logo
Piątek, 23 kwietnia 2021 r.
imieniny:
Ilony, Jerzego, Wojciecha – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Aneta Pisarczyk
Mądre pomaganie
wstań
 


Pomaganie daje radość płynącą z kontaktu z drugą osobą oraz z poczucia czynienia dobra. Pozwala wyjść ze sfery własnej wygody i komfortu. W pomaganiu kierujemy wzrok serca na potrzeby i pragnienia bliźniego. Niestety jest wiele pułapek, w które może wpaść osoba pomagająca. Istnieje wtedy niebezpieczeństwo nieświadomego przejścia z poziomu pomagania do poziomu krzywdzenia drugiej osoby.
 
Komu pomagam?
 
Pierwsza pułapka związana z pomaganiem zawiera się w odpowiedzi na pytanie: Komu tak naprawdę próbuję pomóc, kiedy pomagam? Czasem zdarza się, że angażując się w pomoc innym, poszukujemy w pierwszej kolejności pomocy dla samych siebie. Pomaganie staje się swoistym sposobem radzenia sobie z własnymi zranieniami i niepowodzeniami życiowymi oraz poczuciem bycia gorszym. W takiej sytuacji człowiek będący w potrzebie i otwarty na przyjęcie pomocy może zostać wykorzystany dla podbudowania ego drugiej osoby. Najczęściej dzieje się to nieświadomie. Takie „pomaganie” nie jest korzystne ani dla osoby potrzebującej, ani dla tej, która pomaga. Zadaje ono bowiem kolejne rany serca.

Jak ustrzec się przed tą pułapką?

Na różnych etapach swojego życia odczuwamy pewne braki w sferze duchowej i psychicznej. Historia każdej osoby zawiera w sobie sytuacje, które służą budowaniu realnego poczucia bycia kimś ważnym i wyjątkowym w świecie. Najważniejszym czynnikiem w tym procesie są zawsze pełne miłości i trwałe relacje z bliskimi. Jednak niektóre doświadczenia życiowe niosą ze sobą ból zranienia lub etykietę porażki. Jeśli nie dokonamy w sobie ich przewartościowania, czyli nie pogodzimy się z nimi i nie uczynimy z nich cennego doświadczenia życiowego, mogą one na długo zaciążyć na naszej samoocenie. W takiej sytuacji rodzi się w nas naturalna potrzeba poszukiwania doświadczeń, które złagodzą odczuwany ból i pomogą w odzyskaniu dobrego samopoczucia. Czasem jednak ból doświadczonej krzywdy jest tak duży, że nasz umysł stara się go wypchnąć poza świadomość. To moment, w którym tracimy jasność naszej motywacji do pomagania. Wiedza o własnych zranieniach i słabych stronach pozwala zyskać równowagę między dawaniem i braniem. Pomagając innym, otrzymujemy dużo dla siebie. Jednak zasada ta działa tylko wtedy, gdy nie traktujemy drugiej osoby jak leku na nasze zranienia.

W jaki sposób pomagam?
 
Pomagając, możemy wpaść w pułapkę błędnego przekonania o własnej wyższości nad bliźnim. Możemy myśleć, że to my, pomagający, wiemy lepiej, co drugiej osobie jest potrzebne oraz jak powinna postąpić w danej sytuacji. Potrafimy przy tym dokładnie wypunktować jej błędy i zaniedbania. Taki sposób patrzenia sprawia, że zaczynamy przejawiać tendencję do narzucania innym swojego, nie zawsze właściwego, sposobu oceny rzeczywistości. Nasza pomoc zaś nabiera cech dyrektywności. Tymczasem nikt nie zna lepiej osoby potrzebującej pomocy od niej samej. Z tej samowiedzy bierze się ogromna życiowa mądrość dotycząca własnej osoby. Dlatego każdy z nas sam najlepiej wie, jaki brak odczuwa w danym momencie. Nieraz potrzebujemy specjalistycznej wiedzy, której nie mamy, wsparcia finansowego, emocjonalnego lub duchowego innych osób – wtedy sięgamy po pomoc innych. Samo otwarcie się na przyjęcie pomocy jest czymś pięknym i godnym pochwały. Nie wskazuje ono bowiem na słabość, lecz jest jednym ze sposobów radzenia sobie z trudną sytuacją.
 
Osoba potrzebująca pomocy ma wiele możliwości, by komunikować, czego potrzebuje. Może zwyczajnie opowiedzieć o tym, ale może też używać niewerbalnych sposobów porozumiewania się – mimiki twarzy, gestykulacji, sposobu zachowania w danej sytuacji. Chciejmy wsłuchiwać się w drugiego człowieka i to, co chce nam o sobie powiedzieć. Bardzo często o ważnych potrzebach serca, takich jak poczucie bycia kochanym, ważnym, potrzebnym, zauważonym, trudno jest mówić wprost. Wtedy ich brak wyrażamy naszą postawą. Trudno także bezpośrednio mówić o przeżywanym lęku, bólu i niepokoju serca. Często to nasze ciało i zachowanie przekazują innym informacje o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu. My jednak nie zawsze jesteśmy tego świadomi. W codziennym zabieganiu zbyt często zamykamy się na te ważne komunikaty, które skrywają ludzkie zachowania.

Czego oczekuję w zamian?
 
Często, pomagając, oczekujemy czegoś w zamian. Niektórzy wpadają w pułapkę wypominania innym, w tym najbliższym osobom, jak wiele dla nich robią każdego dnia. Tak jakby się bali, że dadzą za dużo, a dostaną za mało. Dawać mądrze to znaczy nie wyręczać, nie zwalniać innych z ich obowiązków, nie brać na siebie powinności bliźniego, która została przez niego zaniechana z powodu lenistwa. Ważne jest wsłuchanie się w rzeczywiste potrzeby drugiej osoby, by nie uszczęśliwiać jej na siłę takimi formami wsparcia, których ona aktualnie nie potrzebuje. Aby dawać mądrze, należy czynić to w zgodzie z własnym sercem i sumieniem oraz z pełnym akceptacji uszanowaniem drugiej osoby.
 
Wzrastając na drodze dawania, wyzbywamy się lęku, a nasze serce staje się coraz bardziej hojne. Doświadczamy bowiem niezwykłej radości oraz pokoju wewnętrznego. Wypływają one z postawy służebnej wobec potrzebujących, wśród których umieszczamy także samych siebie.
 
 
Aneta Pisarczyk 
 
Zobacz także
Marcin Gąsiorek
Praca została stworzona dla korzyści człowieka. Wielu ludzi uważa, że praca jest przekleństwem, konsekwencją grzechu, lecz Pismo Święte przedstawia zupełnie inny obraz. Praca została stworzona dla naszej korzyści, oczywiście po upadku człowieka stała się ona znacznie cięższa, ale jej celem nadal jest przynoszenie korzyści...
 
Marek Chmielewski
W tradycji biblijnej nadawanie imienia miało nie tylko znaczenie funkcjonalne, ale przede wszystkim wskazywało na przeznaczenie człowieka lub na jakąś wyróżniającą go cechę. Stanowiło zatem swoisty program życia i jego dewizę. Takie traktowanie imienia stało się powszechną praktyką w środowiskach życia zakonnego niemal do naszych czasów. Toteż wybór imienia nigdy nie był sprawą mody czy osobistych upodobań, ale stanowiło zobowiązujące zadanie – niemal charyzmat dla osoby zakonnej.
 
ks. Mirosław Tykfer

Kościół jest wdzięczny duchownym i konsekrowanym, jesteśmy mu potrzebni, ale żadna nam chwała za to, jakiego dokonaliśmy wyboru. Rzeczywiście my odnaleźliśmy to, czego szuka wielu ludzi, odnaleźliśmy Jezusa, a On nam się daje. Nie chcę powiedzieć, że nam się narzuca, ale odkrywamy, że On nas pragnie, że bardzo chce, abyśmy na Jego obecność odpowiedzieli całym sercem. To jest droga do budowania komunii z Bogiem i to jest zarazem nagroda płynąca ze stanu życia, jaki wybraliśmy. 

 

Z s. Ewą Hop, klaryską z klasztoru św. Andrzeja w Krakowie, o wskazówkach papieża Franciszka dotyczących życia kontemplacyjnego we współczesnym świecie, rozmawia ks. dr Mirosław Tykfer

 
___________________
 
 reklama