logo
Sobota, 27 lutego 2021 r.
imieniny:
Gabrieli, Liwii, Leonarda, Anastazji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Adam Adamski
Kultura ciała: między pogardą a ubóstwieniem
Przewodnik Katolicki
 


 Jednym z elementów współczesnej kultury jest kult ciała. Zalewani jesteśmy reklamami zapewniającymi, że proponowane specyfiki zagwarantują witalność, młody wygląd i urodę. Jak przysłowiowe grzyby po deszczu wyrastają coraz to nowe salony urody, kluby fitness czy ośrodki SPA oferujące kompleksową odnowę biologiczną.
 
Siłownie, solaria i aquaparki są już codziennością. W tym kontekście chrześcijańska asceza jawi się według niektórych opinii jako kompletnie zdezaktualizowany relikt przeszłości lub wręcz dowód na szkodliwość praktykowania wiary. Przy tej okazji chętnie przywołuje się wyrafinowane sposoby umartwiania czy wręcz wyniszczania ciała, stosowane przed wiekami przez ascetów. Jednak kard. Paul Josef Cordes, który prezentował tegoroczne orędzie wielkopostne Benedykta XVI, zwracając uwagę na rozpowszechniające się „nowoczesne świątynie pielęgnacji ciała”, do których w 2006 r. uczęszczało ok. 8 mln Włochów, wydając na ten cel 15 mld euro, mimo wszystko zachęcał do odkrycia głębokiego sensu chrześcijańskiego postu. Ale czy jest to jeszcze możliwe? Czy można mówić o chrześcijańskiej kulturze ciała?
 
Ascetyczni kulturyści
 
Dziwnie to dzisiaj brzmi. Jednak warto pamiętać, że asceza (z greckiego) oznacza po prostu ćwiczenie, trening pozwalający uzyskać jakąś sprawność. W starożytnej Grecji uprawiali ją atleci i żołnierze po to, by osiągnąć sprawność fizyczną. Mędrcy, by stać się dobrymi ludźmi lub by osiągnąć zjednoczenie z bóstwem. Tak czy inaczej, asceza wymagała wysiłku, samozaparcia i wielu wyrzeczeń. W tym sensie możemy powiedzieć, że gdy ktoś zdobywa się na tego typu wysiłki, jest ascetą. Współcześnie jednak pojęcie to zostało zawężone do wyrzeczeń podejmowanych z pobudek religijnych, których celem ma być doskonalenie swojego człowieczeństwa i często wiąże się z umartwieniem ciała. Czy jednak jest to do pogodzenia z kultem ciała?
 
Trzeba przyznać, że w historii chrześcijaństwa stosunek do ciała ewoluował. Nie było to jednak spowodowane zmienianiem prawd wiary czy ich wypaczaniem, lecz kontekstem kulturowym. Czytając Ewangelie, nie znajdziemy uzasadnienia ani dla wyniszczania i pogardzania ciałem, ani dla jego uwielbiania. Jezus leczy chore ciała, karmi je, a zmęczonych uczniów zachęca do odpoczynku. Jednocześnie jednak zwraca uwagę na konieczność zadbania o czystość i prawość ludzkiego wnętrza, a w tym pomocna jest między innymi praktyka postu i wyrzeczenia.
 
Różne traktowanie ciała
 
Surowe i podejrzliwe traktowanie ciała w pierwszych wiekach i średniowieczu wynikało z przesycenia kultury tamtych czasów filozofią platońską. Filozofia Platona z jego podziałem na świat materialny, który jest jedynie cieniem wiecznych i doskonałych idei, wydawała się bardzo dobrym narzędziem do wyrażania prawd wiary aż do XII w. W filozofii tej ciało człowieka pojmowane było jako więzienie dla duszy. W konsekwencji nie zasługiwało ono na uwagę, wręcz przeciwnie, winno być doświadczane, aby wyzwalać ducha.
 
Chociaż Kościół potępiał skrajnie negatywny stosunek wobec ciała (np. synody w Gangra w 343 r. i w Bradzie w 534 r.), a Ojcowie Kościoła zwracali uwagę na przysługującą ciału godność obrazu Bożego (np. św. Cyryl Jerozolimski, św. Jan Chryzostom), to jednak dopiero w okresie, gdy mentalność chrześcijan Zachodu była kształtowana przez myśl Arystotelesa, powszechne spojrzenie na ciało zaczęło się zmieniać. Ewangelia ciągle pozostawała ta sama, ale kultura, w której ją odczytywano, nie postrzegała już świata jako cienia prawdziwej, boskiej rzeczywistości.
 
Intelektualiści zainspirowani pracami św. Tomasza z Akwinu zaczęli patrzeć na świat przez pryzmat filozofii Arystotelesa, a ta kazała im zwrócić baczniejszą uwagę na świat materialny i w samych rzeczach szukać ich istoty (substancji). W świetle tej filozofii nowym blaskiem zajaśniały niezmienne prawdy wiary. To co Bóg stworzył jest dobre. Człowieka stworzony na obraz i podobieństwo Boga został nobilitowany, gdy sam Bóg przyjął ludzkie ciało, które jest świątynią Ducha Świętego. Człowiek powinien zatem troszczyć się o ciało jako dar samego Boga, ale jednoczenie nie powinien zapominać, że jest ono, podobnie jak cały materialny świat, doczesne i nie stanowi ostatecznego celu i sensu życia.
 
 
 
1 2  następna
Zobacz także
Joanna Wnęk-Gozdek
W okresie kreowania własnej tożsamości młodzi ludzie stosują pewne zabiegi mające na celu: potwierdzenie ciągłości istnienia i poszukiwanie niezawodności miłości rodziców, próby zmiany własnego wizerunku i sprawdzanie siebie. Powyższe zachowania stanowią podatny grunt dla działalności sekt. Zwłaszcza jeżeli młodzież nie czuje się akceptowana w rodzinie...
 
Ks. Rafał Masarczyk SDS
Często przy różnych okazjach słyszymy o nauce społecznej Kościoła. Najczęściej politycy, ubiegający się o nasze głosy w wyborach, zapewniają nas, że będą ją realizowali. Czym jest więc społeczna nauka Kościoła? Czy jest to trzecia droga życia społecznego? Coś między komunizmem a kapitalizmem? Nic podobnego. Kościół od wieków nauczał swoich wiernych, że tak jak w życiu indywidualnym człowiek powinien kierować się pewnymi zasadami, tak też zasady moralne obowiązują w życiu społecznym...
 
ks. Marek Lis

Są takie filmy, które warto obejrzeć wiele razy. Choć na pozór proste i łatwe w odbiorze, są wielowarstwowe i gęste od znaczeń. Jednym z nich jest „Uczta Babette”, arcydzieło duńskiego reżysera Gabriela Axela, nagrodzone – jako pierwszy duński film – Oscarem w 1988 roku, a w 1995 roku, gdy kino świętowało stulecie istnienia, wpisane na Listę 45 wartościowych filmów, ogłoszoną przez Filmotekę Watykańską i Papieską Radę do spraw Kultury.

 
 
___________________
 
 reklama