logo
Środa, 30 września 2020 r.
imieniny:
Geraldy, Honoriusza, Wery, Hieronima, Felicji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tomasz Opaliński
Macierzyńskie oblicze miłości
Wieczernik
 


Dopiero wtedy, gdy zobaczę Kościół jako kochającą matkę, przestanę widzieć go jako instytucję skierowaną przeciwko człowiekowi i ciemiężącą go jak zła macocha...

Co to znaczy, że Kościół jest matką? Kiedy czytam komentarze internautów pod wiadomościami zamieszczonymi w internetowych portalach, to często wydaje mi się, że my sami, ochrzczeni, członkowie Kościoła, traktujemy go bardzo „po macoszemu”. Twarz Kościoła bowiem widziana tak, jak ją współcześnie przedstawia wiele jej dzieci, to już nie oblicze kochającej swoje dzieci matki, ale facjata mającej dość wstrętnych bękartów i pragnącej za wszelką cenę uprzykrzyć im życie macochy...

Widziany tak Kościół to już nie rodzina – wspólnota osób połączonych więzami miłości, ale kolonia karna cudzych bachorów, które muszą być za wszelką cenę zdyscyplinowane, więc macocha (bo już nie matka) Kościół robi wszystko, żeby za pomocą nakazów i zakazów utrzymać niesforne i niekochane towarzystwo w ryzach, srodze szafując ekskomunikami i innymi karami kościelnymi.

Jesteś w Kościele – więc „musisz” swój cenny czas, który mógłbyś przeznaczyć na jakieś ciekawe zajęcie – choćby na rozrywkę - przeznaczać na „nudną codzienną modlitwę”; w niedzielę musisz „odstać swoje” na Mszy, ale za to nie wolno ci w ten dzień robić zakupów; powinieneś zmuszać się do przebaczenia, choć to wcale nieskuteczne – „lepiej walić na odlew tego, kto cię skrzywdził, to na drugi raz zapamięta”. Nakazy i zakazy kościelne wkraczają nawet w najbardziej intymną sferę życia człowieka (a zarazem trudną do opanowania i przynoszącą ogromną przyjemność) - księża bowiem ciągle „włażą człowiekowi z butami do łóżka” i pouczają, co wolno, a czego nie wolno, podważając takie „osiągnięcia” współczesnej myśli jak rozwody, stosunki homoseksualne, antykoncepcja czy – jeśli się ona nie uda – „prawo do aborcji”; mówią o wstrzemięźliwości – ale „gdzie nam, słabym ludziom, walczyć z hormonami”. Ba, nawet niewierzący muszą przestrzegać ustaw, które Kościół przez umizgujących się do niego polityków sobie „załatwił”: im też nie wolno dokonywać aborcji, oni też muszą płacić podatki, z których opłacana jest religia w szkole, ale za to nie mogą być refundowane środki antykoncepcyjne czy zapłodnienia „in vitro”, którym Kościół w imię „jakiejś nie do końca zrozumiałej ideologii” się sprzeciwia...

Ilu katolików wypisując antykościelne komentarze na forach internetowych potwierdza, że tak właśnie – przynajmniej podświadomie – widzi wspólnotę, do której zostali włączeni przez chrzest? Czyż tak widziany Kościół nie ma rzeczywiście facjaty macochy zamiast twarzy kochającej matki? Kiedy zastanawiam się nad tym, dlaczego tak się dzieje, to wydaje mi się, że być może zbyt mało poznajemy wezwanie, które jest hasłem przewodnim oazy III stopnia: „Ecclesia Mater – Mater Ecclesiae”. Zbyt mało patrzymy na kochające oblicze Matki, pierwszej Uczennicy Pana, w której najpełniej zrealizował się Kościół i zbyt mało pamiętamy o tym, że Kościół nie jest instytucją, ale... najbliższą rodziną – tak bliską, że gdy jej zabraknie, jesteśmy osieroceni. Czasem niestety może zapomnieć o tym nawet znany teolog: uznając, że sam jest sobie „sterem, żeglarzem i okrętem” mówi, że zerwał z Kościołem, i powoduje nie tylko ból Matki, która go zrodziła, ale również... własne osierocenie.

Mater Ecclesiae

Nasze spojrzenie na hasło przewodnie Oazy III stopnia zacznijmy od wezwania „Mater Ecclesiae” - Matka Kościoła. Choć tytuł ten dawali Maryi teologowie już od początków dziejów Kościoła, a w ostatnim stuleciu papieże: Leon XIII, Jan XXIII i Paweł VI, to sformułowanie tej prawdy ma wyraźne korzenie soborowe: 21 listopada 1964 r. papież Paweł VI na zakończenie III sesji Soboru Watykańskiego II ogłosił Maryję Matką Kościoła (Jan Paweł II tytuł „Mater Ecclesiae” przesunął wyżej w Litanii Loretańskiej). Ojcowie soborowi mówiąc o Maryi nie poświęcili jej oddzielnego dokumentu, ale rozdział „Błogosławiona Maryja Dziewica Boża Rodzicielka w tajemnicy Chrystusa i Kościoła” włączyli do Konstytucji dogmatycznej o Kościele jako jej integralną część. Jakby chcieli przez to pokazać, że Maryja nie jest „poza” czy „ponad” Kościołem, ale wewnątrz. Kapitalnie tę intencję odczytał założyciel Ruchu Światło-Życie ks. Franciszek Blachnicki, rozwijając soborową myśl i włączając ją jako podstawę tworzonego przez siebie ruchu.

Dlaczego Maryję – choć nie jest ponad wspólnotą Kościoła – możemy nazwać jego Matką? Warto sięgnąć do myśli samego Założyciela, a dokładniej – do jego referatu przesłanego na VII KKO „Tajemnica wielka w Chrystusie i w Kościele. Charyzmat maryjny Ruchu  Światło-Życie”. Spróbujmy na nasze potrzeby przybliżyć jego główne myśli. Według ks. Blachnickiego macierzyństwo Maryi łączy się nierozerwalnie z trzema jeszcze słowami: niepokalana, oblubienica, dziewica. Powiązanie macierzyństwa z byciem oblubienicą nikogo nie dziwi: przecież to miłość oblubieńcza, czyli całkowicie oddana oblubieńcowi, jest płodna, a więc prowadzi do macierzyństwa. Całkowite oddanie siebie w miłości oblubieńczej drugiej osobie jest płodne: pojawia się nowe życie (nawiasem mówiąc, Bóg szanuje ustanowione przez siebie prawa i może obdarować płodnością także parę ludzi, którzy mówią do siebie „jestem twój – jestem twoja” tylko na jedną noc... Bóg jest hojny i traktuje nasze słowa często bardziej serio, niż my sami).

 
1 2  następna
Zobacz także
o. Włodzimierz Zatorski OSB
Dzisiaj przeżywamy oktawę Narodzenia Pańskiego, uroczystość Bożej Rodzicielki. Po spontanicznej radości, bo „Dziecię się nam narodziło”, „narodził się Zbawiciel”, przychodzi czas na refleksję: czym jest dla nas Boże Narodzenie? Jakie ma dla nas znaczenie? W Ewangelii św. Łukasz wskazuje na refleksję NMP: Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu (Łk 2,19). 
 
Michał Gryczyński
To paradoks, że hańbiące narzędzie Męki Chrystusa stało się znakiem zbawienia ludzkości oraz zwycięstwa nad szatanem. Śmierć wywyższyła bowiem Syna Człowieczego i obecnie udziela On nam z krzyża swojej mocy. Dzięki temu krzyż wykonywany na osobie albo rzeczy staje się symbolem siły duchowej, której źródłem jest Odkupienie.
 
ks. Jan Glapiak
Przychodzimy na nabożeństwo różańcowe. Zajmujemy najczęściej to samo miejsce w kościele. Rozpoczyna się wystawienie Najświętszego Sakramentu. Staramy się skupić, ale nasze myśli są jeszcze niespokojne: krążą wokół codziennych spraw: to trzeba było załatwić, tamto dokończyć, jeszcze coś komuś powiedzieć...
 
 
___________________
 
 reklama