logo
Poniedziałek, 10 maja 2021 r.
imieniny:
Antoniny, Izydory, Jana, Solange – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Piotr Szyrszeń SDS
Modlić się czy działać
Magazyn Salwator
 
fot. Salwatorianie


"Co robić? Zdarza się - przyznaję - że nie idę na Mszę Świętą niedzielną. Wydaje mi się, że to czas stracony. Po prostu nudzę się... A w domu dziecka malcy czekają. Wiem, że mogę dać coś z siebie, choć odrobinę miłości, radości. Wolę iść do nich...". To zdanie, które usłyszałem kiedyś od przygodnie spotkanej osoby, sygnalizuje problem, który dotyka wielu z nas. Wyraża sytuację, przed którą często stajemy: modlitwa czy działanie, oddanie chwały Bogu czy służba człowiekowi, a w konkretnej sytuacji: Eucharystia czy pomoc dzieciom. Ale czy można tak postawić ten problem? Czy rzeczywiście musi w nas następować takie rozdarcie?

 

Czy można w ogóle mówić o takim rozdarciu? By odpowiedzieć sobie na to pytanie pragnę zaproponować pochylenie się nad człowiekiem, kapłanem i zakonnikiem, o. Franciszkiem Marią od Krzyża Jordanem, założycielem Zgromadzenia Salwatorianów. Nie obca była mu troska o drugiego człowieka, o jego zbawienie. Wyraził ją w następujący sposób: "Dopóki żyje na świecie choćby jeden człowiek, który nie zna i nie kocha Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, nie wolno ci spocząć". Świadomy, że świat potrzebuje ludzi, którzy przyniosą mu Jezusa, chciał wszystkim, wszędzie i na wszelkie możliwe sposoby głosić Chrystusową Ewangelię. Ale równocześnie zwracał uwagę: "Jeżeli jednak chcemy nawrócić świat, musimy mieć ducha Chrystusa, gdyż to nie my nawracamy, ale Chrystus przez nas: dlatego musimy Mu pozwolić kierować sobą całkowicie i być z Nim ściśle zjednoczonym". Powiedział także: "Lepiej z modlitwą uratować jedną duszę, aniżeli bez modlitwy całą misję. Szybko się ludzie nawracają, ale równie szybko wracają do dawnych nałogów". Jednakże jego życie było ściśle związane z Eucharystią. Msza Święta stała w centrum jego życia, w centrum jego dnia. Spójrzmy, jaką rolę odgrywała ona w jego życiu.

 

"Kto chce czegoś wielkiego dokonać, musi być mężem modlitwy". Tę prawdę chrześcijańskiego życia potwierdzał swoim życiem. Wszystkie czynności jego dnia obracały się wokół Zbawiciela w tabernakulum. Do Niego spieszył często w ciągu dnia, aby otworzyć swoje serce. Siadał wtedy pokornie u stóp Zbawiciela i słuchał Jego słów. Rozmawiał ze swoim Mistrzem, jak zaświadczył jeden ze współbraci, z tak żywą wiarą, jakby miał Go przed sobą obecnego. Mówił z Nim, jak rozmawia się z człowiekiem. Modlił się z taką żarliwością, że drżały mu ręce. Po sposobie w jaki pozdrawiał Najświętszy Sakrament, mniemano że pozostaje w całkiem osobistym związku z Jezusem. I chociaż dużo czasu spędzał w kaplicy, to jeszcze przynaglał siebie: "Częściej ze samym Bogiem. Częściej przebywać przed tabernakulum sam na sam, wyzuty ze wszystkiego". Zachęcał siebie samego: "Idź z pełnym zaufaniem do twojego najlepszego Ojca, który potrafi wszystko. Bądź natrętny". Stwierdzał: "Sama obecność przed Najwyższym Majestatem łatwiej zostanie wysłuchana niż nasze najusilniejsze modlitwy". I dlatego, jeśli tylko było to możliwe, pozostawał i oddawał się w ciszy swojej celi czy kaplicy niezakłóconemu obcowaniu z Bogiem.

 

Kto widział, jak Jordan wchodził do kaplicy domu macierzystego, łatwo dostrzegł, że był głęboko poruszony. Jego sposób klękania był dla innych wymownym kazaniem, wyznaniem wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Jego spojrzenie skierowane na centralny punkt ołtarza pokazywało, co było dla niego wartością najważniejszą. Swój osobisty związek z Jezusem wyrażał postawą ciała, głęboką koncentracją i nabożeństwem w czasie modlitw wspólnych, a zwłaszcza w czasie Mszy Świętej.

 

Do 50. roku życia odprawiał Mszę Świętą osobiście dla wszystkich domowników. Skupienie, rozmodlenie, zwłaszcza gdy nadchodziła chwila konsekracji, były tak wymowne, że sam ich widok wzruszał obecnych. Później, na skutek wyczerpania nerwowego, zwykł był sprawować Eucharystię prywatnie. Wymawianie słów liturgicznych, zwłaszcza konsekracyjnych, było dla niego trudne. Po podniesieniu zazwyczaj uspokajał się. Nie gorszono się jednak tym stanem, bo zdawano sobie sprawę, że był to wynik nadmiernych prac, cierpień i przeżyć, jakich życie mu nie szczędziło. Starał się o to, żeby Msza Święta i wszystkie czynności liturgiczne były zawsze możliwie godnie sprawowane. Msza Święta była najważniejszym punktem dnia codziennego.

W Rzymie Jordan miał zwyczaj udawać się często dla odpoczynku do pobliskiej Bazyliki Świętego Piotra, gdzie klękając przed Najświętszym Sakramentem lub przed Konfesją Świętego Piotra, zapominał o całym świecie. Pewnego razu prefekt jednego z małych seminariów udał się ze swymi podopiecznymi do bazyliki i tam ujrzawszy go klęczącego, pokazał go swym podopiecznym, mówiąc: "Tak modli się święty".

 

Jego modlitwą budowało się wielu, zarówno świeckich jak i duchownych. Zdarzało się nawet, że przychodzono do bazyliki z zamiarem zobaczenia go modlącego się. Jednak nie obnosił się ze swoją pobożnością. Zachęcał tylko swoich współbraci, by trwali nieustannie w zażyłym związku ze Zbawicielem. Chociaż bardzo mało mówił o Eucharystii, miała ona w jego życiu znaczenie dominujące.

 

Jeśli ktoś miał szczególne trudności i przyszedł do niego, aby zapytać o radę, otrzymywał na koniec napomnienie: "Idź do kaplicy i przedstaw trudność Zbawicielowi". Sam ilekroć opuszczał dom, jak również zaraz po powrocie, udawał się tam. Nie mógł inaczej postępować, tak bowiem głęboko żył w ciągu dnia w obecności swego Mistrza. Dlatego też swoich synów duchowych zachęcał: "Bądźcie przyjaciółmi naszego Zbawiciela w tabernakulum, z którym obcowanie nie zna goryczy. We współżyciu z Nim nie ma przesytu". Te słowa wypływały z jego serca.

 

Z utęsknieniem wyczekiwał kolejnego spotkania z Jezusem w Komunii Świętej. A trzeba wspomnieć, że za jego czasów kleryckich nie było jeszcze praktyki codziennej Komunii Świętej. Mówił: "Jak dziecko, które zostało usunięte w dzieciństwie z kręgu ukochanej rodziny i znajdując się w obcym kraju tęskni za ojczyzną, tak tęskni za Tobą, Pokarmie Anielski, Twój nieużyteczny sługa".

 

Czym była dla niego Komunia Święta? Zanurzeniem w ocean miłości Boga. Przemieniony wszechmocą i miłością Boga, całkowicie z Nim zjednoczony, chciał by wszyscy poznali i pokochali Boga Ojca i Jezusa Chrystusa, którego On posłał. Zjednoczony z Jezusem chciał bowiem wszystkich ludzi prowadzić do Niego. Spotkanie z Jezusem w Komunii wzniecało w nim gorliwość apostolską. Od Stołu Eucharystycznego odchodził jak od ognia. Uświadamiając to swym współbraciom zachęcał ich: "Powinniście od Stołu Komunii odchodzić jak 'ziejące ogniem lwy'".

 

Modlitwa czy działanie, oddanie chwały Bogu czy służba człowiekowi, Eucharystia czy działalność apostolska? Odpowiadając trzeba by zamienić "czy" na "i": modlitwa i działanie, oddanie chwały Bogu i służba człowiekowi, Eucharystia i działalność apostolska. Każde bowiem działanie powinno mieć w Bogu początek i ku Niemu prowadzić. A Eucharystia jednoczy nas z Chrystusem, pomaga nam żyć Jego przykazaniem miłości, umacnia nas w naszej słabości, posyła nas na nowo do służby apostolskiej i jest rękojmią naszego ostatecznego zjednoczenia z Nim w niebie. Trzeba nam właśnie w niej przytulić się do Nieogarnionego, stać się człowiekiem wewnętrznym, chodząc zawsze w obecności Bożej, pamiętając o Jego rzeczywistej obecności wśród nas w Sakramencie Ołtarza.

Nie było dotąd i pewnie nie będzie świętego, w którego życiu nie byłoby decydującego znaczenia pobożności eucharystycznej. Ona była dla każdego z nich, a może i dla nas, źródłem ogromnej energii, którą obdarowywali tych, pośród których żyli. Eucharystia była dla nich pewnego rodzaju ogniskiem, ciągle płonącym pośród domu Bożego, przy którym się ogrzewali, by później wyruszyć do świata. Dziś Matka Kościół stawia nam ich za wzór do naśladowania. Nie tylko świętych, ale i tych, których otacza opinia świętości, jak O. Franciszek Maria od Krzyża Jordan. Obyśmy czerpiąc ze zdrojów Eucharystii, przynajmniej tej coniedzielnej, spieszyli z pomocą naszym braciom i siostrom.

 

Piotr Szyrszeń SDS
Salwator 2009

____________________________

Polecamy:

Znamy datę beatyfikacji Franciszka Marii od Krzyża Jordana – założyciela Salwatorianów

 

Szkoła duchowości o. Jordana

 
Zobacz także
Bogdan Nowak
Ksiądz Stanisław Skorodecki (1919–2002) ze Szczecina był jedynym żyjącym świadkiem internowania Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego (1953–1956), z którym wielokrotnie się spotykałem. Było mu dane towarzyszyć i służyć Słudze Bożemu przez dwa lata uwięzienia w Stoczku i Prudniku. Ksiądz Stanisław Skorodecki był duszpasterzem młodzieżowym w Ropczycach, gdzie w czasie styczniowej kolędy 1951 r. został aresztowany przez trzydziestu ubowców...
 
Tomasz Protasiewicz OFMCap
Kim więc tak naprawdę był Ojciec Pio? Skąd się wziął jego fenomen? Co rzeczywiście świadczy o jego wielkości? Przybycie młodego zakonnika z Pietrelciny w 1916 roku do San Giovanni Rotondo spowodowało ogromne, niespotykane w poprzednich latach, przebudzenie franciszkańskiej duchowości w tej miejscowości – do sanktuarium Matki Bożej Łaskawej napływała coraz większa liczba ludzi. 
 
o. Stanisław Tomoń
Kto i kiedy nadał Maryi tytuł „Królowa Polski”? I dlaczego w ogóle został użyty właśnie tytuł „królowa”, skoro ani w Ewangeliach, ani w nauczaniu dogmatycznym Kościoła nigdzie on nie występował w odniesieniu do Maryi? Sięgamy tu żywej wiary Kościoła. Zanim obdarzono Maryję w Polsce tytułem królewskim, posiadała go już we własnym narodzie od samego początku. Pochodziła przecież z rodu króla Dawida (Mt 1,6) i do takiego tytułu przyznawał się Jej Syn. 
 
___________________
 
 reklama