logo
Poniedziałek, 06 lipca 2020 r.
imieniny:
Dominiki, Jaropełka, Łucji, Marii Teresy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Monika Białkowska
Mój przyjaciel krzyż
Przewodnik Katolicki
 


Spędzili dwa tygodnie, wożąc od wsi do wsi krzyż, leżący na przyczepie.
 
Ks. Wojciech Orzechowski i ks. Dominik Poczekaj wraz z wolontariuszami: Magdą, Jędrkiem, Mateuszem i innymi objechali całą archidiecezję. Wszystko po to, żeby każdy mógł dotknąć i modlić się przy krzyżu i ikonie, które 32 lata temu podarował młodym papież Jan Paweł II jako symbole Światowych Dni Młodzieży.
 
Ks. Wojciech Orzechowski, diecezjalny duszpasterz młodzieży, ma związane z krzyżem bardzo osobiste wspomnienia. – Pierwszy raz spotkałem się z nim w 2005 r. w Kolonii – wspomina. – Byłem wtedy po drugim roku seminarium i był to dla mnie bardzo trudny czas, krótko po śmierci mojej mamy. Modliłem się wtedy przy krzyżu, przytuliłem się do niego na chwilę. Nie miałem pojęcia, że ktoś zrobił zdjęcie. Cztery lata później, gdy krzyż przyjechał na krótko do Polski, w biuletynie KAI pojawiła się informacja, ilustrowana fotografią – znajomy ksiądz rozpoznał mnie na tym zdjęciu. Kiedy później dostałem ten biuletyn, okazało się, że ukazał się z datą 30 maja, czyli w dniu moich święceń kapłańskich… Wtedy, w Kolonii, nawet przez myśl mi nie przeszło, że za kilka lat będę się przez dwa tygodnie mógł tym krzyżem opiekować i zaprzyjaźnić się z nim.
 
Samolotem i przyczepą
 
Krzyż do naszej archidiecezji przyleciał z Wrocławia wojskowym samolotem. Ten pomysł początkowo miał być tylko żartem. – Po rozmowie z księdzem prymasem i dowódcą jednostki wojskowej w Powidzu okazało się, że jest to możliwe, a żołnierze chętnie się w to włączyli – mówi ks. Orzechowski. – W niedzielę rano nasza delegacja pojechała do Powidza. Wręczono nam pamiątkowe bilety i wsiedliśmy na pokład CASY, żeby lecieć do Wrocławia. Tam przy hangarze spotkaliśmy się z oddającą symbole ŚDM delegacją młodzieży wrocławskiej, odmówiliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego, wymieniliśmy się pamiątkowymi flagami i odblaskami – a następnie żołnierze pomogli nam załadować krzyż na pokład i wracaliśmy do Powidza. Potem, po Mszy św., od razu ruszyliśmy do pierwszej parafii.
 
Tak zaczęła się wielka, dwutygodniowa pielgrzymka. Krzyż w większości diecezji wożony był specjalnie przygotowanym samochodem-kaplicą. Po archidiecezji gnieźnieńskiej wędrował w otwartej przyczepie. – Woleliśmy, żeby krzyż był widoczny, nie chcieliśmy chować go w samochodzie – tłumaczy ks. Orzechowski. – Robiło to duże wrażenie, bywało nawet, że nie ściągaliśmy go, zatrzymując się gdzieś na kilka minut modlitwy.
 
Dotknąć
 
Przygotowane w każdym miejscu plany, rozważania i akademie szybko schodziły na drugi plan. – Już po pierwszym dniu widziałem, że najważniejsza będzie osobista adoracja i o nią walczyłem – mówi ks. Orzechowski. – Zdarzało się, że według programu krzyż miał stać więziony w prezbiterium. Księża czy nauczyciele bali się, że ludzie do krzyża nie będą chcieli podejść. Tymczasem nie było ani jednego miejsca, w którym byłby z tym problem. Kiedy tylko mówiłem, że odwiedził cały świat i że odciśnięte są na nim dłonie milionów ludzi, nie było nikogo, kto by nie podszedł. Przekonałem się, że ten krzyż i ta ikona niesamowicie ludzi przyciągają. Tam, gdzie to było możliwe, adoracja trwała nawet do północy. Tam, gdzie trzeba było odjeżdżać – na przykład w Słupcy – prosiłem młodych, żeby ustawili się w szpalerze, a wolontariusze niosący krzyż wychodzili z nim z kościoła bardzo powoli, żeby każdy miał okazję przynajmniej go dotknąć.
 
Za kratami
 
Symbole ŚDM odwiedziły około 150 miejsc w całej archidiecezji. Były wśród nich parafie, szkoły, domy pomocy społecznej, domy dziecka, ośrodki szkolno-wychowawcze, szpitale, rynki miast, Dom Księży Seniorów, a nawet więzienie.
 
– Do więzienia w Gębarzewie mogliśmy wejść dzięki pomocy kapelana, ks. Dworka – tłumaczy ks. Orzechowski. – Konieczne były przepustki i pozwolenia, ale udało się wnieść krzyż i ustawić go na dziedzińcu. Potem przyprowadzano kilkunastoosobowe grupy osadzonych, na początku trochę zdezorientowanych, co się dzieje. Opowiadałem, co to są za znaki, i cytowałem wypisane na krzyżu słowa Jana Pawła II z 1984 r. „Nieście go jako znak, że tylko w Jezusie Chrystusie jest ratunek i odkupienie”. Te słowa za kratami brzmiały naprawdę wyjątkowo. Potem modliliśmy się za osadzonych i za ich bliskich, mówiliśmy i miłosierdziu i potrzebie przebaczenia – i tam również nie było nikogo, kto by nie podszedł do krzyża na chwilę indywidualnej modlitwy.

Orkiestry i motocykle
 
Peregrynacja symboli ŚDM poruszała całe lokalne wspólnoty. Miasta i wsie ozdobione były flagami. Na rogatkach miast czekały straże pożarne, policja, czasem orkiestra, czasem sztandary, czasem miejscowy klub motocyklowy. Dziewczynki szły przed krzyżem, sypiąc kwiatki. W każdym miejscu krzyżowi i ikonie towarzyszyli wolontariusze ŚDM.
 
– Kołdrąb nazywaliśmy najpiękniejszym chyba miejscem na trasie całej peregrynacji – wspomina ks. Wojciech. – Droga do tamtejszego domu dziecka obwieszona była kolorowymi chorągiewkami, we wszystkich oknach wisiały papierowe serca i dłonie, wszystko w kolorach ŚDM, wisiały zdjęcia Jana Pawła II, logo ŚDM, flagi, nad wejściem wielki napis „Miłosierdzie to imię Boga”. Kiedy tam weszliśmy i zobaczyliśmy ten pięknie wystrojony pałac i dzieciaki w kolorowych koszulkach, przypomniała nam się Akademia Pana Kleksa. Byliśmy tam niespełna godzinę, ale było tam tyle radości i entuzjazmu, i wśród dzieci, i wśród wychowawców, że trudno się było nie wzruszyć.
 
Kłopoty?
 
Podczas peregrynacji zdarzały się również kłopoty techniczne – ciasne korytarze czy remonty. – W jednej ze szkół świetlica znajdowała się w piwnicy, a korytarze były zbyt wąskie, żeby wnieść tam krzyż – mówi ks. Orzechowski. – Wymyśliliśmy, że wsuniemy oknem przynajmniej pionową belkę – ale ostatecznie udało się tak manewrować, żeby cały krzyż wsunąć oknem do środka. W Mieścisku kościół jest remontowany, więc krzyż leżał w pustym wnętrzu na materacach. W Szczepanowie, gdzie również prowadzony jest generalny remont, czuwanie wprawdzie odbyło się w świetlicy, ale później po remontowych belkach wniesiono krzyż także do kościoła i położono na nim krzyż, który zawiśnie na belce tęczowej. W Kłecku pomieszczenia były za niskie, krzyża nie można było ustawić, leżał więc na ziemi, na ułożonych w kształcie krzyża tkaninach. W Łopiennie ułożyliśmy go na ustawionych w kształcie krzyża ławkach, ozdobionych malowanymi przez dzieci obrazkami. Dzieci potem modliły się przy nim spontanicznie, kładąc się na nim czy powtarzając głośno słowa swojej modlitwy…
 
Krzyż w sercach
 
– Piękne było spotkanie w gnieźnieńskim Karmelu – śmieje się ks. Orzechowski. – Pojawiła się wolna chwila, zadzwoniłem więc do sióstr i powiedziałem, że nie wiem, czy lubią spontaniczne akcje, ale my za piętnaście minut będziemy u nich z krzyżem. Wsunęliśmy jedną belkę krzyża przez kratę do kaplicy, a siostry otoczyły ją i tak się modliły. Potem przełożona mówiła, że dwie z sióstr jako młode dziewczyny jeździły za tym krzyżem na Światowe Dni Młodzieży, więc to spotkanie w Karmelu było dla nich ogromnym przeżyciem. I że chociaż tylko fragment krzyża mógł się pojawić w ich kaplicy, one cały ten krzyż już mają w swoich sercach i będą się bardzo modlić za młodzież i ŚDM.

Jesteście piękni
 
– Dla mnie ważnym doświadczeniem tych dni było odkrycie, że z krzyżem naprawdę można się zaprzyjaźnić – mówi ks. Orzechowski. – To było widoczne zwłaszcza tam, gdzie ludzie mogliby się buntować i mieć do Pana Boga pretensje, wśród chorych i cierpiących. Oni pokazywali, że do krzyża można podejść, przytulić go, ucałować. Odkryłem, że do krzyża można zatęsknić i żegnać go z łezką w oku… Dzięki temu, że Jezus umarł na krzyżu, ten krzyż, który chcielibyśmy odrzucić, bo jest ciężarem, może stać się naszym przyjacielem i miejscem doświadczania miłości. Zbieram teraz świadectwa od księży i świeckich, że przeżyli prawdziwe spotkanie nie z kawałkiem drewna, ale z żywą osobą Jezusa. A jeden z proboszczów powiedział do swoich parafian: „Nawet nie wiecie, jacy piękni jesteście, kiedy się modlicie”. Wierzę, że to zaowocuje. 
 
Monika Białkowska
Przewodnik Katolicki 20/2016 

fot. Aleteia Image Department Canonization 2014 - The Power of the Cross
Flickr (cc)
 
Zobacz także
Agnieszka Woś
Jeden z bardziej znanych w XX wieku uzdrawiaczy i jasnowidzów Edgar Cayce uzdrawiał podczas seansu hipnotycznego. Przez wiele lat sądził, że ta moc pochodzi od Boga. W końcu domyślił się, że jest narzędziem w rękach diabła. Jednak nie był już w stanie wyplątać się z pajęczyny, w jaką uwikłał... Jaka moc i zło tkwi w hipozie?
 
Krzysztof
Wywodzę się z rozbitej rodziny, powiem mocno: patologicznej. Gdy miałem 2 lata, moi rodzice rozeszli się. Od tego czasu na głowie mamy spoczął cały dom. Sama musiała wychować trójkę dzieci, bo mam jeszcze starsze rodzeństwo, i pracować na utrzymanie...
 
Ewelina Gładysz
Teren rodziny jest w pewien sposób zaminowany – jeśli możemy użyć takiego militarnego porównania – jeśli chodzi o mężczyzn dojrzewających do ojcostwa. I choć nie wiem, jak bardzo tęsknym okiem spoglądamy w przeszłość, to nie ma powrotu do czasów patriarchalnych. Jednak faktycznie w odległych czasach było naturalne, że starszy uczył się od młodszego. Dzisiaj liczy się nie dojrzałość, ale młodzieńczość.  

O ojcostwie z inicjatorem Tato.Net, Dariuszem Cupiałem rozmawia Ewelina Gładysz
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー