logo
Sobota, 20 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Bernarda, Sabiny, Samuela, Sobiesława – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ewelina Gładysz
Kobiece slow life
Profeto
 
fot. Becca Tapert | Unsplash (cc)


Jesteśmy młode i ciut starsze. To granice bardzo subiektywne. Mimo tych różnic wszystkie bywamy zmęczone. Padamy na twarz. Pada nam koncentracja w pracy i cierpliwość w domu. Jesteśmy rozkojarzone, zirytowane. I zaczyna się nasze wołanie o pomoc: musimy odpocząć!

 

Chcemy wyjechać. Wyjechać, ale gdzie? Polska? Morze, góry? Jest środek sezonu. Ceny wywindowane. Nad morzem wiecznie pada, wieje. W górach jest zimno. Co robić z dziećmi w górach? Pewnie nie będą miały siły chodzić? Jezioro? To las i kleszcze. To może za granicę. Samolot? Boję się samolotem. Autem do Chorwacji? Za daleko z dziećmi, które mają chorobę lokomocyjną. Wycieczka all inclusive? Jak przychodzi, co do czego, to się okazuje, że promocje „last minute” w ogóle nie istnieją. Chcemy wyjechać.

 

Pakujemy się. Do toreb, waliz, plecaków wkładamy mnóstwo powinności. Nawet zaległe książki wkładamy jak wielki wyrzut sumienia, że może w końcu teraz uda się je przeczytać! Ładujemy laptopa, smartfona, tablet. Sprawdzamy trzy razy, czy tam, gdzie jedziemy, jest na pewno w-fi. Nieważne, że jedziemy na sam koniec świata, gdzie do kawy dają mleko od krowy. W-fi musi być. No i zasięg. Nie możemy stracić zasięgu!

 

Wyjeżdżamy. Jesteśmy wkurzone, że to tak daleko, że droga kręta, że prosta i szum jak na autostradzie, że pociąg się opóźnia, że w nim śmierdzi, że ktoś obok śmierdzi. Jechanie na wakacje do łatwych nie należy. Wkurzają nas dzieci. Ich pytania: już? Pytania, które pojawiają się 5 minut po tym, jak wsiądziemy do auta?! Co tam, że dzieci małe i czasoprzestrzeń dla nich nie istnieje? Powinny wiedzieć, że nie „już”, a „jeszcze”!

 

Jesteśmy. Pokój za mały, za duży, mogłyby być dwa. Jest na pierwszym piętrze, mógłby być na parterze lub całkiem odwrotnie. „Jesteśmy” jest najtrudniejsze, bo zderza się z naszymi oczekiwaniami, które wyrosły na ostatnią chwilę z chaosu niedoprecyzowanych myśli: muszę odpocząć! Jesteśmy oznacza, że nie ma wyjścia. Pokój w hotelu opłacony. No jakiś smutniejszy niż na zdjęciach, niby te same krzesła, stoły, łóżko, ale wygląda jakoś gorzej. Domek na Mazurach śmierdzi wilgocią. Ten nad morzem okazał się za daleko od morza. Ten w górach. Niby wszystko fajnie, ale łazienka na korytarzu. Jesteśmy jest trudne.

 

Odpoczywamy. Ale chwileczkę! A zdjęcie, że odpoczywamy? A poinformowanie świata, że odpoczywamy? Koniecznie. Wyciągamy nasze aparaty wszelakie. Czekamy na właściwie słońce. Świat nie może się dowiedzieć, że odpoczywamy w cieniu! Jest leżak, dużo trawy. Do ręki bierzmy jedną z tych wielkich książek, które przytaszczyliśmy ze sobą. Latają muchy, komary, rozglądamy się, czy nie zaatakowały nas kleszcze. Słyszymy dzieci. Jedna strona jakoś poszła. Znowu słyszymy dzieci. Chyba to do nas. Mamo, pobaw się ze mną? Nie, to niemożliwe, że do nas. Jednak do nas. Dobrze. Zirytowane odkładamy książkę. Bawimy się. Jeśli nie mamy dzieci, zirytowane patrzymy kątem oka na tych, co mają, dlaczego się z nimi nie bawią? Dlaczego te dzieci tak krzyczą? Dlaczego o coś proszą? Kawa wystygła. Planujemy wycieczkę rowerową. Pięknie. Las. Jezioro. Góry. Strumień. Droga nad morze. Nasze serce raduje się widokami. Wpadłyśmy w kałużę. Mamy brudnego buta. Nasze dziecko wpadło w kałuże, ma brudnego buta. Mogła w kałużę wpaść nasza koleżanka, a nawet mąż, z którym nie mamy jeszcze dzieci. Nieważne. Kałuża jest punktem zwrotnym wakacji. Bo, czy trzeba było wpaść w kałużę?! Można uważać! Same mogłyśmy uważać! Z nas niezdary, z innych niezdary. Brudna noga to jeszcze nic, ale brudny but?! Jak z nim odpoczywać?!

 

Dzień do wyjazdu. Już? To niemożliwe, że już! Odpoczywamy w panice. Patrzymy z przerażeniem na mapę i wszystkie punkty w pobliżu, do których nie udało nam się dotrzeć, wszystkie górskie szczyty, na które nie udało nam się wejść, jeziora, w których nie udało nam się wykąpać i smażalnie ryb, w których miałyśmy zjeść dorsza z frytkami. Jak to, już koniec?

 

Nie odpoczęłyśmy. Pijemy rano kawę w pracy, w domu i myślmy sobie, co takiego się wydarzyło? Jak to się stało.

 

Prawdopodobnie doszło do ZNNO, czyli zżarły nas nasze oczekiwania. Wydaje się, że żeby odpocząć, trzeba odpuścić światu, czwartemu dziecku, mężowi, koleżance, w końcu samej sobie. Nawet pani w pensjonacie, która gada za dużo, trzeba odpuścić. Inaczej nie mamy żadnych szans na odpoczynek. Najmniejszych! Trzeba odpuścić nieprzeczytane książki, niezdobyte szczyty. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi: cieszyć się tym, co tu i teraz. Krową. Traktorem. Ubłoconą drogę potraktujmy jako najlepszą przygodę. Jeśli zaplanujemy, że wstajemy rano, a wstaliśmy w południe. Uśmiechnijmy się do tego naruszenia normy. Widocznie potrzebowałyśmy kilku godzin snu więcej! Jeśli zaplanujemy plażing, a pogoda do kitu, uśmiechnijmy się do naszych nowiutkich kaloszy i zorientujmy się, gdzie dają najlepszą kawę w mieście lub na naszej wsi. Powalczmy z naszym ZNNO. Gdy nasze dzieci zawołają nas do wspólnej zabawy, ucieszmy się, że jeszcze chcą z nami spędzać czas, bo pewnie już długo to nie potrwa i w końcu dorosną!

 

I małe P.S.

 

Mądrzy mówią, że nie kupuje się jedzenia, kiedy człowiek jest głodny. Prawdopodobnie ci sami mędrcy mogliby powiedzieć, że nie planuje się wakacji, kiedy jest się zmęczonym. I prawdopodobnie mogliby mieć rację. Jeśli wiemy, że trudno nam z naszym ZNNO, to tym bardziej zróbmy to w lutym. Spontaniczni mogą wyjeżdżać z dnia na dzień. Powodzenia. Odpoczywajcie!

 

Ewelina Gładysz
profeto.pl | 21 lipca 2017

 
Zobacz także
Michał Nieniewski

Przed przyjściem Chrystusa ludzkość żyła w niewoli strachu. Tylko naród wybrany dzięki przymierzu z Bogiem – prawdziwym, jedynym, osobowym – doświadczał pokoju. Żydzi wiedzieli, że wszechmocny i wszechobecny Stwórca całego świata powiedział pierwszym ludziom: „Uczyńcie sobie ziemię poddaną”. Nie obawiali się więc sił natury, bo musiały one podlegać ustanowionym przez Boga zasadom. Cieszyli się realną opieką Jahwe, który wyprowadził ich z niewoli egipskiej.

 
Michał Nieniewski
skoro aniołowie nie mają ciał, nie mogą także mieć żadnych wymiarów. Każda materialna rzecz musi takie wymiary posiadać, i dlatego przebywając w jakimś miejscu, jej wymiary muszą się zgadzać z wymiarami miejsca. Mówiąc jeszcze prościej: słonia nie da się zmieścić w pudełku od zapałek – nie zgadzają się wymiary....
 
Janusz Dobry

Alberto Michelotti i Carlo Grisolia zmarli w odstępie czterdziestu dni latem 1980 r.: pierwszy spadł z alpejskiego lodowca w czterystumetrową przepaść – miał 22 lata; drugi, o dwa lata młodszy, zmarł na raka w szpitalnym łóżku. Należeli do tej same paczki. Jak mówią ich przyjaciela – obaj postanowili umieścić Boga w centrum swojego życia. 25 września 2008 r. rozpoczęto oficjalne starania o wyniesienie ich do chwały ołtarzy. Jest to pierwsza para przyjaciół, których proces beatyfikacyjny trwa w tym samym czasie… 

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm