logo
Piątek, 27 listopada 2020 r.
imieniny:
Franciszka, Kseni, Maksyma, Waleriana, Wirgiliusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Tomasz Talaczyński
Młodzi, przemoc i co dalej...
List
 


Młodzi, przemoc i co dalej ...

W pierwszych tygodniach roku mała podbeskidzka miejscowość Kęty stała się centrum zainteresowania mediów. Dwaj uczniowie jednej z tamtejszych szkół średnich pobili nauczyciela. Kij bejsbolowy posłużył jako narzędzie wyrównania rachunków za wystawienie niesprawiedliwych, zdaniem napastników, ocen. Kilka miesięcy wcześniej uczeń Liceum Ekonomicznego w Kole k. Konina używając klucza hydraulicznego próbował odebrać nauczycielowi pieniądze. W kwietniu bieżącego roku w jednej z krakowskich szkół nauczyciel zarekwirował uczniom cały arsenał przygotowanej przez nich broni. Wśród przechwyconych sprzętów znajdowały się tasaki, metalowe łańcuchy i bejsbolowe kije. Lepiej nie myśleć, co mogło się wydarzyć, gdyby ich nie zauważył.

Przytoczone fakty to tylko kilka z wydarzających się coraz częściej zuchwałych i brutalnych przejawów szkolnej agresji. Chętnie zauważają je i mówią o nich media, ale przecież w wielu szkołach na co dzień dochodzi do mniej spektakularnych sytuacji wymuszania haraczy, zachowań falowych, czy choćby upokarzania młodszych kolegów. Z przejawami agresji, złośliwości, ostentacyjnego lekceważenia ze strony uczniów coraz częściej spotykają się nauczyciele. Powoli przyzwyczajamy się do widoku ochroniarzy spacerujących przed szkołami, uznając że jedynie wyszkoleni pracownicy firm ochrony są w stanie zapobiec obecności w szkole sprzedawców narkotyków.

co mówią młodzi

Szkoła przestała być miejscem bezpiecznym. Uważają tak nie tylko zatroskani o dzieci rodzice i nauczyciele. Przygotowany na zlecenie redakcji "EuroDialogu" i Fundacji Kultury Chrześcijańskiej "Znak" przez Instytut Nauk Społecznych AGH raport "Młodzież i Przemoc" pokazuje, że jedynie co dziesiąty z ankietowanych nie zetknął się bezpośrednio z przemocą lub agresją. Pocieszające wydawać się może, że tylko nieco ponad 15%odpowiadających wskazało szkołę jako miejsce, w którym jest się narażonym na przemoc. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, że badania były przeprowadzane wśród uczniów dobrych szkół średnich, przeważnie liceów ogólnokształcących, optymizm musi być stonowany. Zdaniem nastoletnich respondentów, a pogląd ten potwierdzają specjaliści, zjawisko przemocy szkolnej dotyczy przede wszystkim szkół podstawowych i zawodowych. Większość ankietowanych młodych ludzi wskazuje, że ofiarami przemocy są najczęściej osoby słabsze, nie potrafiące się obronić, a także wyróżniające się ubiorem, statusem materialnym, światopoglądem lub dobrymi wynikami w nauce. Wśród agresorów młodzi najczęściej wymieniają przedstawicieli subkultur młodzieżowych (łysi, dresiarze, punki, skejci, metale, dyskomuły, kibice), członków grup przestępczych i chuligańskich, gangów osiedlowych, a wreszcie grupy rówieśnicze praktykujące w szkole tzw. falę.

agresja, ale jaka?

Jacek Biłko, psycholog i psychoterapeuta z poradni psychologiczno-pedagogicznej nr 1 w Krakowie, jeden z autorów programu profilaktyki zachowań agresywnych, przestrzega, by nie traktować w jednakowy sposób wszystkich przejawów szkolnej agresji. -Pewien potencjał agresji u każdego człowieka jest czymś naturalnym - twierdzi. -Dojrzewając młody człowiek uczy się nad nim panować i wykorzystywać w społecznie użytecznych celach. Specyfika obecnej sytuacji - podkreśla Biłko - polega na tym, że żyjemy w czasach kryzysu kultury, która pomagała człowiekowi swoją agresywność kontrolować. Lansowany obecnie przez masową kulturę model zapatrzonego w siebie człowieka namawia raczej do poszukiwania wrażeń i przyjemności bez oglądania się na innych i konsekwencje swojego postępowania.
Psychologowie pisząc o agresji młodocianych dokonują ważnych rozróżnień. Za najtrudniejsze w opanowaniu i niemal beznadziejne w terapii uważają osoby, które zachowania agresywne wyniosły z domu i powielają jako przyjęty sposób postępowania. Równie trudną grupę tworzą dzieci, które wzrastając w rodzinach patologicznych nie wykształciły w dzieciństwie pozytywnych relacji emocjonalnych z najbliższymi. Pozbawieni więzi z rodzicami, nie potrafią jej również nawiązać z innymi. Świat zewnętrzny traktują jako obcy i wrogi. Inną kategorię nadużywających agresji tworzą ci, którzy poprzez przemoc usiłują stłumić wewnętrzne konflikty, próbują przysłonić emocjonalną nieporadność. Zdaniem Jacka Biłki ta ostatnia grupa jest jednocześnie najliczniejsza i dająca największe szansę na resocjalizację. - Wielu z nich to dzieci o słabej, nieuporządkowanej osobowości. Je li w porę i umiejętnie do nich się dotrze można wiele zrobić. Nieszczęściem jest, gdy trafiają do grup, którym przewodzą osoby o psychopatycznych predyspozycjach. Stają się w ich ręku narzędziami - podsumowuje.

winni rodzice?

Jedną z ważniejszych przyczyn wzrostu zachowań agresywnych nastolatków jest rozpad rodziny. Coraz częściej rodzice są w domu nieobecni, dzieci wychowują się same - alarmują socjologowie. Zerwanie więzi rodzinnych, brak poczucia bliskości pomiędzy rodzicami i dziećmi powodują, że wchodzący w dorosłe życie młodzi ludzi są emocjonalnymi kalekami, a co za tym idzie mają kłopoty z nawiązaniem bliskich więzi z otoczeniem. Nie posiadają także przekazanego przez rodziców systemu wartości. Więziom rodzinnym nie sprzyja także lansowna przez kulturę masową wizja, w której rodzina pokazywana jest jako nieatrakcyjna.
- Z rodziną rzeczywiście jest źle, ale winy za agresywność młodzieży nie można przerzucać na rodziców - uważa dr Lucyna Kulińska z Instytutu Nauk Społecznych AGH, współautorka raportu "Młodzi a przemoc". Jej zdaniem prawdziwe przyczyny tkwią w sferze przemian społecznych. - Rodzina staje się patologiczna -wyjaśnia- z powodu braku pracy lub jej nadmiaru. Z jednej strony są ci, którzy utracili pracę, a z nią bezpieczeństwo socjalne. Po pewnym czasie tracą szacunek dla samych siebie, przestają też być autorytetami dla swoich dzieci. Z drugiej mamy pracujących po kilkanaście godzin dziennie. Nieobecni w domu rodzice tracą kontakt z dziećmi, wyrzuty sumienia pokrywają ogromnym kieszonkowym darowanym młodym i sprawę uważają za zamkniętą, a dzieci wychowują się same.
Nieobecność rodziców w domu wbrew pozorom nie zachwyca ich dorastających dzieci. - Młodzi niekiedy specjalnie wagarują, by zwrócić uwagę rodziców na swój problem - uważa zastrzegająca anonimowość kurator sądowy z Krakowa. -Znam sytuacje, gdy dzieci dopuszczały si nawet prób samobójczych, by wzbudzić zainteresowanie sobą.
- Dorastający człowiek, nawet je li sobie tego nie uświadamia, potrzebuje jasnego stawiania granic i wymagań, chce być szanowany, ale chce także znać reguły, które obowiązują go w relacjach z innymi. Domaga się tego jego potrzeba bezpieczeństwa - wyjaśnia Jacek Biłko. może szkoła?

Osobnym problemem jest sytuacja w szkołach. - Zauważmy - mówi dr Kulińska, że szkoła wykreśliła z zakresu swoich działań wychowanie. Jeszcze kilka lat temu, gdy istniał zapis o wychowaniu nauczyciele byli zobligowani do chodzenia po domach, dowiadywania się o sytuację rodzinną uczniów opuszczających lekcje. W tej chwili robią to jedynie kuratorzy sądowi lub pedagodzy szkolni.
Podobnego zdania jest pani kurator: Szkoła nie ma ochoty wychowywać -mówi. - W trudnej sytuacji możliwie szybko pozbywa się ucznia sprawiającego kłopoty. Niektórzy z młodych nad którymi sprawuję opiekę zaliczyli już po kilka szkół. Jej zdaniem decyduje o tym "tyrania" wskaźników.
- Nauczyciel oceniany jest według wyników swoich uczniów -wyjaśnia- Nie ma więc powodu dla którego miałby szczególnie interesować się słabym uczniem. W efekcie ci najsłabsi trafiają do szkół gorszych, a tam środowisko jest nasycone podobnymi im dziećmi i nie ma mowy o podciąganiu się w górę. Ostatecznie wielu z nich schodzi na złą drogę - podsumowuje kuratorka.
Nauczyciele nie czują się jednak winni. Uważają, że możliwości ich oddziaływania na ucznia zostały poważnie ograniczone. - W jaki sposób nauczyciel może wpływać na rozwój dziecka, jeśli ma do dyspozycji jedną godzinę wychowawczą w tygodniu, pracuje w ponad 30-osobowej klasie, a karta praw ucznia gwarantuje młodemu człowiekowi szereg przywilejów, które poważnie ograniczają możliwość oddziaływania na niego? - zapytuje Bożena Tomaszek, psycholog pracujący w szkole podstawowej. - Należy do tego dodać - uzupełnia po chwili - że zlikwidowano większość zajęć pozaszkolnych, które dawały możliwość ukierunkowania kształtujących młodego człowieka grup nieformalnych.

problemy z autorytetem

Zdaniem ekspertów ani rodzice, ani wychowawcy i nauczyciele nie są przygotowani do zmierzenia się z problemem. Także ich autorytet jest przez młodzież kwestionowany. - Dlaczego rodzice mieliby być autorytetami, gdy dzieci w wielu dziedzinach przewyższają ich swoją wiedzą - uważa dr Kulińska. - Pokolenie obecnych rodziców często jest traktowane przez młodych jako generacja nieudaczników. Młody człowiek umie posługiwać się internetem, kartą bankomatową, lepiej orientuje się w nowinkach technicznych. Uważa zatem, że do "starego" nie ma po co iść, bo nic od niego się nie nauczy.
Dotyczy to także nauczycieli. Hierarchie społeczne w dużym stopniu wyznaczają zarobki. Zawód nauczyciela zajmuje w nich obecnie niską pozycję. Nauczyciele są źle opłacani, Uczeń, czy student wychowany w kulcie sukcesu i podjeżdżający pod szkołę dobrym zachodnim samochodem nie chce szanować tych, którym jego zdaniem nie powiodło się. Ponadto autorytet nauczycieli podważany jest przez publikowanie ściąg, gotowców, często tandetnych, lecz ułatwiających przebrnięcie kolejnych etapów edukacji. Po co nam nauczyciel, gdy edukację zapewnia internet i ściągi - zastanawiają się młodzi ludzie.
- Niezależnie od kryzysu autorytetu, który jest faktem i wiąże się z osłabieniem roli ojca w rodzinie, rodzicom i nauczycielom rzeczywiście brakuje czasu i kompetencji, by pomagać młodym ludziom rozwiązywać ich emocjonalne problemy - uważa Jacek Biłko. -Dotychczasowe wychowanie uczyło nas przede wszystkim - dodaje - jak poskramiać uczucia. Dzisiaj musimy się uczyć jak je w cywilizowany sposób wyrażać i radzić sobie z nimi. A młodym potrzeba tu mądrego przewodnictwa dorosłych.

rozbudzone pragnienia

Okres przemian ostatniego dziesięciolecia obok wolności politycznej i wolnorynkowej gospodarki przyniósł wielu osobom brak poczucia bezpieczeństwa i frustrację z powodu pogarszającej się ich osobistej sytuacji społecznej i ekonomicznej - twierdzą autorzy wspomnianego wcześniej raportu. Wśród czynników determinujących wzrost agresji i przemocy jako najważniejsze wymieniają: wychowanie w atmosferze przemocy i krzywd, poczucie odrzucenia, brak perspektyw, a także nudę, która dotyka część młodzieży.
-Wielu młodych ludzi do agresji popycha frustracja - uważa dr Borkowski z INS AGH, współautor raportu. Rodzi się ona w wyniku rozbieżności pomiędzy marzeniami, które kreuje konsumpcyjna kultura, a możliwościami ich spełnienia. - Z jednej strony rozbudzamy pragnienia młodych ludzi, z drugiej wielu z nim nie dajemy możliwości ich zaspokojenia -podkreśla dr Lucyna Kulińska. Młodzi ludzie czują się odrzuceni, tak rodzi się frustracja i agresja.
- Dzieci z rodzin biedniejszych nie chcą wyglądać gorzej niż ich bogatsi koledzy, by zdobyć pieniądze handlują narkotykami - dodaje pani kurator sądowy.
- Frustracja dotyka również młodzież wywodzącą się z zamożnych warstw społeczeństwa. Członkowie groźnych subkultur młodzieżowych pochodzą często z dobrze sytuowanych rodzin. Przyczyną jest nuda, będąca chorobą bogatych społeczeństw - zauważa dr Borkowski.

co z tym zrobić?

Co piąty z ankietowanych młodych ludzi uważa, że nic nie można zrobić, by przeciwdziałać agresji. "Nie mogę zrobić nic, ponieważ zło tkwi w każdym z nas... ludzie są źli. (...) Zawsze się starają wyrządzić krzywdę innym ... i nie można tego zmienić" - napisał jeden z respondentów. Około 30% widzi rozwiązanie w dialogu, współpracy, pomocy psychologicznej dla osób agresywnych. Co czwarty ankietowany jest zwolennikiem zaostrzenia represji i kar w stosunku do sprawców aktów przemocy.
Zdaniem specjalistów radykalne rozwiązania nie są w stanie wiele zmienić. Ks. Andrzej Augustyński z krakowskiego Centrum Młodzieży "U Siemachy" uważa, że możliwa jest sensowna, przynosząca owoce praca wychowawcza z młodzieżą. - Jednym z największych niebezpieczeństw grożących młodym ludziom jest nuda - mówi - Konieczne jest zatem zaproponowanie jej interesującego sposobu spędzania czasu. Najlepszą formą jest tworzenie grup zadaniowych. Młodzi ludzie podejmując wspólny wysiłek uczą się współpracy, a wspólne budowanie zbliża.     Zdaniem dyrektora Centrum Młodzieży wszelkie akcje wymierzone w samo dyscyplinowanie młodzieży są niebezpieczne, ponieważ stawiają dorosłych w sytuacji antagonistów młodzieży, w ostateczności młodzi uważają starszych od siebie za okupanta, któremu należy się przeciwstawić.
- Nie jest rozwiązaniem rozbudowywanie poprawczaków - twierdzi Jacek Biłko. Wielu młodych ludzi wychodzi z nich jeszcze gorszymi niż przyszli, a większość z nich to osoby z problemami, które można pomóc im rozwiązać.
- Każde społeczeństwo ma pewien margines ludzi zdemoralizowanych -uważa Lucyna Kulińska - Ale w grupie tych, którzy dzisiaj czują się odrzuceni i reagują agresją jest wielu inteligentnych młodych ludzi. Jej zdaniem część schodzących na złą drogę nastolatków można uratować, ale konieczne jest zapewnienie takich warunków, by uwierzyli, że dla nich również jest miejsce w społeczeństwie.

jak się zachować
jak się bronić

- Doradzanie nauczycielom jak powinni reagować na agresję zawsze jest trochę ryzykowne, gdyż trudno o idealne rozwiązania - uważa Jacek Biłko. Warto jednak pamiętać, że z jednej strony konieczne jest stawianie młodym ludziom wymagań i konsekwentne ich przestrzeganie, przy czym muszą być to wymagania uzasadnione i możliwe do spełnienia, z drugiej strony nauczyciel powinien unikać sytuacji, gdy sam staje się stroną konfliktu. Agresja dorosłego budzi w młodych dodatkowy sprzeciw. - Dobrze jeśli nauczyciel - psycholog poddaje jeszcze jedną myśl- próbuje podążać za uczuciami ucznia, usiłuje zrozumieć dlaczego ten ucieka się do przemocy. Rozumienie i nazywanie uczuć daje dziecku możliwość ich kontroli.
Młodym ludziom psycholog radzi, by uczyli się jasno wyrażać sprzeciw, gdy są atakowani i zaczepiani. - Jeśli to konieczne należy raczej bronić się niż biernie przyjmować agresję - uważa - Oczywiście w takich sytuacjach istnieje ryzyko, że zostanie się pobitym, ale taka reakcja często budzi szacunek. Przede wszystkim nie wolno pozwolić robić z siebie ofiary, bo to zachęca napastników do ponawiania ataku.

Tomasz Talaczyński

 
Zobacz także
Agnieszka Rogalska
W naszych rozważaniach na temat miłości poruszaliśmy się po płaszczyźnie nie wymagającej perspektywy wiary. Praca nad relacją między kobietą i mężczyzną nie jest bowiem przywilejem ani, tym bardziej, ciężarem nakładanym przez religię. Jednak wiara, przenikając przez wszystkie dziedziny naszego życia, może mieć swój wpływ także na budowane przez nas związki...
 
Andrzej Grudzień
Codziennie, chociaż nie zawsze o tym wiemy, trwa batalia o naszą duszę, która jest darem otrzymanym na wieczność od Stwórcy. Każdy człowiek pragnie szczęścia i stara się je osiągnąć. W tych staraniach jest pozostawiony bez oręża, ale ma od Boga sumienie, które pokazuje drogę ku prawdziwemu szczęściu...
 
ks. Stanisław Groń SJ
Dopóki żyjemy, stale coś robimy i inni poznają nas po tym, co zdziałaliśmy. Z Księgi Rodzaju dowiadujemy się, że Bóg: ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął (2,2). W biblijnym opisie stworzenia Bóg wypowiada słowo, ale ono jest wiecznym działaniem; stało się światłością, ziemią, morzem, roślinami, ciałami niebieskimi, ptactwem, zwierzętami, ludźmi. Stworzony świat jest więc urzeczywistnioną Bożą myślą, a w nim znajdujemy się my - ludzie - z jakże ogromnym potencjałem twórczym i z naszą aktywnością.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー