logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Danuta Piekarz
Miłosierdzie w słabych dłoniach
Głos Karmelu
 


Okazując bliźnim miłosierdzie
 
Niewiastę dzielną któż znajdzie? Jej wartość przewyższa perły. (...) Otwiera dłoń ubogiemu i do nędzarza wyciąga swe ręce (Prz 31, 1.10). To znamienne, że długi poemat o dzielnej niewieście, liczący 22 wersety, zawiera tylko ten jeden werset, w którym autor wychwala niewiastę za to, co nazwalibyśmy dziś uczynkiem miłosierdzia. Opiewa się wdzięk kobiety, jej pracowitość, zaradność, a o miłosierdziu... tylko tyle!
 
Podobnie jest w całym Piśmie Św.: łatwiej znaleźć różne „Judyty wojujące”, waleczne patriotki, czy wręcz sprytne kombinatorki, potrafiące dopiąć swego metodami niekoniecznie najuczciwszymi, aniżeli litościwe kobiety, pochylające się nad cudzą nędzą i słabością. Ale może przejawia się w tym jakaś logika? Kobieta waleczna czy intrygantka to wyjątek, który rzuca się w oczy, natomiast pochylanie się nad tym, co małe, słabe, jest dla kobiety czymś oczywistym, bo wiąże się z jej naturalnym powołaniem do macierzyństwa. Rzecz jasna, miłość do własnego dziecka jest czymś „zapisanym w naturze”, ale czyż nie jest to zarazem doskonały obraz miłosierdzia: te długie lata pochylania się nad maleńką istotą, która może odwdzięczy się za okazane serce po wielu latach, a może nie odwdzięczy się nigdy...
 
Spróbujmy jednak prześledzić te sceny biblijne, w których słabe kobiety okazują bliźnim miłosierdzie (ciekawe, że w ogromnej większości potrzebującymi miłosierdzia okażą się... mężczyźni!).
 
Pierwszy przykład jest dość kontrowersyjny, trudno interpretować go jednoznacznie, a jego główną bohaterką jest... nierządnica. Oto Izraelici, którzy wyszli z Egiptu i planują wejście do Ziemi Obiecanej, wysyłają zwiadowców z bardzo ryzykowną misją „zbadania terenu” (Joz 2). Przypłaciliby ją życiem, gdyby nie wspomniana nierządnica Rachab, która ukryła ich w swym domu i okłamała wysłanników królewskich. Izraelici odwdzięczą się za tę przysługę, ocalając rodzinę kobiety podczas podboju. Można by więc ograniczyć się do stwierdzenia, że kobieta zlitowała się nad wysłannikami i uratowała im życie, ale myśl żydowska (a później chrześcijańska) dostrzeże w Rachab wzór wiary „patrzącej poza pozory”, gdyż umiała ona przewidzieć, że słaby z pozoru lud Izraela pokona jej potężnych rodaków.
 
Pewne podobieństwo do tej sceny możemy dostrzec w dziejach Rut, która opuszcza rodzinny Moab, by towarzyszyć swej teściowej wracającej do ojczystej ziemi Izraela: Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę... twój naród będzie moim narodem (Rt 1, 16). I znów można by tylko podziwiać ducha wyrzeczenia młodej Moabitki, która decyduje się na emigrację, by wiekowa Noemi nie pozostała samotna. Ale jeśli spojrzymy na tę scenę z punktu widzenia autora biblijnego, można by powiedzieć, że decyzja Rut była ze wszech miar... opłacalna: ta przedstawicielka wrogiego ludu stanie się odtąd częścią narodu wybranego, co więcej, jej prawnukiem będzie sam Dawid!

Tracić, poświęcać się, litować się...

a przez to zyskać tak wiele! Czyż nie jest to podstawowa logika miłosierdzia, zwłaszcza dla nas, ludzi Nowego Testamentu, którzy wiemy (a przynajmniej powinniśmy wiedzieć), że każda nasza pomoc bliźniemu nosi na sobie tę zdumiewającą pieczęć: „Mnieście uczynili!”. Jakże wielka będzie Jego zapłata, skoro wielki Boży prorok, ale przecież tylko zwykły człowiek – Eliasz tak hojnie potrafił odwdzięczyć się za okazaną mu życzliwość.
 
Otóż gdy Eliasz przybył do Sarepty Sydońskiej, w całej okolicy panował głód z powodu długotrwałej suszy (1 Krl 17). Prorok tymczasem prosi o wodę, bynajmniej nie miejscowego bogacza, ale ubogą wdowę. Kobieta ochoczo zgadza się napoić wędrowca, jednak jemu to za mało: prosi jeszcze o kromkę chleba (chciałoby się rzec: „dać takiemu palec, będzie chciał rękę!”). Wdowa odpowiada, że ma tylko garść mąki i trochę oliwy, w sam raz na posiłek dla niej i dla syna, ostatni posiłek... przed śmiercią z głodu! Odpowiedź Eliasza mogłaby się wydawać szczytem bezczelności: Zrób mały podpłomyk dla mnie...a sobie i swemu synowi zrobisz potem. Tupet naciągacza? Nie, próba wiary, bo oto kobieta słyszy obietnicę, że jeśli tak postąpi, nie zabraknie jej mąki ani oliwy aż do końca suszy. I rzeczywiście, tak się stało: uczynek miłosierdzia stał się dla tej kobiety źródłem życia, a jeszcze bardziej dla jej syna, którego Eliasz wkrótce wskrzesi. Podobnie odpłaci Elizeusz bogatej Szunemitce (wśród bogatych też zdarzają się dobrzy ludzie!), która gościła go w swym domu, ilekroć przechodził: także jej zmarły syn powróci do życia dzięki wstawiennictwu proroka (2 Krl 4).
 
Gdy mówimy o mniej lub bardziej majętnych kobietach, nie sposób nie wspomnieć tych pobożnych niewiast, dzięki którym Pan Jezus i Jego uczniowie mieli zapewniony byt: Było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które zostały uwolnione od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, rządcy Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały, udzielając ze swego mienia (Łk 8, 1b-3).
 
1 2  następna
Zobacz także
Fr. Justin
Modlitwa jest spotkaniem z Bogiem. Dlaczego tak wielu ludzi nie wierzy dziś w Boga i tak mało się modli?
 
ks. Tadeusz Miłek
Paradoks polega na tym, że okres świąt – jak żaden inny – wnosi do publicznych miejsc wiele religijnych symboli. Pojawiają się w sklepach, na ulicy. Widok wszechobecnych elementów świątecznej scenerii może sprawiać wrażenie, że żyjemy w świecie chrześcijańskim. Jest chyba jednak inaczej. To nie znak szacunku dla Boga, ale raczej próba wykorzystania Pana Boga na usługi świata...
 
O. Rufus
Sprawy powołania lepiej nie plątać z pomysłami ludzkimi, bo cóż człowiek może lepszego wymyślić od Boga? Szkoda, że nie wszyscy potrafią to przyjąć, tym bardziej męczą siebie samych, uprzykrzają życie również innym. Stąd w sprawie powołania warto z szacunkiem, ale zdecydowanie bardziej słuchać Boga niż ludzi.
 
 
___________________
 
 reklama