logo
Środa, 12 sierpnia 2020 r.
imieniny:

Hilarii, Juliana, Lecha, Eupliusza – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Bp. Edward Dajczak
Marzę o Kościele
Zeszyty Odnowy
 


 Wziąłem do ręki tekst Ojca Świętego Jana Pawła II, Sługi Bożego, który zostawił polskim biskupom w 1997 roku. Wziąłem go, zastanawiając się, w którą stronę i jak trzeba wędrować z młodym pokoleniem. I tam, z niezwykłą mocą, Ojciec Święty przekazał nam coś bardzo ważnego: „Polskie społeczeństwo wymaga gruntownej Nowej Ewangelizacji. Nikogo nie możemy uważać za straconego, bo Chrystus umarł za wszystkich, otwierając każdemu człowiekowi drogę do życia wiecznego. Potrzeba wiary w moc Chrystusowego krzyża”. Następnie Papież przypomina nam mocno i jednoznacznie: „Człowiek jest drogą Kościoła”. To zdanie Episkopat i Kościół muszą przetłumaczyć na język konkretnych czynów. Jan Paweł II mówił także: „W poprzedniej epoce [Ojciec Święty ma tu na myśli czasy przed rokiem 1990] Kościół stwarzał przestrzeń, w której człowiek, naród mógł bronić swoich praw. W tej chwili człowiek musi znaleźć w Kościele przestrzeń do obrony, poniekąd, przed samym sobą. Przed złym użyciem wolności i przed zmarnowaniem wielkiej, historycznej szansy dla narodu”. Dziś, w kontekście tego wszystkiego, co przeżywamy, całego zmagania o uporządkowanie sytuacji szkoły, pytanie o to, co robić, jest pytaniem otwartym. Jaka jest w tym rola Kościoła? Ministerstwo próbuje tworzyć jakiś porządek, coś robić – mniej lub bardziej poprawnie. Natomiast, co my mamy zrobić?
 
Szukałem słowa, którym można by określić jakąś część młodego pokolenia, i ciśnie mi się na usta słowo „dezorientacja”. Zdezorientowany człowiek, czujący się kimś zabłąkanym, zapędzonym, trochę jak zwierz w matnię, niewidzący wyjścia i sensu tego miotania się, jest kimś, kto na pewno kąsa. Przytoczę tu pewne zdarzenie. Niedawno, idąc ulicami Gorzowa, przechodziłem koło jednej ze szkół. Trzech chłopców, którzy wyszli z niej, widząc koloratkę, próbowało mi dokuczyć. Kiedy mijaliśmy się, podszedłem do nich blisko, prosząc Boga, bym zrobił to najcieplej, jak potrafię, i zapytałem: „Chłopaki, kto wam tak pokiereszował serca? Kto was tak zranił, zniszczył?”. Kiedy stanęli zdziwieni, powiedziałem: „Wiecie, skąd to wiem? Bo normalnie człowiek nie kąsa. Przechodząc obok drugiego człowieka, nie znając go, nie robi takich rzeczy. Tak się zachowuje ktoś, kto jest ranny, jak zwierz, który gryzie tego, kto jest najbliżej”. Myślę, że ta dezorientacja, rany i niemożliwość znalezienia klucza dobrze opisują naszą rzeczywistość. Dlatego zastanawiając się nad Kościołem, który idzie w kolejne tysiąclecie, postawiłem sobie pytanie: „Co można zrobić?”.
 
Kiedyś przytaczałem informację, która mnie bardzo uderzyła: otóż sobotnio-niedzielny numer „New York Timesa” zawiera więcej informacji niż przeciętny mieszkaniec Europy w XIX wieku nabywał w ciągu całego swojego życia. Uderzyło mnie to dlatego, że jest to tylko mały sygnał rzeczywistości, w której żyjemy. Człowiek współczesny jest zarzucany taką ilością informacji i tak różnorodnych, tak sprzecznych, że nijak nie może odnaleźć klucza do ich zrozumienia. Dobrze jest, jeżeli żyje w klimacie rodzinnego ciepła, gdzie ktoś z uporem, sam będąc świadkiem, będzie próbował pomóc mu tę rzeczywistość lepiej rozumieć. A jeżeli nie ma, to jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji: musi spotkać człowieka. Musi!
 
I to jest zadanie Kościoła – dawanie świadectwa wobec tych, którzy nie mogą się tego spodziewać w domu rodzinnym. Bo oczywiście, że musimy wspierać odnowę rodziny – to jest postulat oczywisty – ale równocześnie jest to sytuacja, w której trzeba zacząć szukać ludzi, właściwych świadków. W ostatnią niedzielę lipca ubiegłego roku byłem z młodymi ludźmi na Przystanku Jezus. Koncerty Woodstock skończyły się nad ranem, koło drugiej czy trzeciej. Jechałem w niedzielę rano z Kostrzyna nad Odrą, gdzie to wydarzenie miało miejsce, do Rzepina, niewielkiego miasta diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, z którego wychodziła piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Msza święta miała być o 6 rano. Jadąc, widziałem siedzących przy drodze młodych ludzi, którzy zatrzymywali samochody. Duże grupy mijałem, szukając jakiejś mniejszej.
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Robert Klemens COr
Maryja jako Służebnica Pańska, decydując się twierdząco odpowiedzieć na Bożą propozycję, przyjmuje również związany z nią obowiązek uczenia się Bożej wizji świata i wizji Jej osobistej przyszłości. Przecież zaskoczona chce wiedzieć: „Jakże się to stanie...”. Powszechnie wiadomo, że uczenie polega na stawianiu mądrych pytań i szukaniu na nie mądrych - co wcale nie znaczy wygodnych - odpowiedzi. Maryja jest więc Tą, która zadaje pytanie i otrzymuje odpowiedź. 
 
ks. Robert Klemens COr
Warto ukazywać kapłańskie szeregi od różnych stron, zwłaszcza dzisiaj, kiedy powszechnie mówi się kapłaństwie w kontekście pewnych niedoskonałości, przypadków negatywnych i uogólnia się te opinie na wszystkich księży. A Kościół ma prawo i wręcz obowiązek pokazywać to, czego tak często brakuje w mediach...
 
O. Rufus
Przeczytałem ostatnio w jakieś gazecie artykuł o młodzieży. Kiedy skończyłem, byłem nieźle "wkurzony". Wynikało z niego, że wszyscy młodzi ludzie są do niczego i cała odpowiedzialność za wszelkie zło, które obserwujemy wokół siebie: w życiu społecznym, gospodarczym czy politycznym, to nie wina kogo innego, ale właśnie młodzieży. A w ogóle, to nawet koniec świata, też przez nich będzie zawiniony.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー