logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dorota
Kierownictwo duchowe
materiał własny
 


Kierownictwo duchowe - świadectwo

Kiedyś usłyszałam mądre zdanie, które głęboko zapadło mi w pamięci: "kiedy uczeń jest gotów - pojawia się mistrz". Wydaje mi się, że podobnie było i w moim przypadku. Swoją przygodę z kierownictwem duchowym rozpoczęłam około 7 lat temu. Przez pierwsze pięć lat miałam pięciu różnych spowiedników-kierowników duchowych. Te częste zmiany wynikały z faktu, że trafiałam na kapłanów, którzy zmieniali placówkę i wyjeżdżali gdzieś dalej. Mogę powiedzieć, że dopiero od dwóch lat "mam" spowiednika i kierownika duchowego w jednej osobie.

Przez pięć lat Bóg przygotowywał mnie do kierownictwa. Poprzez tę różnorodność kapłanów zobaczyłam różne "style" kierowania: popychanie do przodu, przynaglanie, naciskanie oraz stawanie całkowicie z boku, odsuwanie się od osoby kierowanej. Dzięki temu nauczyłam się od siebie wymagać, widząc, że mój wzrost zależy od pracy jaką wkładam w moje życie duchowe, od współpracy z Duchem świętym w moim tempie. Nauczyłam się też nie przywiązywać do osoby kierownika duchowego, nie angażować uczuciowo. Trudno to pogodzić z postawą otwartości, ufności i szczerości, ale jest możliwe. Uczę się tego wciąż na nowo, za każdym razem i pilnuję siebie, by nie podejść za blisko.

Długo szukałam i prosiłam Boga o dobrego kierownika duchowego, kogoś od Niego dla mnie. Szukałam, bo gdzieś w głębi mnie istniała potrzeba kierownictwa duchowego z prawdziwego zdarzenia (na dłużej niż tylko pół roku), chęć wzrostu i rozumienia siebie, tego co się we mnie i ze mną dzieje. Teraz każdego dnia dziękuję Bogu za kapłana, którego mi dał, a który stał się towarzyszem na mojej drodze do Boga i z Bogiem. Kierownictwo traktuję jak chodzenie po górach z przewodnikiem, który już wiele razy w różnej pogodzie przemierzał te szlaki, którymi ja mam iść teraz. Kierownictwo duchowe jest czymś pięknym, ale by takim było wymaga wysiłku, myślę, że z obu stron. To droga pełna bólu, zmiany postaw, nawyków przyzwyczajeń, odpowiedzialne traktowanie relacji z Bogiem. Jednak nie jestem tu sama, jest Duch święty i bł. o. Pio, którego obrałam sobie jako patrona i opiekuna mojego kierownictwa.

Mój ojciec duchowy

jest dla mnie wzorem, jest pewnego rodzaju autorytetem, który pragnę naśladować. Spróbuję w punktach zebrać to co jest dla mnie ważne, co podziwiam i czego pragnę się uczyć:
- pokora, prostota, cichość, a jednocześnie głębia, moc słowa;
- nie narzucanie się - ojciec duchowy przez cały czas jest kimś kto stoi obok, zawsze daje pierwszeństwo Bogu. Relacja między mną a Bogiem jest najważniejsza, każdorazowo;
- klimat akceptacji, czułość, serdeczność, troska, ale bez nadmiernego ciepła;
- delikatność, łagodność, ale i stanowczość;
- głębokie życie Bogiem, co dość dobrze widać w sposobie sprawowania Eucharystii, głoszonym słowie;
- pomoc, podpora w słabości, w chwilach szczególnie trudnych, aż do zapewnienia o modlitwie wypowiedzianego głośno (to ważne!);
- umiejętność słuchania aż do bólu, nie przerywania momentów ciszy, milczenia gdy płyną łzy;
- poważne traktowanie osoby kierowanej i jej pozornie błahych spraw;
- zbliżenie się do osoby kierowanej, wczucie się w nią (empatia), wejście z nią w nią;
- mówienie tego co się widzi u os. kierowanej, co w danym momencie może i powinna wiedzieć o sobie - to jest częściowo motywacją do pracy nad sobą;
- czasem powtórzenie własnymi słowami tego co mówiła os. kierowana, by mogła "zderzyć się" ze sobą;
- odwoływanie się do wiedzy os. kierowanej, jej wartości;
- zachęcanie do samodzielnego wyciągania obiektywnych wniosków, ale: ! w obecności kierownika, celem potwierdzenia lub nie ich słuszności;
- pamięć, znajomość osoby kierowanej, traktowanie jej jako całości;
- czas, nie okazywanie pośpiechu;
- WOLNOŚĆ ! - całkowita, ale z zapewnieniem poczucia bezpieczeństwa, tego, że kierownik duchowy jest tuż obok. On towarzyszy, ale nie prowadzi (nie idzie jako pierwszy), delikatnie radzi, objaśnia, pokazuje możliwe drogi, nigdy nie decyduje za osobę kierowaną, nie przyspiesza tempa, na nic nie nalega.

To, co tak chaotycznie przytoczyłam, jest wynikiem tylko i wyłącznie moich obserwacji i doświadczeń - nie wiem na ile słusznych.

Kierownictwo duchowe to dwie strony:

kierownik i osoba kierowana, czyli ja. Podobnie jak powyżej, spróbuję zebrać to co już jest, czego od siebie wymagam i czego się jeszcze uczę:

- kierownictwo nie jest celem samym w sobie, jest pomocą, "dodatkiem" do sakramentu pojednania. Łączy się z nim, ale go nie przewyższa. Za każdym razem staram się przykładać większą wagę na przygotowanie do spowiedzi niż do rozmowy, oczekiwać przebaczenia miłosiernego Ojca niż porady kierownika. Rozmowa jest czymś extra, jest darem od Boga, który mówi przez kierownika duchowego i tak ją traktuję. Nie znaczy to, że pomniejszam jej ważność, rolę kierownictwa duchowego;
- wytrwałość mimo niechęci, wierność jednej osobie;
- otwartość, zaufanie, prostota, szczerość, pokazywanie siebie bez masek, mówienie o tym co trudne, co boli, co najbardziej chce się schować, ukryć;
- brak oczekiwań, nie zawężanie pola spojrzenia, nie wymuszanie niczego, a więc wolność, również spontaniczność;
- zaangażowanie, pewien wysiłek, pamięć o kierownictwie, ale nie nadmierna. Dla mnie pomocą jest tu "ściąga", którą noszę w kalendarzu. Jest to mała karteczka, gdzie zapisuję sobie to, co mnie poruszyło, dotknęło, jakieś niepokoje, pytania, wszystko to co powinnam powiedzieć, co wydaje mi się ważne. To mi pomaga tuż przed spotkaniem skupić się rachunku sumienia, na Bogu, a nie nad tym co by tu dzisiaj powiedzieć. Nigdy jej nie wyciągam, ale zawsze ją mam przy sobie (jest zawsze nowa, inna).

 "Moje warunki",

czyli rzeczy czysto formalne, które pomagają mi lepiej przeżyć sakrament i rozmowę, otworzyć się. Są to:
- pokój, a nie konfesjonał, choć czasem go brakuje;
- relacja na "ty", a nie na pani;
- krzesło! z oparciem, bez poręczy, a w żadnym wypadku głęboki fotel, który daje poczucie bezpieczeństwa, dodaje pozornej siły i odwagi, niesamowicie sprzyja chowaniu się w sobie, nakładaniu masek, graniu przed sobą i kierownikiem kogoś kim się nie jest;
- odpowiednia pozycja, ustawienie tego krzesła względem kierownika: nie za daleko i nie za blisko, pod odpowiednim kątem. Być może wydaje się to śmieszne albo co najmniej dziwne, ale ma duże znaczenie (język ciała = 55% przekazu, komunikacji);
- modlitwa za kierownika duchowego nie tylko tuż przed spotkaniem, ale codzienna, systematyczna. 

Moje "przykazania",

"żelazna lista", warunki dobrego kierownictwa, które staram się przeczytać przed każdym spotkaniem (i przestrzegać ich). Są to moje spostrzeżenia, uchwycone zdania, uwagi, to otwarta lista, którą wciąż tworzę:
- mówienie o uczuciach, wypowiedzenie swoich: obaw, lęków, rozczarowań, poczucia winy, zniechęcenia, smutków, rozpaczy, pragnień, oczekiwań, nadziei;
- moje "wydaje mi się" i "nic się nie dzieje";
- ważne jest, by powiedzieć WSZYSTKO, nawet, a może szczególnie to, co wydaje się głupie, śmieszne, co mogłoby mnie ośmieszyć, poniżyć, oczernić, ubłocić - to dla mojego dobra, po to by odnaleźć Boga;
- czego się lękam najbardziej w swoim życiu - powiedz to na początku, nie rób z tego tabu;
- kierownik duchowy jest mądry mądrością mojej modlitwy!;
- kierownik duchowy na tyle mi pomoże na ile ja w modlitwie potrafię się spotkać z Bogiem;
- niczym jest kierownik gdy nie pozwolę mu kierować, gdy mu nie zaufam, jego mądrości, wrażliwości i obiektywnemu spojrzeniu;
- mów o tym co cię trapi, a co cieszy: strapienia i pocieszenia duchowe, by kierownik mógł doradzić zachowanie: obronę przed złym, a trwanie w dobrym;
- niczego nie ukrywaj przed kierownikiem, nie myśl, że później zrobisz mu niespodziankę, że go zaskoczysz dobrem, bo ono może być dobrem pozornym;
- poddawaj pod osąd swoje myśli i pragnienia duchowe - to pomaga pokonać złego, uniemożliwia zamknięcie się w iluzji we własnym sercu.

Wciąż mnie dziwią moje spowiedzi (i rozmowy). Niby te same, a jakże różne, za każdym razem pokazują mi coś nowego: uczę się siebie, Boga, życia. Są niesamowite. Nie mówię, że są łatwe, ale że są piękne. Może dlatego, że kosztują mnie wiele trudu stają się jeszcze bardziej piękniejsze. Nie jest łatwo mówić o sobie. Stawać w prawdzie przed sobą, drugim człowiekiem... i przed Bogiem.

Dorota
maj a.D. 2001

 
Zobacz także
ks. Andrzej Paweł Bieś SJ
Świętość zazwyczaj kojarzona jest z niezwykłymi wydarzeniami, z nadzwyczajnymi darami, w których wyraża się Boże wybranie. Najtrudniej dostrzec ją i opisać w szarej, monotonnej codzienności, w zwykłym wypełnianiu powierzonych obowiązków. Przykład brata Franciszka, którego życie w swych zewnętrznych przejawach dalekie było od nadzwyczajności i toczyło się raczej w cieniu innych świętych, budzi jednak nadzieję, że prostota i wierność, życzliwość i pomoc okazywana bliźnim są autentyczną drogą zjednoczenia z Bogiem.
 
ks. Henryk Seweryniak

Relacje między Kościołem a światem, który Bóg tak umiłował, że Syna swego dał (J 3,16), ale w którym wciąż trwa walka z grzechem, nigdy – ani w starożytności, ani w średniowieczu – nie były wolne od napięć i trudności. Nowożytność stworzyła jednak coś, czego nie było dotychczas: wizję społeczeństwa, moralności, kultury oderwaną od chrześcijaństwa, choć skonstruowaną na bazie jego ideowych przesłanek. Kościół, który początkowo reagował polemicznie na ów oświeceniowy projekt, w dobie Vaticanum II, a szczególnie w latach pontyfikatu Jana Pawła II, wypracował nowy model relacji ze światem demokracji, ekonomii, wychowania, mediów i sztuki. 

 
Fr. Justin
Jezus powiedział: "Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 16). Czy to znaczy, że chrzest jest konieczny do zbawienia? Czy nieochrzczeni są potępieni?
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー