logo
Sobota, 26 września 2020 r.
imieniny:
Kosmy, Damiana, Justyny, Łucji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Jezus i Maryja - czyli ile czyni Bóg, a ile człowiek?
Mateusz.pl
 
fot. Maria Oswalt | Unsplash (cc)


Bóg czyni (prawie) wszystko

 

Św. Paweł – w święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – mówi nam rzeczy niezwykłe i bardzo obiecujące: Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą (Rz 8,28-30). W tych słowach objawia się wiedza dana Pawłowi przez Jezusa Chrystusa. Także Duch Święty kładzie na nich swoją pieczęć (natchnienie). Skoro tak, to śmiało przyswójmy sobie choć trochę z Pawłowej Ewangelii.

 

Najpierw uradujmy się tym, że sam Bóg współdziała z nami we wszystkim dla naszego dobra. Nawet w najtrudniejszej sytuacji możemy mieć pewność, że Bóg współdziała z nami i wyprowadza dobro. My nie wiemy, jak On to czyni, ale wystarczy wierzyć, że On to wie i skutecznie sprawia.

 

Na czym Paweł opiera swe przekonanie? Skąd wywodzi pewność co do tak niezwykłego zaangażowania Boga we wszystko, co czynimy i przeżywamy? Oczywiście, z odwiecznej Miłości Boga Ojca, który powołuje nas do bycia braćmi Wcielonego Syna Bożego! Jako tak bardzo spokrewnieni z samym Synem Bożym, ufnie i ochoczo podzielamy przekonanie i pewność św. Pawła. Jesteśmy pewni nie tylko Bożego współdziałania z nami dla naszego dobra, ale i końcowego rezultatu, że mianowicie Bóg Ojciec, który od wieków poznał nas i przeznaczył na to, byśmy się stali na wzór obrazu Jego Syna, rzeczywiście tego dokona. Nie przeszkodzą Mu w tym nawet nasze... grzechy.

 

Owszem, wiemy, że grzech pierworodny i inne grzechy uczyniły nas skażonymi i niezdolnymi do komunikowania się i komunii z Bogiem. Jednak tu, gdzie my się potykamy, upadamy i jesteśmy całkiem bezradni, wkracza Bóg Ojciec i podejmuje takie działanie, które nas w pełni usprawiedliwia. Miłosierna Miłość Ojca czyni nas na powrót świętymi i nieskalanymi przed Jego obliczem (por. Ef 1, 4). Ta Miłość dosięga nas i usprawiedliwia w Synu Bożym, który stał się Człowiekiem dla naszego zbawienia! Cztery Ewangelie i poniekąd cała Biblia mówią o tym jednym: jak Bóg Ojciec dokonuje zbawienia ludzi w Jezusie Chrystusie. Jest to prawdziwie dzieło na miarę samego Boga!

A wracając do słów św. Pawła, zauważmy, że wszystkie użyte przez niego czasowniki mówią o działaniach, których autorem jest jedynie sam Bóg. Nie widać tam niczego, co miałby czynić człowiek. To sam Bóg Ojciec powołuje, przeznacza (ale nie w sensie predestynacji wykluczającej niektórych czy kogokolwiek). On też usprawiedliwia, a w końcu obdarza chwałą!

 

– Jakie to radosne i odbarczające! I to na poziomie fundamentalnym, najważniejszym.

 

Owszem, i tak nieraz będzie nam towarzyszyć poczucie, że jarzmo życia jest nazbyt przykre, a brzemiona nazbyt ciężkie. To prawda. Ale czyż to wszystko nie odmienia się w momencie poważnego przyjścia do Jezusa i poproszenia, by spełnił to, co tak ujmująco obiecuje: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 28-30).

 

Co ma czynić człowiek?


Skoro Bóg tak wiele dla nas czyni i tak dużo obiecuje, to – zapyta ktoś – czy nam coś pozostaje do zrobienia? – Tak. I to nawet dużo. Bóg Ojciec oczekuje od nas (możliwie) 100-u procentowej odpowiedzi na Jego uprzedzającą Miłość. A jeśli nie stu, to przynajmniej 60-cio lub 30-sto procentowej odpowiedzi! Jednak z samej konieczności, by dać Mu odpowiedź – nikt nas nie zwolni. Ani nikt nas nie wyręczy. To oczywiste, że Miłość Boga zbawia nas, ocala i uszczęśliwia (zasadniczo) tylko wtedy, gdy my ją poznajemy i odpowiadamy na nią ufną wiarą i umiłowaniem Jej.

Można zatem powiedzieć, że uszczęśliwiająca Miłość Boga i Jej współdziałanie we wszystkim dla naszego dobra – uzależniona jest tylko od jednego warunku, a jest nim właśnie nasza odpowiedź ufnej wiary i nasze umiłowanie Miłości.

 

Powinniśmy jednak uniknąć wielkiego błędu: nie sądźmy, że to dopiero nasza miłość niejako „uruchamia” wspaniałą Miłość Boga do nas. Jest dokładnie na odwrót. To Bóg pierwszy nas umiłował, powie św. Jan (por. 1 J 4, 19). Najzupełniej zatem wystarczy, jeśli my – jako drudzy – Miłość Boga poznamy, umiłujemy Ją i zawierzymy Jej siebie. To czyniąc (co dzień od nowa), dajemy Miłości Boga przystęp do nas. Ojciec, Syn, Duch Święty mogą, bez większych przeszkód, współdziałać z nami dla naszego dobra – we wszystkim; i przez całe nasze życie – dzień po dniu, godzina po godzinie. Aż do wejścia w chwałę Życia wiecznego.

 

Zauważmy, choćby mimochodem, że swój wspaniały Plan zbawienia i uszczęśliwienia nas Bóg Ojciec odsłonił nie od razu, nie naraz, lecz stopniowo. Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo (por. Ga 4, 4-5).

 

– Właśnie, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty. A my obchodzimy dzisiaj Jej urodziny.

 

Narodziny Maryi, która zrodzi Syna Bożego


Kościół uznał, że oprócz uroczystego obchodu dnia Narodzenia Pana Jezusa, a także Jego poprzednika, św. Jana Chrzciciela, potrzebny jest dzień, w którym czcimy narodzenie Tej, która z Ducha Świętego poczęła Syna Bożego i Go zrodziła. Nie dziwimy się temu, że już bardzo wcześnie – Kościół Jerozolimski w V wieku, a Kościół Rzymski w VII wieku – obchodzi święto Narodzenia Najśw. Maryi Panny. (Może tylko szkoda, że dzisiaj nie jest to uroczystość, a „tylko” święto).

 

To prawda, szczytem zbawczego działania Boga wobec nas i szczytem objawienia się Miłości Boga do nas – jest Jezus Chrystus. To w Nim jest Pełnia Łaski (por. Ef 4, 13; Kol 1, 19; 2, 9) i z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce (J 1, 16). A skoro tak, to można by więc pytać: Jeśli w Jezusie Chrystusie zamieszkała cała Pełnia (Kol 1, 19) i z niej otrzymujemy łaskę po łasce, to czy jest jeszcze tak wyjątkowe „miejsce” dla Niewiasty. Dla Matki Jezusa?

 

Z pewnością tak! Wiele by o tym mówić. Za odpowiedź niech staną nam liczne uroczystości i święta Maryjne. A w nich – w czasie Liturgii, w pieśniach i modlitwach – w centrum uwagi staje Maryja jako Matka Jezusa.

 

Zatroskani o Chrystocentryzm i chwałę samego Boga, niech będą spokojni: Święta Boża Rodzicielka zawsze prowadzi nas do swego SYNA. Prowadzi do Niego, bo dobrze wie, że i Ona jako najpierwsza wszystko otrzymała też od Syna i ze względu na Niego!

 

Są jednak powody, powiedziałbym, najzupełniej bezinteresowne, dla których winniśmy kontemplować samą MA RYJĘ jako arcydzieło Bożej Miłości. Jej Osoba wzbudza podziw i zachwyt. Święci często o tym mówią. Także poeci. Najpierw jeden, a potem drugi przykład.

 

Miriam

 

Ty otwierasz Biblie obietnicą
i zamykasz ją zwycięstwem
Niewiasto pierwszych i ostatnich stronic
klamro czasów
cicha ojczyzno dobrej nowin
psalmie bez nut fałszywych
ziemio na której wróg stopy nigdy nie postawił
życiorysie wichrem i ogniem napisany
ziarnko pisaku w którym oceany toną
łzo wezbrana tęsknotą całych wieków
gwiazdo od słońca zapalona
zwiastunko przed zwiastunami biegnąca
słoneczniku każdym ziarnem ku niebu zwrócony
jedyna kolumno wśród zgliszcz stojąca
księgo święta
czynem Boga zapisana (Andrzej Madej OMI).

 

Maryja zasługuje na kontemplację także dlatego, że w Niej widzimy to, do czego i nas Bóg Ojciec powołał przed wiekami. Maryja, jako Matka Zbawiciela i nasza Matka, pragnie też gorąco wspierać przemianę naszych serc. Gdy Ją naśladujemy, to w końcu okazuje się, że upodobniamy się do naszego Brata i Zbawiciela, Jezusa Chrystusa!

 

I ten jeszcze motyw, by być blisko z Nią. Skoro nasze powołanie jest tak wielkie i godne (jak przypomina to św. Paweł), i skoro jesteśmy tak drodzy i cenni w oczach Boga (por. Iz 43, 4), to zasługujemy na to, by zawierzyć siebie Sercu tak dobrej i wspaniałej Matki. Skoro Bóg Ojciec powierzył Jej swojego Syna Wcielonego, to czy my będziemy się wahać w kwestii powierzenia Jej siebie.

 

A całą „resztę” na temat wspaniałości rodzącej się dzisiaj maleńkiej Miriam, niech wypowie Poeta [1]:

 

Ty jesteś powietrzem, którym oddychamy

 

Maryja niepokalana, tak prosta kobieta,

a jednak jej obecność i Jej potęga
są wyższe ponad wszystko, co się kiedyś marzyło
o jakiejkolwiek bogini.
Jej jedyne zadanie:
pozwolić, by przez Nią zabłysła
cała Boża chwała,
ta chwała Boga, który chciał Ją przeniknąć
a potem się rozszerzyć poza Nią daleko
i tylko tak – przez Nią.
Tak, ośmielam się twierdzić
że przez Nią jesteśmy ogarnięci miłosierdziem Bożym
tak, jak nas ogarnia dokoła powietrze.
Taka właśnie jest Maryja dla nas,
Maryja, której imię jest miłosierdziem.
To ona swym płaszczem przedziwnym okrywa
cały świat grzeszny,
ponieważ Bóg przez Jej wstawiennictwo
roztacza swoją Opatrzność.
Ona rozdaje jałmużny,
ale jeszcze bardziej sama jest miłą jałmużną,
a ludzie są przeznaczeni do czerpania z jej życia,
jak życie czerpie się z powietrza.
Bądź więc, najdroższa Matko,
atmosferą, w której oddycham.
Bądź światem bardziej szczęśliwym,
bym w Tobie kierował me kroki daleko od grzechu.
Bądź nade mną i dokoła mnie,
ukaż moim spojrzeniom przekornym
niebo bez ran i gniewu.
Spraw, niech drży mój bębenek w uchu:
niech usłyszy, jak mówisz o miłości Bożej –
Ty żywe powietrze -
i o cierpliwości, o pokucie i o modlitwie.
Macierzyńskie powietrze dla świata, powietrze porywające,
przyjmij do owczarni Twojej dziecko
przywiązane do Ciebie, chroniące się na Twej wyspie.
Przyciśnij je mocno do siebie.


Krzysztof Osuch SJ
Częstochowa, 8 września 2010 AMDG et BVMH
_____________________________
Przypisy:

 

Gerard-Manley Hopkins SJ, zm. 1899. Za: Skarbnica modlitw, s. 388 n. Zebrał i opracował o. Mieczysław Bednarz SJ. Wydawnictwo WAM. Księża Jezuici. Kraków 1997.

 
Zobacz także
Andrzej Grudzień
Jest taki znamienny moment w historii Koziołka Matołka pod koniec trzeciej księgi jego przygód - bohaterowi udaje się w końcu odnaleźć upragniony Pacanów, gdzie może zostać podkuty. Tu jednakże kolejne rozczarowanie - pewien profesor tłumaczy mu, że kowale pracujący w tym mieście nazywają się Koza, stąd powiedzenie: "Kozy kują w Pacanowie"...
 
Dlaczego po zwiastowaniu Maryja udała się do swej kuzynki Elżbiety, a nie do swej matki, by obwieścić jej miłosierdzie Boga Zbawiciela? Czyżby rodzice Joachim i Anna już nie żyli?
 
ks. Jerzy Olszówka SDS
Umiarkowanie jest cnotą moralną, która pozwala opanować dążenie do przyjemności i zapewnia równowagę w używaniu dóbr stworzonych. Zapewnia panowanie woli nad popędami i utrzymuje pragnienia w granicach uczciwości. Osoba umiarkowana kieruje do dobra swoje pożądania zmysłowe, zachowuje zdrową dyskrecję i nie daje się uwieść...
 
 
___________________
 
 reklama