logo
Piątek, 30 października 2020 r.
imieniny:
Augustyny, Przemysława, Marcela, Zenobii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Beata Kołodziej
Jak wygląda Pan Bóg, czyli katecheza w domowych pieleszach
Głos Ojca Pio
 


 Trudno zaszczepić dziecku miłość do muzyki, jeśli jej nie słyszy, a uczone jest tylko nut. Można założyć, że dziecko samo poczuje, czym jest muzyka i rozpozna fakt, że zapis nutowy to nie tylko kropki na papierze. Pastuszek, który gra na fujarce nie potrzebuje akademii muzycznej, żeby napełnić hale swoją muzyką. Jednak większość dzieci nie zdoła pokonać takiej bariery – chyba że... spotka owego pastuszka. Podobnie jest z katechizacją. Jaki bowiem sens ma uczenie dzieci zasad i praktyk religijnych bez pokazania im, na czym polega żywa wiara w Boga?
 
Praca domowa
 
Pamiętam, z jakim niepokojem słuchałam przed laty na katechezach i kazaniach apelu: Kochaj Pana Boga! Trzeba było kochać Pana Jezusa, Matkę Bożą i całą gromadę osób, których nie widziało się na oczy! Nie bardzo mi ta miłość wychodziła, wstydziłam się o tym komukolwiek powiedzieć i w gruncie rzeczy miałam do Boga żal, że wymaga ode mnie czegoś niemożliwego. A z religii miałam piątkę!
 
Dopiero po latach, kiedy poznałam, czym jest miłość Boża, nie tylko zrozumiałam wszystkie przykazania i praktyki religijne, ale także odpowiedziałam miłością na miłość. Jednak nie poznawałam Boga jedynie własnymi siłami. Stało się to przede wszystkim dzięki świadectwu osób wierzących.
 
Tak jak partytura to jeszcze nie muzyka, tak katechizm nie jest tym samym, co żywa relacja z Bogiem. Tymczasem cała nauka religii w szkole koncentruje się na nauczeniu zasad i regułek. Mam wrażenie, że założenie jest takie: dziecko, które wynosi wiarę w Boga z domu, na katechezie powinno otrzymać wiedzę dotyczącą praktyk religijnych. Problem polega na tym, że większość dzieci z domu nie wynosi nic lub bardzo niewiele... Rodzice rzadko rozmawiają ze swoimi pociechami o Bogu. Mają jednak przekonanie, że katecheta w szkole nie tylko uczy religii, ale również przekazuje dziecku wiarę... Efekty tego nieporozumienia są takie, że dziecko właściwie nie ma z kim porozmawiać o Bogu i o modlitwie. A przecież tak bardzo potrzebne jest przekazanie wiary dzieciom. Powinni to robić rodzice, dziadkowie, katecheci – każdy człowiek, który ma jakikolwiek kontakt z dzieckiem.
 
Z perspektywy czasu widzę, jak skomplikowane bywa to zadanie. Już jako matka musiałam szukać właściwej drogi, niekiedy metodą prób i błędów. Miałam to szczęście, że nie byłam sama z tymi problemami. Od początku moje wysiłki wspierał mąż, a nasze relacje małżeńskie były (i nadal są) dla dzieci kolejną, kto wie czy nie najważniejszą, lekcją miłości Boga i bliźniego w praktyce.
 
Znaleźć sposób na dziecięce wątpliwości
 
Opowiadanie o Bogu i naukę modlitwy rozpoczynaliśmy bardzo wcześnie, kiedy tylko dzieci zaczynały mówić. Staraliśmy się włączyć je do wspólnej modlitwy. Gdy nasz synek miał półtora roku, już przysłuchiwał się naszej wieczornej modlitwie. O dziwo, nie usiłował przeszkadzać. Widocznie było to dla niego osobliwe widowisko. Wspólnie z mężem modliliśmy się wtedy w sposób jak najprostszy, aby dziecko mogło zrozumieć nasze słowa. Sama modlitwa trwała bardzo krótko – nie dłużej niż 3-4 minuty. Michałek, który początkowo był tylko biernym świadkiem, pewnego razu nieoczekiwanie powiedział: – I plose Cię, Panie Boze, zebym jutro zlobił siusiu do nocnika...
 
Taka była pierwsza modlitwa mojego synka! Mieliśmy wielki kłopot z utrzymaniem powagi, ale dokonaliśmy nadludzkiego wysiłku i przyłączyliśmy się do jego modlitewnej  intencji (istotnie, nauka korzystania z nocnika była w tym czasie największym problemem Michałka). Okazało się, że tak małe dziecko bezbłędnie zrozumiało, na czym polega modlitwa, wyłącznie obserwując zachowanie dorosłych! Z czasem Michałek nauczył się także modlitw: „Ojcze nasz”, „Zdrowaś Mario”, „Aniele Boży”, ale zwracanie się do Boga w sposób bezpośredni jest dla niego pierwszą i najbardziej naturalną formą rozmowy z Nim.
 
Myślę, że dla każdego dziecka bardzo ważne jest, żeby ktoś wyjaśnił mu sens modlitwy i wszystkich wypowiadanych podczas niej słów. Konieczne jest również wytłumaczenie, kim jest Bóg i dlaczego z Nim rozmawiamy, pomimo iż nie możemy Go ani zobaczyć, ani usłyszeć. W przypadku moich dzieci, które z natury były niezwykle dociekliwe, kosztowało to wiele czasu. Musiałam cierpliwie uczyć się patrzenia na świat oczami dziecka i wiele rzeczy przemyśleć jeszcze raz, zanim zdołałam je przekazać dzieciom w sposób zrozumiały. Dużo z nimi rozmawiałam i odpowiadałam na tysiące pytań. Moje dzieci bardzo to lubiły. Dobrym pomysłem było czytanie im książek. Wiersze, bajki, opowiadania – to nie tylko miły sposób wspólnego spędzania czasu z dzieckiem, ale też dobry punkt wyjścia do rozmowy o Bogu. Zauważyłam, że kiedy dzieci słuchają bajki lub opowieści, angażują się emocjonalnie. Chcą natychmiast wyjaśnić wszystkie wątpliwości albo pokazać, że mają swoje zdanie na dany temat.
 
Pytania dzieci wcale nie są łatwe! Oto skala problemów, z którymi przyszło mi się zmierzyć: Jak wygląda Pan Bóg i dlaczego Go nie widać? Czy Trójca Święta to Bóg, Jezus i Maryja? Dlaczego Bóg nie pozwolił Ewie jeść jabłek – może był chytry? Jeśli rodzice albo katecheci nie słyszeli podobnych pytań, może to oznaczać, że dzieci same sobie na nie odpowiedziały, a obraz Pana Boga, który właśnie kształtuje się w ich umysłach niewiele ma wspólnego z rzeczywistością.
 
 
1 2  następna
Zobacz także

Oto właśnie niewiasta wylała na głowę Jezusa drogocenny olejek. Niektórzy przy tym obecni zwracają jej uwagę. Sam zaś Jezus składa jej obietnicę. Zatrzymajmy się na chwilę przy słowie, którym Jezus ujął się za tą kobietą i okazał jej przychylność. Tradycja liturgiczna podaje następujące tłumaczenie: „To jest uczynek pełen wyrozumiałości, który spełniła dla mnie”. Natomiast tekst oryginalny mówi wyraźnie: „To jest piękny (lub dobry) uczynek, którego dokonała dla mnie”.

 
Dorota Niedźwiecka
Najprostszą metodą jest to, by ojcowie zdecydowali się organizować i przeżywać przygody razem z synami. Poprzez przygodę rozumiem nie tylko wspólne przyjemne spędzenie czasu, ale przeżycie go w taki sposób, by był wyzwaniem dla taty i syna. Wspólne wycieczki: piesze, rowerowe, wyjazd na kajaki, wspinanie się po górach. 

Z dr. Andrzejem Dunajskim rozmawia Dorota Niedźwiecka
 
Józef Augustyn SJ
Zauważmy, że na wesele w Kanie Galilejskiej zaproszono najpierw Maryię. A ponieważ była już Maryia, Matka Jezusa, zaproszono także Jezusa i Jego uczniów. Jezus na weselu w Kanie Galilejskiej został zaproszony jako drugi. W ludzkim porządku syn stoi zawsze na drugim miejscu. Pierwsza jest matka. W ludzkim porządku Jezus znajduje się nie tylko na drugim, ale wręcz na ostatnim miejscu. 
 
 
___________________
 
 reklama