Katolik.pl - Męskość jako droga do ojcostwa
logo
Czwartek, 22 października 2020 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Andrzej K. Ładyżyński
Męskość jako droga do ojcostwa
Życie Duchowe
 


Pytania o męskość

Od zarania dziejów wychowanie do pełnienia jakiejkolwiek roli wynikającej z płci odbywało się niejako bezwiednie i bez intelektualnego kierowania umysłu w te sfery. Nie towarzyszyły temu rozważania, czym jest męskość czy kobiecość, a przyjmowanie ról traktowano w sposób naturalny jak oddychanie. Ostatnie dekady naszego życia przyniosły jednak zmianę. Pod wpływem prądów umysłowych, sterowanych przez różnorodne środowiska feministyczne, zaczęto stawiać sobie pytanie o płeć i jej rolę. Po latach dyskusji, badań i prezentacji kobiecości we wszystkich jej aspektach coraz częściej stawia się też pytania o męskość.

Na męskość można patrzeć z różnych perspektyw. Najprostsza definicja głosi, że mężczyzna to człowiek płci męskiej, a płciowość i płeć mogą być rozpatrywane na wielu płaszczyznach: biologicznej, antropologicznej, psychologicznej, socjologicznej, prawnej, teologicznej. Rozumienie biblijne pozwala przyjąć, że męskość, podobnie jak kobiecość, to część wizerunku Boga: na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę (Rdz 1,27). Zarówno męskość, jak i kobiecość oznaczają dwoistą postać konstytucji somatycznej człowieka – pisał Jan Paweł II. Te cechy człowieka są nie tylko osobowościowe, ale męskość i kobiecość stanowią pierwiastek osobowotwórczy. Z jednej strony męski to odmienny od kobiecego. I znów, powołując się na Papieża, można powiedzieć, że "kobiecość niejako odnajduje się w obliczu męskości, podczas gdy męskość potwierdza się przez kobiecość". Męskość jawi się tu jako opozycja wobec kobiecości, element konstytutywny "napięcia" istniejącego pomiędzy przedstawicielami dwojga płci. Można zdefiniować mężczyznę jako kogoś będącego w swoistej życiowej konfrontacji z kobietą. Nie jest wrogiem, ale partnerem. Opozycja ta służy rozwojowi obojga. To napięcie utrzymuje różnice pomiędzy dwiema, równie "wartościowymi cząstkami" całości, jaką stanowi człowiek. Dychotomia trwa przez całe życie. Sprawia, że trudne jest w pełni postawienie się w roli kobiety, gdy jest się mężczyzną, i mężczyzny, gdy jest się kobietą. Niemożliwa jest też zamiana ról, bo te wpisane są w naturę. W pięknej książce-świadectwie życia Alana Medingera autor twierdzi, że męskość to robienie rzeczy, które robią mężczyźni. Do tych czynności zalicza aktywność fizyczną, pragnienie zwyciężania, chęć przewodzenia oraz znajdowanie płaszczyzn porozumienia z innymi mężczyznami.

Z kolei w obrazach współczesnej kultury pojawiają się inne definicje i wzorce męskości. Mamy tu model pozytywny, a mianowicie mężczyznę występującego w roli opiekuna dzieci czy mężczyznę towarzysza wspierającego kobietę. Jest jednak i męskość redukowana do objętości muskulatury, siły fizycznej, odwagi, płaskiego seksualizmu z obrazami sprawności w alkowie, w dodatku nawet nie małżeńskiej, ale jakieś przypadkowej, bez przyszłości i zobowiązań, bez miłości i wierności. Spotykamy tu męskość "wykastrowaną" z głębi przeżyć, nieodpowiedzialną, zakonserwowaną na etapie nastoletniego chłopca.

Siła wzorców

Błogosławieństwem dla męskości chłopca jest spotkanie w swoim życiu mężczyzny, którego chciałoby się naśladować i z którego można byłoby czerpać przykład. Najlepiej, gdyby był to własny ojciec. Niestety, w świecie, w którym żyjemy, nie cierpimy na nadmiar ojców wystarczająco dobrych. Aktualne jest jednak pytanie, czy kiedykolwiek było ich pod dostatkiem? Jeśli patrzę na przeszłość - moich męskich przodków - zauważam swoiste nienasycenie życia synów obecnością ojców. Smutne to i pokazuje, że nie jest to tylko "wina naszych czasów" albo że nie żyjemy w epoce szczególnie wyzutej z ojcostwa. Obecnie jednak ten wyraźny niedobór czy często brak ojca jest odczuwany w sposób szczególny. Towarzyszy nam bowiem świadomość straty. U przyczyn tej traumy dzieci leżą rozbite małżeństwa, z których rodzi się samotne rodzicielstwo, związki nieformalne, kojarzone w sposób pozbawiony trwałych fundamentów wspólnego życia czy zbyt lekkie traktowanie spraw ze sfery płci.

Onegdaj z młodszą córką, wówczas będącą jeszcze w wieku przedszkolnym, uczestniczyłem we Mszy św. dla przedszkolaków i ich rodziców. Akurat w tę niedzielę przypadała ewangelia o ślepcu uzdrowionym przez Jezusa. Młody kapłan, prowadzący homilię, zrobił z dziećmi ćwiczenie. Aby uzmysłowić maluchom, co znaczy nic nie widzieć, zaproponował: "Zasłońcie oczy". Pytał: "Co widzicie, jak macie zasłonięte oczy? A co, gdy je odsłonicie?". Kilkoro dzieci wymieniało co, a raczej kogo widzą. Jeden z chłopców wymienił członków swojej rodziny. Inny maluch powiedział: "A ja nawet jak odsłonię oczy, to i tak nie widzę mojego tatusia". Wówczas pomyślałem, jak symboliczny był to zwrot. Wiele dzieci mogłoby przecież powiedzieć to samo. Żyjemy w czasie niedosytu ojca lub jego zniknięcia z pola widzenia dziecka. A dla niego niewypełnienie codzienności pierwiastkiem ojcowskim stanowi ogromną stratę. Ojciec wycofujący się z życia dziecka rani je. Opiekun, nie radząc sobie ze sobą, swoimi emocjami, może uciec w alkohol, nadmiar pracy czy pasję. Nawet doskonale prosperujący biznes stanowi niekiedy formę oderwania mężczyzny od trudów wychowania, swoistą fasadę pozornej męskości, za którą czai się lęk wobec wyzwań ojcostwa.

 

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
ks. Mariusz Pohl
Określenie: "dar z siebie samego" to także trafna definicja miłości. Zakłada ona wyraźnie, że miłość nie jest braniem, lecz dawaniem. A jeśli chcemy mówić o braniu, to tylko w znaczeniu: biorę za ciebie odpowiedzialność, wybieram ciebie, by żyć z tobą i dla ciebie - na dobre i na złe...
 
ks. Mariusz Pohl
Wiek XIX, wiek kultu rozumu i rewolucji technicznej, był trudny dla Kościoła. Stał się czasem walki o stosunek człowieka do Boga, o ożywienie katolickiej pobożności, także maryjnej. Na ziemiach polskich od czasu rozbiorów Kościół działał w warunkach ucisku i coraz większych ograniczeń. Zakazana została działalność wszelkich stowarzyszeń i bractw religijnych. 
 
ks. Mariusz Pohl
Podziwiam wspólnotę menonitów, którzy zamiast samochodu jeżdżą bryczkami zaprzężonymi w konie; nie posługują się prądem elektrycznym, ale lampą oliwną i świecami; wzajemnie się wspomagają, chętnie się dzielą z drugimi. Ten styl życia, z dala od cywilizacji, wnosi w ich życie spokój, harmonie i na pewno miłość. Czy wszyscy chrześcijanie nie powinni tak żyć?
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー