logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Jak nie mówić i jak mówić... o małżeństwie?
Kwartalnik Homo Dei
 


Owocem tych poszukiwań było sformułowanie w Liście do Efezjan pozytywnej, duchowej wizji wspólnoty kobiety i mężczyzny. Tam po raz pierwszy użyto w odniesieniu do małżeństwa wiele znaczące słowo mysterion, a przy opisie miłości małżeńskiej odwołano się do analogii relacji Chrystus – Kościół (Por. Ef 5,22-33). Przez wieki znaczenie tej analogii było ujmowane różnorako. Dziś większość egzegetów uznaje, że nie ma ona charakteru tylko jakiegoś symbolu, ale że miłość Chrystusa do Kościoła ma charakter sprawczy również dla małżeństwa. A zatem Chrystus z miłości do Kościoła ofiaruje małżonkom dar ich wzajemnej miłości i chce, by byli jej znakiem. W takim ujęciu miłość męża do żony odtwarza miłość Chrystusa do Kościoła i na niej się opiera. Z faktu, że Chrystus wydał się z miłości za Kościół, a małżeństwo stanowi przedłużenie tej miłości, wynika postulat miłowania żon przez mężów [13].

Kolejnym kamieniem milowym w rozwoju doktryny o małżeństwie było uznanie przez św. Augustyna sakramentalności małżeństwa. W okresie średniowiecza teologowie próbowali tę prawdę doprecyzować. Bardzo żywotne było wtedy pytanie, czy sakrament małżeństwa udziela łaski. Początkowo w odpowiedzi ograniczano się tylko do wymiaru negatywnego. Nawet Piotr Lombard, który dużo mówił o sprawczym działaniu innych sakramentów, w małżeństwie widział tylko środek zaradczy przeciw pożądliwości [14]. Inni teologowie w ogóle wykluczali udzielanie łaski przez sakrament małżeństwa. Tendencje te przełamał w końcu św. Tomasz z Akwinu, który stwierdził, że istnieje łaska małżeństwa, która:

1. przełamuje pożądliwość, utrzymując ją w granicach przyzwoitości,
2. kształtuje ludzi na wzór męki Chrystusowej,
3. aplikuje człowiekowi środek uświęcający,
4. wspomaga w pełnieniu obowiązków małżeńskich [15].

Od połowy XIII wieku nauka ta była przyjmowana powszechnie, w pełni zaś została potwierdzona na Soborze Florenckim. Nadal jednak pokutowała nauka św. Augustyna o potomstwie jako głównym celu małżeństwa, co spychało na margines jego (małżeństwa) podstawowe, duchowe cele.

Fakt, że w wizji Tomasza łaska okiełznania pożądliwości znajduje się na pierwszym miejscu, jest charakterystyczny dla jego epoki. Jeśli chcielibyśmy mówić o małżeństwie z perspektywy duchowej, trzeba by na pierwszym miejscu postawić kształtowanie małżonków na wzór męki Chrystusowej oraz ich uświęcanie. Przysięga, jaką składają sobie małżonkowie (ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci), ma bowiem charakter przede wszystkim zobowiązania duchowego. W końcu ofiarna miłość jest najważniejszą cnotą chrześcijańską, a stopień jej realizowania jest równocześnie podstawowym kryterium doskonałości chrześcijańskiej. W tej perspektywie słowa z przysięgi małżeńskiej: aż do śmierci mogą być rozumiane nie tylko jako zakreślenie ram czasowych trwania związku, ale i obietnica całkowitego wydania się drugiej osobie na wzór Chrystusa.

Zakochani, a później małżonkowie, jeśli ich związek posiada cechy dojrzałości, od początku postrzegają swoją relację jako niczym nie zasłużony dar. Jeśli są wierzący, od razu mają świadomość tego, od kogo on tak naprawdę pochodzi. Charyzmatyczna natura tego daru ujawnia się m.in. w tym, że nie można go zaprogramować ani samodzielnie wypracować, bo on za każdym razem „przychodzi spoza nas”. Drugi wymiar charyzmatu ujawnia się w ten sposób, że służy on społeczności: najpierw dwojgu zakochanym, potem ich dzieciom, a dalej szerszej wspólnocie. Kiedy ten dar przychodzi, bywa odczytywany jako niezwykłe wyróżnienie, a także obraz miłości Bożej do danej osoby. Skoro bowiem otrzymałem tak wielki dar miłości do drugiej osoby, to jak bardzo jestem kochany przez Tego, kto mnie nim obdarował! W ten sposób małżeństwo, jako sakrament, staje się autentycznym znakiem Bożej miłości, nawet wtedy gdy nie do końca jako taki jest on należycie odczytany przez małżonków.
 
W stronę duchowości małżeńskiej

Prawdziwą rewolucję w wizji małżeństwa w Kościele przygotował Karol Wojtyła. W swojej pracy Miłość i odpowiedzialność, wydanej jeszcze w 1960 roku, w mistrzowski sposób opisuje on dynamikę rozwoju miłości małżeńskiej. Wiedzie ona od miłości upodobania, poprzez miłość pożądania, życzliwości, aż do miłości oblubieńczej. Na pierwszym etapie druga osoba jawi się jako pewne dobro, na drugim jest już dobrem dla mnie, na trzecim ja chcę być dobrem dla niej, a na czwartym chcę się jej całkowicie ofiarować. Karol Wojtyła wyróżnia dwa sposoby realizacji tej najwyższej formy miłości: małżeństwo oraz oddanie się Bogu w celibacie. W obu wypadkach miłość ta łączy się z oddaniem osoby indywidualnej drugiej wybranej osobie [16].

W takim ujęciu osobiste oddanie się Bogu traktowane jest niejako na równi z oddaniem się drugiej osobie w małżeństwie, bowiem w obu przypadkach wywołuje ono konkretne duchowe skutki, które są istotą nauki Chrystusa: Kto by chciał ocalić duszę swoją, ten ją straci, a kto by utracił duszę swoją dla Mnie, ten ją znajdzie (Mt 10,39). W tym kontekście można by przytoczyć jeszcze jeden cytat z Ewangelii, gdzie Jezus mówi: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25,40), i nie ma powodu, dla którego tych słów nie można by zastosować do… współmałżonka. Takie ujęcie przełamuje wszelkie próby wynoszenia w Kościele wyłącznego ofiarowania się Bogu nad powołanie małżeńskie. Obie drogi są dla Karola Wojtyły komplementarne i równoległe.
 
Zobacz także
ks. Dariusz Larus
Matka czy ojciec, którzy nie wiążą syna lub córki ze sobą, którzy nie wypełniają sobą całej psychicznej przestrzeni dziecka – to ogromny skarb. Ale nie wszyscy rodzice to potrafią. Wielu dorosłych doświadcza długotrwałego kryzysu wskutek nierozwiązanej separacji. Przeżywają zarówno miłość, jak i nienawiść do rodziców. Miłość, bo jawią się oni jako jedyni i niezastąpieni – w świecie, który wskutek przekazu rodziców ciągle jest zbyt zagrażający i nieprzyjazny... 
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Internet rewolucjonizuje nasz sposób życia. Pomiędzy rozentuzjazmowanymi optymistami a widzącymi internetowe zagrożenia pesymistami toczy się dyskusja na temat możliwości, jakie niesie ze sobą ten nowy sposób komunikacji. Jedną z perspektyw tej dyskusji jest życie i misja Kościoła.  
 
Fr. Justin
Jezus powiedział: "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16). Czy to znaczy, że chrzest jest konieczny do zbawienia? Czy nieochrzczeni są potępieni?
 
 
___________________
 
 reklama