logo
Środa, 05 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Emila, Karoliny, Kary, Oswalda, Marii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Paweł Siedlanowski
Maryja mnie chroni
Różaniec
 
fot. Josh Applegate | Unsplash (cc)


Jedną z podstawowych potrzeb człowieka, których zaspokojenie jest niezbędne do jego prawidłowego rozwoju, jest poczucie bezpieczeństwa. Dotyczy to nie tylko sfery fizycznej życia, ale także sfery ducha.
 
Imię Boga brzmi „Jahwe” – Jestem, Który Jestem. Najświętsze, onieśmielające – wręcz obezwładniające – porażające swoją potęgą i mocą! Żydzi Go nie wymawiali, Mojżesz stojący przed płonącym krzewem zdjął sandały. Usłyszał, że nawet ziemia naznaczona Bożą obecnością jest święta! Może dlatego miłosierny Bóg, pragnąc stać się bliskim – chcąc nas ośmielić, skrócić dystans – posłał na świat swojego Syna Jezusa. Nazwano Go Emmanuel – „Bóg z nami”. Pod krzyżem otrzymaliśmy też Maryję za Matkę. Nie był to gest tylko symboliczny, nie chodziło o ornament. Jej opieka jest nazbyt realna i prawdziwa, by tak sądzić.

Nie ma we mnie lęku
 
Kilka lat temu Pan Bóg postawił na mojej drodze młodą kobietę. Przyszła z rozpaczliwą prośbą o pomoc: wplątała się w koszmarne relacje, jak się potem okazało, satanizm. Rozpoczęły się dręczenia, demoniczne manifestacje. Pomogłem tyle, ile mogłem. Sprawą zajął się egzorcysta. Zły duch jednak nie odpuścił. Ponieważ świetnie posługuje się technologiami informatycznymi, zacząłem dostawać od niego (posługiwał się telefonem mojej podopiecznej) dziesiątki SMS-ów, zawierających bluźnierstwa, groźby, obietnice profitów w zamian za rezygnację z walki o duszę Justyny. Ataki nasilały się zazwyczaj w sobotę wieczorem, w święta maryjne i podczas wizyt w sanktuarium na Jasnej Górze. W trakcie jednej z pielgrzymek, tradycyjnie, w całej serii otrzymanych na tę okoliczność bluźnierstw przeczytałem i takie zdanie: „Zniszczyłbym cię, klecho, ale chroni cię ta, którą poślubiłeś”. Niedługo potem spotkałem się z Justyną na spowiedź. W pewnym momencie jej oczy (naturalnie błękitne) stały się czarne. Wiedziałem, że to już nie jest ona. Zauważyłem też, że chce mnie uderzyć. Skuliłem się, czekając na cios. W ostatniej chwili jednak demon jakby czegoś się przestraszył. Justyna uciekła z kościoła. Za kilka minut dostałem „pozdrowienia” na komórkę: „I co? Przy...łbym ci, klecho! (…) i znowu ta [bluzgi] nie pozwoliła nam cię dotknąć!”.
 
Od tego czasu nie ma we mnie lęku. Maryja mnie chroni! Wiem o tym, czuję Jej opiekę! Teraz już nigdy nie zastanawiam się, co mówić na kazaniu podczas świąt maryjnych. I jaką wartość ma różaniec. To doświadczenie tak fizyczne, dotykalne, że granica wiary została przekroczona. Wiara stała się pewnością.
 
Wiedzieć to nie to samo co odkryć
 
Kiedyś przeczytałem zdanie: „Wiedzieć to nie to samo co odkryć”. Można zgłębiać teologię, znać Biblię niemalże na pamięć, przeczytać ją „od deski do deski”, a nie spotkać nigdy Tego, o którym ona opowiada. Recytować Psalm 23 o Panu, który „jest moim pasterzem”, a jednocześnie nie znać Pasterza. Mówić o Maryi, wspominać potop szwedzki i cud nad Wisłą, czcić Ją i jednocześnie nie zauważać, że jest tuż obok – że Jej macierzyńska troska to nie strofy poezji, słowa hymnów, ale konkretna obecność. Bliższa, niż może się to komukolwiek wydawać.
 
Kto ją odkryje, przestanie się czegokolwiek bać. I pozna, co to miłość.
 
ks. Paweł Siedlanowski
Różaniec 1/2017 
 
Zobacz także
Jacek Salij OP
Czemu należy zawdzięczać to, że jej obraz Syna był prawdziwy, że łzy jej były czyste? Przecież to oczywiste: Matka Bolesna była doskonale zjednoczona ze swoim ukrzyżowanym Synem. Syn Boży i Jego Matka byli jakby „dwoje w jednym ciele”, Ona była poniekąd Jego własnym ciałem. Tradycyjna pobożność pasyjna nigdy nie miała co do tego wątpliwości. „Rany cierpiącego Chrystusa były ranami Matki Bolesnej”.  
 
ks. Mieczysław Maliński

W niebie – jak zwykle przed 6 grudnia – święty Mikołaj czytał listy, które przyszły z ziemi od dzieci. Właściwie nie tylko od dzieci. Bywały listy od dorosłych. Aniołki się dziwiły. Ale święty Mikołaj nie, ponieważ wiedział dobrze, że dorośli są też dziećmi, tylko dużymi. Święty Mikołaj siedział w fotelu i czytał listy. Właściwie nie święty Mikołaj, tylko aniołki. I to na zmianę. Bo listów było bardzo dużo. Jeden aniołek by się zmęczył, gdyby czytał bez przerwy.

 
ks. Mirosław Tykfer
Dusza pozostaje silnie obecna w terminologii kościelnej, ale poza nią pojawia się raczej jak echo twórców i pisarzy, którzy niezupełnie jeszcze zapomnieli język z dziecięcej nauki katechizmu. Niestety pojawia się ona czasem w poetyckich uniesieniach czy ślubnych życzeniach wypisanych na kiczowatych karteczkach. W obu przypadkach traci jednak swoją realną moc bycia czymś, co decyduje o być lub nie być człowiekiem. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー