logo
Sobota, 05 grudnia 2020 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Marek Dziewiecki
Miłość silniejsza niż śmierć i grzech
Idziemy
 


Dla człowieka grzech jest groźniejszy niż śmierć, gdyż śmierć jest jedynie doczesna, natomiast grzech może mieć skutki, które trwają wiecznie. Zmartwychwstały Jezus otwiera nam nie tylko drogę do wieczności, lecz także drogę do nieba, gdyż czyni nas zdolnymi do osiągnięcia świętości.
 
Wydarzenia Wielkiego Tygodnia stały się dla uczniów Jezusa osobistym dramatem. Byli oni zdruzgotani ukrzyżowaniem i śmiercią ukochanego Mistrza. Tego się nie spodziewali, mimo że Jezus zapowiadał, iż zostanie wydany w ręce złych ludzi i śmiertelnie skrzywdzony. Apostołowie nie tylko byli zaskoczeni losem Zbawiciela. Byli też rozgoryczeni swoją własną postawą. W godzinie próby wszyscy rozczarowali. Judasz zdradził swego Mistrza. Piotr, który z zapałem zapewniał Jezusa o swojej odwadze, zaparł się Go trzykrotnie. Inni uczniowie pouciekali. Tylko Jan pojawił się pod krzyżem. Lecz również i on schował się później w Wieczerniku przed światem. 
 
Położenie uczniów stało się odtąd dramatyczne. Byli oni przekonani o tym, że ich ukochany Mistrz całkowicie przegrał. Przerażało ich okrucieństwo i przewrotność rodaków mających władzę, którzy sprzymierzyli się ze znienawidzonym okupantem, byle tylko zabić Jezusa. Zaskoczyła ich także bezmyślność podburzonego tłumu ludzi dobrej woli, który poddał się manipulacji i w demokratycznych wyborach wybrał pospolitego przestępcę, a nie Tego, który przeszedł przez ziemię, wszystkim dobrze czyniąc.
 
W obliczu nieodwołalnej – w ich przekonaniu – klęski, uczniowie Jezusa nie marzyli już o niczym innym, jak tylko o tym, by zapomnieć o całej tej bolesnej historii. Gdyby mogli cofnąć czas, to z pewnością nie poszliby drugi raz za Nauczycielem z Nazaretu. Wiadomość o pustym grobie musiała spaść na nich jak grom z jasnego nieba. Mogli spodziewać się wszystkiego, tylko nie tego, że historia ich Mistrza i ich własna misja nie są jeszcze zakończone. Piotr i Jan, którzy biegną w kierunku grobu, przekonują się, że grób jest naprawdę pusty. Wtedy otwierają się im oczy i przypominają sobie słowa Jezusa, który mówił im przecież, że będzie zabity i że trzeciego dnia zmartwychwstanie. W dniach tryumfu Mistrza nie brali pod uwagę tej pierwszej zapowiedzi. W obliczu dramatu Golgoty zapomnieli o drugiej. Pusty grób stał się dla nich początkiem przełomu. Zaczęła odradzać się w nich nadzieja. Zaczęła kiełkować w nich myśl, że może jednak Jezus żyje, zgodnie z tym, co sam zapowiadał. Piotr i Jan wracają do pozostałych uczniów z nowiną o tym, że w grobie nie ma ciała Mistrza. Oni sami nie są jednak jeszcze przemienieni. Odkrycie pustego grobu nie wystarczyło, by uwolnić ich od lęku i poczucia bezradności.
 
Zmartwychwstały powraca
 
Postawa uczniów zmienia się – i to radykalnie – wtedy, gdy osobiście spotykają Jezusa, który przyszedł do Wieczernika. Dopiero teraz naocznie upewniają się o tym, że On nie tylko zmartwychwstał, ale że nadal jest z nimi, bo nadal ich kocha! Było to dla nich zupełnie zaskakujące doświadczenie, gdyż apostołowie – podobnie, jak Adam i Ewa na początku historii – bali się spotkania z Bogiem, którego zawiedli. Jezus o tym wie i dlatego najpierw ich uspakaja słowami: „Pokój wam!” (J 20, 19). W ten sposób Zmartwychwstały zapewnia swoich uczniów, że szuka ich nie po to, by udowodnić swoje zwycięstwo, by się zemścić czy by odwołać miłość, lecz po to, by swoją miłość potwierdzić, by umocnić i przemienić apostołów, by powołać ich na nowo jako swoich świadków: „Jak Ojciec mnie posłał, tak i Ja was posyłam” (J 20, 21). Zmartwychwstały Jezus powrócił, bo nie przestał kochać. Powrócił, bo kocha nas nad życie. Dosłownie! Powrócił po to, by apostołów i każdego z nas upewnić, że los człowieka jest dla Niego ważniejszy niż Jego własny los! Powrócił, by potwierdzić, że On – najbardziej skrzywdzony w historii ludzkości – jest jednocześnie tym, który najbardziej kocha. Jest Tym, który kocha wszystkich: zarówno tych, którzy wydali Go na śmierć, jak i tych, którzy Go opuścili. Zmartwychwstały Jezus pokazuje swoim uczniom przebite dłonie i bok (por. J 20,20). Umacnia ich Duchem Świętym i przekazuje władzę odpuszczania grzechów.
 
Gehenna Jezusa zaczęła się w Wielki Czwartek wieczorem. Gdy spożywał z uczniami wieczerzę, już wiedział, na co zgodzi się kilka godzin później. Wiedział też o bezradności i rozpaczy, jakiej ulegną wtedy Jego uczniowie. To właśnie dlatego – zanim pozwolił, by przybito Go do krzyża – znalazł sposób na to, by pozostać z tymi, za których zgodził się oddać życie. Wiedział, że my, ludzie tej ziemi, najpierw wystawimy Jego miłość na największą próbę i sprawdzimy, czy On naprawdę kocha nas dosłownie nad życie. Później będziemy Go szukać, bo przecież nie możemy żyć bez Niego i bez Jego miłości. A On pozwoli się znaleźć nie tylko swoim apostołom, lecz wszystkim swoim uczniom w kolejnych pokoleniach.
 
Do końca świata Kościół będzie żył mocą spotkań ze Zmartwychwstałym Jezusem w Eucharystii. To nie przypadek, że Jan Paweł II ogłosił rokiem Eucharystii właśnie ów rok, w którym – jak się później okazało – po raz pierwszy nie mógł fizycznie uczestniczyć w Wielkopiątkowej Drodze Krzyżowej ani w Wielkanocnej Eucharystii. Ta jego decyzja była opatrznościowym przejawem jego wyobraźni miłości i przypomnieniem, że może zabraknąć papieża, ale w żadnej sytuacji nie zabraknie Jezusa. Chrześcijanie wszystkich czasów żyją mocą osobistych spotkań ze Zmartwychwstałym tam, gdzie On sam wyznaczył nam miejsce spotkania: w Eucharystii. Każda Msza Święta to dla nas Galilea spotkania z Jezusem żyjącym na wieki. W Eucharystii jest On dla nas obecny i karmi nas sobą nie tylko po to, żeby nas umacniać, ale również po to, byśmy stawali się Jego świadkami. Nasze świadectwo jest potrzebne tym, którzy żyją blisko nas: w rodzinie, w gronie przyjaciół, w sąsiedztwie, w miejscu pracy. Jest potrzebne też naszym bliźnim w tej coraz bardziej wyuzdanej i chrystofobicznej cywilizacji, w jakiej przyszło nam żyć. 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
ks. Jacek Golbiak, Renata Krzyszkowska
Poznawanie świata w sposób naukowy może umacniać wiarę w Boga, może inspirować do przemyśleń nad jego istnieniem, ale raczej pod warunkiem, że tę wiarę się już posiada, jest się otwartym na Boga, przynajmniej ma się jakąś Jego intuicję. Praktyka pokazuje, że nauka sama w sobie nie musi prowadzić do wiary, czego dowodem są wybitni naukowcy niewierzący w Boga...
 
rozmowa z ks. Grzegorzem Kudlakiem
Uzależnienie jest chorobą, która zaczyna się i rozwija bez udziału świadomości zainteresowanej osoby i pomimo, iż szkodzi zarówno danej osobie, jak i jej otoczeniu, jest kontynuowane. Ponieważ wola jest wobec uzależnienia słaba, uzależniony nie umie przestać. Uzależnienie przejmuje kontrolę nad jej życiem...
 
Dariusz Kowalczyk SJ
Jedną z metafor próbujących ująć istotę ludzkiego losu jest obraz drogi. Człowiek jest wędrowcem, pielgrzymem, znajduje się na jakiejś drodze. Skąd? Dokąd? Z jakiej przyczyny? W jakim celu? Zadając te pytania, doświadczamy zagrożenia nicością i bezsensem, ale też odnajdujemy w sobie dynamizm zmierzający ku życiu i spełnieniu. Odpowiedzi na pytanie o początek i koniec drogi, która podążamy, zależą od kształtu naszej nadziei, a zarazem określają tę nadzieję. 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー