logo
Poniedziałek, 15 sierpnia 2022 r.
imieniny:

Marii, Napoleona, Stelii – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Katoflix

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jan Smolec
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina
Zeszyty Formacji Duchowej
 


  Jeśli zło pewne
  to dobro pewniejsze
  bo zło jest tylko
  dobra zaprzeczeniem
  i niczym więcej
  zło nie istnieje
  tylko się podszywa
  pod cudze szyldy
  fałszuje nadzieję
  jest cienia cieniem
  dobro jest pierwsze
  w świetle chodzi śmiało
  patrz jak zło z tyłu
  czołga się w popiele
  czekając nocy
  a wtedy szaleje
  bo czasu ma mało
  jeszcze drapieżne
  jeszcze zada ranę
  już pokonane!

Było to w październiku 1996 rok. W czasie Seminarium Odnowy w Duchu Świętym rozważaliśmy drugą prawdę ewangelizacyjną, która dotyczy problemu grzeszności człowieka i ukazuje dramat grzechu, jako przeszkody do pełnego odkrycia miłości Boga i jej osobistego doświadczenia. Prowadzący seminarium rozpoczął katechezę od pytania, skierowanego bezpośrednio do mnie. (Ksiądz, biorący udział w seminarium jako zwyczajny uczestnik, to całkiem niezły "materiał poglądowy"...). Pytanie brzmiało: "Czy cieszysz się, że jesteś grzesznikiem?" Można sobie wyobrazić, ile najróżniejszych i sprzecznych ze sobą myśli przemknęło mi przez głowę w czasie tych kilku sekund pomiędzy pytaniem a moją odpowiedzią: odpowiedzią twierdzącą!

Jestem grzesznikiem, któremu przebaczono

Jestem grzesznikiem, ukochanym przez Boga, jestem grzesznikiem, w którym – we mnie, nie w moim grzechu – Bóg ma upodobanie. Ze względu na mnie, z powodu mojego grzechu, natrudził się Boży Syn, wraz ze współcierpiącym Ojcem i w jedności działania z Ich osobową i wszechmocną Miłością – Duchem Świętym. Nie poznałbym takiej miłości, nie doświadczyłbym w taki sposób miłości Boga, gdyby nie mój grzech. Gdyby nie moja grzeszność..., czy wiedziałbym, że Bóg kocha mnie aż tak?

Niezwykłym sprzymierzeńcem, a raczej nauczycielem, swego rodzaju prekursorem takiego ujmowania grzechu i grzeszności jest najwspanialsza liturgia roku – Wigilia Paschalna Nocy Zmartwychwstania, a w niej cudowne Orędzie Paschalne, w którym Kościół nie waha się śpiewać (nie tylko mówić, ale głośno, radośnie i dostojnie śpiewać) o  szczęśliwej winie, o  koniecznym  grzechu:

O, jak przedziwna łaskawość Twej dobroci dla nas! O, jak niepojęta jest Twoja miłość: aby wykupić niewolnika, wydałeś swego Syna. O, zaiste konieczny był grzech Adama, który został zgładzony śmiercią Chrystusa! O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!

Nie potrafię inaczej rozpocząć refleksji na temat mojego przeżywania własnej winy, nie umiem tych rozważań budować na innym niż ten fundamencie: jestem chory, lecz mam wspaniałego lekarza (pierwszego kontaktu!), który zresztą właśnie ze względu na chorych przyszedł, do tych, którzy się źle mają. Całe moje życie – mojego grzechu nie wyłączając – przeżywam w środowisku tej Bożej miłości, która jest samym miłosierdziem i pełnią łaskawości. Wiem, i często śpiewam wraz ze Wspólnotą Miłości Ukrzyżowanej: Jestem kochany z moim grzechem, jestem kochany z mą słabością, za darmo ukochał mnie Pan, umarł za mnie i zmartwychwstał, abym żył. Tak, raduję się, że jestem grzesznikiem, kochanym bezgraniczną miłością, raduję się, bo jestem grzesznikiem, któremu Pan okazał miłosierdzie.

Jestem jak Zacheusz, celnik ze świątyni, jawnogrzesznica przyprowadzona do Jezusa. Jest nas tak wielu, oszołomionych niezasłużonym szczęściem - grzeszników, którym przebaczono.

W moim doświadczeniu własnego grzechu najgłębiej dotyka mnie paradoksalność tego zjawiska. Refleksja nad własną grzesznością ukazuje mi wiele paradoksów, przeciwstawnych uczuć; doświadczenie, że jestem grzesznikiem, pełne jest sprzeczności.

Dotknąłem już pierwszego z tych paradoksów, wyznając moją radość – radość grzesznika. Ale przecież – właśnie to jest paradoksalne – uwikłanie w grzech jest straszliwym nieszczęściem, bólem i ciężarem, z pewnością najbardziej uciążliwym. Przeżywanie własnego grzechu jest najdotkliwiej raniącym moje serce doświadczeniem cierpienia.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Rafał Huzarski SJ

Nie tylko odpady zaśmiecają przestrzeń wokół nas, nasz sposób mówienia też odnosi sukcesy na tym polu. Gdyby podzielić nasze słowa według biblijnej mądrości „Życie i śmierć są w mocy języka, [jak] kto go lubi [używać], tak i spożyje zeń owoc (Prz 18,21) – można by usypać dwie hałdy: słów niosących życie i słów niosących śmierć. Nad którą z nich intensywnie pracujesz, a która rośnie ci sama?

 
Andrzej Kamiński OP
Życie duchowe można porównać do miłości między kobietą a mężczyzną. Zawsze za­czynamy od zakochania, zafascynowania się sobą nawzajem, „odlotu”. Później trzeba jednak przejść do budowania relacji, bo stan zakochania w pewnym momencie się kończy. Relację buduje się dzięki wierności. To wte­dy postawę „co ja będę z tego miał (miała)” zamieniamy na postawę „jesteś dla mnie naj­ważniejsza (najważniejszy)”. Podobnie jest z wiarą w Boga... 
 
Ewa Olszewska

Zauważenie drugiego, dostrzeżenie jego cierpienia, współczucie i pomoc to zjawiska, które mają miejsce między ludźmi. To pakiet, który możemy otrzymać od tych, którzy są nam bliscy, którym ufa­my. Trudno stwierdzić, na ile przekonanie o tej prawidłowości jest powszechne. Na pewno nie jest popularne wśród osób zgłaszają­cych się na terapię. Decyzji o jej rozpoczęciu towarzyszy, niekiedy ją wzmacnia, przeświadczenie, że nie mogę skorzystać z pomocy bliskich, bo jestem samotny i bliskich nie posiadam. 

 
 
___________________
 
 reklama

katolicyzm