logo
Wtorek, 17 maja 2022 r.
imieniny:
Brunony, Sławomira, Wery, Paschalisa, Weroniki – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Komputerowi krzyżowcy? Z doświadczeń internetowego rekolekcjonisty...
Więź
 


Internet rewolucjonizuje nasz sposób życia. Pomiędzy rozentuzjazmowanymi optymistami a widzącymi internetowe zagrożenia pesymistami toczy się dyskusja na temat możliwości, jakie niesie ze sobą ten nowy sposób komunikacji. Jedną z perspektyw tej dyskusji jest życie i misja Kościoła. Zapewne zbyt wcześnie jest jeszcze na budowanie teologiczno-internetowych teorii, ale warto dzielić się swoim doświadczeniem komputerowej ewangelizacji i katechizacji. Poniższy tekst jest właśnie takim dzieleniem się. Nie ma w nim dopracowanych przemyśleń ani jednoznacznych postulatów. Jest natomiast – oparte na konkretnych przeżyciach – przekonanie, że Bóg chce spotykać się z człowiekiem również za pośrednictwem elektronicznych środków komunikacji.
 
„Mateusz”: pierwsze rekolekcje internetowe
 
Pewnego dnia przyszedł do mnie współbrat-jezuita z propozycją, aby poprowadzić wielkopostne rekolekcje w internecie, a konkretnie na serwerze Mateusz. Idea internetowych rekolekcji nie była jednak dla mnie przekonująca. Wydawało mi się, że będzie to jedynie kilka rozważań więcej w i tak już nieznośnym szumie informacyjnym. Nic nie zastąpi bezpośredniego duszpasterstwa, osobistego świadectwa, spotkania twarzą w twarz z drugim człowiekiem – przekonywałem siebie, próbując uciec od złożonej mi propozycji. Po co silić się na „nowoczesność”? Czy tylko po to, aby pobożnymi rozważaniami próbować równoważyć rozwijającą się szalenie szybko internetową produkcję pornograficzną?
 
Pomimo wątpliwości przyjąłem propozycję. W ten sposób doszło w 1997 roku do pierwszych chyba w Polsce (a raczej w języku polskim, skoro sieć elektroniczna nie zna granic) wielkopostnych rekolekcji w internecie. Jednym z owoców tych rekolekcji jest nawet książeczka „Poszukując Boga w komputerze” [1]. We wstępie do niej twórcy serwera „Mateusz”, Krzysztof Jurek i Andrzej Rozkrut, napisali: Kilka cech charakterystycznych dla internetu jest szczególnie ważnych dla takiego wydarzenia jak rekolekcje: przede wszystkim anonimowość oglądającego, pokonanie wszelkich barier geograficznych, a także natychmiastowa, bezpośrednia możliwość reakcji, odpowiedzi na przesłanie, które do nas dociera, i to zarówno bezpośrednio do prowadzącego rekolekcje, jak i publicznie – do wszystkich uczestników-oglądaczy. Wpisy z „gorącymi wypowiedziami” pojawiały się o różnych porach dnia i nocy oraz w różne dni tygodnia pomiędzy kolejnymi rozważaniami; pochodziły też z różnych miejsc na kuli ziemskiej. Prowadzący na bieżąco mógł czytać wszystkie wypowiedzi, sam przebywając w Rzymie. Zaskakiwała bezpośredniość wypowiadających się, zwłaszcza w ostatnim tygodniu po Wielkanocy, kiedy to po prostu zaczęły się pojawiać wyznania wiary podpisane imieniem i nazwiskiem [2].
 
Rzeczywiście, szczere i zaangażowane wypowiedzi internautów przekonały mnie o sensowności całego przedsięwzięcia. Już pierwszy rekolekcyjny głos internauty pokazał mi, że warto było podjąć wyzwanie. Ktoś bowiem napisał: jest to niesamowite, że w szalonym gąszczu internetu można znaleźć oazę wyciszenia i spokoju. Nawet nie wiesz, jak się cieszę. A tak swoją drogą, to trochę głupio urządzać sobie w Popielec ucztę duchową.
 
Internet nie okazał się aż tak bardzo anonimowym środkiem przekazu, jak mi się to wcześniej wydawało. Większość osób podawała swoje internetowe adresy, można więc było wejść z nimi w kontakt. Dostępne dla wszystkich „okno” „Mateusza”, jak również możliwość wysłania listu bezpośrednio do któregoś z internautów sprawiały, że wytworzyła się jakaś osobowa (a nie tylko wirtualna) więź pomiędzy uczestnikami rekolekcji. Jak nie poczuć się razem, kiedy w internecie czyta się takie oto słowa: Pragnę zbawienia, by na zawsze doświadczać tego, czego nawet sobie nie wyobrażam – życia z Bogiem. Cieszę się, że spotkamy się w niebie, Drogi Użytkowniku Internetu!
 
Z drugiej strony, nie jest bez znaczenia, że internet zapewnia swoistą „intymność” wypowiedzi. Stwarza zatem możliwość, a zarazem zachęca i prowokuje do bardzo szczerych, osobistych zwierzeń i refleksji, które przecież nie przychodzą nam tak łatwo. Niektórzy dokonują swoistej „spowiedzi” przez internet: opowiadają o swoich cierpieniach i grzechach. Komputer wykorzystany do przeprowadzenia rekolekcji łączy zatem pewne elementy głoszenia konferencji, spotkania wspólnotowego, a także rozmowy z ojcem duchownym. Nie znaczy to oczywiście, że internet mógłby zastąpić tradycyjne formy duszpasterstwa. Nie chodzi tu zresztą o zastępowanie, ani nawet o konkurencję czy też współzawodnictwo pomiędzy starymi a nowymi sposobami mówienia o sprawach wiary, ale o głoszenie Ewangelii wszędzie, gdzie jest to możliwe.
 
Rekolekcje na „Mateuszu” pokazały mi, że internet może stanowić płaszczyznę konfrontacji pomiędzy wiarą a obojętnością lub nawet agresywną niewiarą. Co prawda, konfrontacja ta nie zawsze – niestety – odbiega od potocznych standardów dyskusji o Kościele, w której wszystko kręci się wokół pieniędzy i seksu. Jedną z internetowych konferencji zakończyłem pytaniem: „Czym jest zło (Zło)? Czym jest zło w Tobie i wokół Ciebie? Nazwij je!” W odpowiedzi przyszedł taki oto list: Złem jest między innymi Kościół. Jest to bowiem strona (po łacinie „partia”), której celem jest pod pozorem wiary w Jezusa czerpanie partykularnych interesów. Innym znowu razem, po rozważaniu, w którym między innymi zachęcałem: „Rozejrzyj się wokół! Popatrz, ile wspaniałych rzeczy dzieje się w Kościele.”, ktoś napisał: Chrześcijaństwo i Kościół to taka sama sekta jak Jehowi, tyle że bardziej rozpropagowana. Wykorzystujecie naiwność i niewiedzę wielu osób, czerpiąc z tego całkiem niezłe profity. To tyle, co mam wam do powiedzenia, gdyż w całej tej waszej paplaninie o Bogu zapominacie, co to jest właściwie życie. I nie spodziewam się, by mój wpis zobaczył ktoś więcej, znając wasze podejście do innego patrzenia niż wasze. Po tym wpisie zaczęły pojawiać się proste i autentyczne świadectwa ludzi zaangażowanych w życie Kościoła. Ktoś napisał o swoim uczestnictwie w życiu wspólnoty „Wiara i Światło” oraz byciu z osobami niepełnosprawnymi umysłowo. Ktoś inny dzielił się swoją radością z odnalezienia sensu życia w Duszpasterstwie Akademickim.

Dzisiaj nie możemy uciekać od konfrontacji z tymi, którzy nas nie lubią, krytykują i oskarżają. Powstaje pytanie, w jakim stylu podejmiemy spór. Internet może być niewątpliwie miejscem uczenia się odpowiedniej na dzisiejsze czasy „apologetyki”, sposobu argumentowania, a niekiedy dawania świadectwa. Z tego punktu widzenia komputer może być elementem stałej formacji księży, którzy nazbyt często chcą przemawiać jednoznacznie ex cathedra, a każdy głos nieprzychylny wobec kleru traktują jako zamach na ich kapłańską godność. Tego rodzaju postawa niektórych księży jest szczególnie żałosna w zderzeniu z Ewangelią, która pokazuje nam Jezusa w nieustannej konfrontacji z ludźmi. Mistrz z Nazaretu nie obrażał się, kiedy zadawano mu złośliwe lub podchwytliwe pytania, ale znajdował celną, krótką odpowiedź.
 
Internet pokazuje nam świat inny niż z perspektywy konfesjonału lub ołtarza, a tym samym nie pozwala przysnąć w faryzejskich złudzeniach o „pełnych świątyniach”. Ponadto wymaga od nas mówienia odpowiednim językiem, zwięzłym i obrazowym. Czyż nie takiego właśnie głoszenia Dobrej Nowiny – chociażby poprzez swoje przypowieści – uczy nas Jezus?
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Zbigniew Kubacki SJ
Czy we współczesnym, liberalnym świecie dialog międzyreligijny może być praktyczną realizacją przykazania miłości Boga i bliźniego?...
 
Bartek Rajewski
W dokumentach synodu w Agde (506r.) czytamy m.in.: "Wiernych, którzy nie przystępują do Komunii św. na Boże Narodzenie, Wielkanoc i Zielone Święta, nie należy uważać za katolików" (kan. 18). Mocne stwierdzenie synodu, które - gdyby odnieść je do naszych czasów - ukazałoby nam, że w Polsce mamy tak naprawdę nie 95 proc., ale ok. 30 proc. katolików. Natomiast w 1215 r. Sobór Laterański IV przypomina o obowiązku spowiedzi i Komunii św. przynajmniej raz do roku...
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
W czasie czterdziestu dni Wielkiego Postu warto zaplanować czas rekolekcji, czas zastanowienia się nad sobą i nad swoim życiem. Zatrzymać się na chwilę, wyciszyć i zamyślić. Spotkać Boga i spotkać się sam na sam ze sobą. Trzeba wyjść na pustynię, bo tam jest cisza, spokój i milczenie. Wtedy można usłyszeć siebie...
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm