logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Michel Rondet SJ
Kiedy mistyka jedna męskie z kobiecym
Życie Duchowe
 


Bo wy wszyscy, którzy zostaliście ochrzczeni w Chrystusie, przyoblekliście się w Chrystusa. Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie (Ga 3, 27-28). Oto nowość Ewangelii dla św. Pawła! Czy więc należy rozumieć, że Jezus przyszedł znieść wszystkie różnice, które mogą uwydatniać historyczną inność naszych egzystencji? Jaśniej pozwala nam to widzieć św. Paweł, kiedy w innym kontekście mówi, że podzieloną ludzkość jedna Chrystus, w sobie zadawszy śmierć wrogości (Ef 2, 16). Przyszedł On obalić bariery stawiane nieustannie między ludźmi, między mężczyznami i kobietami, przez pożądliwość, zawiść i rozpamiętywane urazy. Nie unicestwił jednak samego dzieła Stwórcy, który stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1, 27c). Jezus odwołuje się do tego faktu w swoim nauczaniu i choć nie ma względu na osoby, potrafi wyraziście uwzględniać inność mężczyzny i kobiety. Gdy zwraca się do faryzeusza Szymona z pytaniem: "Widzisz tę kobietę?", umie z delikatnością dostrzec całą jej miłość wyrażoną jakże kobiecymi gestami. Ewangelie wyraźnie podkreślają zróżnicowanie reakcji mężczyzn i kobiet wobec Jezusa. Piotr na zapowiedź męki jest gotowy do walki w obronie Jezusa (por. Łk 22, 33). Maria z Betanii wylewa na Jego nogi drogocenny olejek (por. J 12, 3). Oboje chcą w tym momencie wyrazić swoje przywiązanie do Jezusa: Piotr uczynił to przez oddanie się swojemu Mistrzowi na dobre i złe, Maria zaś ofiarowała pachnący olejek, osobisty wyraz miłości.

Czyżby zatem istniał męski i kobiecy sposób przychodzenia do Jezusa? Życie duchowe nie urzeczywistnia się w próżni, gdy idzie o jego odniesienia do wrażliwości i uczuciowości każdego człowieka. Jest więc czymś normalnym, że cechy różniące mężczyznę i kobietę znajdują swoje odbicie w duchowości poszczególnych osób. Czy są one zależne od kultury, czy może od ról wyznaczanych mężczyźnie i kobiecie przez społeczeństwo? A może od urozmaicenia natury ludzkiej? Pytania tego typu można by mnożyć. W tym miejscu ograniczymy się jedynie do podkreślenia odmienności spojrzeń na Boga, będziemy też chcieli ubogacić się perspektywami, jakie to zróżnicowanie przed nami otwiera.

Dwoje świadków

Adwent to czas, który został dany, by ożywić nadzieję w sercu Kościoła, wśród oczekiwania na przyjście Chrystusa. Żeby pomóc należycie przeżywać to oczekiwanie, liturgia stawia przed naszymi oczyma dwie postacie: kobiecą i męską. Maryja i Jan Chrzciciel to powolne dojrzewanie pragnienia stającego się ciałem w ożywiającej medytacji słowa Bożego. Jan Chrzciciel jest naglącym nawoływaniem do nawrócenia, eksplodującym w historii jego narodu, by przygotować drogi dla Pana. Oczekiwanie jest to samo, równie gorące tak u Maryi, jak i u Jana, ale różnie się objawia. Serce Maryi, podobnie jak serce Jana, drga na najmniejsze oznaki królestwa. Obydwoje uważni na słowo, które stanie się ciałem, drżą z radości na Jego bliskość. Każde z nich jednak na swój sposób będzie wyrażać owo dogłębne poruszenie całego swojego jestestwa. Dla Maryi będzie to kontemplatywne milczenie, przerwane tylko hymnem Magnificat.

Podczas "epifanii" Jezusa w świątyni, gdy Józef i Maryja przyszli ofiarować Go Ojcu, byli tam mężczyzna i kobieta, osoby symbolizujące obecność całego rodzaju ludzkiego z jego różnorodnością. Symeon, na którym spoczywał Duch Święty, wygłosił prorocką wyrocznię, wskazującą na to Dziecię jako na "światło na oświecenie pogan i chwałę Jego ludu, Izraela". Anna, "służąc Bogu w postach i modlitwach", dzieliła swoje dziękczynienie z tymi, którzy oczekiwali pociechy Izraela (por. Łk 2, 22-38).

W innym fragmencie Ewangelii, u stóp Chrystusowego krzyża ponownie spotykamy mężczyznę i kobietę: Maryja i uczeń, którego Jezus miłował, przyjmują ofiarowane im tam powołanie, które potwierdza ich inność: syna i matki. Tam, pod krzyżem, są nie tylko - ani nie przede wszystkim -uczniowie, lecz synowie i matka - w tej nowej więzi, którą Chrystus stworzył między nimi i która ich umacnia w ich kobiecości i męskości. Przed pustym grobem spotykamy dwoje uprzywilejowanych świadków, mężczyznę i kobietę: Marię z Magdali i umiłowanego ucznia Pana. Tam również każde z nich przyjmie i przekaże na swój sposób prawdę o objawieniu się Zmartwychwstałego. Maria przyszła pierwsza: "Miłość zrobiła pierwszy krok". Przed odsuniętym kamieniem Marię nurtuje tylko jedna myśl: Tego, którego przyszła po raz ostatni owinąć całunem w geście czułości, nie ma tutaj! Wraz z Jego fizyczną obecnością, która była wszystkim, w czym mogła się wyrazić jej miłość, odebrano jej wszystko: Zabrano Pana mego! Ta strata jest tak radykalna, że nie rozpoznaje Jezusa pytającego ją: Czemu płaczesz? Upadła do Jego nóg dopiero wówczas, gdy zwrócił się do niej po imieniu (por. J 20, 11-18). Uczeń natomiast nie spieszył się z przybyciem do grobu. Dopiero okrzyk Marii sprawił, że także i on pobiegł do grobu. Po wejściu do niego ujrzał i uwierzył (J 20, 8). Czy powie ktoś, że wyprzedził Marię w wierze? Bez Marii przecież wciąż jeszcze by spał! Maria miała bardziej gorejące serce, uczeń zaś lepiej rozumiał Pisma. Czy trzeba tu mówić o duchowości męskiej i duchowości kobiecej? O różnych jej akcentach na pewno, natomiast dla nas w każdym wypadku ważny jest fakt, że mogliśmy otrzymać od nich podwójne świadectwo o wielkich momentach Objawienia.

 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Edward Staniek

Bywa, że opinia publiczna dla udowodnienia swej racji posługuje się przemocą. Może doprowadzić do tego, iż ci, którzy się jej sprzeciwią, tracą nawet życie. Z tym trzeba się liczyć. Jezus i na taką sytuację przygotowuje swoich uczniów. „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą”. A więc cierpienie fizyczne, a nawet śmierć w obronie wielkich wartości stanowią część ewangelicznej drogi.

 
Krzysztof Osuch SJ
Jezus jawił się ludowi jako ktoś wyjątkowy, ujmujący i przyciągający do Siebie. Tłumy garnęły się do Jezusa, ponieważ pomagał im żyć i radzić sobie z tajemnicą istnienia. Wielu ceniło sobie to, że mogli przyprowadzić (czy przynieść) do Jezusa swoich chorych, a On ich uzdrawiał. Czymś najzupełniej wyjątkowym było dla ludzi to, że Jezus potrafił nakarmić wielką rzeszę, mając do dyspozycji jedynie parę chlebów i kilka rybek...
 
Anna Mularska
Kiedy stajemy w prawdzie przed sobą i Bogiem, kiedy poznajemy całą nędzę istnienia, wtedy popadamy w rozpacz, bezsens i zwątpienie. Taki stan staje się przyczyną wielu uzależnień, chorób psychicznych, głównie depresji, a nawet samobójstw. Warto powiedzieć zdecydowane: "STOP!" takim myślom i czynom...
 
 
___________________
 
 reklama