logo
Czwartek, 29 października 2020 r.
imieniny:
Angeli, Przemysława, Zenobii, Narcyza, Felicjana, Violetty – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ewa Wycichowska
Język ciała nigdy nie kłamie
eSPe
 


Język ciała nigdy nie kłamie
Z Ewą Wycichowską, Dyrektorem Polskiego Teatru Tańca w Poznaniu, rozmawiamy o jej zawodzie i pasji zarazem

o. Grzegorz Książek SP: Czy to, co Pani robi, to jest zawód czy raczej pasja?

Ewa Wycichowska: To zdecydowanie pasja! Jeśli mówi się, że Bóg może ukarać, to mnie ukarałby, gdyby zabrał mi płomień, którym dla mnie jest ten zawód. Przez zawód rozumiem nie tylko bycie wykonawczynią, czyli tancerką, ale w ogóle wszystko to, co robię z baletem, zaczynając od wykonywania go, poprzez pedagogikę tańca, przez choreografię, która najbardziej zbliża do Wielkiego Kreatora i przez funkcję - bardzo mnie obciążającą - jaką jest stanowisko dyrektora Polskiego Teatru Tańca.

o. Grzegorz: Czym dla Ewy Wycichowskiej jest taniec?

EW: Sposobem na życie! Taniec to nie tylko rodzaj aktywności fizycznej, ale sposób zdobywania wiedzy. To jest mój uniwersytet - cała literatura, którą musiałam przeczytać, aby zrealizować balety, czy aby je tańczyć. To jest życie od premiery do premiery. To jest wyznaczanie czasu wolnego, którego wcale nie ma. Czas liczy się od wydarzeń, które dzieją się w teatrze, a takim wydarzeniem jest premiera.

o.G: Pani Ewo, skąd najczęściej płynie natchnienie do tworzenia dla publiczności i co dzisiejsza publiczność najchętniej odbiera?

EW: Trudno powiedzieć, publiczność w tej chwili jest bardzo różna. Bywa, że są to snobistyczni widzowie, którzy nie tyle chcą zobaczyć, co pokazać... siebie. Ale ja nie rezygnuję z nikogo. Uważam, że nawet wtedy gdy przypadek sprowadzi kogoś do teatru, to należy i ten przypadek wykorzystać do maksimum, bo wszystko zależy od indywidualnej wrażliwości odbiorcy. Jeśli proponuje się publiczności prawdziwą wartość, to porozumienie świata sceny i widowni musi nastąpić. Bardzo ciekawe i radosne są nasze kontakty z publicznością w tych ośrodkach, które nie mają własnych zespołów baletowych, tam spotkanie z naszą sztuką jest traktowane jak wielkie święto. Uważam, że zawsze i na różne sposoby możemy poszukiwać wrażliwości widza. Przede wszystkim nie możemy ulec sztampie, mieć jedną receptę na sukces i ją powtarzać. Trzeba ciągle szukać drogi, nowego sposobu, nowej publiczności. Oczywiście, młodego widza trzeba szukać. Dlatego w Poznaniu realizuję "Wtajemniczenia". One mają przybliżać sztukę, która - moim zdaniem - nie jest sztuką elitarną. Cały czas uważa się balet za sztukę wyszukaną - tylko dla znawców. Tymczasem jest to sztuka, która nadaje się do odbioru przez zmysły każdego człowieka. Mówi bez słów o czymś, co dla każdego jest ważne. Nie kłamie! Język ciała nigdy nie kłamie!

o.G: Dziś wiele przedstawień dramatycznych, teatralnych, tanecznych czy operowych, sięga po utwory tchnące wartościami i tematyką religijną. Pani Ewo, czy taniec jest w stanie przekazać wartości sacrum? I Czy można by z nich zrezygnować?

EW: Wierzę w istnienie Abraxasa. W człowieku są jakby dwie strony - ciemna i jasna. Człowiek jest tylko człowiekiem i ma do wyboru drogę z błędami albo z jak najmniejszą ilością błędów, ale błędy i upadki człowieka zawsze istnieją. Pozostaje tylko kwestia, kiedy się człowiek podniesie i jak się podniesie. Czasem potrzebuje pomocy. W sztuce w ogóle nie można wprowadzić podziału na wartości chrześcijańskie i inne. Jeśli artysta tworzy sztukę z przekonaniem i przygotowuje ją dla drugiego człowieka, wówczas tym, co pokazuje, są najczęściej jego wątpliwości i jego poznanie świata. To nie zawsze musi być odczytywane w kategoriach wartości chrześcijańskich. Uważam, że pokazywanie tych problemów już jest wartością chrześcijańską. Pokazuje się bowiem człowieka w różnej jego formie i gdyż - jak powiada - Hermanem Hesse: Harmonia polega na pokazywaniu kontrastów. Osiągnięcie ideału w sztuce polega na tym, że pokazuje się te obie strony ludzkiej egzystencji. Takie jest moje zdanie. Ja nie kokietuję, nie działam komercyjnie, nie robię spektakli tak, żeby były lepiej odczytywane, bo prezentują wartości chrześcijańskie, staram się mówić całą prawdę. Przez to realizuję właśnie główną ideę chrześcijaństwa. Robię to, ponieważ moje zapatrywanie na świat, na życie, na wieczność jest chrześcijańskie i jeśli ono jest prawdziwe, to będzie przemawiało przeze mnie. Ale nic na siłę!

Rozmawiał o. Grzegorz Książek SP

 
Zobacz także
Przemysław Radzyński
Życie konsekrowane nie miałoby sensu, gdyby nie było w nim bliskości i spotkania z Bogiem, który jest osobą, która się o nas troszczy, o nas dba. Życie zakonne nie ma być miłe, łatwe i przyjemne, ale ma być znakiem, że można tak żyć: w pełni dla Pana Boga – stereotypy na temat życia zakonnego obala s. Teresa Pawlak, albertynka w rozmowie z Przemysławem Radzyńskim. 
 
Tomasz Wiścicki
Ostatnio zmieniło się funkcjonowanie związku. Wierność oznacza: jesteśmy ze sobą tak długo, jak się da. Zdrada jest teraz tak rozumiana, że dopóki jesteśmy ze sobą, jesteśmy dla siebie. Nie ma takiego myślenia, że możemy być ze sobą na zawsze...  

Z Jackiem Prusakiem SJ rozmawia Tomasz Wiścicki
 
Barbara
Chcę podzielić się z Wami moim świadectwem o sile Różańca św. i potędze wstawiennictwa Maryi. Pochodzę z rodziny ateistycznej, w której nie wolno było nawet mówić o Bogu. Jednak moje serce w dzieciństwie ogromnie tęskniło do Boga i choć niewiele wiedziałam o Nim, nie przestawałam Go szukać. Znalazła się jedna cudowna osoba, siostra zakonna, która - narażając się przecież - zaczęła prywatnie uczyć mnie religii, również dzięki niej zostałam ochrzczona, przystąpiłam do I Komunii św. i Bierzmowania w wielkiej konspiracji i tajemnicy przed rodzicami, mając lat 13.
 
 
___________________
 
 reklama