohemy?

Grałam główne role i zdobywaliśmy wspaniałe trofea, reprezentując moją ukochaną "budę" - Technikum Łączności w Gdańsku. Pan Waldemar twierdził, że mam duże zdolności i... kiepskie predyspozycje do zawodu aktora. Nie nadaję się, bo nie palę, nie piję, nie przepadam za życiem tak zwanej bohemy. A mimo to do egzaminów na Wydział Aktorski przygotował mnie znakomicie - zdałam z drugą lokatą do krakowskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej.

Egzaminy na PWST były trzystopniowe, teoretyczne i praktyczne (należało przygotować około dziesięciu tekstów z poezji i prozy klasycznej i współczesnej). Były trudne i stresujące, więc zdobywszy indeks wymarzonej uczelni, z radością przystąpiłam do pracy.

Osiągałam całkiem dobre wyniki, uczono mnie należycie rzemiosła. Jednak wśród wykładowców nie pojawił się nikt, kto budziłby w nas prawdziwie artystyczną pasję. Wyżywałam się w dominikańskiej "Beczce". Prowadziłam swoją grupę i służyłam duszpasterstwu artystycznymi zdolnościami, na przykład przygotowując opłatki z księdzem kardynałem. Była to kontynuacja tego, co robiłam w swojej rodzimej, gdańskiej parafii - tam założyłam z przyjaciółmi duszpasterstwo młodzieży, występowałam w wieczornicach...

Zakładka gorseta zeszyta przyciaśnie

W listopadzie 1978 roku na studenckiej Mszy św. po raz pierwszy czytałam lekcję. I tam właśnie, przy ołtarzu, zobaczyłam mojego przyszłego męża, Pawła. On był "starym" beczkowiczem i od kilku już lat dbał o oprawę muzyczną w duszpasterstwie. Po drugim roku studiów wyszłam za mąż. Narodziny synka, urlop dziekański, stan wojenny - zdawało się, że to koniec marzeń o zawodzie. A tymczasem wróciłam, dużo silniejsza i dojrzalsza.

Wspierał mnie serdecznie mój dziekan Edward Dobrzański. "Spadłam" jednak o rok niżej, to okazało się błogosławieństwem. Praca z Ewą Lasek, Jerzym Trelą i Jerzym Jarockim była pasjonująca i rozwijająca. Niestety, nikt nie rozmawiał z nami o etyce zawodu, psychologicznych aspektach uprawiania go czy ewentualnych kosztach moralnych, które zdarza się aktorom ponosić. Profesorowie uczyli nas kultury bycia w zespole, ale właściwie stale mówiło się, że główną motywacją aktora w momencie wyjścia na scenę jest tak zwane tiepier ja - absolutna pewność siebie. Wciąż brakowało mi pogłębionego rozumienia mojej "racji stanu". Owo "teraz ja" uwierało mnie jak "zakładka gorseta zeszyta przyciaśnie".

Teatr Wybrzeże

Równocześnie studiowałam teologię rodziny. Etykę wykładał mądry i dobry ksiądz profesor Turek. Jemu zawdzięczam umocnienie głosu mego sumienia w kwestiach etyki zawodowej.

Po dyplomie wróciłam do swego rodzinnego Gdańska, gdzie dostałam angaż w teatrze Wybrzeże. W ciągu dwunastu lat zagrałam wiele różnych ról; dużych i epizodów (m.in. Alinę w Balladynie Słowackiego, Klarę w Ślubach panieńskich Fredry, Biankę w Poskromieniu złośnicy Szekspira, Lizę Drozdow w Biesach Dostojewskiego, a z ról filmowych: Bronkę w Dziewczętach z Nowolipek i Rajskiej jabłoni w reżyserii Barbary Sass). Wiele z tych ról publiczność pamięta do dziś.

Pogłębianie wiary

Kilka głównych ról straciłam, rodząc drugie i trzecie dziecko i byłam... szczęśliwa, bo wypełniało się moje najważniejsze powołanie.
Przez te dwanaście gdańskich lat przeżyłam wiele wspaniałych, twórczych chwil, poznałam ciekawych ludzi. Potrafiłam z pełnym sukcesem przygotować zastępstwo w bardzo dużej roli w ciągu dwudziestu czterech godzin. Jednak najważniejszy moment przyszedł w 1990 roku.

 

 
1 2 3  następna
Zobacz także
Anna Żelazowska
Mieszkanie w bloku z wielkiej płyty, widok z okna jakich wiele: betonowa szarzyzna, wysokie topole, szare gołebie i piaskownica, w której bawi się coraz mniej dzieci. Jednak 83-letnia pani Teresa Cieśliczko spędza dużo czasu, obserwując życie za oknem. Codzienność jest dla niej źródłem wiecznego zadziwienia - O, dzieci sąsiadów spod czternastki już są zdrowe - cieszy się...
 
Mirosław Spychalski
Józef przerywa i nerwowo sięga po papierosa. Rozgląda się chwilę po pomieszczeniu, jego wzrok zatrzymuje się przez dłuższą chwilę na nagich zwłokach młodej dziewczyny. Po chwili mówi dalej: "Reporter wrócił po dwóch godzinach blady i coś bełkotał o latających po mieszkaniu faceta talerzach i przesuwających się meblach i pobiegł do ciemni wywoływać zdjęcia"...
 
Aneta Pisarczyk
Bliskość potrzebuje czasu i dostępności. Potrzebuje zaangażowania, umiejętności bycia tu i teraz. Osoby, które są dostępne dla swoich rodzin, mają szansę nie przeoczyć w życiu tego, co naprawdę ważne. Dostępność jest często cechą ludzi starszych. Wielu z nich ma czas dla dzieci, wnuków, sąsiadów. Dają siebie innym, tak po prostu, zwyczajnie, na co dzień. Są otwarci, gotowi pomóc, wysłuchać. Jesteśmy jako ludzie piękni wtedy, gdy przekraczamy własne ograniczenia i wychodzimy do drugiego człowieka, by dawać to, co posiadamy.
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm