Chanel Santini Katolik.pl - Ja, Ty i Pan Bóg na ławie oskarżonych
logo
Niedziela, 29 marca 2020 r.
imieniny:
Marka, Wiktoryny, Zenona, Bertolda, Eustachego, Józefa – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Joanna Świątkiewicz
Ja, Ty i Pan Bóg na ławie oskarżonych
Głos Ojca Pio
 


O trudnej sztuce przebaczania z psychologiem Piotrem Kwiatkiem OFMCap rozmawia Joanna Świątkiewicz.
 
Nie sposób przeżyć życia bez doznania krzywdy od innych, często bliskich ludzi. Doświadczenie to rani głęboko. Odbiera pewność siebie. Stawia w roli ofiary. Czy przebaczenie jest konieczne, aby ukoić psychiczny ból i odzyskać utraconą równowagę wewnętrzną?
 
Każdy człowiek jest raniony i każdy człowiek potrafi ranić, dlatego nie sposób sobie wyobrazić tworzenia autentycznych i trwałych relacji międzyludzkich bez umiejętności wybaczania. Chodzi tutaj nie tylko o wielkie zranienia typu zdrada małżeńska, przemoc domowa czy pomówienie w pracy, ale również te, które wpisują się w zwykłą codzienność, jak brak wrażliwości, krytycyzm, egoizm itd.
 
W modlitwie Ojcze nasz, której nauczył nas sam Pan Jezus, wśród siedmiu bardzo ważnych próśb znajduje się wołanie o przebaczenie: „przebacz nam, jako i my przebaczamy naszym winowajcom”. Co więcej, prośba ta pojawia się zaraz po wołaniu o codzienny pokarm: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Wydaje się, że określenie czasu można odnieść nie tylko do potrzeb cielesnych, ale i duchowych, wśród których lekarstwem na ludzkie zranienia jest właśnie przebaczenie.
 
Czy przebaczyć znaczy tyle, co zapomnieć? Wystarczy wyparcie złych doznań ze świadomości?
 
Absolutnie nie! W języku angielskim istnieje nawet takie błędne powiedzenie: Forgive and forget! (Przebacz i zapomnij!). Raczej trzeba byłoby powiedzieć „przebacz i pamiętaj, ale pamiętaj już w inny sposób”: bez chęci zemsty, odwetu, bez zastygnięcia w bolesnej przeszłości. Przebaczenie jest aktem woli, nie zaś aktem pamięci. Ponadto w życiu ludzkim bywają tak wielkie urazy i krzywdy, że nawet gdybyśmy bardzo chcieli ich nie pamiętać, to nie sposób tego uczynić. Bo jak na przykład rodzice mogą zapomnieć tragiczną śmierć swojego dziecka? Lub jak wyprzeć ze świadomości przeżycia i obrazy z 11 września 2001 roku, kiedy to samoloty pasażerskie zostały wykorzystane jako narzędzia terrorystyczne?
 
Przebaczenie to długi i niełatwy proces gojenia ran oraz nadawania nowych znaczeń wydarzeniom bolesnym, które miały miejsce w historii. Ten proces nie polega na pozytywnym retuszowaniu faktów, wewnętrznych przeżyć czy silnych uczuć, ale chodzi raczej o zgodę na „przejście” z fazy złości, smutku, bezradności, chęci odwetu, w stronę akceptacji rzeczywistości, pokoju serca oraz nadziei, że jutro nie musi być zdeterminowane tym, co było wczoraj. Amerykański psycholog, Robert Sternberg powiedział, że „pamięć to sposoby, za pomocą których sięgamy do naszych przeszłych doświadczeń´, aby wykorzystać´ te informacje w teraźniejszości”. Przebaczenie to rodzaj pamięci, choć w perspektywie dającej siłę i nadzieję na przyszłość.
 
Czy przebaczenie to pojednanie?
 
Nie należy identyfikować przebaczenia z pojednaniem. Przebaczenie jest „aż i tylko” krokiem na drodze do pojednania, ale ostatecznie wcale nie musi z nim się wiązać. Jest aktem osoby skrzywdzonej względem siebie samego i nie musi, a nawet nie powinno być uzależnione od postawy oprawcy. Przebaczenie dokonuje się w osobie, która doznała krzywdy, natomiast pojednanie dokonuje się w obrębie relacji między dwoma osobami. Możliwa jest zatem taka sytuacja, że komuś przebaczamy i de facto nigdy się z nim nie pojednamy, choćby z tej racji, że jeszcze nie jest on do tego gotowy lub nie chce się z nami pojednać. Na pewno przebaczenie często jest milowym krokiem na drodze do pojednania i uzdrowienia relacji. Bardzo ważne jest jednak, aby łaski przebaczenia nie uzależniać od chęci drugiej osoby, jej gotowości czy kaprysów. Gdyby przebaczenie było tożsame z pojednaniem, uleczenie naszych rany było uzależnione od postawy drugiej osoby.
 
Czy chrześcijanin zawsze musi nadstawić drugi policzek? Księża, powołując się na Pismo Święte, zachęcają do takiej postawy.
 
W Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi”. Jezus nie tylko naucza o przebaczeniu, ale cała jego misja zbawcza zmierza do aktu przebaczenia i pojednania człowieka z Bogiem na krzyżu. Tak jak nie ma Jezusa bez krzyża, czyli przebaczenia, tak też nie ma chrześcijaństwa bez wejścia na drogę ku przebaczaniu. Oczywiście nauczanie Jezusowe nie jest łatwe i chyba bez wiary trudno jest je w pełni akceptować.
 
Zapewne dla wielu ludzi, zwłaszcza tych, którzy doznali długotrwałych i silnych krzywd, wspomniana zachęta ewangeliczna „o nastawieniu drugiego policzka” nie kojarzy się z czymś dobrym. Wiemy, że Jezus mówiąc te słowa, nie zaprasza do biernej postawy względem zła czy przemocy, ale pokazuje inną drogę wygrywania z nim: „zło dobrem zwyciężaj”. Trudne fragmenty biblijne najlepiej tłumaczyć przez inne fragmenty biblijne, które dają lepsze światło i rozszerzają kontekst.
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Sławomir Rusin, Marcin Jakubionek
Dialog jest potrzebny, żeby zachować jedność w różnorodności. Kościół ma być odblaskiem Trójjedynego Boga na ziemi, a Boskie Osoby są w nieustannym dialogu miłości – jeżeli oczywiście nasze słowa potrafią jakoś oddać tę rzeczywistość. Dialog powinien więc istnieć również wewnątrz Kościoła. 

O dialogu międzyreligijnym z ks. prof. Łukaszem Kamykowskim, teologiem rozmawiają Sławomir Rusin i Marcin Jakubionek
 
ks. Andrzej Siemieniewski
Czy charyzmatyk może zostać świętym? To pytanie ma już długą historię. Pierwszym, który na nie odpowiadał, był sam Pan Jezus. Chociaż wtedy pytanie o świętość zostało sformułowane nieco innaczej: Kto wejdzie do królestwa niebieskiego? Z odpowiedzi Chrystusa dowiadujemy się, że w kolejce na „przejściu granicznym” królestwa Bożego stanie wielu charyzmatyków. 
 
ks. Piotr Gąsior, Justyna Sowa

Dziś opłatki kupuje się w marketach. No bo przecież to taki miły, polski gest, z którego korzystają nawet niewierzący albo „wierzący inaczej”, którzy nie przychodzą do kościoła przed świętami, więc gdzie mieliby się w nie zaopatrzyć. Dlatego kto wie, czy w obecnej sytuacji w przeciwieństwie do czasów PRL-u odwagą nie byłoby w niektórych firmach, szkołach i klubach zrezygnowanie – po wcześniejszym wyjaśnieniu, dlaczego tak czynimy – z tego jakże głębokiego, lecz już nic niewyrażającego gestu?

 
___________________
 
 reklama