logo
Poniedziałek, 10 sierpnia 2026 r.
imieniny:

Bianki, Borysa, Wawrzyńca – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Grzegorz Strzelczyk
Kościół w doczesności jest placem budowy
Więź
 
fot. Ila Prohorov | Pexels (cc)


Przed okresem konstantyńskim niezbywalnym minimum chrześcijańskiej tożsamości było proste, intuicyjne w dużej mierze życie Ewangelią, wyrażające się w bliskich, serdecznych relacjach wspólnotowych ad intra i ad extra.


Początek XXI wieku, zwłaszcza w Kościołach „zachodu”, naznaczony był przez kryzys wiarygodności instytucjonalnej, związanej z serią ujawnień przestępstw duchownych (seksualnych – w tym zwłaszcza pedofilii, finansowych, nadużyć władzy, nadużyć duchowych) oraz próbami ich tuszowania przez przełożonych kościelnych (i innymi ich nieadekwatnymi reakcjami). Jasne stało się nie tylko to, że Kościół w swym ludzkim wymiarze podatny jest na tworzenie się struktur grzechu, ale i to, że ich powstawaniu sprzyja dotychczasowy styl sprawowania władzy w Kościele – feudalizujący, silnie sklerykalizowany, pozbawiony mechanizmów kontrolnych i ewaluacyjnych.

 

Proste życie Ewangelią


W reakcji na tę sytuację coraz głośniejsze stały się głosy domagające się instytucjonalnej, odgórnej reformy Kościoła (z odpowiedzią papieża Franciszka w postaci sięgnięcia do […] praktyki synodalności). Jednocześnie niektórzy teologowie zaczęli proponować drogę swoistego minimalizmu eklezjologicznego [1] jako sposobu oddolnej niejako reformy, którą można do pewnego przynajmniej stopnia przeprowadzić, nie czekając na zmiany odgórne, systemowe.

 

Jej podstawowym, ale zwykle milczącym założeniem jest to, że dzięki badaniom historycznym dość dobrze wiemy, jakie były eklezjologiczna samoświadomość oraz styl życia wspólnot sprzed okresu konstantyńskiego, a zatem co stanowi niezbywalne minimum chrześcijańskiej tożsamości. Zarówno co do powszechnie podzielanych idei, jak i struktur oraz praktyk było to proste, intuicyjne w dużej mierze życie Ewangelią, wyrażające się w bliskich, serdecznych relacjach wspólnotowych ad intra i ad extra.

 

Wraz z rozrostem liczebnym i instytucjonalnym Kościoła prostota ta była stopniowo obciążana warstwami praktyk, przyzwyczajeń, przekonań i struktur, z których tylko bardzo niewiele miało znamiona rzeczywistych, w sposób zreflektowany rozpoznanych darów Bożych (jak np. miało to miejsce w przypadku sakramentów). Reszta tworzyła raczej balast, określany często szacownym skądinąd słowem „tradycja” [2], który coraz bardziej przesłaniał blask Ewangelii oraz utrudniał braterskie życie we wspólnotach. Wyjściem z tego impasu byłby zatem praktyczny powrót do życia chrześcijańskiego opartego na tym minimalnym zestawie przekonań eklezjologicznych i praktyk (Ewangelia i sakramenty), skoncentrowanego na żywych, bliskich relacjach we wspólnotach podstawowych.

 

Zdaniem zwolenników takiego podejścia można ten rodzaj życia kościelnego podejmować wszędzie już teraz, bez oczekiwania na strukturalną reformę (której wyniki ujawnią się nie wiadomo kiedy). Punktem wyjścia powinno być własne, osobiste nawrócenie na życie Ewangelią, które prowadzi nieuchronnie do nawiązywania relacji z innymi osobami i do powstania więzi wspólnotowych, w ramach których realizuje się wzajemna troska, wspólna modlitwa, aż po liturgię. Tam gdzie jest to możliwe, może się to dziać po prostu w ramach istniejących Kościołów lokalnych, parafii i wspólnot podstawowych, w oparciu o ich struktury i zasoby – minimalizm eklezjologiczny nie stoi bowiem w żadnym punkcie w jaskrawej sprzeczności z oficjalną eklezjologią magisterialną. Co więcej – ta druga zdaje się z wolna skłaniać ku pozycjom minimalistycznym – np. poprzez Franciszkową krytykę klerykalizmu.


Wspólnoty wyrastające oddolnie z intuicji minimalistycznej eklezjologii mogą jednak w praktyce wchodzić w pewne napięcia np. ze stylem funkcjonowania tradycyjnych parafii, w których często – tak u duchownych, jak i u świeckich – dominują przekonania i praktyki wyrosłe z katolicyzmu kulturowego. W kontekście wspomnianego kryzysu oraz zmiennej i niepewnej kultury Zachodu w środowiskach tych ujawnia się tendencja do kurczowego trzymania się – niekoniecznie ze zrozumieniem ich znaczeń – przekonań, form kultu i relacji instytucjonalnych uważanych za „tradycyjnie katolickie”.

 

Z perspektywy wspólnot opartych na minimalistycznej eklezjologii jest to de facto teren misyjny, gdzie trzeba dotrzeć z dobrą nowiną. A dokonać się to może skutecznie właściwie tylko na drodze minimalistycznej – przez codzienne obcowanie i świadectwo. W konsekwencji ewangeliczne wspólnoty podstawowe muszą być programowo otwarte i wręcz dążyć do bliskości z nurtem tradycyjnego katolicyzmu instytucjonalnego. Zaś ewentualne zamykanie się w gronie „prawdziwie praktykujących życie ewangeliczne” może być największym błędem i stanowi żywe, poważne zagrożenie dla wspólnot opartych na intuicjach eklezjologii minimalistycznej.

[…]

 

Dwie tendencje, jedna nadzieja


Jeśli ktoś […] odnosi wrażenie, że teologiczna refleksja nad tożsamością i misją Kościoła ma cechy nie całkiem dokończonego projektu ogromnej budowy, w którym wciąż coś się przerabia i poprawia, w miarę jak postęp prac ujawnia albo rozbieżności z intencją inwestora, albo trudności w terenie pod budowę, albo błędy projektowe, albo nadmierne skomplikowanie czegoś, co da się rozwiązać prościej (lub odwrotnie), to jest tak dlatego, że Kościół w doczesności jest właśnie takim placem budowy. Eklezjologia systematyczna, jakkolwiek chciałaby ująć misterium Kościoła w jak najbardziej spójny sposób, jest właściwie pod tym względem skazana na porażkę: życie Kościoła przynajmniej w pewnych aspektach zawsze ją wyprzedza i jest bogatsze niż to, co da się opisać.

[…]


W wielu ludziach z kościelnych dołów Duch Święty wzbudza – jak w każdym pokoleniu – pragnienie życia inspirowanego Ewangelią we wspólnotach o żywych, bezpośrednich więziach. Z kolei wielu biskupów (z biskupem Rzymu) i teologów postuluje lub zaczyna realizować reformy, które mogą doprowadzić do uwolnienia takich doświadczeń wspólnotowych od balastu przerostów organizacyjnych, klerykalnych itd. – zwłaszcza za pomocą nawrócenia relacyjnego i przekształcenia synodalnego wszelkich struktur kościelnych. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest, żeby te dwie tendencje zbiegły się ze sobą, a nie tylko sąsiadowały, jak na kartach niniejszej książki. Czy to się uda, nim królestwo Boże przyjdzie w mocy – czas pokaże. Warto więc na koniec przypomnieć, że „nadzieja […] nie sprawia zawodu, bo miłość Boża jest wylana w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5,5).


ks. Grzegorz Strzelczyk
Więź
wiez.pl | 28 czerwca 2026

Fragment książki „Eklezjologia. Jak Kościół rozumie sam siebie”. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji Więź.pl.
_______________
Przypisy:

 

[1] Wprowadzam to pojęcie, bo uważam, że dobrze oddaje charakter założeń eklezjologicznych owej tendencji. Nie jest to jednak określenie powszechnie stosowane. Na polskim gruncie dobrym przykładem tak uprawianej eklezjologii jest książka M. Kity, Zostać w Kościele/Zostać Kościołem, Warszawa 2024.
[2] Nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć bardzo istotnego dzieła Y. Congara, Tradycja i tradycje, t. 1-2, Warszawa–Poznań 2018–2022.

 
Zobacz także
ks. Grzegorz Strządała
Przygotowanie do bierzmowania staje się często powodem do przyswajania sobie wiedzy katechizmowej. W wielu parafiach czy szkołach młodzież przepytywana jest z książeczki zawierającej kilkaset pytań, które należy „zaliczyć”, żeby zostać dopuszczonym do sakramentu. Ale czy tego rzeczywiście młody chrześcijanin potrzebuje?
 
Przemysław Radzyński
Bombardowani mnóstwem informacji i propozycji, ale bez trwałego fundamentu wartości, nie tylko młodzi mają dzisiaj problemy z wyborami. Łatwo się w tym dzisiejszym gąszczu zagubić, łatwo zatracić zdolność rozróżniania pomiędzy sprawami życiowej wagi a informacjami, które są śmieciami. Gdy pozwolimy, by nasze życie było tak bardzo wypełnione, nie pozostaje w nim przestrzeni na wyhamowywanie, na zastanowienie się nad sobą.

Z bp Edwardem Dajczakiem rozmawia Przemysław Radzyński
 
ks. Jacek Kucharski
Prawdziwa miłość wyraża się w bezinteresownej służbie bliźniemu, niezależnie od tego, czy jest on naszym przyjacielem, czy wrogiem. Takiej miłości uczy Jezus w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie.
 

___________________