logo
Wtorek, 29 września 2020 r.
imieniny:
Michaliny, Michała, Rafała, Gabriela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Jezus Chrystus – zna Pismo i moc Bożą!
Mateusz.pl
 


Ale oto dzieje się rzecz wielka. Jezusowa odpowiedź, dana saduceuszom, jest pod każdym względem rewelacyjna. To znaczy objawia (co najmniej) trzy „rzeczy”: samego Jezusa (kim jest); każdego człowieka (kim jest, jaka jest jego godność i powołanie); samych saduceuszy (w ich niepowtarzalności sytuacji).
 
To oczywiste. Jezus widział jak na dłoni całą biedę saduceuszów. Ich ironia, cynizm i chęć skompromitowania Jezusa – to taki zaledwie „naskórek” osoby, która kreuje się na „nieboskie stworzenie”, a tymczasem ani na moment nie przestaje nim być!
 
Jezus widzi głębię osoby
 
Tak, Jezus widzi w każdym człowieku (także w niedowiarku – saduceuszu) duchową głębię, która (przecież bardzo) miłuje swe osobowe istnienie i chce żyć, a tymczasem jakiś potężny żywioł przemijania i śmierci, jak ciężki walec, zdaje się rozjeżdżać pragnienie życia, trwania, wieczności. Jezus widzi to wszystko w saduceuszach i w nas. Widzi niepokój i lęk, smutek i rozpacz w obliczu śmierci. Ten los człowieka wzrusza Jezusa-Zbawiciela dogłębnie. Widać to doskonale na grobem Łazarza (por. J 11, 33. 38). Ale Jezusowe „rozrzewnienie i wzruszenie” oraz szczere współczucie, to nie jest wszystko, co On przyszedł nam zaofiarować.
 
W tym momencie wpatrzmy się w Jezusa i dostrzeżmy Jego zaangażowanie, powagę i ponadludzki autorytet, z jakim udziela saduceuszom tej (w pełni kompetentnej) odpowiedzi:
 
«Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania».
 
Co za słowa! Co za objawienie! Jak wielka i dobra nowina! Dla saduceuszów, dla nas, dla człowieka.
 
Ale idźmy po kolei. Człowiek jest rozumny i wolny. Sam decyduje, jaki użytek zrobi z tych obu osobowych wyposażeń… Można się do woli upierać i nadal – mimo usłyszanej Jezusowej odpowiedzi – próbować Go i podchwytywać w mowie (por. Łk 20, 20). Można zabarykadować się na pozycji cynika, który wybiera totalne zwątpienie i z ironicznym uśmiechem rzuca cień podejrzenia (dosłownie) na wszystko… Tyle tylko, że zostaje sam. Tragicznie sam.
 
Wielki błąd
 
A dzieje się (czy może się tak dziać) między innymi dlatego, że człowiek tkwi w błędzie – „w wielkim błędzie” – i za nic nie pozwala się z niego wyprowadzić! To właśnie akcentuje św. Mateusz, opisując „incydent” z saduceuszami: Jezus im odpowiedział: Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej (Mt 22, 29). W nieco innej formie (retorycznego pytania) wskazuje przyczynę błędu (i to wielkiego!) również św. Marek: Jezus im rzekł: Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? (Mk 12, 24).
 
Jezus Chrystus jest tym, który – jako jedyny i najdoskonalej – zna nie tylko Pismo, ale i „moc Bożą”. Znać dogłębnie Pismo! W pełni rozumieć i pojmować moc Bożą!
 
Jest dzisiaj taka tendencja (w zasadniczym sensie uprawniona), by wydobywać i podkreślać człowieczeństwo Jezusa Chrystusa. To „miód dla duszy” i dla naszych skołatanych serc, gdy można kontemplować i chłonąć tę prawdę, że Przedwieczny Boży Syn przyjął ludzką naturę i „zjednoczył się jakoś z każdym z nas”. I żył, trudząc się pod każdym względem, jak my się trudzimy… Czy jednak ta prawda nie jest tak dobroczynna i zbawcza właśnie dlatego, że osobą „odpowiedzialną” w Jezusie Chrystusie (łączącym w sobie dwie natury: Boską i ludzką), jest właśnie Osoba Syna Bożego?!
 
To Taki Ktoś przemawia do rozumu i wyobraźni saduceusza „siedzącego” w każdym z nas, mówiąc: «Biedny człowieku! W swoim myśleniu o Bogu, o sobie, o istnieniu człowieka i wszechświata, weź „poprawkę” na to, że nie znasz „Pisma ani mocy Bożej”. Zatem pozwól, by mówił do ciebie i odsłaniał przed twym umysłem całą Rzeczywistość taką, jak jest naprawdę, Ten, który zna jedno i drugie: Pismo i moc Bożą!
 
Wielki Egzegeta
 
Wyjątkowy egzegeta – sam Wcielony Boży Syn, znający Pismo i moc Bożą – „cytuje” i rzuca snop światła na najgłębszy sens słów danych już w Starym Testamencie:
 
«A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa „Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba”. Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją». Te słowa „czekają” nie tyle na objaśnienia, ile na to, żeby się w nie wsłuchać i usłyszeć, co Jezus i Jego Duch chcą nam powiedzieć… Są to słowa życia, życia wiecznego!
 
A gdybyśmy chcieli niejako wzmocnić radosne przesłanie, płynące z dzisiejszego słowa Bożego, to moglibyśmy (osobiście) zastanowić nad tym, jak w Ewangeliach i w całym Piśmie Świętym (obu Testamentów), koniec końców, wszystko jest perswazją, rzec można, pro life – ze strony «Tego, Który Jest»! On na wszelkie możliwe sposoby – łącznie ze śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa – zapewnia nas i przekonuje, że prawdziwe są te słowa: «Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla niego żyją».
 
Niedawno słyszeliśmy, jak pięknie „ewangelię życia” – obecną także w umieraniu i samej śmierci – wyraził św. Paweł: Nikt zaś z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi (Rz 14, 7 nn).
 
Biedni saduceusze „się pogubili”, podobnie jak wielu ludzi dzisiaj się gubi, ulegając coraz silniejszemu naporowi „cywilizacji śmierci”, której autorem jest, wiemy kto (por. Mdr 2, 14)! Przecież nie Bóg.
 
A kogo zechcemy słuchać i komu zechcemy dać posłuch, to już jest sprawa naszej wolności, namysłu, decyzji i wyboru, który – zawsze jest brzemienny w skutki. Warto jednak – zwłaszcza wtedy, gdy ktoś usypia naszą czujność, odbiera nam poczucie powagi tajemnicy istnienia, i chce nas zamknąć w sobie samych i w doczesności – przypomnieć sobie (i temu komuś) Jezusową diagnozę: Jesteście w błędzie, nie znając Pisma ani mocy Bożej (Mt 22, 29). Takim czy innym uwodzicielom i kusicielom warto zadać Jezusowe (zresztą retoryczne) pytanie: Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? (Mk 12, 24).
 
Krzysztof Osuch SJ 
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Dom człowieka udającego się w podróż można porównać do całego świata, który został nam powierzony, a w mniejszej skali do tej przestrzeni i miejsca, które zajmuje każdy z nas. Wyraźnie widać, że świat nie jest naszą wyłączną własnością. Pod nieobecność właściciela jedynie nim zarządzamy. Znamy to z naszej codzienności. Zdarza się przecież, że kogoś zastępujemy, ktoś udostępnia nam swoje lokum, posiadłość, majątek. Możemy z tego korzystać, chociaż mamy wzgląd na to, że nie możemy zamienić czyjegoś domu w ruinę. W przeciwnym razie, nikt nie zaufałby nam ponownie. 
 
Jacek Salij OP
Przysłowie powiada, że kto chce psa uderzyć, ten zawsze jakiś kij znajdzie. Jednak zarzucanie Kościołowi, że „zaciekle walczył” ze środkami przeciwbólowymi, a zwłaszcza z uśmierzaniem bólów porodowych, porównać można chyba tylko z szukaniem kija na bezdrzewnej pustyni.
 
 
Dariusz Piórkowski SJ
Jakby nie spojrzeć na dzisiejszą przypowieść, to jednak ostatecznie Chrystus próbuje nam powiedzieć, że niewykorzystana szansa przechodzi na innych. Dary Boże nie mogą zostać w tym świecie „zamrożone”. Do tego, który zakopał pieniądze pana i z lęku nie puścił ich w obrót, powiedział: „Każdemu bowiem, kto ma będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25, 29). A więc pozytywna odpowiedź na powyższe pytania wcale nie jest taka bezzasadna. 
 
 
___________________
 
 reklama