logo
Czwartek, 26 listopada 2020 r.
imieniny:
Leona, Leonarda, Lesławy, Konrada, Delfiny, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Robert Spaeman
Jezus nie był dobrym wujkiem
Fronda
 


Jedną z najważniejszych tendencji współczesnej teologii jest pewien osobliwy optymizm. Np. zdaniem Karla Rahnera każdy człowiek, niezależnie od tego, czy o tym wie, czy nie, jest już chrześcijaninem i jest zbawiony. Co sądzi pan o tym poglądzie?
 
Rahner nie powiedział, że każdy człowiek jest anonimowym chrześcijaninem. Powiedział, że istnieją anonimowi chrześcijanie, którzy nie wiedząc o tym należą do Chrystusa i zostaną zbawieni. Kościół zawsze nauczał, że można uzyskać zbawienie bez posiadania wiedzy o Jezusie i Boskim Objawieniu. Mówiono o tzw. "chrzcie pragnienia". Pius XII ekskomunikował formalnie teologa, który głosił, że wszyscy ludzie poza Kościołem rzymskokatolickim są potępieni.
Ponieważ jednak każdy zbawiony uzyskuje zbawienie na mocy śmierci Chrystusa, można nazwać każdego człowieka w stanie łaski "anonimowym chrześcijaninem". Uważam, że stosowanie tego pojęcia jest nietrafne. Chrześcijanami nazywamy tych, którzy wiedzą, kto ich zbawił i przyznają się do Chrystusa. Mówienie o anonimowych chrześcijanach jest zawłaszczeniem w stosunku do ludzi, którzy w ogóle nie chcą poznawać Chrystusa i osłabia misyjną motywację nawracania ludzi do Chrystusa. Niebezpieczeństwo wiecznej zatraty dla człowieka poza Kościołem jest dużo, dużo większe niż dla chrześcijanina, który żyje z wiary i z mocy sakramentów.
 
Ten sam optymizm pojawia się w tekstach niemieckiego teologa Hansa Ursa von Balthasara, według którego jesteśmy zobowiązani żywić nadzieję, że piekło okaże się puste.
 
Nadzieję na puste piekło wydaje się żywić także Ojciec Święty, który von Balthasara podniósł do godności kardynalskiej. Modlitwa, której nauczyła nas Matka Boża z Fatimy, także zawiera tę nadzieję: "Zaprowadź wszystkie dusze do nieba". Wydaje mi się, że coś innego mówią słowa Jezusa o Judaszu: "Lepiej byłoby dla tego człowieka, aby się nie narodził". Jeśli Judasz byłby w niebie, to byłoby dla niego lepiej, gdyby się narodził. Myślę, że powinniśmy sami sobie zabronić wszelkich tego rodzaju spekulacji. Winniśmy wziąć na poważnie modlitwę z kanonu mszy św.: "Zachowaj nas od wiecznego potępienia". Chrześcijańska cnota nadziei odnosi się wedle nauki wszystkich Ojców Kościoła do własnego zbawienia. Winna ona motywować do wysiłku w celu osiągnięcia zbawienia. Troska o zbawienie innych ludzi nie jest przedmiotem nadziei, ale czynnej miłości. Po ich śmierci możemy ich jedynie powierzyć Bożemu miłosierdziu. Ponadto modlitwa Kościoła za zmarłych odnosiła się zawsze do tych, o których Bóg wie, że "są Jego własnością przez wiarę i dzieła miłości". Modlitwa odnosi się do dusz w czyśćcu. W czasie pierwszych 1500 lat Kościół był przekonany, że większość ludzi trafi do piekła. Dzisiaj rozpowszechniło się przekonanie, że tylko nieliczni albo nawet nikt nie znajdzie się w piekle. Prawda jest następująca: musimy się pogodzić, że tego nie wiemy. "Nadzieja" jest w tym kontekście całkowicie bezużyteczna, jest wishfull thinking, które nie ma mocy sprawczej.
 
Co znaczy teza Rahnera o "antropologicznym przewrocie" w teologii? Jak można pogodzić tę tezę z celem klasycznej teologii, którym była chwała Boga, glorificatio Dei?
 
Podobnie jak mówienie o anonimowych chrześcijanach, tak i mówienie o "antropologicznym zwrocie" jest dwuznaczne. Może ono po prostu oznaczać, że powinniśmy rozpocząć od kondycji człowieka i istniejącej a priori struktury jego świadomości, aby od tego punktu dotrzeć do tego, co człowieka przekracza: do Boga. Stwierdzenia "Tylko kto zna Boga, zna człowieka" oraz "Chrystus objawił człowieka człowiekowi" są chętnie używane przez Jana Pawła II. Celem jest poznanie Boga jako właściwego i ostatecznego celu człowieka. Ostatecznie chodzi o uwielbienie Boga. Ksiądz Rahner z pewnością by się zgodził z tym. Jednak jego teoria kryje niebezpieczeństwo innego rozumienia. Chodzi o takie przekonanie, jakoby Bóg był tylko jednym wymiarem ludzkiej świadomości i, w ostateczności, jakoby Bóg był dla człowieka, a nie człowiek dla Boga. Jest to stanowisko nihilistyczne, ponieważ w takim przypadku egzystencja człowieka jest bezsensowna. Człowiek domaga się sensu, który wykracza poza niego. Jest to teza antropologiczna, która prowadzi do teologii. "Wystarczająco długo snuliśmy myśli na temat człowieka. Nadchodzi czas myślenia o Bogu" - pisał Andriej Siniawski w gułagu sowieckiego humanizmu.
 
Gdzie dostrzega Pan znaki nadziei? Jest wiele nowych ruchów katolickich, np. Focolari, których przedstawiciele mówią o wiośnie Kościoła. Z drugiej strony, można zauważyć powrót młodych ludzi do tradycji katolickiej, nowe zainteresowanie mszą trydencką. Trudno jest być prorokiem, ale czy sprawa chrześcijaństwa w Niemczech faktycznie jest już przegrana?
 
Są w Kościele zrywy, które dają powód do nadziei. Z jednej strony są to nowe duchowe ruchy, ponowne odkrycie tradycji, szczególnie liturgicznej, w obliczu nieudanej reformy i spustoszenia rzymskiej liturgii. W Niemczech zrywy te są słabsze niż w innych krajach. Rozpowszechnia się mieszczańskie chrześcijaństwo, które nie zasługuje na swoje miano. W mojej ojczyźnie, gdzie brakuje kapłanów, ludzie uczestniczą chętniej w prowadzonym przez człowieka świeckiego nabożeństwie Słowa Bożego z mszą na orkiestrę Mozarta, aniżeli jadą samochodem dwa kilometry do sąsiedniego kościoła, aby wziąć udział we mszy św. Nie powinniśmy się jednak nadmiernie niepokoić o przyszłość Kościoła. Musimy się dzisiaj starać żyć jako chrześcijanie, w posłuszeństwie wobec wskazań Pana. Kiedy dziś mówi się o Kościele katolickim, często używa się określenia "nasz Kościół". Tak mówią nawet biskupi. Chrześcijanie nigdy nie mówili w ten sposób o Kościele. Był to raczej "Jego Kościół", Kościół Boga. Jeśli Kościół jest Jego Kościołem, wtedy przyszłość Kościoła jest Jego, a nie naszą sprawą. W pierwszych wiekach prześladowań Kościół szybko się rozrósł pomimo, że chrześcijanie nie zastanawiali się nad jego przyszłością. Oczekiwali ponownego przyjścia Chrystusa i radowali się, kiedy mogli umierać jako męczennicy za wyznawanie Chrystusa. To była mentalność, która dała Kościołowi przyszłość.
 
Dziękujemy za rozmowę.
 
ROZMAWIALI RAFAŁ SMOCZYŃSKI I TEODOR ZGLISZCZ
 
Robert Spaeman (1927)
- profesor filozofii, wykładowca na uniwersytetach w Stuttgarcie, Heidelbergu i Monachium; autor m.in. książek Szczęście i wolność wyboru, Krytyka utopii politycznych, Refleksja i spontaniczność.
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Piotr Koźlak CSsR
Są kapłani, którzy poszukują coraz lepszego życia duchowego. Są kapłani bardziej lub mniej zalęknieni, co się przejawia w tzw. skrupułach. Istnieje grupa kapłanów, którzy spowiadają się regularnie na granicy drobiazgowości. Jednak najgorzej jest, gdy kapłan spowiada się nieadekwatnie do swego stanu i powołania. Jest to swoisty niedorozwój spowiedzi. 

Z Piotrem Jordanem Śliwińskim OFMCap rozmawia Piotr Koźlak CSsR
 
Ula Jagiełło
Ona jest niepozbawioną talentu, skandalistką. Chce być na ustach wszystkich, nieustannie prowokująca. Dla niego życie towarzyskie było udręką, uwielbiał długie spacery, filozofię i literaturę. Dwa różne temperamenty, dwa światy, dwie epoki. A jednak gwiazdę pop Madonnę i wybitnego pisarza Franza Kafkę coś łączy...
 
ks. Marek Szukalski
Kończy się rok liturgiczny, który kolejny raz przypomniał nam przebieg historii zbawienia świata. Mijające dni kierują nasze myśli ku sprawom ostatecznym człowieka. Wymienia je Mały Katechizm: są to 1) śmierć, 2) sąd, 3) niebo (lub piekło). Zamiast tradycyjnego: „rzeczy ostateczne”, lepsze wydaje się określenie: sprawy ostateczne. Śmierć, sąd, wieczne szczęście zbawionych, są przecież osobistym spotkaniem z kochającą Osobą — Chrystusem Zbawicielem.  
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー