Katolik.pl - Jezus Chrystus – zna Pismo i moc Bożą!
logo
Poniedziałek, 19 października 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Piotra, Jana, Pawła, Izaaka – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Jezus Chrystus – zna Pismo i moc Bożą!
Mateusz.pl
 


Jest takie powiedzenie: Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Źle to czy dobrze? Dobrze, jeśli kryje się pod tym stwierdzeniem zdolność człowieka do adaptacji, do znoszenia rzeczy trudnych przy jednoczesnym, pełnym nadziei, dążeniu do celu. Wielki kłopot pojawia się wtedy, gdy „potrafimy” przyzwyczaić się do najwspanialszych obdarowań, a wskutek tego tracimy zdolność zdumiewania się, dziwienia i wdzięczności. Inną konsekwencją otępiającego przyzwyczajenia się do wszystkiego – jest to, że w polu naszego widzenia nie ma już niczego (no może oprócz „pstrej kakofonii dźwięków i obrazów”), co byłoby zachwycające – bo w sposób nieredukowalny Wielkie, Święte, radykalnie Inne, a przy tym nigdy chłodne, obce i obojętne wobec człowieka…
 
Jakby Boga nie było!
 
Wyraziłem się dotąd aluzyjnie, a mówiąc otwarcie mam na uwadze to, że w fatalny sposób „oswoiliśmy” sobie wielkie Boże Objawienie – a więc zarówno objawianie Się Boga w stworzonym przez Niego Wszechświecie, jak też w wielowiekowym ciągu Jego zbawczych ingerencji w ludzką historię. Niestety, wielu ludzi (od paru już wieków) różnymi działaniami (pseudo) intelektualnymi (i pseudonaukowymi) spowodowało zredukowanie i skarykaturyzowanie Boga Stwórcy. Transcendentny Bóg (wszystko pod każdym względem przekraczający) podlegał stopniowej – bezwzględnej i iście demonicznej – „obróbce”, której efektem było umniejszanie Go, uczynienie odległym i wątpliwym, a w końcu niegodnym uwagi! Na końcu tego procesu „zaćmienia Boga” wyłaniał się rodzaj i styl życia streszczony w tym zdaniu: Wielu żyje dzisiaj tak, jakby Boga nie było!
 
Idąc na skróty, powiem, że nie jest to (i być nie może) rodzaj życia ani „ciekawy”, ani wzniosły, ani trwale fascynujący, ani taki, żeby w jego centrum było coś, dla „czego” warto się poświęcać, dzielnie się zmagać i, po przebyciu całej drogi, ufnie umierać. Wieje w tym niepobożnym i bez-bożnym rodzaju życia a to nudą (bo głębia serca pozostaje pusta), a to grozą (bo świat międzyludzkich relacji opanowują żądze i lęki). Praktyczne odwrócenie się od Boga czy tym bardziej zanegowanie Go (Jego Dobroci czy wręcz Jego istnienia) czyni wszystko relatywnym, boleśnie ulotnym i rozpaczliwie bezsensownym.
 
Jednego, na szczęście, możemy być pewni. Bóg nie stoi z boku i nie jest na nasz los obojętny. Mówiąc po ludzku, wiele potrafi znieść i ścierpieć ze strony swych umiłowanych stworzeń. Prorokom intensywnie doświadczającym Jego Bytu i Dobroci mógłby się jawić jako nazbyt cierpliwy i pokorny w znoszeniu ludzkiej tępoty, głupoty i pychy! Nieśpieszno Mu też, by wstrząsać nami poprzez spektakularne znaki, choć te też są nam dawane; np. w postaci cudownych uzdrowień (oficjalnie potwierdzonych) i wewnętrznych nawróceń, a także cudów eucharystycznych… Jednak Znakiem najwyższej „klasy”, danym po wsze czasy, jest Wcielony Boży Syn – Jezus Chrystus. My też, mimo upływu dwóch tysięcy lat, możemy się z Nim spotykać i w spotkaniach z Nim doświadczać wielkiego obdarowania. Tak może się stać również za sprawą dzisiejszej ewangelii (Łk 20, 27-38).
 
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: «Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: „Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu”. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę». Jezus im odpowiedział: «Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją» (Łk 20, 27-38).
 
W rozważenie rozmowy Jezusa z saduceuszami wchodzimy być może równie biedni i pogubieni, jak rozmówcy Mistrza sprzed wieków, ale wyjść możemy umocnieni w wierze w to, że my też zmartwychwstaniemy! Że dla Boga jesteśmy już na zawsze żywi! Że jesteśmy Jego dziećmi! Że jesteśmy równi aniołom!
 
Saduceusz siedzi w nas
 
Saduceusze stanowili za czasów Jezusa jedno ze stronnictw religijno-politycznych. Wobec okupacyjnej władzy Rzymu byli ugodowi, natomiast ich poglądy religijne cechowała nieprawowierność. Odrzucali nieśmiertelność duszy, zmartwychwstanie ciał, Bożą Opatrzność i istnienie duchów. Z faryzeuszami, mimo wielkich różnic w wierze, połączyła ich zdecydowana opozycja wobec Jezusa i rodzącego się Kościoła. Pewnego razu postanowili skonfrontować się z Nim.
 
Pewni swych (wybrakowanych) przekonań religijnych, bliskich materializmowi, zastawili na Mistrza z Nazaretu chytrą pułapkę w postaci opowieści o siedmiu, po kolei umierających, mężach jednej żony. Można zasadnie przypuszczać (znając ich poglądy), że ich myślenie – w odniesieniu do osoby i nauczania Jezusa – przesiąknięte było cynizmem i ironią. Liczyli na to, że Jezusa definitywnie skompromitują i wyśmieją.
 
1 2  następna
Zobacz także
Ks. Piotr Ślęczka SDS
Adwent każdemu katolikowi w Polsce kojarzy się on nierozłącznie ze świętami Bożego Narodzenia. W tej uroczystości Kościół przypomina nam wielką, radosną prawdę o tym, że Syn Boży, Odwieczne Słowo, przyjął ludzkie ciało i jako oczekiwany Mesjasz przyszedł, aby wyzwolić człowieka z niewoli grzechu i ciemności śmierci. Jezus Chrystus narodził się z Maryi Dziewicy w betlejemskiej stajni...
 
Redakcja "Listu"

My, dzisiaj, jesteśmy wychowani w przekonaniu, że kiedy przychodzimy do kościoła, już jesteśmy wspólnotą. Chrystus już jest między nami obecny, bo to On nas zwołuje i my jako wspólnota ofiarę Chrystusa, razem z Nim, celebrujemy. Można powiedzieć, że liturgia posoborowa podkreśla aspekt naszej godności, jako dzieci Bożych. Oba te aspekty - godność i grzeszność - wyrażają prawdę o nas, i moim zdaniem oba są doskonale obecne w posoborowym rycie mszalnym. Tradycjonaliści zapewne tak nie uważają.

 

Redakcja Listu rozmawia z o. Pawłem Krupą – dominikaninem, historykiem, członkiem commissio Leonina

 
ks. Andrzej Zwoliński
Biblia opowiada o królu Saulu, który w obliczu czekającej go bitwy ze znacznie potężniejszymi Filistynami „radził się (...) Pana, lecz Pan mu nie odpowiadał ani przez sny, ani przez urim (dosł. «światło i doskonałość» – święte losy, przechowywane w pektorale arcykapłana, por. Wj 28, 15 - 30), ani przez proroków. Zwrócił się więc Saul do swych sług: «Poszukajcie mi kobiety wywołującej duchy, chciałbym pójść i jej się poradzić»”.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー