logo
Poniedziałek, 15 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Marii, Napoleona, Stelii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Poznański SJ
Męka wyboru drogi życia
Posłaniec
 


Wybór stanu życia albo odpowiedniej osoby do małżeństwa staje się coraz trudniejszym zadaniem. Jest mnóstwo różnych czynników, którymi można by tłumaczyć taki stan rzeczy. Sądzę, że wiele z nich wskazuje, iż nie można z odwlekania wyboru czynić wyrzutu, deprecjonować i lekceważyć. Te wybory są dzisiaj naprawdę trudne, ryzykowne i dużo kosztują. Co więcej, ich brak jeszcze bardziej pogłębia trudności, bo żyje się trochę prowizorycznie. Dużo energii pochłania niezadowolenie, smutek, poczucie niespełnienia. Chciałbym zaproponować kilka odwołujących się do wiary uwag, które być może pomogą pokonać impas i bezwład w obliczu ważnych, acz trudnych wyborów.
 
Tajemnicza Boża wola
 
Najpierw trzeba pozbyć się pewnych niewłaściwych wyobrażeń, które stają się poważnymi przeszkodami dla ruszenia z miejsca. W przypadku wierzących chodzi o pojmowanie Bożych znaków i Bożej woli. Czasem osoby przerzucają odpowiedzialność za decyzję na kogoś innego, szczególnie na Boga, który rzekomo nie daje znaków i wskazówek. Zakłada to obraz Boga, który ma jakiś plan, ale go ukrywa. Taki złośliwy Bóg. Tymczasem Bóg daje znaki. On jest obecny i pracuje dla mnie w każdym momencie życia. On o każdego człowieka się troszczy i chce jego szczęścia, by w pełni żył pełnią miłości. Jest przecież Życiem i Miłością. Jego dary wciąż zstępują z wysokości. Wybieranie i decydowanie należy więc zacząć od wdzięczności za dobro już otrzymane, za decyzje już podjęte. Przyjąć je i ucieszyć się nimi (Ćwiczenia duchowe 234-237).
 
Do rozeznawania woli Bożej nie można podchodzić z postawą: chcę odczytać znaki i poznać wolę Bożą, ale czy ją podejmę, to jest inna kwestia. Nie da się tak. Poszukiwanie woli Bożej trzeba rozpoczynać z nieodwołalną decyzją, że się zaangażuje w jej wypełnienie, gdy tylko stanie się ona dla mnie jasna. Dlatego nie tylko trzeba prosić o rozeznanie woli Bożej, ale także o to, by umieć ją przyjąć i wypełnić najlepiej jak potrafię. Św. Ignacy bardzo często kończył swoje listy modlitwą o łaskę, „byśmy wyczuwali Jego najświętszą wolę i wypełniali ją całkowicie” (List z 24.05.1541). Człowiek prosi o to z serca, gdy czuje, że Bóg się o niego troszczy.
 
Bóg daje znaki. Są one we wszelakim dobru, którego doświadczyliśmy, w pragnieniach, które pulsują w sercu. Dlatego nie musimy Bogu niczego wydzierać, sprzeciwiać się Mu, walczyć z Nim o swoje szczęście. Ale znaki, choć trzeba jest rozeznawać, to jednak nie dokonają za nas decyzji. Można mieć wszystkie wskazówki co do tego, by iść do zakonu i jednocześnie wcale się na to nie zdecydować. Wybrać inną drogę. Podobnie, można mieć znaki wskazujące na małżeństwo i jednocześnie wybrać życie zakonne. I co ważniejsze, Bóg każdy z tych wyborów przyjmie i będzie błogosławił, jeśli tylko sami się w nie zaangażujemy. To zaangażowanie może np. polegać na wyproszeniu sobie łaski powołania zakonnego, wzięciu odpowiedzialności za nie. Znaki Boże nie determinują naszego życia. Są tylko zaproszeniami. Liczy się nasz wolny wybór i zaangażowanie.
 
Druga osoba na całe życie
 
Czasami osoby, które przez długi okres czasu nie mogły znaleźć kogoś, z kim mogłyby się związać na całe życie, twierdzą, że chyba po prostu wolą Bożą jest to, by zostały same. Na pewno można powiedzieć, że wolą Bożą nigdy nie jest samotność człowieka. Bóg zawsze chce prowadzić do pełni życia (bo On jest pełnią Życia), która jest niemożliwa bez relacji i wspólnoty. Nawet gdy wzywa do życia kapłańskiego, zakonnego, czy życia w pojedynkę, to zawsze nakierowuje na wspólnotę, na zaangażowanie w relacje i dzielenie się sobą z innymi. Dlatego jeśli zostaję sam i czuję się osamotniony, to stan taki na pewno nie jest wolą Bożą dla mnie. Koniecznie więc trzeba dbać o przyjaciół i różne kręgi znajomych. Nawiązywać i podtrzymywać relacje ze starszymi i młodszymi oraz rówieśnikami. Jest to niezbędne dla zachowania wewnętrznej równowagi, umiejętności bycia z ludźmi, zdolności otwierania się, dzielenia i dawania siebie. Nawet jeśli nie widać na horyzoncie potencjalnego kandydata czy kandydatki, to w relacjach poznaję siebie i bogactwo bycia człowiekiem, a wzrastająca otwartość, dzielenie się sobą, pragnienie służby, będą przyciągać innych.
 
Jak konkretnie zabrać się za wybór? Myślę, że pierwszą rzeczą jest realistycznie ustalić okres czasu, w którym zrobię wszystko, aby podjąć decyzję: regularnie będę dawał sobie czas, będę czytał, poznawał siebie i innych, szukał pomocy itd. Następnie trzeba przemyśleć i konkretnie sformułować najbardziej podstawowy problem, co do którego chcę podjąć decyzję. Dalej, dokonywanie wyboru wymaga rozwijania zdolności bycia świadomym: wewnętrznych poruszeń: myśli, uczuć, wyobrażeń, intuicji i ich ukierunkowania; skomplikowania moich motywacji; moich głębokich pragnień (w odróżnieniu o tych powierzchownych), bo one dają znaczenie planom i działaniom, określają tożsamość i sposób życia; a także ograniczeń, bym je ze spokojem i pogodą ducha przyjął.
 
W końcu najistotniejsza wskazówka, którą według mnie należy kierować się przy wyborze zarówno stanu życia, jak i życiowego partnera. Trzeba popatrzeć w siebie i zapytać się, na której drodze życia dawanie siebie, rezygnowanie z siebie, dzielenie się sobą, przychodzi mi z większą radością i swobodą? Czy pójście daną drogą otwiera mnie na większą służbę innym? Trzeba popatrzeć w siebie i zapytać, czy relacja z daną osobą prowadzi mnie do stopniowego otwierania się na coraz większe dawanie siebie, rezygnowanie z siebie, poświęcanie mojego czasu, energii, zdolności dla drugiej osoby. Warto jednocześnie popatrzeć, czy bycie ze mną tej drugiej osoby, pomaga jej dawać siebie, dzielić się sobą, rezygnować z siebie. Bowiem „miłość polega na obopólnym udzielaniu sobie” (Ćd 231).
 
Jacek Poznański SJ
Posłaniec Serca Jezusowego 11(2014)
 
fot. Unsplash Path 
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
abp Władysław Ziółek
Wy jesteście solą czymś bardzo powszednim i codziennym, ale równocześnie cennym i niezastąpionym. To jest ewangeliczne zadanie, ale i pytanie: Czyśmy nie utracili swojego smaku? Czyśmy nie zwietrzeli i nie stali się pośród tego świata „zbyteczni” ze swoim chrześcijańskim świadectwem? Ile razy się zdarza, że nie tylko nie „poprawiamy smaku” – jak dobra i świeża sól – ale naszymi słowami i czynami pozostawiamy po sobie „niesmak” i „wiele goryczy”. 
 
Marcin Cielecki, Marcin Jakimowicz
Post, modlitwa, jałmużna są jak trzy dyscypliny spięte jedną klamrą. To duchowy triatlon. Popiół, którym zostaną posypane nasze głowy, pochodzi ze spalonych palm wielkanocnych. Pochylam głowę i słyszę nad sobą przejmujące słowa: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”... W obrzędzie posypania popiołem głowy jest zapisana wielka opowieść wiary. Wiara jest widzeniem Boga – wciąż niebezpośrednio, wciąż przez znaki. Trzeba czytać w popiele, aby zrozumieć własną wiarę. 
 
ks. Henryk Seweryniak
Jest coś niezwykłego w tym, że Mistrz z Nazaretu tak często mówi o Bogu, o rzeczywistości Jego królowania w przypowieściach. O ile – ani wcześniej, ani w całej późniejszej literaturze rabinackiej – nie sposób znaleźć choćby jednej „przypowieści Królestwa”, to Jezus zazwyczaj na początku każdego maszalu odnosi całą narrację do Królestwa Bożego: „z Królestwem Bożym jest tak, jak...” z niepozornym ziarnkiem gorczycy, z ziarnem pszenicznym, które pada także między ciernie i na kamienie..., z szukaniem zagubionej owcy, z powoli pęczniejącym ciastem. 
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm