logo
Czwartek, 13 maja 2021 r.
imieniny:
Agnieszki, Magdaleny, Serwacego, Roberta, Andrzeja, Marii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Monika Białkowska
Logika Józefa
Przewodnik Katolicki
 
Alonso Miguel de Tovar, San José y el Niño Jesús, Pałac Viana w Kordobie


Ile w Kościele jest konfrontacji ze złem, a ile niezrozumienia człowieka, który popełnia zło? Co robimy z szacunkiem dla prostego człowieka? Czy na uroczystych Mszach w pierwszych rzędach siadają ludzie władzy, czy podopieczni DPS-ów?

 

Nie lubisz o dokumentach rozmawiać, ale o tym musimy, bo bardzo mi się podoba! Jak słyszałem, że papież Franciszek napisał o św. Józefie, pomyślałem, że to pewnie będzie słabe. Ale szukałem akurat czegoś o ucieczce Świętej Rodziny do Egiptu, więc zajrzałem do listu Patris corde. I się tym naprawdę zachwyciłem!

 

Monika Białkowska: Zaraz, zaraz. A dlaczego Ksiądz myślał, że to będzie słabe?

 

Bo papież Franciszek zajmuje się jednak bardziej innymi tematami, peryferiami Kościoła, ekologią, podejmuje takie ekumeniczne gesty, jak wobec protestantów na 500-lecie Lutra. A nagle pisze coś, co jest – przynajmniej moim zdaniem – bliskie mistyce! Wiadomo, że św. Józef jest ważnym punktem odniesienia dla mistyków: milczący, słyszący głos anioła, człowiek cichej, szarej pracy. Odwoływała się do niego choćby św. Teresa z Avila. Byłem zaskoczony, że papież wchodzi w ten właśnie nurt, jednocześnie pozostając w ignacjańskim duchu drążenia każdego po kolei zdania z Ewangelii, takiego wręcz ich „przeżuwania”. To połączenie mistycznego piękna i bardzo konkretnego wezwania do czynu doskonale dotyka naszego życia.

 

Ten list naprawdę po imieniu nazywa „zwyczajnych ludzi”. Babcie, dziadków, lekarzy, pielęgniarki, pracowników supermarketów, sprzątaczki, opiekunki, kierowców samochodów dostawczych…

 

Zobacz, jakie to jest ważne: mieć świadomość, że ten chleb, który sobie codziennie kupujesz, ktoś musiał w nocy upiec, a potem ktoś inny jeszcze przed świtem, często drogami zasypanymi śniegiem, rozwieźć do sklepów. I papież chce o tym pisać, zanurzać ich wszystkich w czułości Ojca!

 

Czułość jest trochę dyżurnym tematem Franciszka. Myślę, że za jakiś czas historia będzie mówić o nim właśnie jako o „papieżu czułości”.

 

W tym liście Józef jest pokazany jako ten, w którym Jezus doświadcza czułości Ojca. Dla mnie zaskakujące jest, kiedy papież pisze o tym, żebyśmy również na naszą kruchość i grzeszność patrzyli z czułością. Często jesteśmy do siebie negatywnie nastawieni, a tu mamy zaakceptować naszą słabość z czułością. Nie wiem, jak to zrobić, ty wiesz?

 

Chyba przez to, że jesteśmy tak nakarmieni strachem przed egoizmem, nie potrafimy być dla siebie po prostu dobrzy. „Dobrzy” nie oznacza przecież, żebyśmy sobie na wszystko pozwalali, to nie jest prawdziwe dobro. Jak ktoś nie wie, jak siebie akceptować z czułością, to niech sobie na początek wyobrazi, że się spotyka z dzieckiem, którym kiedyś był. Że może z nim porozmawiać, zadbać o nie, żeby nie zostało skrzywdzone. To jest fajna lekcja – zwłaszcza że z czasem to dziecko rośnie, ale już otoczone opieką przez dorosłego siebie…

 

Jest u papieża cała masa zdań, które są wręcz aforyzmami. Opisując, jak rodzina Jezusa przestrzegała wszystkich przepisów Prawa, Franciszek mówi, że w trzymaniu się dobrych tradycji jest wypełnienie woli Boga. Pisze, że miewamy w życiu takie rzeczy lub sprawy, z którymi nie możemy sobie poradzić, których nie rozumiemy – i dopowiada, że „jeśli nie pogodzimy się z naszą historią, nie będziemy w stanie uczynić żadnego następnego kroku. Pozostaniemy zakładnikami naszych oczekiwań. Trzeba odłożyć na bok swój gniew i rozczarowanie”. Przecież to jest czysta terapia!

 

A kto powiedział, że chrześcijaństwo nie jest terapeutyczne? Przecież jest, jak każde spotkanie z prawdziwą miłością!

 

Jest terapeutyczne, bo pokazuje również, jak naprawdę Bóg nas kocha – bo to buduje naszą godność. Kiedy papież pisze o rozterkach, które Józef musiał przeżywać w Egipcie, próbując utrzymać swoją rodzinę, nawiązuje jednocześnie do czasu, jaki przeżywamy, do pandemii. Zdarza się, że ktoś ma pretensje do Boga, że nie chce zrobić dla nas cudu i uwolnić nas od wirusa. A Franciszek powie na to, że jeśli czasem Bóg zdaje się nam nie pomagać, nie oznacza, że nas opuścił, ale że pokłada ufność w tym, co możemy zaplanować – wymyślić – znaleźć.

 

Sami, ale przecież dzięki temu, że na samym początku dał nam dar rozumu. Więc używanie go jest zgodne z Bożą wolą, jest wręcz formą posłuszeństwa Bogu!

 

Mam za to problem, jak rozumieć inny fragment: o tym, że Maryja i Jezus są dla Józefa najcenniejszym skarbem – i to jest oczywiste – ale że są oni również powierzeni naszej opiece… Czyżby papież chciał tu pokazać, że wszyscy w Kościele jesteśmy ze sobą powiązani, że dźwigamy wzajemną odpowiedzialność za siebie? Żeby sprawa Jezusa w świecie przetrwała?

 

A może jest po prostu tak, że dzieci do mamy nie tylko idą po ratunek, ale sami też otaczają ją czułością, troską? Może chodzi o to, żebyśmy w tym „uciekaniu się do” Maryi nie stracili z oczu tego bardzo ludzkiego wymiaru Jej macierzyństwa – i w ogóle Jej samej?

 

Do samego Józefa papieże często się odnosili. Benedykt XVI wprowadził jego imię do modlitwy eucharystycznej. Jan Paweł II poświęcił mu cały dokument. Papież Franciszek w tym liście odwołuje się do książki Cień Ojca Jana Dobraczyńskiego. Czytałem ją jeszcze jako kleryk i rzeczywiście zrobiła na mnie wrażenie. Ale fenomenalne jest to, jak przy okazji tłumaczy, co to znaczy być „cieniem Ojca”. Pisze, że świat potrzebuje ojców, a odrzuca panów. Że odrzuca tych, którzy mylą autorytet z autorytaryzmem, konfrontację z uciskiem, siłę ze zniszczeniem. Przecież to jest jednocześnie krytyka klerykalizmu, kapłaństwo jest przecież ojcostwem!

 

Przyznaję, że kiedy czytałam Patris corde, byłam zaskoczona. Trochę książek przeczytałam, trochę teologii studiowałam, a czegoś takiego i w taki sposób o św. Józefie jeszcze nikt mi nie mówił. Józef nie jest tu takim trochę nijakim panem z zaplecza. Jest aktywny, we wszystkim, co robi, jest głęboki sens. Pytanie tylko: co z tym tekstem zrobić w Kościele? Mamy ogłoszony przez papieża Rok św. Józefa, mamy odpusty – ale co dalej? Szkoda byłoby, żeby takie treści się zmarnowały!

 

Nie lubię w Kościele ani wielkich wezwań, ani apeli, ani tym bardziej moralizowania. Myślę, że ważne jest danie pewnego opisu rzeczywistości, jaki niesie ze sobą chrześcijaństwo, przełożenie Ewangelii na konkret. Ile w Kościele jest konfrontacji ze złem, a ile niezrozumienia człowieka, który popełnia zło? Co robimy z szacunkiem dla prostego człowieka? Jak się wobec niego zachowujemy? Czy na uroczystych Mszach w pierwszych rzędach siadają ludzie władzy, czy podopieczni DPS-ów? Dlaczego nie odwracamy tej chorej logiki, tylko coraz bardziej w nią grzęźniemy? Jak walczymy o ludzi, którzy pracują w supermarketach, o nauczycieli, o rodziców niepełnosprawnych dzieci? Kościół na to wszystko musi być wrażliwy! Jeśli ten rok skończy się tym, że pojedziemy z pielgrzymką do Kalisza, to mało z tego zostanie…

 

Kalisz to jest piękne miejsce i sanktuarium warto odwiedzić. Ale myślę, że ta perspektywa też jest ważna: że życie Józefa to nie są morały dla nas, ale rachunek sumienia i jednocześnie droga dla nas wszystkich jako Kościoła…

 

Rozmawiała Monika Białkowska
Przewodnik Katolicki 7/2021

 
Zobacz także
Cezary Sękalski
Musimy wiele z siebie dawać i się wysilać, ale ostatecznie to darowana moc z wysoka pozwala w pełni odpowiedzieć na wezwanie Pana Jezusa. O tej mocy zdarza się nam zapominać. Wtedy chrześcijaństwo wydaje się bardzo trudne, a może nawet obciążające. Tymczasem samo przypomnienie obietnicy Jezusa pozwala doświadczyć Jego pomocy i dodać siły, przemieniając chrześcijaństwo z obciążającego trudu w uskrzydlające zaproszenie. 

Z księdzem biskupem Andrzejem Siemieniewskim, profesorem teologii duchowości, rozmawia Cezary Sękalski
 
ks. Marek Chmielewski SDB
Dzieci pytają rodziców, jak to się stało, że się spotkali i pobrali. Kiedy, gdzie, jak i kto w tym brał udział. Muszą to wiedzieć. Łatwiej im wtedy się określić, opisać swoją tożsamość. Na tym budują poczucie własnej wartości. Młodzi pytają swoich księży, jak to się stało, że poszli za głosem powołania. To nie prosta ciekawość. Stoi za tym potrzeba zmierzenia się z pytaniem o własną przyszłość.  
 
Barbara Sawic
Tak jak ponad 2000 lat temu wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy, również jego pamiątka liturgia Niedzieli Palmowej dla jednych jest wyrazem wiary, przeżyciem religijnym rozpoczynającym Wielki Tydzień, dla drugich nie ma znaczenia. Od lat dla wielu osób Niedziela Palmowa jest niedzielą handlową bądź dniem przeznaczonym na wiosenne porządki. Zapracowane w ciągu tygodnia kobiety, myjąc okna  – „na święta”– zerkają na procesję.  
 
___________________
 
 reklama