logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 r.
imieniny:
Andrzeja, Maury, Ondraszka, Konstantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Elżbieta Ruman
Jaworowi ludzie
Idziemy
 


 
 – Czy miasto może być święte? – zapytała Małgosia Kożuchowska, kiedy omawiałyśmy kolejny program naszego telewizyjnego cyklu „My Wy Oni”. Otóż wygląda na to, że Jawor jest na dobrej drodze.
 
To niewielkie miasteczko na Dolnym Śląsku jest wyjątkowe. Z pozoru niczym się nie różni od innych miejscowości w swojej okolicy. Niewielki, wymagający remontów ryneczek, spora liczba bezrobotnych, młodzi, którzy tęsknym wzrokiem patrzą za znajdującą się bardzo blisko granicę. A jednak coś się dzieje. W każdy piątek tłumy – nie tylko młodzieży – spieszą do kościoła, żeby modlić się za wszystkich mieszkańców Jawora. Zamiast ogródków piwnych z dyskotekową muzyką, które dotąd były jedyną „artystyczną” atrakcją miasta, pojawiły się… koncerty uwielbienia. Rynek jest pełny, kiedy artyści z całej Polski przyjeżdżają śpiewać o nadziei, miłości, o Bogu.
 
A wszystko zaczęło się, kiedy do Jawora sprowadził się Sławek Janus z żoną i dwójką dzieci. – Zacząłem szukać pracy – opowiada – i zaproponowano mi dom kultury. Pomysł ożywienia artystycznego w tym niedużym miasteczku bardzo mi się spodobał. Wcześniej w życiu Sławka liczył się tylko taniec. – Był mistrzem Polski w tańcu towarzyskim – opowiada Basia, jego żona. – Takiego roztańczonego go poznałam i nie powiem, bardzo mi się spodobał. – Ale ciągle mi czegoś brakowało – dopowiada Sławek. – Wreszcie postanowiłem zdecydowanie rzucić taniec i rozpocząć nowe życie. Dlatego znaleźliśmy się w Jaworze. Jako kierownik domu kultury miałem pełne ręce roboty, jednak czułem, że to jeszcze nie to. – Pomagał, komu mógł – opowiada Basia – sąsiedzi dobrze o tym wiedzieli, czasami już poranek zaczynał się od stukania do drzwi i pytania: „Czy jest pan Sławek, półka w kuchni mi spadła”. Sławuś lubi głośno śpiewać i już w pierwszych tygodniach mieszkania tutaj postanowiłam zapytać sąsiadkę, czy jej nie przeszkadza. Usłyszałam: „Nie, nie, nawet telewizor wyłączamy, żeby lepiej słyszeć”. Jednak widziałam, że czasami jest nieswój, że ciągle czegoś szuka. Kiedy jeden z księży organizował wyjazd do Miedjugorie, powiedziałam: Sławuś, tego ci brakuje – jedź. Byłem zdziwiony jej pomysłem – dorzuca Sławek, ale pojechałem. I tam – zmieniło się moje życie. Kilka dni w ciszy, poświęconych modlitwie to był prawdziwy przełom. Kiedy tuż przed wyjazdem każdy z nas wyciągał z rąk księdza karteczkę z „orędziem” dla siebie, ja przeczytałem na swojej: „Bądź niosącym pokój”.
 
Wróciłem pewny już tego, co chcę w życiu robić. Odkryłem nową rzeczywistość, która zupełnie mnie pochłonęła – zachwyciłem się chrześcijaństwem. I tak zaczęło się przemienianie Jawora w miasto pokoju.
 
Slawek zaczął od organizowania modlitw o pokój – pokój w rodzinach, w mieście, na świecie. Dziś na piątkowe spotkania modlitewne do podziemi parafialnego kościoła przychodzi ponad dwieście osób!
 
Kolejny pomysł to koncerty uwielbienia. Zaproponował je władzom miasta, zamiast organizowanych na rynku ogródków piwnych! Na początku spotkał się z oporem – piwo to konkretne pieniądze, reklamy – ale po pierwszym koncercie następne były już organizowane razem z władzami miasteczka. Choć przychodziły tłumy, nikt się nie upijał, rodziny z dziećmi, młodzież i dziadkowie wtórowali chrześcijańskim muzykom. – Teraz myślę już o kolejnym koncercie, będzie pewnie jesienią, już wysłałem zaproszenia do artystów. Napisałem tez do Ojca Świętego z prośbą o błogosławieństwo dla Jawora, Miasta Pokoju – mówi Sławek Janus.
   
Czy całe miasto może być święte? Nie wiem, ale nastrój w Jaworze jakoś się zmienił i chyba ludzie częściej uśmiechają się do siebie.
 
Elżbieta Ruman
 
Zobacz także
Wojciech Kowalski SJ

W kontekście towarzyszenia młodym przychodzi mi na myśl pew­na sytuacja w jednej z sądeckich szkół średnich, w której rok temu rozpocząłem pracę w charakterze katechety. Na pierwszej lekcji w drugiej klasie technikum (młodzież w wieku szesnastu lat) za­proponowałem uczniom tematy i wizję naszej pracy na najbliższy rok, po czym zapytałem: „Czy nam się to uda?”. Ktoś odpowiedział: „To zależy”. „Od czego?” – zapytałem. „Od tego, czy księdza polubimy”. 

 
Wojciech Kowalski SJ
Czy nasz anioł stróż, który strzegąc nas jest przy nas obecny, czeka, aż znajdziemy się w miejscu, do którego zdążamy, aby móc momentalnie znaleźć się przy nas? Otóż, całkowite panowanie nad prawami fizyki i przestrzenią oznacza, że anioł może, jeśli chce, podlegać tym prawom. Ale nie musi...
 
Lilla Danilecka
Historia Tima Guénarda jest porażająca. Najpierw ogromem cierpienia, jakiego doświadczył w dzieciństwie, a potem ogromem łaski, która sprawiła, że stał się zdolny świadczyć o Bożej dobroci. Tim Guénard, dziś 40-letni ojciec czwórki dzieci, w swojej wydanej we Francji autobiografii pt. Plus fort que la haine pisze, że Bóg ma lekarstwo na wszelkie, choćby największe rany ludzkiej biedy.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー