logo
Wtorek, 22 stycznia 2019 r.
imieniny:
Dominiki, Mateusza, Wincentego, Anastazego  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Bogumiła Lech-Pallach
Gdyńska Droga Krzyżowa
materiał własny
 


Gdyńska Droga Krzyżowa

Danym było mi, po raz drugi zresztą, uczestniczyć w miniony, ostatni już piątek Wielkiego Postu, tuż przed Wielkim Tygodniem, w niezwykłej, oryginalnej, w całości śpiewanej Drodze Krzyżowej. Po raz pierwszy przeżywałam ją tydzień wcześniej. I będąc jeszcze pod wrażeniem, pełna tych nieziemskich dźwięków, słów, niezwyczajnych przeżyć zapragnęłam powtórnie, mając taką sposobność, doświadczyć podobnych wzruszeń. Nie zawiodłam się. Postanowiłam również wtedy, przyjrzeć się bliżej jej wykonawcom, młodym 'zapaleńcom', jak również poznać historię powstania tak interesującego i głębokiego w swej wymowie dzieła, by i innym szeroko otworzyć nań oczy. Tym bardziej, że ze wstępu, wygłoszonego tydzień temu przez Agnieszkę Skowrońską - teologa świeckiego. Osobę dzięki, której to wszystko się 'kręci', czyli rokrocznie odbywa. Gitarzystkę, dyrygenta, słowem koordynatora całości, dowiedziałam się, iż w zasadzie wszyscy oni, tj. 19 osób, stanowią amatorską grupę studencką. Wywodzi się ona głównie z Akademii Morskiej, gdzie na różnych kierunkach pobierają nauki.

Amatorzy, a taaaaakie głosy. Zachwyciły mnie zwłaszcza basy. Takie czyste, wyraźne. Rewelacyjne! Ale i sopranom, tenorom, szczególnie drugiemu gitarzyście w zespole - Sebastianowi oraz altom, nie można niczego zarzucić. Jeszcze tylko Klaudia pełni w tym towarzystwie, podwójną rolę - gra na kontrabasie i wzmacnia swoim głosem alty. Żeby już dalej, nie wracać do prezentacji całej grupy, uzupełnię resztę składu: instrumenty - oprócz dwóch gitar i kontrabasu - na flecie poprzecznym gra Liliana, a na klarnecie, który ostatnio pobrzmiewał rzewnie, 'fletowo' - Emilia. Odpowiedzialnym za całość nagłośnienia jest akustyk - drugi Sebastian w zespole. Warto w tym miejscu, przedstawić jeszcze pozostałych śpiewaków. I tak: soprany - Hanka i Kasia, doskonale się uzupełniające w partiach śpiewanych, ale też w służących za tło dla poszczególnych stacji; alty to: Karolina, Wanda, Maryla, Basia, Ania, Asia - najliczniejszy chórek, współbrzmiący i stanowiący równie piękne tło na przestrzeni całej Drogi Krzyżowej. A teraz męskie głosy. Po trzy tenory: wspomniany już wyżej Sebastian, znakomicie śpiewający solo, szczególnie wzruszająco stację IV i VI, a także Piotr i Jarek. Na koniec - trzy basy rozpoczynające całą Drogę Krzyżową: Daniel śpiewający kilkakrotnie partie solowe, Michał, którego najcudniejsze chyba, solo w XII stacji, doprowadziło do tego, że po twarzy popłynęły łzy wzruszenia, a ciarki co i rusz, przelatywały mi po plecach. Zwłaszcza, gdy miedzy zwrotkami, Agnieszka ostro uderzała w struny gitary, podkreślając grozę okrutnej śmierci Syna Człowieczego, który konając, szukał nie widzącymi już oczyma, Swego Ojca. Komplet zamyka Wiesiek. O wrażeniach i wzruszeniach, opowiem jeszcze w dalszej części. Natomiast teraz wspomnę o tym, jak doszło do powstania tej właśnie Drogi Krzyżowej, noszącej tytuł: "Ślad losu", pochodzący od III stacji, a także garść informacji o pracy całej grupy, niewątpliwie zasługującej na zainteresowanie.

Droga Krzyżowa w całości śpiewana, zrodziła się z tęsknoty serca, z potrzeby chwili, na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, w stanie wojennym. Wtedy to, w sercach młodych kleryków z Wyższego Seminarium Duchownego o.o. Redemptorystów w Tuchowie, koło Tarnowa, zapewne pełnych 'buntu', przeciw temu, co się wokół działo, obserwujących brak poszanowania dla najwyższych wartości: Dobra, Prawdy i Życia wśród ówczesnego społeczeństwa, zapaliła się myśl, by oddać Bogu cześć w sposób szczególny. Nowy, a jednak toż samo prezentujący w nabożeństwie pokutnym jakim jest Droga Krzyżowa. Autorem słów do tekstów większości stacji, które też noszą inne tytuły, niż ogólnie znane i w dodatku napisano ich o jedną więcej, a więc piętnaście - przy tej właśnie XV stacji posłużono się tekstem Cyryllonasa, autora z IV w. n. e. - jest o. Andrzej Wodka CSsR. Kompozytorem zaś, poza IX, do której muzykę ułożyli do spółki o.o. Piotr Andrukiewicz CSsR i Krzysztof Dudek CSsR - jest o. Wojciech Skroboszewski CSsR. Słyszałam, że w wielu polskich miastach, jest ona rokrocznie śpiewana. Między innymi w Olsztynie, Częstochowie. Przeważnie raz w roku. A w Gdyni, moim rodzinnym mieście, aż wstyd się przyznać, że dopiero w tym roku o niej usłyszałam - kilka razy. Najwięcej pięć, najmniej raz, na początku działalności. Może dlatego, nie słyszałam, bo znana była mi inna, słynna i tradycyjna już Gdyńska Droga Krzyżowa. Prowadzona w Wielki Piątek przez arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego, w towarzystwie włodarzy miasta, ulicami Śródmieścia. Rozpoczynana z Kamiennej Góry, kończona w Gdyńskiej Kolegiacie przy ul. Świętojańskiej, dalszą Liturgią Wielkopiątkową. Przez całą drogę, teksty czytali aktorzy gdyńskich scen.

A tu proszę, taka 'uczta duchowa', prawie pod nosem. Mam nadzieję, że Bóg pozwoli dożyć następnego roku, by od nowa móc doznawać wzruszeń, ofiarowanych Mu na Chwałę. Młodzi ludzie miłujący Boga, bo bez tego, nie da się z takim oddaniem śpiewać, modlą się nią nieprzerwanie od 1996 roku. Było ich wtedy od sześciu do ośmiu osób. Ale nie ma już nikogo z pierwszego składu. Najdłużej są w zespole, Agnieszka 'szefowa', jak o niej mówią koledzy, bez której nie byłoby co roku śpiewania, a także tenor i gitarzysta Sebastian - bo od 1997 r. W ciągu tych ośmiu lat  ludzie przychodzili, odchodzili, a ona trwała, trwa i zbiera ich, jak kwoka swe kurczęta, na pierwsze spotkanie w połowie grudnia. Sprawdzenie stanu liczebnego osób. Kto przybył, kto ubył. A pod koniec stycznia, na początku lutego, zaczynają się intensywne próby, dwa do trzech razy w tygodniu, od półtorej do trzech godzin. W latach 1997do 1999 roku śpiewali tylko w swojej parafii p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i św. Piotra Rybaka przy ul. Portowej 2 w Gdyni. I to tylko raz w całym Wielkim Poście. Od 2000r. zaczęli być zapraszani do różnych gdyńskich parafii. W sumie z tym swoim śpiewaniem odwiedzili ich już trzynaście, a czternastą w Gdańsku Nowym Porcie. Zawsze zaczynają w macierzy, by potem innym służyć swoją sztuką. Jako członkowie Morskiego Duszpasterstwa Akademickiego, 'przycupnęli' w Ośrodku Duszpasterskim Ludzi Morza, do którego zaglądają, przede wszystkim, przy okazji postoju w porcie gdyńskim, marynarze różnych kultur, różnych wyznań z całego świata. Szefuje temu Ośrodkowi już od wielu, wielu lat Europejski Koordynator ds. Duszpasterstwa Ludzi Morza, o. Edward Pracz. Ale dość już dygresji. Wracam do meritum.

Ostatnią tegoroczną Drogę Krzyżową, zaśpiewali w Gdyni Chwarznie, w kościele p.w. św. Urszuli Ledóchowskiej. Specyfika tej Drogi, polega nie tylko na tym, że jest w całości śpiewana, ale też ze względów organizacyjnych (nie ze wszystkimi instrumentami można chodzić wzdłuż poszczególnych stacji), młodzież ustawiła się u stóp ołtarza, rozkładając tam instrumenty, mikrofony, pulpity. W zasadzie, gdyby nie było to nabożeństwo pokutne, można by przyjąć, iż to mały koncert. (W czasie krótkiej próby, dało się nawet słyszeć oklaski, jak w teatrze). Całość trwała okrągłą godzinę. Wierni siedzieli w ławkach, wstając tylko, gdy ksiądz czytał nazwę stacji, dodając mały fragment z Biblii, czy też przeplatając krótką sentencją. Przy XII stacji klęczeliśmy. Tekst i slajdy obrazujące poszczególne stacje, rzutnik kierował na ekran. Można więc było, zwłaszcza, że Agnieszka przed rozpoczęciem, zachęcała do tego, włączyć się do śpiewu. Po II stacji rzeczywiście, niektórzy śpiewali razem, w tym i autorka niniejszego tekstu.

Stacja I "Skazany" - Basy napełniły cały kościół niemal jednostajnym niskim brzmieniem: opowiadały o przyjściu na świat, poczętego z Ducha, a zrodzonego z Panny, Tego, który był Prawdą i Dobrem. Piłat wysłał Go na krzyż, a naród wybrany wciąż czeka na Mesjasza. "Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli" (J 1, 11)

Stacja II "Dłoń Boga" - Ksiądz prowadzący powiedział: "W każdej chwili naszego życia mamy przed sobą dwie drogi: drogę naszego egoizmu i drogę miłości". (A.Wodka) Wybierając drogę miłości, która: "wszystko znosi..." (1 Kor 13, 7a), musimy liczyć się z dźwiganiem krzyża Chrystusowego, ale w 'nagrodę' Boga dłoń da nam Życie.

Stacja III "Ślad losu" - "O Panie, któryś za nas upadł w drodze, dodaj sił, dodaj łask /.../Nie pozwól, żeby słabość zniewoliła mą duszę aż do dna" (A. W.). Jezus przychodzi do mego życia, żeby ofiarować mi swoje Życie, ale ja chodzę swoimi ścieżkami, czy zobaczę w nich ślad swojego losu?

Stacja IV "Gdzie jesteś" - "Kochać - znaczy cierpieć; nie kochać - znaczy umierać" (A. W.). Przy tej stacji, podobnie jak przy XII, bardzo mocno wzruszały; zarówno treść jak i muzyka; przepiękny, wstrząsający człowiekiem, melodyczny dialog pomiędzy Synem, a Matką: "Gdzie jesteś Matko, gdzie? Chcę ujrzeć chociaż Twój cień! Dotknij mnie wzrokiem Twym i lżejszy będzie mój krzyż... - Nie mogę, Synku, dojść, nie mogę objąć cię - kordon się zamknął zły, z twoim - me serce drży..." (A.W.). Tu po raz pierwszy oczy mi zwilgotniały.

Stacja V "Przymuszony" - Wdzięczna dla ucha melodia, a słowa każą się zatrzymać, zastanowić i prosić Pana: "...przymuś mnie, obarcz mnie. Złam mnie srogością drogi, krzyżem trwogi, ścieżkę mą skrzyżuj z Twą... I nawróć mnie i nagródź trud skarbem wiary..." (A.W.)

Stacja VI "Weronika" - Dźwięki muzyki jak przy stacji IV i porywające solo Sebastiana. A autor wyjawia prawdę: "Uśmiech Boga dosięga tego, kto odkrywa w człowieku swego brata" Czy ja mogę być Weroniką?

Stacja VII "Ziarno w ziemi" - Jezus za mnie upada już drugi raz, przygnieciony ciężarem krzyża uderzając głową w bruk: "A ja się boję męki, lękam hańby, trwoży mnie szyderstw śmiech. Ja wolę w tłumie skryć się, wraz z nim czekać czy jeszcze wstaniesz raz..." (A.W.)

Stacja VIII "Ciężkie łzy" - Kobiety płaczą, same nie wiedząc, że płacz ten potrzebny jest raczej im i ich dzieciom: "Bo przyjdą dni, że będzie zło zwać się dobrem... /.../ Nie czas żałować świata, kiedy ginie pod sercem matki syn..." (A. W.) Mocne słowa, zwłaszcza dla matek nie pozwalających przyjść na świat swoim dzieciom.

Stacja IX "Do końca" - Trzeci upadek pod brzemieniem mego grzechu. Bóg za mnie upada! I się podnosi, pokazując, że i ja powinnam powstawać i Jego drogą kroczyć. Pan mi pomoże, gdy znowu zgrzeszę, bym mogła skruszona: "do końca donieść swój ludzki los... /.../ Każdy jest tym, kim jest, a nie tym, kim był." (A.W.)

Stacja X "Tunika" - "Zerwano szatę z Ciebie, tyś stał nagi, w chłoście złych oczu, serc. Krzykiem sieczony mściwym, biczem zniewag, wstydu nabrzmiałeś krwią... Godności Król, czystości łzą za mnie płacisz...". Jak wielu nas jeszcze wciąż rani Tego 'Baranka bez skazy' Prośmy więc: "Obejmij nas tuniką swą - całodzianą... I złącz nas wszystkich w jedno, w całej prawdzie. Złącz nas w miłości swej..." (A. W.).

Stacja XI "Otwarte rany" - "Ja - kat okrutny z młotem, z gwoździem w ręce, wlałem ból w ciało Twe..." (A.W.). Za każdym moim grzechem ciężkim, kryją się otwarte Twoje rany Jezu. Każdy grzech to włócznia rozdzierająca Twe święte Ciało. Ale wiem też, że: "Z twych dłoni, stóp, trysnęła Krew Pojednania!" (A. W.)

Stacja XII  "Ojcze" - Przy tej stacji wszyscy uklęknęliśmy. Głęboko, mocno dotykające serca słowa, przenikające na wskroś dźwięki, melodia. Łzy - ciężkie krople. Nie wstydzę się ich. 'Widzę' Go na tym krzyżu konającego. Szukającego gasnącym wzrokiem Ojca, by Mu ofiarować swoje życie za mnie. A Matce swej przekazać jako Jej dziecko.

Stacja XIII "Magnifikat" - Tu właśnie tak rzewnie klarnet 'zapłakał' niczym flet. Maryja chce się zakrzątnąć wokół pogrzebu, bo zdjęli już Ciało Jej Syna z krzyża. Nuci pieśń młodości, gdy poczęła Go w swym Dziewiczym łonie. Dziękuje też Bogu, że Syn już nie cierpi. Zmartwiona jest tylko niewiernością Izraela: "...odepchnął Ojca dłoń..." (A. W.)

Stacja XIV "Kamień" - "Mędrcem jest ten, kto sam umiera, aby pozwolić Bogu żyć w sobie." (A. W.) Dlaczego kamień? "Lecz kamień odrzucony wesprze wszystko, węgła głowicą jest. Pan to uczyni wkrótce swoim ramieniem, powstanie z martwych Bóg... Tak wszelkie zło i grzech, i śmierć pokona... A grób zostanie pusty - znak, że kiedyś zmartwychwstaniemy my...(A. W.) Nadzieja dla nas się otwiera, że wierząc, ufając Bogu, i my będziemy razem z Nim królować.

Stacja XV "Niedaleko" - I na zakończenie, w 'dołożonej' stacji piętnastej śpiewają wszyscy, tak jak wszystkich dotyczą obietnice Boga. "Niech zbliżą się do mnie: król i niewolnik. Jestem tak samo dobry dla wszystkich proszących. Niech do mnie przystąpią: niewolnica i pani, nie ma bowiem u mnie względu na osobę... Niech piją moją krew - tak mali i wielcy bo jeden kielich jest, bez dzielenia." (Cyryllonas). Jezus pokonując śmierć, jako Nowy Adam stał się Głową odkupionej ludzkości - swojego Kościoła, Dawcą Bożego życia dla wszystkich.

Nie wiem czy udało mi się osiągnąć to, co zamierzałam oddać pisząc ten tekst. Nie jestem zawodowym krytykiem. Jestem szarym, zwyczajnym człowiekiem, obdarowanym jednak przez Pana łaską wrażliwości na dźwięk, obraz, słowo. Chciałabym, oddając Bogu chwałę, zachęcić Was, drodzy czytelnicy, do żywego uczestnictwa w takiej, niezbyt często spotykanej, Drodze Krzyżowej śpiewanej, gdy tylko zdarzy się ku temu sposobność. Szczęść Boże wszystkim.

Bogumiła Lech-Pallach

 
Zobacz także
Ewelina Steczkowska
Zaczęliśmy modlić się codziennie przez wstawiennictwo św. Rity, bo wiedzieliśmy, że jest to święta, która pomaga w najtrudniejszych sytuacjach. Mijały kolejne tygodnie bez zmian, ale my się nie poddawaliśmy. Mówiliśmy: św. Rito, jeśli chcesz, na pewno jesteś w stanie pomóc... To wyjątkowa patronka od spraw nie tylko trudnych, ale wręcz beznadziejnych. Łaski, które wyprasza, po ludzku są nie do wytłumaczenia. 
 
Aneta Pisarczyk
Każdy z nas jest potrzebny. Karmimy się sobą – wzajemną obecnością, ofiarowanym czasem, zaangażowaniem. Każdy z nas chce czuć się potrzebnym. Pragniemy dawać siebie, wspierać, pomagać. Czasem jednak możemy czuć się zbędni, bezużyteczni. Zdarza się, że nasza pomoc zostaje odrzucona. Jak zatem realizować w swoim życiu potrzebę bycia potrzebnym? Na co zwrócić uwagę, pomagając? Jak pomagać, nie narzucając się? 
 
ks. Jan Glapiak
Przychodzimy na nabożeństwo różańcowe. Zajmujemy najczęściej to samo miejsce w kościele. Rozpoczyna się wystawienie Najświętszego Sakramentu. Staramy się skupić, ale nasze myśli są jeszcze niespokojne: krążą wokół codziennych spraw: to trzeba było załatwić, tamto dokończyć, jeszcze coś komuś powiedzieć...
 
 
___________________
 
 reklama