logo
Niedziela, 21 kwietnia 2019 r.
imieniny:
Jarosława, Konrada, Selmy, Anzelma, Konrada – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Joachim Badeni OP
Mistyka zaczyna się rano
List
 


Mistyka zaczyna się rano

Z ojcem Joachimem Badenim OP rozmawiają Judyta Syrek i Jarosław Czuchta

Czy każdy może być mistykiem?

Aby w pełni przeżyć swoje życie, trzeba przeżyć je mistycznie! Mistyczne doświadczanie wiary najłatwiej jednak przychodzi dzieciom. Ochrzczone dziecko ma instynktowny dar poznawania Boga. Niestety, w wieku dorosłym potrafimy przygasić w sobie zdolność takiego odczuwania: zaczynamy wszystko określać pojęciami, które stają się tamą dla przeżycia mistycznego.
Osobiście, jestem wrogiem mistyki zarezerwowanej dla wybranych. Doświadczenie obecności Boga nie jest wcale rzadkim zjawiskiem, powiedziałbym nawet, że jest ono zjawiskiem powszechnym. Każdy może go doświadczać, np. podczas gorliwej modlitwy porannej. Niestety, najczęściej przeżycie to zanika, człowiek nie rozwija go w sobie w ciągu dnia, nie korzysta z pomocy łaski Bożej. Powołanie mistyczne dotyczy więc każdego, ale nie każdy za nim idzie.

Co robić, aby zachować pamięć o Bogu?

Wstając rano warto uświadomić sobie, że Bóg jest. Jeżeli w ciągu dnia owa świadomość będzie zanikać pośród wielu różnych obowiązków, Duch Święty pomoże nam wrócić pamięcią do tego, co było rano, jeżeli będziemy o to prosić. Pamięć jest jak złota nić: poprzez różne hafty, mniej lub bardziej udane, spaja wszystko i napełnia dzień Bogiem, a nasze codzienne sprawy czyni świętymi. Pomaga nam dochować wierności, przywraca nadzieję.

Możliwa jest więc nieustanna pamięć o Bogu?

Tak. Tylko, że wymaga ogromnej pracy. Jest to szczególnie bliskie modlitwie nieustannej wywodzącej się z tradycji chrześcijańskiego Wschodu. Na czym ta modlitwa polega? Sprowadza się do powtarzania formuły: "Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznikiem". Przez przywoływanie imienia Jezusa, modlący nieustannie stara się pamiętać, iż Chrystus jest przy nim. Zaczyna od wypowiadania słów, by przejść do uświadomienia sobie obecności Boga tu i teraz. Praktyka ta jest szeroko rozpowszechniona w monastycyzmie wschodnim.

Czy jest to dobry sposób modlitwy dla ludzi świeckich?

Myślę, że tak. Pod wpływem modlitwy Jezusowej odczuwanie bliskości Boga staje się nawykiem i przechodzi w coś, w rodzaju doświadczenia ciągłego. Podobnie jest z modlitwą różańcową; zaczyna się od rozważania tajemnicy życia i przechodzi się do samego życia. Niektórzy ludzie odmawiają kilka różańców w ciągu dnia, ja jednak nie jestem zwolennikiem takiej bezustannej "recytacji", ponieważ z czasem, odmawiany różaniec przestaje być różańcem i przechodzi w coś, w rodzaju mantry.

Jakie są drogi prowadzące do doświadczenia obecności Boga?

Jest tyle dróg, ile ludzi. Każdy ma swój specyficzny, właściwy tylko dla siebie, sposób dotykania rzeczywistości duchowej. Każda droga do doświadczenia obecności Boga prowadzi jednak przez drugiego człowieka. W małżeństwie będzie to odnajdywanie obecności Boga we współmałżonku i dzieciach. Również w życiu bezżennym spotykanie Boga może dokonywać się dzięki bliźniemu. Jeśli będziemy głębiej traktować spotkanie z drugim człowiekiem, wtedy dostrzeżemy Boga w osobie, z którą obcujemy. Mistyka codzienności jest sztuką wychodzenia poza siebie, sztuką podejmowania dialogu. Niektórzy chcą się otwierać tylko na Boga, a człowieka traktują marginalnie, ale to nie jest mistyka, to jest antymistyka.
Przeżycie mistyczne wymaga pewnej intuicji. Inaczej doświadczają go mężczyźni, inaczej kobiety. Kobieta jest bardziej podatna na takie przeżycia, gdyż z natury obdarzona jest większą intuicją. Stąd Panu Bogu łatwiej dotrzeć do kobiety niż do mężczyzny, który chciałby wszystko wiedzieć, zrozumieć.

Co jest początkiem życia mistycznego?

Dla pierwszych Ojców Kościoła było sprawą oczywistą, że chrzest i to on daje początek głębszemu przeżywaniu wiary. Nieraz zapomina się o wadze tego sakramentu i udziela się go w pośpiechu, - raz dwa i po sprawie. A przecież chrzest to bardzo ważny moment wtajemniczenia w życie Kościoła i nie może być udzielany w ten sposób.
W każdym sakramencie zawarta jest mistyka! Wielokrotnie błogosławiłem młode pary. Kiedyś podczas ślubu: podając na tacy obrączki, zwracam się do pana młodego: nałóż obrączkę. On, jakby nieprzytomny, stoi obok mnie obecny tylko fizycznie. Spoglądam więc na pannę młodą - to samo, "nieobecna". Po chwili nałożyli sobie obrączki, lecz nie mogli nic powiedzieć. "Zatkało" ich. To jest dla mnie autentyczna mistyka! Wyjście poza siebie z miłością, poza swój egoizm i połączenie się z osobą ukochaną. Ponad zwykłym uczuciem, którym się darzyli, zaistniała jeszcze i stała się widoczna łaska Boża, coś co ich dodatkowo scaliło, jest to mistyka miłości: Pan Bóg podniósł ich miłość na wyższy poziom, zachowując przy tym wszystkie naturalne właściwości uczucia ludzkiego. W życiu sakramentalnym doświadczamy obecności Boga przez drugiego człowieka i to doświadczenie jest ważne zarówno w małżeństwie, jak i w życiu zakonnym.
Kiedyś przyszło do mnie dwoje ludzi. Mieszkali przez długi czas w Kazachstanie i tam się poznali. Ślubowali sobie miłość bez udziału księdza. Czy ten ślub może być ważny w obliczu Kościoła? - zapytali. Wypowiedzenie słów: "Ja biorę sobie Ciebie...", tam na stepie, jest ważne. Sakrament zawarty w specyficznych warunkach, bez Mszy, kapłana, obrączek, nie może zostać unieważniony. Ci ludzie ślubowali sobie miłość w obecności Boga i to jest najistotniejsze.

Czyli, zdaniem Ojca, mistyka to nie tylko otwarcie się na Boga, ale i na człowieka.

Mistyka jest tajemnicą obecności Boga dla człowieka i tajemnicą obecności człowieka dla człowieka. Otwierając się na drugiego, otwieramy się też na Boga. Nie da się jednocześnie wielbić Boga i nienawidzić człowieka, jak pisze w swym liście św. Jan Apostoł: Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Kiedy zatraca się wymiar sakramentalny małżeństwa?

Małżonkowie tracą wymiar sakramentalny wtedy, kiedy na scenę wchodzi egoizm i zmysłowość. Każdy z małżonków próbuje "ciągnąć w swoją stronę", ważny zaczyna być tylko seks. Bóg przestaje być dla nich autorem życia, a oni tym samym przestają być kapłanami życia.

Czy można odnajdywać Boga w codziennej pracy?

Jak najbardziej. Moja znajoma jest lekarzem. W natłoku codziennych obowiązków, których przecież w szpitalu nie jest mało, wraca bezustannie pamięcią do swojego dziecka. Dzwoni do teściowej, która zajmuje się małym Jacusiem, żeby upewnić się, czy wszystko w porządku, czy babcia podała już grysik. Pracuje, a sercem jest przy swoim synu. Myślę, że podobnie może być z przypominaniem sobie o obecności Boga w naszym życiu możemy przecież pracując, sercem być przy Panu Bogu. Poza tym, codzienne, może nieraz nudne zajęcia, można podnieś, na wyższy poziom poprzez intencje: to, co czynię, ofiaruję Bogu. Każdy, kto tylko chce, może znaleźć drogę do uświęcenia swoich uczynków. Prosząc Ducha Świętego, na pewno zostanie wysłuchanym i wtedy doświadczy, że pracuje i sercem jest przy Nim. Matka, kiedy pracuje, myślami i sercem jest przy swych najbliższych. Ojciec pracuje dla rodziny i w ten sposób uświęca to, co robi. To jest właściwa mistyka codzienności: świadomość potrzeby nieustannego działania łaski w życiu człowieka.
Pewna francuska święta, żyjąca na początku ubiegłego stulecia, gotując wpadała w ekstazę. Bardzo ciekawe, co działo się z jej zupą. W każdym razie jest to przykład, że codzienne obowiązki nie mus przeszkadzać w doświadczaniu obecności Boga.

Co przeszkadza w mistycznym przeżywaniu życia?

Na pewno pycha. Kiedy powiem sobie: jestem mistykiem, to w tym samym momencie przestaję nim być. Kiedyś przyszła do mnie kobieta i powiedziała, że ma przeżycia mistyczne. Zapytałem ją, w czym to się przejawia. Wyznała: Pan Jezus pisze do mnie listy, po czym zapytała, co ja na to? Wszystko do pieca! - odrzekłem. Jak to?, mam listy Jezusa wyrzucać do pieca?! - wykrzyknęła z oburzeniem. Tu jest właśnie ukryta pycha. Tam gdzie jest pycha, nie ma mistyki.
Inną przeszkodą jest brak doktryny. Musimy prawidłowo myśleć o Bogu. Inaczej, kierując się tylko wrażeniami, możemy zacząć myśleć błędnie. Dla katolika podstawą jest katechizm bo w nim mistyka jest wyraźnie określona.
Kolejną przeszkodą jest zniechęcenie. Na przykład osoba przystępująca do Komunii może odczuwać jakiś podniosły nastrój, poruszenie duszy, a po czasie, gdy zabraknie tych doznań, pojawia się u niej zniechęcenie. A przecież na Mszę Św. nie chodzi się ze względu na przeżycia, ale dla spotkania Chrystusa.

Jak rozróżnić, kiedy to, co przeżywam jest przeżyciem mistycznym, a kiedy nie jest? Gdzie leży granica pomiędzy dziwactwem a mistyką?

Bardzo łatwo odróżnić mistykę od dziwactwa. Świętemu Filipowi Neri kazano sprawdzić, czy pewna zakonnica jest mistyczką. Święty odwiedził więc siostrę i zapytał:
- Czy siostra jest mistyczką?
- Tak, jestem - odpowiedziała.
- Idąc tutaj - mówił dalej - zbrudziłem sobie buty, czy siostra mogłaby mi je wyczyścić?
- Ja, mistyczka, mam buty czyścić?! - wykrzyknęła z oburzeniem.
Myślę, iż zdemaskowanie fałszywego mistyka nie powinno stanowić wielkiego problemu. Jeśli ktoś czuje się ważny, wywyższa się, poniżając przy tym swych braci, nie jest autentycznym mistykiem.

Czy mistyce musi towarzyszyć przeżywanie ekstazy?

Ekstaza to nadzwyczajne doświadczenie mistyczne znane z życia wielkich świętych. Nawet święty, nie ma w sobie pełnej harmonii. Tylko Matka Boża miała naturę w pełni harmonijną. Doświadczała obecnoci Boga bez żadnych uniesień, doświadczała Boga na co dzień. Patrzyła na Jezusa jako swojego Syna zrodzonego nie z Józefa, ale z mocy Ducha Świętego. Wczujmy się w tę sytuację: Prawdziwy Bóg, który kiedyś grzmiał, zsyłał plagi, teraz bawi się w piasku. Maryja woła Go na obiad. A on otrzepuje ręce i przychodzi. Widząc Boga przychodzącego do Niej nie wpadała w ekstazę. Kontakt z Bogiem był dla Niej czymś naturalnym, powszednim. Prostota i harmonia to cechy Maryi. Myślę, że każdy z nas może kontemplować Boga na sposób Matki Bożej, bez ekstazy. Panu Bogu nie jest przecież potrzebna ekstaza.
W latach osiemdziesiątych byłem związany z Ruchem Odnowy w Duchu Świętym. Pamiętam jedno ze spotkań: Biblia, świeca i głucha nudna cisza, nic się nie działo. Nagle wszyscy się skupili, ta cisza przerodziła siŕ w pełną ciszę, każdy napełnił się obecnością Boga. Nie potrzebny był do tego jakiś wyjątkowy nastrój, po prostu z nudnej ciszy wyłoniło się doświadczenie Obecności.

Wspomniał Ojciec o Eucharystii. Na czym polega mistyczne przeżywanie liturgii?

Niezmiernie istotną rolę w przeżywaniu Mszy odgrywa kapłan. Jego osoba tworzy liturgiczną atmosferę. Jeśli ksiądz podchodzi do liturgii wyłącznie jak do obowiązku, jego gesty są mechaniczne. Ludzie to zaraz zauważą. Wierni potrzebują atmosfery tajemnicy, gdzie nie ma pośpiechu, a wszystko odbywa się jakby już w innym świecie. Ludzie intuicyjnie wyczuwają mistyczny wymiar Eucharystii. Spotkanie liturgiczne może być spotkaniem bardzo osobistym. Ksiądz, który trzyma Hostię nie jest sam, Ktoś jest z nim. Przyjmując Ciało Chrystusa, wierzę, że On jest obecny w tej Hostii.
Zapytałem kiedyś młodego człowieka, jak przeżywa liturgię. Odpowiedział, że jest to coś w rodzaju subtelnego odczucia czyjejś obecności. To rodzaj miłości, miłości Boga dotykającego ludzkiego serca, miłości jednak innej od uczucia rodzącego się między ludźmi. Warto kochać ludzi w sposób tak delikatny, jak Bóg kocha człowieka. Nie może być bliższego i bardziej intymnego spotkania niż przyjęcie żywego Boga jako pokarmu. Czyż może być coś bardziej ożywiającego?

Z ojcem Joachimem Badenim OP rozmawiali:
Judyta Syrek i Jarosław Czuchta

tekst pochodzi z numeru 2/2002 Miesięcznika 'List'
Redakcja zaprasza na swoje strony:
www.list.media.pl

 
Zobacz także
Fr. Justyn
Przy odmawianiu wyznania wiary ciągle drażnią mnie słowa: "I zstąpił do piekieł". Nie wyobrażam sobie, aby Ojciec niebieski mógł skazać swego jedynego Syna na pobyt w piekle, choćby nawet chwilowy.
 
ks. Janusz Stańczuk
Wielki Post przypomina o sensie ludzkiego życia. Mieszkając na ziemi, zasługującej na szacunek, jako dar Boży, żywimy się – póki co – odpadkami ze stołu Pańskiego. Skutek (niektórzy mówią: kara) grzechu pierworodnego. Powrót do pełnej uczty będzie możliwy po całkowitym oczyszczeniu, a Wielki Post przypomina nam, gdzie rozlewają się plamy grzechu.
 
Justyna Majewska
Każde nałogowe picie zaczyna się niewinnie: jedno, drugie, trzecie piwko na imprezie czy imieninach. Każda okazja jest dobra. No bo jak odmówić w towarzystwie? Nikt nie chce zostać uznanym za „mięczaka”. Ponoć abstynenci to frajerzy, pantoflarze i maminsynki. Powiedzieć „nie” nalegającemu, wręcz naciskającemu, koledze uchodzi za heroizm. Odmówić wypicia choćby symbolicznej dawki trunku, to jakby popaść w niełaskę i zostać wykluczonym ze „stada”... 
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 


 
Cost-Club.com: Best Cosplay Costumes for Sale