logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Rok B - 33 niedziela zwykła

Zabawa w gwałt
Ks. Rafał Masarczyk SDS 2006-11-19
Dn 12,1-3; Hbr 10,11-14.18; Mk 13,24-32
Niedawna temu Polską wstrząsnęło wydarzenie, jakie miało miejsce w jednym z gimnazjów w Gdańsku. Kilku chłopców złapało swoją koleżankę z klasy i symulowali gwałt, całe zdarzenie nagrali telefonem komórkowym. Dziewczyna następnego dnia popełniła samobójstwo. Po tym wydarzeniu rozgorzała się dyskusja na temat sytuacji szkolnictwa w naszym kraju i pojawiło się wiele pomysłów na zmianę złej sytuacji w Polskich szkołach.
 
Nie chciałbym w tym miejscu przedstawiać kolejny pomysł na naprawę szkolnictwa, bardziej chciałbym się skupić na sytuacji uczestników tej tragedii. Popatrzmy na rodziców dziewczyny, która popełniła samobójstwo. Stracili dziecko w sposób zaskakująco szybki na skutek wydarzenia w szkole, o którym ich dziecko nie miało odwagi im powiedzieć. Niewątpliwie jest to bardzo traumatyczne przeżycie, łączące się z wielkim bólem i cierpieniem. Tak jakby nagle ich cały świat rozpadł się na drobne kawałki. Czy kiedykolwiek się pozbierają po tym? Być może już nigdy nie pozbierają się po tym, od tego wydarzenia ich życie będzie zupełnie inne. Na dodatek, tego potwornego czynu dopuścili się nie jacyś źli chłopcy z daleka, nieznajomi, tylko znajomi i krewni. Młodzieńcy, których się znało od ich dzieciństwa, być może utrzymywało się bliskie kontakty z ich rodzicami. Jednym słowem wielka tragedia.
 
Przyglądnijmy się rodzicom chłopców, którzy dopuścili się tego czynu. Ich ukochane dzieciaki, które niedawno jeszcze przychodziły się przytulić i gramoliły się na kolana mamy czy taty, teraz prowadzone są jak najwięksi bandyci w kajdankach i asyście policjantów. Na dodatek wszystkiego potępieni przez otoczenie. Jak tu ludziom w oczy spojrzeć, jaki wstyd. Jak będzie można z tym żyć dalej? Poza tym totalna klęska wychowawcza. Nie nauczyli swoich pociech podstawowej zasady: nie każda zabawa jest dobra, nie można bawić się krzywdząc innych. Nasze zachcianki muszą mieć swoje granice, nigdy nie można ich realizować krzywdząc innych.
 
A rodzice pozostałych uczniów z klasy, też chyba nie mają powodu do radości. Przecież ich pociech przyglądały się temu strasznemu wydarzeniu i nie zrobiły niczego by pomóc swojej koleżance. Ani nie ruszyły na pomoc, ani pomocy nie sprowadziły. Przecież szkoła była pełna ludzi. W klasach obok odbywały się lekcje. Dziewcząt w klasie było przecież więcej niż chłopców, „bohaterów” całego zajścia. Nikt nie zareagował, a może jeszcze niektórzy kibicowali. Postawa całej klasy nie jest sukcesem wychowawczym rodziców, nie nauczyli oni swoje pociechy, że nie można na zło nie reagować, że zawsze trzeba coś zrobić. Nie można przyglądać się, gdy ktoś kogoś krzywdzi. Jeżeli samemu jest się za słabym to należy zorganizować pomoc. Należy działać, a nie pasywnie się przyglądać, by potem powiedzieć, myśmy nic nie zrobili złego, to inni. Pasywność w takich sytuacjach jest grzechem zaniedbania. W takich sytuacja pasywność jest współudziałem w złu.
 
A w końcu my dorośli, którzy stanowimy naturalne środowisko dorastania dzieci i młodzieży, czy jesteśmy bez winy? Myślę, że jesteśmy współtwórcami tego zdarzenia o ile sami w życiu nie przestrzegamy pewnych zasad. Trudno się dziwić dzieciom, że tak postępują skory dorośli robią to samo. Ilu ludzi naprawdę kieruje się zasadą, że nie wolno realizować swoich celi krzywdząc drugiego człowieka. Depcząc go, poniżając. Ile jest przecież agresji w naszym życiu codziennym, egoistycznego przepychanie się łokciami. Jeżeli możemy coś więcej zyskać, jak często nie liczymy się z nikim i z niczym. Starczy popatrzeć na Polskie drogi, ilu ludzi łamie przepisy, bo się spieszy, nie liczy się wtedy z życiem i zdrowiem drugie człowieka. Ile trzeba apeli, że nie wolno parkować na miejscach dla inwalidów. Akcja „zabrałeś mi miejsce, zabierz także moje kalectwo” nie przynosi większych zmian. Bo dlaczego nie parkować na wolnym miejscu, gdy gdzie indziej nie można, jestem przecież najważniejszy inni się nie liczą.
 
Wydaje się, że to są drobiazgi, ale one tworzą całość, tworzą naszą cywilizację, którą nie na darmo Jan Paweł II nazwał cywilizacją śmierci. Wydarzenia w Gdański i samobójcza śmierć tej młodej osoby, są owocami takiej cywilizacji. Jakiekolwiek reformy mogą nic nie zmienić, jeżeli sami nie będziemy zmieniali swojego życia. Jeżeli zasada, że nie realizuje się swoich celi krzywdząc innych, nie stanie się zasadą życia społecznego. Ta bowiem zasada jest fundamentem cywilizacji miłości do której nawoływał Papież Jan Paweł II.
 
ks. Rafał Masarczyk SDS