logo
Środa, 03 marca 2021 r.
imieniny:
Kingi, Kunegundy, Maryna, Tycjana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Anna Dąbrowska, Sławomir Rusin
Kłopot z Kościołem
List
 


Wspólnota religijna ma być miej­scem, gdzie dobrze się czujemy i przy okazji siebie realizujemy?

Jesteśmy dziś nastawieni bardzo wsobnie. Niezwykle istotne jest dla nas to, czy się realizujemy, spełniamy. Szukamy tego, co nam w tym pomoże. Wybie­ramy  miejsca, aktywności, które  będą nas  budowały... Nie wiem, czy to jest klucz do zdrowej antropologii. Na moje wyczucie chyba nie. Jeśli idę na  Eucharystię  dlatego,  że ona mnie buduje, to przestanę chodzić, gdy mi tego zabrak­nie. Wolę nieco inne myślenie.

Jakie?

Kiedyś jeden z rektorów semi­narium opowiadał mi, że zgłosił się do niego młody człowiek po tragicznej śmierci księdza Nanowskiego, który zginął w Alpach. Ten człowiek był znajomym Nanowskiego. Przed wakacjami złożył papiery na AGH i dostał się na studia. Po tym tragicznym wypadku w Alpach zabrał dokumenty z AGH i przyniósł je do seminarium. Kiedy je składał, powiedział: „Jeden ubył, jeden musi przybyć". Nie znam tego człowieka, mam na­dzieję, że dziś jest księdzem. W każdym razie na pewno jest człowiekiem, który wtedy myślał eklezjalnie, to znaczy nie tylko sobą i osobi­stymi kategoriami, ale tym, co jest potrzebne wspólnocie, w której funkcjonuje.

To oczywiście nie jest proste. Łatwo wpaść tu w myślenie naturalistyczne: mam poczucie odpowiedzialności, to znaczy, że jestem doj­rzały, a jak nie mam – to jeszcze nie. Wiara, jeśli jest przeżywana przez człowieka coraz poważniej i coraz głębiej, będzie prowadzić w tym kierunku, ale jest w nas wielki opór przed takim myśleniem, łatwo nam ustawiać się temu w poprzek. Jestem jednak przekonany, że Bóg ma dość siły, żeby w nas te wszystkie opory przełamywać i pomóc w wyjściu poza siebie. To jest raczej kwestia otwarcia się na łaskę, na działanie Boga, niż moralizowania w stylu: „Włączcie się, bo Kościół tego potrzebuje".

Szóstego dnia obrad Synodu Biskupów miała miejsce ciekawa sytuacja. Jeden z bi­skupów indyjskich wstał i powiedział: „Przez sześć dni słuchaliśmy o problemach w euro­pejskim Kościele. To są wasze problemy, one nas zupełnie nie dotyczą. Sekularyzm, kryzys rodziny, kryzys wartości, to wszystko zrodzone jest z europejskiego egoizmu. To nas komplet­nie nie dotyczy". W Azji większość katolików to ludzie, którzy wchodzą do Kościoła jako do­rośli po przeżytym katechumenacie, poprowa­dzeni w dojrzały sposób do decyzji o własnej wierze. To rodzi owoce. Dlatego kiedy słucha­ją tych naszych europejskich bied, kompletnie tego nie pojmują.

Jest jeden Kościół, ale jednocześnie jest Kościół indyjski, europejski, amerykański, afrykański. I każdy żyje swoimi sprawami...

Kościół jest przedłużeniem Wcielenia. Wcho­dzi, wciela się w konkretne ludzkie wspólnoty, różnie uwarunkowane, o różnych twarzach. To akurat jest fantastyczne. We wszystkich nie­mal dokumentach związanych z ostatnim sy­nodem mamy zalecenia, żeby katolicy wresz­cie zaczęli uczyć się od siebie nawzajem. Zwłaszcza, żeby stare Kościoły uczyły się od nowych, które w swoich społeczeństwach sta­nowią religijną mniejszość. W Azji generalnie katolicy są mniejszością, ale jakby policzyć, jaki procent stanowią w Kościele katolickim, to okaże się, że jest ich więcej niż Europejczy­ków.

A Kościół wciąż jest europocentryczny...

I tak, i nie. Ostatni synod był zdecydowanie refleksją całego Kościoła, powszechność była na nim bardzo wyraźna. O wiele bardziej euro-atlantyckie jest kolegium kardynalskie.

Co jest istotą Kościoła? Mamy jego różne twarze, ale musi być też wspólny rdzeń.

Kościół jest tam, gdzie jest działanie Ducha Świętego, i to jest najważniejsza odpowiedź. Ona jest zawarta w stwierdzeniu soborowym, które mówi, że Kościół jest jakby sakramen­tem. W teologii mówi się: prasakramentem, znakiem łaski, widzialnym znakiem tego, co jest niewidzialne. Bardzo ważne jest, by przy opisywaniu Kościoła nie rozdzielać tych dwóch wymiarów: widzialnego i niewi­dzialnego.  Każde takie rozdzielanie jest równie niebezpieczne, jak nie­bezpieczne jest ono na poziomie chrystologii.  W jednym z  pod­ręczników eklezjologii, wydanym jeszcze pod redakcją kardynała Ratzingera, podkreśla się, że herezje  eklezjologiczne są analogiczne do herezji chrystologicznych. Gdy po­strzegamy Kościół na spo­sób monofizycki, to zlewa się w nim to, co boskie i to, co ludzkie, a wtedy to, co ludzkie, przestaje być ważne. Najistotniejszy staje się wówczas wymiar duchowy. Ludzki wymiar podkreśla się z kolei w eklezjologicznym arianizmie. Kiedy po­patrzymy na historię Kościoła, to zauważymy, że te akcenty różnie kładziono, trochę na za­sadzie wahadła. Raz akcentowano hierarchię, strukturę, a potem, na zasadzie zaprzeczenia mówiono, że w Kościele najważniejsze jest to, co duchowe, łaska, więź osobista i niczego więcej nie potrzeba. Tymczasem, jak jeden i ten sam jest Chrystus, tak jeden i ten sam jest Kościół; widzialny i niewidzialny, grzeszny i święty.
 
Zobacz także
Adam Pluciński, Monika Smółka
Festiwal DLA JEZUSA w Piekarach Śląskich. Wokół sceny ostatnie przygotowania do koncertów. Adam Grabolus krąży i czuwa nad tym wszystkim, co w jego mocy. Ksiądz Adam Pradela ze spokojem modli się o to, co nie jest w mocy samych organizatorów. Na scenę wchodzi Adam Szewczyk z gitarą. A nad scenę... wspina się skromny człowiek w niebieskiej festiwalowej koszulce z napisem DLA JEZUSA...
 
ks. Michał Olszewski scj
Bardzo często słyszę skargi na Pana Boga, że oto już tak długi czas ktoś się modli i nic z tego nie wynika. I wtedy zadaję sobie pytanie: czy aby na pewno to sam Pan Bóg jest temu winien? Odpowiedź jednak brzmi tak samo jak ta, której Jezus udzielił apostołom przed dwoma tysiącami lat, kiedy byli oni przerażeni i zasmuceni z powodu nieskuteczności ich modlitwy, choć przecież zostali posłani, by uzdrawiać, uwalniać i głosić słowo Boże.
 
Roman Bielecki OP
"Szczęśliwi miłosierni, ponieważ oni miłosierdzia dostąpią” – pisze ewangelista Mateusz. To jedyne spośród ośmiu błogosławieństw, które samo dla siebie jest miarą – miłosierdzie za miłosierdzie. Przewodnikiem po miłosierdziu w Nowym Testamencie jest święty Łukasz. To on najwięcej mówi o dobroci, którą Bóg okazuje grzesznikom. 
 
 
___________________
 
 reklama