logo
Poniedziałek, 30 listopada 2020 r.
imieniny:
Andrzeja, Maury, Ondraszka, Konstantego – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Albert Wach OCD
Mocny niech się umocni
Głos Karmelu
 


Żadna ludzka czynność podejmowana z własnej woli nie wymaga tyle hartu ducha i prawdziwego męstwa, ile właśnie modlitwa. Tylko niepoprawny optymista, który ma wyłącznie myślny stosunek do modlitwy – to znaczy myśli, że się modli! – może sądzić, że jest ona rzeczą prostą i bezproblemową.

Nie ma nic piękniejszego i bardziej wymagającego zarazem niż modlitwa. Już dziecko wie, ile kosztuje pięciominutowy pacierz, na klęczkach, w pustym pokoju, a ile jedna godzina spędzona w zimnym kościele. Dorośli też znają cenę chwil poświęconych Bogu: jedni wiedzą o tym z naprędce przeprowadzonych kalkulacji – ile to „cenniejszych” rzeczy mogliby zrobić w tym samym czasie, inni – z rzeczywistych ofiar. Ci ostatni, oczywiście, owej ceny sami nigdy nam nie ujawnią, chociaż modlitwa ich również kosztuje – jakkolwiek zupełnie inaczej.

Zbigniew Herbert z zachwytem opowiadał o prostej wierze swojej cichuteńkiej i pobożnej babci, która należała do świeckiego zakonu, ciągle odmawiała jakieś nowenny i na pomaganie biednym wydawała całą swoją emeryturę – za co w domu była wyśmiewana i prześladowana – jak kiedyś jej antychrześcijańsko nastawiony syn zamknął drzwi, a ona uciekła do kościoła… przez okno, nic się przy tym nikomu nie żaląc. Co ją to wszystko kosztowało, to jeden Pan Bóg wie!

Wyrusz na wojnę

Może nie będzie to wielką pociechą, ale trzeba powiedzieć, że modlitwa łatwo nikomu nie przychodzi. Jest bardzo trudnym zajęciem, z którym borykają się nie tylko ludzie świeccy, ale i zaprawieni w bojach mnisi. Kto raz na serio zabrał się za modlitwę, na własnej skórze mógł się przekonać, że w tym względzie nie ma mocnych. Wprawdzie zdarzają się zwycięstwa, ale chyba więcej jest porażek. Żadna ludzka czynność podejmowana z własnej woli nie wymaga tyle hartu ducha i prawdziwego męstwa, ile właśnie modlitwa. Tylko niepoprawny optymista, który ma wyłącznie myślny stosunek do modlitwy – to znaczy optymista, który nie praktykuje modlitwy myślnej, ale myśli, że się modli! – może sądzić, że jest ona rzeczą prostą i bezproblemową. Życiowe doświadczenie pokazuje jednak, że radzą sobie z nią tylko ludzie mężni i mocni duchem.

Rzeczywiście, modlitwa potrzebuje męstwa. I to nie jakiegokolwiek, ale męstwa największego. Miała rację Wielka Mistrzyni modlitwy, Teresa z Avila, gdy twierdziła, że „niedoskonały człowiek potrzebuje większej odwagi, aby wstąpić na drogę doskonałości i wytrwać na niej, niż by nagle stać się męczennikiem; ponieważ doskonałości nie osiąga się w krótkim czasie”. Jest to wypowiedź tyleż zadziwiająca, co obalająca wszelkie stereotypy myślenia na ten temat. Zwykle bowiem właśnie męczeństwo kojarzy się z najwyższym stopniem męstwa. Tymczasem Teresa mówi, że jeszcze więcej męstwa potrzeba, aby „wstąpić na drogę doskonałości i wytrwać na niej”. Twierdzenie Teresy może być bardzo trudne do zrozumienia i przyjęcia szczególnie dla nas, Polaków, przywykłych do zrywów raczej, aniżeli do systematycznej pracy, do dumnego przelewania krwi, aniżeli do pokornego oddania się Panu i służenia Jemu w codzienności. „Polacy – jak mówił Norwid – umieją bić się, ale nie umieją walczyć”.

A modlitwa właśnie jest walką. Najlepiej to widać w heroicznym życiu świętych i wielkich chrześcijan. Ich życie nie było takie słodkie, jak czasami się je przedstawia na świętych obrazkach. Sprawy, których się podejmowali wcale nie szły im tak z płatka, jak na pozór mogłoby się to wydawać. Nikt nie doświadczał tylu trudów i przeciwności na swojej drodze, ile doświadczali ich święci każdego stanu. Zawsze jednak, choćby należeli do płci słabej, byli Bożymi gwałtownikami i kochali wojnę – prawdziwą wojnę! Nie taką wojnę, która rodzi się z braku modlitwy, ale taką, którą na modlitwie codziennie się toczy. Wojnę, na której trzeba większego męstwa niż na tej, na której jedynie ciało może być zabite. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (…). Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10, 28).

Taką wojnę kochała mała św. Teresa. W liście do swego „brata” misjonarza napisała: „W dzieciństwie marzyłam o walce na polu bitwy. Gdy zaczęłam się uczyć historii Francji, zachwyciła mnie postać Joanny d’Arc i jej bohaterskie czyny. Odczułam w sercu pragnienie i odwagę naśladowania jej; zdawało mi się, że Pan Bóg przeznacza mnie również do wielkich rzeczy. Nie omyliłam się, ale zamiast Głosu z Nieba, wzywającego mnie do walki, usłyszałam w głębi duszy głos daleko słodszy, silniejszy jeszcze, głos Oblubieńca dziewic, który powoływał mnie do innych zmagań, do chlubniejszych zdobyczy. W samotni Karmelu zrozumiałam, że misją moją nie jest starać się o ukoronowanie króla śmiertelnego, ale dążyć, by miłowano Króla Niebios, zdobywać dla Niego królestwo serc ludzkich”. Do takiej walki w Karmelu Teresa chce się zaprawiać i do takiej walki zachęca swoje nowicjuszki. A wszystko dzieje się w duchu jej Patronki i Matki, Teresy od Jezusa. W liście do innego misjonarza napisze: „Święta Teresa mówiła swoim córkom: «Nie chcę, abyście były słabymi niewiastami, powinnyście dorównać mężom mocnym». Toteż św. Teresa nie chciałaby mnie uznać za swoje dziecko, gdyby Pan nie udzielił mi swej boskiej mocy, gdyby mnie nie uzbroił sam do boju”. W ten sposób umocniona i uzbrojona „fortecę Karmelu zdobywa ostrzem miecza”. A gdy już ją zdobędzie, w autobiografii wyzna: „Z łaski Bożej nie lękam się walki!”.

 
1 2  następna
Zobacz także
o. Andrzej Kiejza OFMCap.
Kiedyś mój przyjaciel, zamiłowany podróżnik, opowiadał, że w czasie jednej z wypraw w góry spotkał muzułmanina, z którym rozmawiał na różne tematy. W pewnym momencie ów człowiek zapytał go wprost: „Powiedz mi, dlaczego się modlisz?”. On odpowiedział: „Dlatego, żeby Pana Boga prosić o pomoc dla mojej rodziny albo o bezpieczną podróż i powrót do domu”. Zapewne wymieniał jeszcze inne intencje. Na co ów muzułmanin rzekł: „To wszystko to handel! Ja modlę się tylko dlatego, że Bóg jest”. 
 
ks. Tadeusz Guz
Wszechwiedza Najwyższego dotyczy także czynów człowieka, bowiem Bóg zna je wszystkie, jak powie psalmista: On ukształtował serce każdego z nich i zważa na wszystkie ich poczynania (Ps 33,15) – i jest to absolutna przedwiedza, tzn. zanim człowiek dokona czegoś, jest to wiadome Bogu. Ale ta przedwiedza Boga nie oznacza predestynacji do danego czynu, tzn. Bóg nie zmusza człowieka ani do czynu dobrego, ani do złego, lecz inspiruje zawsze do czynienia dobra...
 
o. Paweł Baraniecki OCD
Sprawcą nocy jest sam Bóg. Poprzez oczyszczenie naszego rozumu, które dokonuje się za pomocą teologalnej cnoty wiary, pragnie udzielać nowego sposobu poznania, rozumienia oraz nowego spojrzenia na nas samych, na Niego i wszystkie rzeczy. 

Z o. Romulo Cuartas Londońo OCD, wicedyrektorem Międzynarodowego Centrum Terezjańsko-Sanjuanistycznego w Avili w Hiszpanii rozmawia o. Paweł Baraniecki OCD.
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー