logo
Wtorek, 02 marca 2021 r.
imieniny:
Halszki, Heleny, Karola, Pawła, Radosława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
O. Jacek Salij OP
Łaska sakramentu po rozwodzie
Miesięcznik W drodze
 


Kiedy pojawiło się nieślubne dziecko…

W listach publikowanych na stronach Wspólnoty Trudnych Małżeństw (ale również prywatnie otrzymałem kilka takich listów) szczególnie często pojawia się pytanie: Czy mam uznać argument mojego męża, który odszedł ode mnie do matki swojego nieślubnego dziecka, tłumacząc mi, że przecież jego dziecku należy się ojciec? Przypatrzmy się paru konkretnym sytuacjom:

Mamy dwoje dzieci, 5 i 10 lat. Od 15 miesięcy mój mąż mieszka z inną kobietą, która jest rozwiedziona. Kiedy okazało się, że kochanka jest w ciąży i wkrótce będzie rodzić, wyraziłam chęć przyjęcia męża do domu. On jednak tłumaczył się tym, że tam będzie małe dziecko, a drugi powód to strach, że ja mu tego nigdy nie wybaczę. Kiedy wychodził z domu, poprosił: "Pomóż mi wrócić do domu". Na moje pytanie, jak mam to zrobić, odpowiedział: "Módl się za mnie". Po urodzeniu się dziecka, mąż nie wrócił do rodziny. (...) Bardzo bym chciała wierzyć, że jednoznaczne stanowisko Kościoła w sprawie powrotu małżonków ze związków niesakramentalnych, w których pojawiło się dziecko, może uratować jakąś rodzinę, może nie moją, ale takich małżeństw jak moje na świecie jest tysiące, więc może komuś się uda.

Trzymając się nawet argumentacji tego mężczyzny, trudno się zgodzić, że prawo dziecka do ojca jest dla niego czymś naprawdę ważnym. Pomijając okoliczność, że człowiek odpowiedzialny, mający żonę i dzieci, nie wchodzi w nowe związki – przecież jego ślubne dzieci też mają prawo do ojca; co więcej, jego odejście to dla nich prawdziwe trzęsienie ziemi.

Skoro jednak urodziło się nieślubne dziecko, skoro już z powodu postępowania tego mężczyzny ktoś będzie cierpiał – niech chociaż próbuje naprawić to, co się jeszcze da naprawić, aby przynajmniej odtąd wszystko było po Bożemu. Może małżonkowie przypomną sobie, że łączący ich sakrament jest źródłem łaski również w dniach kryzysu. Może uda im się jeszcze uratować swoje małżeństwo, również po to, żeby ten pięcio- i dziesięciolatek nie utracili ojca. Rzecz jasna, przedtem musi nastąpić pojednanie i przebaczenie, a wolno mieć nadzieję, że żona weźmie na siebie jakąś cząstkę realnej odpowiedzialności za nieślubne dziecko swojego męża. Dodam tylko, że w takich szczęśliwych momentach ludzie mają nie tylko religijną, ale nawet psychiczną potrzebę rozpoczęcia nowego etapu swojego życia od przystąpienia do spowiedzi i komunii świętej.

I jeszcze jedno świadectwo:

W związku sakramentalnym jestem od osiemnastu lat. Mamy czwórkę dzieci. (...) Od ośmiu lat sama wychowuję dzieci. Obecnie jestem po jednostronnym rozwodzie cywilnym, tzn. bez mojej zgody. Mąż żyje w niesakramentalnym związku z inną kobietą, z którą ma dwójkę dzieci. Po orzeczonym rozwodzie cywilnym zastanawiałam się, co dalej? Jak ma wyglądać moje życie i dzieci? Szukałam. Zadawałam sobie wiele pytań. W roku 2006 znalazłam swoje miejsce w Kościele. Znalazłam Wspólnotę Trudnych Małżeństw SYCHAR, której celem jest dążenie małżonków do uzdrowienia sakramentalnego małżeństwa. Modlę się o to i czekam na powrót męża. Pragnę być wierna Panu Bogu i swojemu mężowi. Pomimo trudu, jakiego doświadczam, wiem, że nie jestem sama. Jest blisko mnie Jezus, którego miłość i opiekę odczuwam każdego dnia. [Stawiam sobie trzy pytania:]
Czy mój ukochany mąż ma moralne prawo usprawiedliwiać swoje pozostawanie w niesakramentalnym związku względem na wychowanie dzieci?
Czy dzieci w niesakramentalnym związku męża są przeszkodą, żebyśmy mogli się ze sobą pojednać i do siebie wrócić?
Jakie jest zdanie Kościoła katolickiego - wskazanie moralne - w tej konkretnej sytuacji i podobnych?

Żeby sobie utrudnić odpowiedź, pytanie pierwsze przeformułujmy następująco: Czy w przypadku, kiedy małżeństwo sakramentalne jest bezdzietne, współmałżonek (mąż albo żona) mający nieślubne dziecko ma moralne prawo, ze względu na dobro dziecka, pozostać w związku niesakramentalnym z jego współrodzicem? Otóż nie ma takiego prawa. Bo nie godzi się osoby, której ślubowało się dozgonną miłość, porzucać tak, jakby była już tylko jakąś niepotrzebną rzeczą.

Ale nieślubne dziecko też jest osobą! I to szczególnie bezbronną i potrzebującą opieki! Oczywiście. Jednak nie powinno się nigdy zdradzać współmałżonka, nie powinno się mieć nieślubnych dzieci.

Ponieważ to dziecko się urodziło, powinno się je przyjąć z miłością. Czy jednak okazywanie miłości dziecku poprzez jeszcze głębsze podeptanie miłości małżeńskiej, którą się ślubowało, jest właściwym sposobem okazywania mu miłości? Wypowiedzi publikowane na stronach Wspólnoty Trudnych Małżeństw SYCHAR pełne są rzetelnych poszukiwań takiej miłości okazywanej dziecku nieślubnemu, która daje się pogodzić z odbudową sakramentalnego małżeństwa jego ojca lub matki.

Co do pytania trzeciego, wydaje się, że ani nie jest to pytanie retoryczne, ani też nie jest ono niesłusznym przyczepianiem się do Kościoła. Swoją oficjalną naukę na ten temat Kościół głosi bez wykrętów i bez rozmiękczania – jak chociażby w cytowanej tu wypowiedzi Katechizmu Kościoła katolickiego. Wydaje się jednak, że również gorliwi katolicy – a nawet ci księża, którzy pragną ściśle trzymać się nauki Kościoła – niekiedy ulegają, zazwyczaj bezwiednie, duchowi tego świata i nie mają odwagi podtrzymywać nadziei na odbudowanie sakramentalnego małżeństwa w sytuacjach szczególnie beznadziejnych.

Na pewno warto czasem o tym pomyśleć. Na pewno warto wziąć pod uwagę, że może właśnie ja powinienem wyznać: "mówię, bom smutny i sam pełen winy". 

Jacek Salij OP
W drodze 9 (457)/2011
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Jan Halbersztat
W ciągu ostatnich dwustu lat rozwój techniki posunął się tak dale­ko, że dzisiaj czysto fizyczna praca stanowi zaledwie około połowy działalności człowieka (resztę robią za nas maszyny...). Dziś, na początku dwudziestego wieku, nikogo już nie dziwi (przynajmniej w naszym kręgu cywilizacyjnym i kulturowym), że kobiety podobnie jak mężczyźni pracują zawodowo, zara­biają na życie swoje i bliskich. Wciąż jednak w świadomości większości lu­dzi, to mężczyzna jest tym, który na dom zara­bia i go „utrzymuje”. 
 
Ewa Poliszot
Pierwszym istotnym elementem wychowania dziecka jest pełna rodzina, w której matka i ojciec się kochają, gdzie istnieje wzajemne porozumienie, akceptacja, życzliwość. Wszystkie inne elementy wychowania dziecka są związane z tym pierwszym. Każde dziecko w rodzinie winno być przyjęte przez oboje rodziców jako dar, niezależnie od tego, jakie ono jest: chłopiec czy dziewczynka, zdrowe czy chore.  

Z o. Józefem Augustynem SJ rozmawia Ewa Poliszot
 
Krzysztof Głowacki
Jeśli w naszych komunikatach kierowanych do współmałżonka odnajdujemy cynizm, złośliwość czy sarkazm, powinna zapalić się nam ostrzegawcza lampka. Receptą prof. Johna Gottmana na występowanie pogardy jest tworzenie w relacji kultury życzliwości i podziwu. Być może przez długi czas zwracania uwagi tylko na te rzeczy, które nas w partnerze irytują, zapomnieliśmy o tym, co kiedyś nas w nim zachwycało i warto to sobie odświeżyć. 
 
 
___________________
 
 reklama