logo
Sobota, 26 września 2020 r.
imieniny:
Kosmy, Damiana, Justyny, Łucji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Zdzisław Kupczak
Moja droga do Boga
materiał własny
 


Moja droga do Boga - Świadectwo

Jestem 33 letnim mężczyzną żyjącym od ponad dziesięciu lat z dala od Kościoła. Moim pragnieniem było odszukanie Boga, i choć było to pragnienie bardzo silne nigdy go nie odnalazłem. Był tak blisko mnie, żył w moim sercu a ja poszukiwałem wszędzie tylko zapomniałem o miejscu w którym naprawdę można go spotkać. Tym miejscem jest Kościół od którego odszedłem i chciałem na własną rękę odszukać to szczęście płynące z przebywania bliżej Pana. Ostatnie moje miesiące były dla mnie miesiącami zwątpienia, cierpienia i żalu - nie wiem do kogo - chyba do siebie i także do wszystkich z którymi miałem kontakt - którzy starali się przekonać mnie że to właśnie oni są prawdziwymi dziećmi Boga, że to oni są prawdziwymi wyznawcami i wszystko poza nimi jest niedobre. Tułałem się wszędzie, odwiedzałem różne religie w których starałem się odszukać to źródło życia które tak bardzo było mi potrzebne zawsze - czułem to wewnątrz, zawsze brakowało mi tego przekonania że On jest we mnie ale wiedziałem że Bóg jest, że jest tak bardzo blisko ale jednak coś nie pozwalało mi odszukać tego światełka życia, byłem ślepy i staczałem się coraz bardziej do krainy ciemności.

W styczniu tego roku będąc u rodziny która jest bardzo katolicka nie chcąc sprawiać im przykrości udałem się do świątyni. Podczas Mszy św. coś się we mnie obudziło, coś przecudownego, coś czego nigdy wcześniej nie odczułem to było cudowne uczucie tak trudne do opisania. Właśnie wtedy uświadomiłem sobie że to jest właśnie znak, znak od Boga który sprawił że poczułem się tak szczęśliwy aż z moich oczu popłynęły łzy. To było wielkie przeżycie dla mnie. Od tamtego momentu znowu oddaliłem się od kościoła ale to co wtedy zdarzyło się pozostało we mnie i zacząłem poszukiwać właśnie Boga w Kościele katolickim, w moim prawdziwym Kościele, od którego tak bardzo się oddaliłem.

Od tamtego momentu czułem pewną pustkę w sercu a moje pragnienie spotkania z Bogiem rosło we mnie cały czas ciągle napotykało jednak ono jakiś wewnętrzny opór. To było coś silnego - wprowadzało zamieszanie w moim umyśle, podpowiadało żeby nie, że to pomyłka, że to tylko takie tam sobie zdarzenie. Zrozumiałem to ale kiedy próbowałem z tym walczyć to "coś" wykorzystało najgorszą broń przeciwko mnie. Tą bronią były moje słabości, moje słabe strony charakteru polegające na strachu przed nowym, przed kościołem, przed ludźmi (co oni powiedzą). Ten strach był przeogromny...

Pewnego dnia poznałem miłą Panią w internecie która zapytała mnie o to czy jestem katolikiem. Niesamowicie mnie to zaskoczyło, czułem się troszkę nieswojo ale nie chciałem kłamać. Odpowiedziałem że jestem człowiekiem poszukującym a Ona mi na to odpowiedziała że właśnie niedawno powróciła do Boga, do Kościoła i czuje się szczęśliwą osobą. Nawiązaliśmy korespondencję e-mailową. Po przeczytaniu jej pierwszego listu, który był przepiękny, przepojony miłością do Boga - biło z niego takie światło które rozbudziło ponownie moje serce i poczułem że to jest to, że ta osoba została skierowana przez Pana żeby mnie oświecić, żeby dać mi nadzieję i energię do walki ze złem. Pięknie mi napisała o tym jak szatan ją zwodził, jak nie pozwolił jej na powrót do Kościoła.

Napisała mi coś nad czym nigdy się nie zastanawiałem z racji tego że wszystko co było związane z moimi poszukiwaniami starałem się rozwiązać myślowo - dosłownie wszystko co dotyczyło Boga próbowałem w ten sposób rozwiązać i myślałem że tylko tak mogę poznać Prawdziwego Boga ale myliłem się strasznie i kiedy przeczytałem to co mi napisała uświadomiłem sobie że popełniam wielki błąd, że w taki sposób będę cierpiał zawsze do końca życia i nigdy nie poznam prawdziwego Boga. Napisała mi tak:
"Pamiętaj tylko serce ma rację - nie rozum. Zawsze ta pierwsza reakcja wewnętrzna - na coś - to głos serca - i jego się tylko słuchaj, a nie pogubisz się. Po chwili w człowieku już przemawia rozum, kalkulacja, myślenie rozumem a nie sercem. Przecież wszędzie spotkasz słowa: Jezus mieszka w moim sercu - a nie spotkasz, że w rozumie. Owszem rozum jest istotny ale mam tutaj na myśli dla Ciebie Zdzisiu konkretną radę, słuchaj się serca swego, czyli pierwszej myśli, tej najpierwszej - bo jest z serca. Czegokolwiek by to dotyczyło. Wiem, że to trudne. Na tym polega właśnie skupienie wewnętrzne w życiu codziennym i to czuwanie, o którym na pewno słyszałeś nie raz. Skupienie by wyłapać tę pierwszą myśl, co podpowiada serce".

Listy od tej osoby bardzo mnie poruszyły i poczułem, że muszę coś zrobić w końcu pewnego dnia od samiutkiego ranka walczyłem ze złem, z tymi przedziwnymi myślami, które odciągały mnie od zamiaru pójścia do kościoła. Czułem wielką moc szatana, czułem jak stara się w różny sposób odciągnąć mnie do tego zamiaru. Ten dzień był dla mnie wielkim przeżyciem - udałem się do kościółka na wieczorną mszę, mój strach był wielki ale czułem że coś mnie prowadzi, że wszystko będzie w porządku choć będąc już w środku po tym długim okresie życia w ciemności ogarniał mnie lęk i strach - chciałem wyjść i walczyłem z nim, z szatanem, który uderzał właśnie w ten mój najsłabszy punkt którym jest ten mój strach. To było niesamowite - usłyszałem jak ktoś puka i uświadomiłem sobie co to jest. Wiedziałem że to kapłan spowiada swoje owieczki - ta myśl mnie sparaliżowała i lęk był jeszcze większy, ogromny ale w końcu postanowiłem że pójdę porozmawiać z Bogiem, że powiem mu o wszystkim, o moich poszukiwaniach, o tym jak bardzo zgrzeszyłem...

Jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem - to był płacz, normalny płacz z żalu za to wszystko co uczyniłem. To cudowne uczucie takie trudne do opisania. Po spowiedzi poczułem się taki wolny, taki szczęśliwy i poznałem przyjaciela, wspaniałego człowieka, ks. Antoniego, który jest pasterzem w naszej parafii. Umówiliśmy się na rozmowę po mszy św. i było naprawdę miło - nasza rozmowa przebiegała właśnie w duchu miłości, przyjaźni, było naprawdę bardzo miło. Od tej pory uczęszczam na msze św. regularnie ale nie tak jak kiedyś kiedy zwątpiłem i odszedłem, teraz to jest takie wewnętrzne pragnienie, takie przeogromne pragnienie spotkania się z Bogiem. Podczas każdego takiego spotkania moje oczy napełniają się łzami, to takie krępujące jak inni spoglądają na człowieka, na mężczyznę prawie płaczącego ale to jest tak cudowne uczucie, czuję się tak szczęśliwy teraz do tego stopnia że każde spotkanie, każda rozmowa o Naszym Panu Bogu doprowadza mnie do takiego stanu, do szczęścia które jest tak wielkie że wyciska łzy z moich oczu.

Bardzo proszę o modlitwę za wszystkich, za wszystkich ludzi przez których Bóg przemówił i w jakiś sposób sprawili że przebudziłem się i dzięki nim moje życie teraz jest pełne szczęścia i radości. Niech Duch Święty oświeci wszystkich niewierzących, niech napełni ich serca swoją mocą i da im siłę do pokonania zła i szybkiego powrotu do Boga - do tego jedynego źródła życia bez którego życie nie ma sensu ani żadnego celu. Niech nie umierają jeszcze i odkryją w sobie prawdziwą radość, prawdziwe szczęście i miłość która mieszka w ich sercach tylko oni są ślepi tak jak ja byłem przez wiele lat. Proszę o modlitwę za wszystkich prawdziwie wierzących - niech ich serca czerpią radość i energię ze służby dla Pana i niech rozdają szczęście, radość i miłość każdemu.

Proszę także o modlitwę za moją koleżankę Agnieszkę dzięki której moje serce zapragnęło powrócić do Boga a także za koleżankę Urszulę, która przebywa teraz w Taize, w tym cudownym miejscu do którego wyjechała żeby być bliżej Pana, żeby walczyć ze swoimi słabościami. Proszę także o modlitwę za mnie, za malutkiego upadłego człowieka który doznał tylu radości i szczęścia w ostatnich dniach ale który czuje że jest jeszcze słaby żeby samemu oprzeć się siłom zła. Teraz to jest szczególnie trudne, jestem tego świadom i czuje to ale nie chcę powrócić do tego co było, więc bardzo proszę o wsparcie w modlitwie żebym już nigdy nie opuścił mojego przyjaciela, który teraz mieszka w moim sercu, który daje mi teraz tyle radości i szczęścia i dzięki któremu moje życie nabrało kolorów. Tak bardzo pragnę żeby to już nigdy się nie zmieniło, chcę być tak blisko.

Przepraszam za te nieudolne zdania ale miałem takie pragnienie napisać o tym co mnie spotkało.

Zdzisław Kupczak
(adres e-mail znany redakcji)

 
Zobacz także
ks. Edward Staniek
Twój brat był umarły a znów ożył. Zaginął a odnalazł się (Łk 15, 5). Spotykamy się z Jezusem jako lekarzem. Grzech rozumie On jako chorobę. Można w niej trwać – wtedy to choroba przewlekła. Można w niej umrzeć – i wówczas jest to choroba śmiertelna. Do tej prawdy nawiązuje przypowieści o Synu Marnotrawnym, gdy Ojciec tłumaczy drugiemu synowi, że jego brat był umarły, a ożył.
 
ks. Edward Staniek
Niedziela Palmowa jest dniem wyjątkowym nie tylko z powodu radości zawieszającej na chwilę poważny nastrój Wielkiego Postu, ale również dlatego, że rozpoczyna Wielki Tydzień, a więc najważniejsze dni w roku liturgicznym. Ale ponad rozkołysanymi palmami w rękach wiwatujących tłumów słuchać już krzyk tych samych ludzi: ukrzyżuj Go!, a na horyzoncie widać zarys Krzyża wzniesionego na Golgocie. 
 
Ks. Krzysztof Wons SDS
Gdy byłem brzdącem, biegałem jak oszalały po podwórku i nie cieszyłem się wśród kolegów opinią świętego. Nikt mi nie mówił "pochwalonego", bo nie urodziłem się w koloratce. Wszyscy wiedzieli, że nie spadłem z nieba i że mieszkam w bloku na parterze. Na podwórko schodziłem bardzo szybko, po trzy schody, wolniej za to maszerowałem do szkoły. Każdy z moich kompanów założyłby się wówczas ze mną, że takiemu jak ja nigdy habitu nie uszyją...
 
 
___________________
 
 reklama