logo
Piątek, 12 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Zbigniew Stachurski
Kapłan w moim życiu
Nasza Parafia
 



Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. 

Obyś był zimny albo gorący!
A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny,
chcę cie wyrzucić z mych ust.
(Ap3,15-16)

 

 

Żyjący człowiek

Życie otrzymaliśmy w darze od Boga. Życie, by mogło trwać i rozwijać się, potrzebuje pożywienia. Żyjący człowiek to ciało i duch. Ciało do życia potrzebuje pokarmu materialnego a duch - pokarmu duchowego. Dzięki duchowości człowiek góruje nad całym światem i całkowicie przewyższa świat roślin i zwierząt. Dlatego człowiek w odróżnieniu od zwierząt stawia sobie pytania: Kim jestem? Jaki jest sens mojego życia? Dojrzała odpowiedź wymaga dojrzałego ducha a kształtowanie ducha wymaga troski o właściwą strawę duchową.
Czy zabiegałem o właściwy pokarm duchowy? Czy dzisiaj troszczę się, aby moje życie duchowe rozwijało się prawidłowo?

Poszatkowana rzeczywistość

Wzrastając w określonym środowisku ulegałem otaczającej mnie zewsząd kulturze i różnym zjawiskom społecznym nagłaśnianym przez publiczne (państwowe) media. Poddawałem się prowadzeniu różnym grupom społecznym. Wielość i różnorodność informacji docierających do mnie tzw. "szum medialny", tworzyły w moim wnętrzu rzeczywistość bardzo "poszatkowaną", niejednoznaczną, często bardzo zakłamaną. Mieszkając w internatach, akademikach a później kiedy podejmowałem pracę na Górnym Śląsku żyjąc w hotelach pracowniczych, żyjąc wśród różnych grup społecznych byłem podatny na to, co łatwiejsze, prostsze - na rodzący zło pokarm. Moje życie wewnętrzne, moja duchowość ulegała stopniowo deformacji. Wszechobecna w ówczesnym systemie indoktrynacja eliminowała Prawdę (Jezusa) z życia duchowego. Jak więc można było rozróżnić co służy dobru? Jak więc można było wybierać właściwy pokarm? 
Stawałem się powoli tzw. drobnomieszczaninem. Wybierałem działanie ograniczające się do zapewnienia sobie wygody i tzw. komfortu wewnętrznego.

Tak trzeba...

Nosiłem miano "chrześcijanina" - byłem ochrzczony, byłem u pierwszej komunii, bierzmowania… Zawarłem w kościele "związek małżeński" (jak wielu żyjących obok mnie). Uważałem, że tak trzeba, że to wystarczy. Chodziłem więc czasami do kościoła, by mieć w rodzinie tzw. "święty spokój". Nie rozumiałem w czym uczestniczę. Moja edukacja religijna była infantylna, zatrzymała się na etapie pierwszej komunii… brak było u mnie wiary… byłem nijaki, letni…

Widziałem sens życia tylko w zabezpieczeniach materialnych, głównie w pieniądzu. Moimi idolami (bożkami) została dobra i wygodna praca, żona, grupy kolegów tzw. grupy wzajemnej adoracji oraz tzw. święty spokój, wygodne mieszkanie, samochód… itp. Stan mojej świadomości opartej na idolach tego świata trwał dość długo i nie miał nic wspólnego z wiarą. Nie dostrzegałem znaków wiary w otaczającej mnie rzeczywistości. Brakowało mi świadectwa jedności i miłości w wymiarze krzyża ludzi ochrzczonych. Widziałem ich zachowanie się w kościele i inne poza kościołem.

 

 
1 2  następna
Zobacz także
ks. Paul M. Zulehner

Współczesna cywilizacja staje się w coraz większym stopniu cywilizacją lęku. Wyleczenie współczesnych ludzi (i kultur) z owego lęku stanowi kluczowe zadanie na przyszłość. Czy jest to właśnie zadanie dla Kościołów? Myśląc o reformie Kościoła, powinniśmy zdawać sobie sprawę, że przyszłość Kościołów chrześcijańskich nie zależy wyłącznie od reformy instytucjonalnej, lecz w równym stopniu od realizowania spójnej wizji.

 
Tomek
Zawsze lubiłem spędzać czas pod blokiem, nie bardzo chciałem się uczyć. Rodzice nie byli dla mnie autorytetem, często się kłócili. Wybrałem inny styl życia. Zacząłem słuchać ciężkiej muzyki metalowej. Ubierałem się na czarno i utożsamiałem się z symboliką satanistyczną. Tak zaczął się najtrudniejszy okres w moim życiu. Nie uczyłem się, pisałem farbą po murach, byłem agresywny w stosunku do kolegów i nauczycieli, niektórzy z nich bali się mnie...
 
Ks. Piotr Mazurkiewicz
Ks. Józef Tischner powiedział kiedyś, że nie zna człowieka, który straciłby wiarę po lekturze dzieł Marksa, ale za to zna kilku, którzy stracili ją po rozmowie z własnym proboszczem. Słowa te, co nie dziwi, wzbudziły spore oburzenie wśród duchowieństwa. Wyrażają one jednak pewną intuicję, której nie warto zbyt pospiesznie lekceważyć...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm