logo
Poniedziałek, 05 grudnia 2022 r.
imieniny:
Kryspiny, Norberta, Sabiny, Geralda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mateusz Krawczyk
Moc w słabości
Różaniec
 
fot. Collins Lesulie | Unsplash (cc)


Podróż apostolska papieża Franciszka do Kanady w dniach 24-30 lipca 2022 roku była pielgrzymką pokutną. W jaki sposób można połączyć skruchę z mocą wiary?

 

Dlaczego to była pielgrzymka pokutna? By to zrozumieć, trzeba mieć w pamięci historię Kanady i jej kolonizację przez Europejczyków wraz z prowadzoną – również przez chrześcijan i we współpracy z Kościołem – politykę przymusowej asymilacji i emancypacji ludności autochtonicznej. Towarzyszyły temu niejednokrotnie nadużycia i brak miłości.

 

Nie na tym polega prawdziwa ewangelizacja, by wyzuć drugiego człowieka z bogactwa jego duchowości i kultury – choćby na pozór tak odległych od chrześcijaństwa. Sobór Watykański II jasno pisał o inkulturacji, o potrzebie doceniania prawdziwych elementów wiary innych ludów szczerze szukających Boga. Właśnie dlatego dzisiaj nie dziwią nas już skośnookie czy czarnoskóre Madonny – i dobrze. Nie zawsze jednak tak było. Stąd zaistniała potrzeba pokuty i wezwania do pojednania między ludźmi. Obydwu zadaniom uczynił zadość papież Franciszek podczas swojej wizyty w Kanadzie w minione wakacje.

 

Ideały i rozczarowania

 

„W obliczu skandalu zła i stając przed ciałem Chrystusa zranionego w ciele naszych braci i sióstr z ludów rdzennych, pogrążamy się w goryczy i odczuwamy ciężar porażki” – mówił papież w sanktuarium w Sainte-Anne-de-Beaupre koło Quebecu. To ważne, by umieć się do niej przyznać, do porażki. Stanowi przecież nieodłączny element życia każdego człowieka, życia chrześcijanina, który na co dzień zmaga się ze swoim ciałem i duchem, by jeszcze bardziej, jeszcze lepiej kochać siebie, drugiego człowieka i Boga.

 

Odczuwamy ciężar i gorycz. „Dzieje się tak za każdym razem, gdy nasze ideały zderzają się z rozczarowaniami życia, gdy pielęgnujemy dobre plany, ale potem nie potrafimy ich zrealizować, gdy w naszych działaniach, które spełniamy, lub w naszych relacjach prędzej czy później doświadczamy jakiejś porażki, jakiegoś błędu, niepowodzenia lub upadku, widząc, jak rozpada się to, w co wierzyliśmy lub w co się zaangażowaliśmy; czujemy się przygnieceni naszym grzechem i poczuciem winy”.

 

Spotkanie

 

Na tym jednak nie koniec. To dopiero swego rodzaju początek ogromnej mocy, jaka kryje się w wierze. „Ewangelia objawia nam natomiast, że właśnie w sytuacjach rozczarowania i cierpienia – mówił w Kanadzie papież Franciszek – właśnie wtedy, gdy ze zdumieniem doświadczamy przemocy zła i wstydu winy, gdy rzeka naszego życia wysycha z powodu grzechu i porażki, gdy ogołoconym ze wszystkiego zdaje się nam, że nie mamy już nic, właśnie wtedy Pan wychodzi nam na spotkanie i wędruje z nami”.

 

To jakiś niesamowity paradoks chrześcijaństwa, to Pawłowe stwierdzenie: „«Moc bowiem w słabości się doskonali». Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12, 9).

 

Zwrócenie się ku Bogu w swego rodzaju ludzkiej bezradności i niemożności naprawienia wyrządzonego zła sprawia, że możliwe jest spotkanie – zarówno z Bogiem, z drugim człowiekiem, jak i ze sobą samym, bo sobie też trzeba umieć przebaczyć.

 

Radość Ewangelii

 

„Chociaż bowiem został ukrzyżowany wskutek słabości, to jednak żyje dzięki mocy Bożej. I my także niemocni jesteśmy w Nim, ale żyć będziemy z Nim przez moc Bożą względem was” (2 Kor 13, 4). Wzorem Chrystusa jesteśmy zaproszeni do tego, by zmartwychwstać i żyć jeszcze pełniej, jeszcze radośniej: „wyruszyć ponownie z radością, zacząć na nowo, przejść od porażki do nadziei” – podkreślał papież, gdy mówił o prawdziwej ewangelizacji.

 

Ks. Michel Rodrigue, komentując pielgrzymkę papieża do Kanady, mówił Radiu Watykańskiemu: „W obliczu wyzwań zsekularyzowanego świata Papież zostawił nam jasny plan duszpasterski, który jest wezwaniem do prawdziwej ewangelizacji. Takie zaangażowanie przyniesie radość i pozwoli zostawić smutek, który nie pochodzi od Boga. Nasz Kościół wydaje się zmęczony stojącymi przed nim wyzwaniami. Lękiem może napawać wyzwanie sekularyzmu, tak mocne w Quebecu, ale naszą postawą musi być pełna ufności otwartość, z którą pójdziemy w przyszłość. (…) Niesamowite było to, jak po papieskim przemówieniu wszyscy wstali i rozległ się długi aplauz. To przypomina nam, że człowiek zmartwychwstania musi stać mocno na nogach. Przeżyliśmy z Papieżem piękne chwile tajemnicy paschalnej, dosłowne wyjście ze śmierci ku życiu”.

 

Moc wiary

 

W jaki sposób można połączyć skruchę z mocą wiary? Wystarczy spojrzeć na papieża Franciszka siedzącego na wózku inwalidzkim, starego i zmęczonego, przepraszającego za zło, którego dopuścili się członkowie Kościoła. „Za co przeprasza?” – podnosiły się w mediach głosy krytycznych katolików. A Franciszek czyni pokutę i sprawia, że ludzie znowu umieją ze sobą być i rozmawiać, że chcą dialogu i współpracy, wzajemnego poszanowania i wspólnego dobra, że znowu potrafią spojrzeć na ubogich i zepchniętych na margines.

 

Franciszek, jeśli się chlubi, to tylko ze swoich słabości. Bo na tym polega moc naszej wiary, że nie pochodzi od nas, ani nie jest naszą zasługą.

 

dr Mateusz Krawczyk
Różaniec 11/1022

 
Zobacz także
Michał Wojciechowski
Gdyby jakiś Marsjanin chciał odczytać języki ludzkie, badałby sposób użycia poszczególnych słów. Co zrozumiałby, przyjrzawszy się słowu ‘kościół’ w mediach i w języku potocznym? Doszedłby zapewne do wniosku, że oznacza ono wpływową organizację złożoną z księży i dysponującą licznymi budynkami. I trzeba sobie powiedzieć, że również znaczna część katolików myśli o Kościele w taki fałszywy sposób. Kościół to wtedy „oni”, hierarchia, a nie my. A czym jest Kościół naprawdę? 
 
ks. Richard John Neuhaus
W jaki sposób ludzie próbują pogodzić to, co idealne, z tym, co rzeczywiste? Jak radzą sobie z przepaścią między tym, jakie naprawdę jest, a tym, jakie powinno być ludzkie życie? Bo to należy po prostu do natury ludzkiej egzystencji - ta wiara, że musi istnieć - jeśli tylko uda nam się wyobrazić, jeśli tylko zdobędziemy się na odwagę - możliwość stworzenia lepszego świata...
 
o. Remigiusz Recław SJ
Celem modlitwy jest wolność, ale ten model modlitwy zakłada osobiste i świadome zaangażowanie osoby, która jej potrzebuje. Nie jest to zatem bierne poddanie się prowadzącemu modlitwę. Jeśli ktoś ma taką postawę – ten rodzaj modlitwy nie ma sensu. Tutaj potrzeba, by osoba sama chciała przejść przez proces uwolnienia – by podjęła osobistą modlitwę i właściwe decyzje. Osoba prowadząca modlitwę i wstawiennik jedynie w tym pomagają, towarzyszą.
 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm