logo
Niedziela, 21 kwietnia 2019 r.
imieniny:
Jarosława, Konrada, Selmy, Anzelma, Konrada – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Wojciech Zagrodzki CSsR
Lekcja religii w szkole nie będzie katechezą
Kwartalnik Homo Dei
 


Czy istnieją jakieś zobowiązania nauczyciela religii w szkole względem parafii? Niekiedy oczekuje się, aby np. brał udział w przygotowaniu niedzielnej liturgii...

W świetle obowiązujących przepisów nauczyciel religii nie ma zobowiązań względem parafii. On jest nauczycielem w szkole i to jest jego funkcja. Inne oczekiwania względem nauczyciela religii wynikają z życzenia, aby lekcja religii była katechezą. Natomiast trzeba dodać, że nauczyciele religii, tak jak nauczyciele innych przedmiotów, mogą i powinni angażować się w różnego rodzaju działania poza planem lekcji, np. w formie wspomnianych już kół zainteresowań. Czy udział w liturgii Mszy Świetej mieści się w kategorii "szkolnych kół zainteresowań"? – mam wątpliwości...

Z drugiej jednak strony, nauczyciel religii jest moralnie zobowiązany do angażowania się w duszpasterstwo parafialne. Domaga się tego specyfika przedmiotu, którego naucza. Jeżeli uczniowie zauważą, że ich nauczyciel religii nie jest zaangażowany w życie wiarą, wówczas słabnie ich przekonanie o wartości religii jako takiej. W nauczaniu religii czynnik osobistego świadectwa nauczającego odgrywa przecież niezwykle istotną rolę.

Przedstawiona koncepcja nauczania religii w szkole rodzi szereg konsekwencji i wyzwań. W jaki sposób na zaistniałą sytuację winno odpowiedzieć duszpasterstwo parafialne? Alternatywą nie jest przecież wycofanie religii ze szkół, by wrócić z katechezą do parafii, skoro odkrywamy, że nauczanie religii ma znaczenie dla szkoły i wpisuje się jednak w szeroki plan duszpasterstwa Kościoła...

Absolutnie nie chodzi o wycofywanie nauczania religii ze szkoły. Trzeba jednak zwrócić uwagę na potrzebę katechezy parafialnej. Chodzi również o urealnienie oddziaływania przez lekcję religii w szkole oraz o wykorzystanie wszystkich możliwości wychowawczych, jakie stwarza obecność religii w programie szkoły. Oczekiwanie, że w szkole Kościół będzie prowadzić katechezę, stawia szkole zadania, których nie jest ona w stanie wypełnić, a nauczycieli religii prowadzi do nieustannej frustracji, gdyż nie będą mogli zrealizować tych oczekiwań. Oni zresztą często sygnalizują ten problem zarówno w publikacjach, jak i podczas różnego rodzaju spotkań. Z drugiej strony, trzeba podjąć wysiłek, by wykorzystać wszystkie możliwości oddziaływania, jakie daje obecność nauczania religii w szkole. Nie zawsze dorastamy do tego zadania.

Prawdziwym wyzwaniem pozostaje natomiast katecheza w parafii. Ona nie musi odbywać się w tej formie, w jakiej miała miejsce w Polsce do 1990 roku. Można powiedzieć, że w naszym kraju po II wojnie światowej wyrosło pokolenie, które nie ma doświadczenia katechezy, gdyż zawsze mieliśmy lekcje religii: kiedyś w salkach parafialnych, a dzisiaj w szkole. Tzw. katechizacja parafialna w latach 1961-1990 nosiła niemal wszystkie znamiona lekcji religii: były klasy, sprawdzano obecność, były wystawiane oceny i świadectwa ukończenia kolejnych klas... Katecheza powinna odejść od ścisłych wymagań formalnych. Dzisiejsza katecheza parafialna nie może powielać szkolnych schematów. Do wykorzystania są również liczne grupy, ruchy i stowarzyszenia działające w wielu parafiach.

Dzisiaj dostrzegamy coraz wyraźniej, że wychowanie religijne w szkole nie przynosi oczekiwanych owoców. I będzie coraz gorzej, jeżeli będziemy podtrzymywać przekonanie, że szkoła jest pierwszym przedmiotem troski duszpasterstwa parafialnego. Ponadto w tle parafialnej katechezy dzieci i młodzieży na pierwszym miejscu należy dostrzec wielką potrzebę katechezy dorosłych. Bez formacji dorosłych nie zdołamy wychować dzieci i młodzieży. A katecheza dorosłych w Polsce istnieje zaledwie szczątkowo...

Czy w takim razie istnieje potrzeba zrewidowania olbrzymiego zaangażowania duszpasterzy Kościoła w pracę w szkole? W swojej książce zauważył Ksiądz Profesor, że praktyka posyłania do szkoły niemalże wszystkich neoprezbiterów nie znajduje do końca swojego uzasadnienia...

To jest jasne, że nie każdy ksiądz musi być nauczycielem religii, a niektórzy nawet nie powinni nimi być. Przecież nie każdy genialny matematyk będzie dobrym nauczycielem matematyki w szkole. Niektórzy kapłani posyłani do szkoły przeżywają to traumatycznie. Oni mogą znakomicie pracować w duszpasterstwie parafialnym, a w szkole będą się męczyć.

Myślę, że nam w Polsce potrzeba odważnej refleksji i debaty wokół pytań rodzących się w związku z obecnością nauczania religii w szkole. Musi być powodem do niepokoju fakt, że wielu dostrzega nieskuteczność wychowania religijnego w szkole, a równocześnie nie widać podejmowanych kroków, by tę sytuację zmienić. Wydaje się, że dzisiaj potrzeba nam odważnego i realnego określenia zadań, jakie lekcja religii może i powinna spełnić i jakie jest jej miejsce w programie szkoły. W konsekwencji trzeba będzie odpowiednio zmodyfikować najpierw myślenie, a następnie działanie duszpasterzy na terenie parafii.

W tym względzie warto skorzystać z doświadczenia innych wspólnot Kościoła. Dość dokładnie przebadałem ewolucję, jaka dokonała się w Kościele we Włoszech. Po wielu dyskusjach i debatach biskupi włoscy w pewnym momencie zrezygnowali z oczekiwań katechetycznych kierowanych pod adresem nauczania religii w szkole. Podjęli decyzję: szkoła będzie miejscem edukacji i wychowania, natomiast inicjacja chrześcijańska będzie się dokonywała w parafii. Skoncentrowali siły na formacji katechetów świeckich (obok osobnej formacji nauczycieli religii w szkole), którzy do dzisiaj jako wolontariusze prowadzą katechezę mistagogiczną w parafiach.

Nie chcę rozstrzygać, czy ten model może być przeniesiony do Polski. Prawdopodobnie my musimy znaleźć swój własny. Jednak dążenie do wzmocnienia katechezy parafialnej wydaje się zmierzaniem we właściwym kierunku. Duszpasterze w Polsce zbyt dużą wagę przywiązują do nauczania religii w szkole.

Wojciech Zagrodzki CSsR
 
poprzednia  1 2 3 4 5 6
Zobacz także
Jacek Dziedzina
Nie tyle chodzi o to by wierzyć, ile o to by UWIERZYĆ. Jestem chrześcijaninem, to znaczy przeżywam ciągle aktualizujące się Wydarzenie Chrystusa. To znaczy nieustannie spotykam Boga Żywego i zajmuję wobec Niego konkretną postawę. Bylebym tylko chciał przyjść.
 
Jacek Salij OP
Święty Jan Paweł II często dawał wyraz tej nadziei, że Matka Najświętsza okaże się wielką Promotorką zjednoczenia rozdzielonych chrześcijan. Szczególnie obszernie rozwinął ten temat w encyklice Redemptoris Mater, opublikowanej 25 marca 1987 r. Rzecz jasna, autentycznego ekumenizmu nie będzie tam, gdzie ludzie ośmieliliby się przy prawdach Bożych majsterkować. 
 
o. Remigiusz Recław SJ
Wielu ludzi przeżywa dramat z tego powodu, że zakochało się w niewłaściwym momencie i w niewłaściwej osobie. Czy na niechciane zakochanie jest jakieś lekarstwo? Temat jest bardzo ważny, bo nierozwiązany problem w tej kwestii, często prowadzi do rozpadu rodzin lub opuszczenia powołania kapłańskiego czy zakonnego. I złudna jest tu nadzieja, że „mnie to na pewno nie spotka”. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 


 
Cost-Club.com: Best Cosplay Costumes for Sale