logo
Piątek, 05 czerwca 2020 r.
imieniny:
Bonifacego, Kiry, Waltera, Walerii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Wojciech Węgrzyniak
Kajfasz. Człowiek, który stracił twarz
Głos Ojca Pio
 
fot. Kyle Glenn | Unsplash (cc)


Kajfasz. Ostatni arcykapłan Starego Przymierza. Nie wiemy, kiedy się urodził ani kiedy umarł. Jego imię może znaczyć „skała”, ale też „depresja” i „przygnębienie”. Na dramat jego życia popatrzmy w czterech odsłonach.

 

Arcykapłan idealny


Kajfasz znał swoje obowiązki i zadania. Był arcykapłanem. Według Prawa arcykapłan miał pochodzić z rodu Aarona, być głową wszystkich kapłanów i nadzorcą całego kultu. Nosił specjalne szaty: tunikę, efod, kwadratowy pektorał wysadzany dwunastoma drogimi kamieniami, na których wypisane były imiona dwunastu pokoleń Izraela, i turban (mitrę) z napisem: „Poświęcony Panu”. Jedynie on mógł raz w roku, w Dniu Pojednania, wejść do Najświętszego Miejsca w Świątyni, by po ośmiodniowym przygotowaniu złożyć ofiarę za cały naród. Za żonę mógł pojąć tylko dziewicę. Jego funkcja była dożywotnia i dziedziczna. W czasach Jezusa był również głową Sanhedrynu – rady, która mogła wydawać wyroki sądowe.

 

Kajfasz wiedział, jaki powinien być arcykapłan.

 

Gdy patrzymy na jego twarz, sumienie nas pyta:


Czy ty znasz swoje obowiązki? Czy zdajesz sobie sprawę, jaki urząd włożono na twoje barki? Czy umiesz jeszcze rozsądzić między tym, co powinieneś, a co jest już tylko twoją zachcianką?

 

Arcykapłan uzależniony


Kajfasz wiedział równie dobrze, że ideał prawdziwego arcykapłana dawno już diabli wzięli. Od lat tacy jak on byli nominowani przez władzę państwową. Nie było mowy o dziedziczności, pochodzeniu z rodu Aarona czy dożywotnim pełnieniu funkcji.

 

On sam został mianowany na arcykapłana w 18 roku przez Valeriusa Gratusa. Umiał żyć dobrze z władzą rzymską, skoro przetrwał i Gratusa, i Piłata. Utrzymał się na urzędzie osiemnaście lat.

 

Był związany z rodziną Annasza, w tamtym czasie najbardziej wpływowego człowieka w Izraelu, który nie dość, że sam był kiedyś arcykapłanem (od 6 do 15 roku n.e.), to wyprowadził na to stanowisko także pięciu swoich synów. Kajfasz ożenił się z jego córką i był posłuszny teściowi we wszystkim. Właśnie dlatego – jak pisze św. Jan – pojmanego Jezusa najpierw przyprowadzono na przesłuchanie do Annasza, a dopiero potem postawiono Go przed urzędującym arcykapłanem. Interesy teścia i zięcia tak ściśle były powiązane, że nawet ewangeliści mieli problemy z ustaleniem, co który z nich zrobił. Często więc mówią o nich w liczbie mnogiej – „arcykapłani” (czasem mając na myśli również innych, którzy w przeszłości pełnili tę funkcję).

 

Gdy zatem czytamy w Ewangelii o arcykapłanach, możemy śmiało uznać, że stoi pośród nich i Kajfasz. Możemy zobaczyć wśród ich twarzy także jego twarz – oburzoną na cuda Jezusa, pytającą, jakim prawem je czyni, zdecydowaną na zgładzenie Łazarza, słuchającą przypowieści o winnicy, przestraszoną tłumów… Możemy dostrzec go wśród innych arcykapłanów, gdy przyjmuje Judasza przed i po zdradzie, wysyła zgraję z mieczami i kijami do Ogrodu Oliwnego, szuka fałszywego świadectwa przeciwko Jezusowi, podejmuje uchwałę, by Go stracić, oskarża Go przed Piłatem, oburza się, gdy namiestnik nie znajduje w Nim winy, podburza tłumy i woła: „Ukrzyżuj! Ukrzyżuj Go!” i „Poza cezarem nie mamy króla”, aż w końcu, pod krzyżem, szydzi i drwi z Umęczonego.

Gdy patrzymy na twarz Kajfasza, sumienie nas pyta:


Kto odebrał ci wolność? Z jakiego powodu zostałeś skorumpowany? W jakie układy wszedłeś i dlaczego? Czy potrafisz jeszcze odróżnić to, co robisz ty sam, od tego, co robią inni, posługując się tobą? Kto odciąga cię od ideału twojego „arcykapłaństwa”, któremu być może na imię praca, dom, małżeństwo czy kapłaństwo?

 

Arcykapłan jawny


Są jednak miejsca w Ewangelii, które w stu procentach odnoszą się tylko do arcykapłana Kajfasza.

 

Po pierwsze – to informacje o jego bogactwie: miał pałac, sługi (z których jeden nazywał się Malchus – to jemu Piotr odciął prawe ucho) i służące (jedna z nich rozpoznała Piotra na dziedzińcu i tak wystraszyła, że wyparł się swego Mistrza).

 

Po drugie – jego słowa: „Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród»” (J 11,49b-50).

 

Po trzecie – wydarzenia wielkoczwartkowej nocy, w których Kajfasz zagrał pierwsze skrzypce jako przewodniczący Sanhedrynu – arcykapłanów, starszych z prominentnych rodzin, uczonych w Piśmie. Aby wyrok na Jezusa był ważny, wystarczała obecność dwudziestu trzech osób spośród siedemdziesięciu uprawnionych. Siedzieli w półkolu, by dobrze się widzieć. Po obu stronach ustawiono stoły, przy których zapisywano wszystko, co zostało powiedziane podczas procesu. Pośrodku stanął Jezus, obok Niego – dwaj świadkowie. Z tyłu, za nimi, w trzech rzędach zasiedli na ziemi uczniowie, studenci Prawa.

 

„Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Jezusa: «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie? […] Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?» […] Wtedy rozdarł swoje szaty i rzekł: «Zbluźnił. Na cóż nam jeszcze potrzeba świadków? Oto teraz słyszeliście bluźnierstwo. Co wam się zdaje?»” (Mt 26,62-63.65).

 

Historycy sprzeczają się, czy wyrok był prawomocny, czy nie. Jedno jest pewne: ten, który z mocy Prawa ponosił odpowiedzialność za wiarę ludu w jedynego Boga, Boga nie dostrzegł. Obraz wyczekiwanego Mesjasza tak bardzo nie pasował mu do wizerunku Galilejczyka, że Jezusowe wyznanie wziął za kpinę.

 

Powiedz, Kajfaszu, któż ci tak zasłonił oczy, że nie rozpoznałeś Tego, który podarował ci wzrok? Czy to władza arcykapłańska uderzyła ci do głowy? Czy może teść odebrał ci wolność w rozpoznawaniu prawdy? A może układy, w jakie się uwikłałeś, stały się zasłoną, przez którą nie potrafiłeś rozpoznać już nie tylko Boga, ale i człowieka? Kto ci zasłonił oczy – jedyne, które w czasach Jezusa miały prawo oglądać Święte Świętych Boga Izraela?

 

Gdy patrzymy na twarz Kajfasza, sumienie nas pyta:


Czy umiesz zobaczyć w człowieku Boga? Czy nie skazujesz go w sprawach tylko Bogu wiadomych? Czy nie rozdzierasz obłudnie szat, udając kogoś innego, niż naprawdę jesteś? Czy i tobie nie poplątały się obietnice mesjańskie? Czy w imię wiary w Boga nie niszczysz drugiego człowieka, który jest niewygodny lub po prostu ci nie pasuje?

 

Arcykapłan fikcyjny


To chyba największy dramat Kajfasza: po śmierci Chrystusa przestaje być arcykapłanem. Jeszcze nie formalnie, jeszcze nie w ludzkiej perspektywie. Ale przecież według Listu do Hebrajczyków od pamiętnej piątkowej godziny na Kalwarii jest już tylko jeden wieczny i nieusuwalny arcykapłan: Jezus z Nazaretu. Kajfasz o tym nie wiedział. Sprawował swą funkcję tak, jakby nic się nie stało, święcie przekonany, że dalej jest najwyższym kapłanem. A po nim jeszcze inni będą nosić miano arcykapłana, aż do zburzenia Jerozolimy, nie wiedząc, że Bóg ma już innego Pośrednika.

 

Prawdziwa tragedia ostatniego arcykapłana Starego Przymierza – żyć w ułudzie, myśląc, że to prawda.

 

Gdy patrzymy na twarz Kajfasza, sumienie nas pyta:

 

Czy i ty nie żyjesz w fikcji? Czy jesteś pewien, że twój urząd, święcenia, śluby, przyrzeczenia, piastowane funkcje na pewno są jeszcze prawdziwe? Czy jakiś twój sąd, wyrok albo czyn nie spowodował, że i tobie zostało odebrane dziedzictwo Izmaelowe, pierworództwo Ezawowe, wybranie Saulowe, arcykapłaństwo Kajfaszowe? Czy na pewno jesteś jeszcze tym, za kogo się uważasz? Kapłanem? Mężem i ojcem? Matką i żoną?

 

ks. Wojciech Węgrzyniak
Głos Ojca Pio | kwiecień 2017
Fragment książki: „Twarzą w twarz z Ukrzyżowanym. Jerozolimskie kazania pasyjne”, Kraków 2010.

 
Zobacz także
Krzysztof Osuch SJ
Jezus stawia tamę naszemu niewłaściwemu reagowaniu na zło, stawiając nam przed oczy Dobroć Boga Ojca i zachęcając nas do stawania się doskonałymi jak doskonały jest Ojciec nasz niebieski. Widomym znakiem nieograniczonej życzliwości Boga jest Słońce, które świeci wszystkim, i deszcz, który pada na wszystkich – bez różnicy. – Słońce naszej miłości przyćmiewa się dość szybko w zderzeniu z czyimś atakiem na nas.  
 
Sylwia Gawrysiak
Tajemnicę krzyża przez wieki próbowali zgłębić nie tylko wybitni teologowie, ale również wielcy artyści. Gwoździe, cierniowa korona, przebity bok. Chrystus skłania głowę. Cierpi. Takie krucyfiksy znamy najlepiej. Z muzeów i albumów. Z ołtarzy kościołów i ścian naszych domów. Ikonografia krzyża jest jednak znacznie bogatsza i pomaga poznać wiele wymiarów jego tajemnicy.
 
ks. Jerzy Olszówka SDS
Życie ludzkie jest święte, ponieważ od samego początku domaga się [stwórczego działania Boga] i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu. Sam Bóg jest Panem życia, od jego początku do jego końca...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー