Katolik.pl - Moje miejsce na ziemi
logo
Środa, 21 października 2020 r.
imieniny:
Celiny, Hilarego, Janusza, Jakuba Strzemię, Urszuli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Barbara Trzos
Moje miejsce na ziemi
Wychowawca
 


Człowiek potrzebuje do życia sprzyjającego środowiska i dachu nad głową – rodziny i domu. W języku hebrajskim sam termin Bath oznacza dom i rodzinę (w słowach złożonych beth, np. Beth-el - dom Boga).
 
Bóg nie ogranicza się do dania człowiekowi tylko rodziny naturalnej i jedynie materialnego miejsca zamieszkania. On pragnie wprowadzić człowieka do własnego domu i to nie w charakterze sługi, lecz jako syna. Dlatego właśnie zamieszkawszy pośrodku Izraela, w świątyni, posłał jedynego Syna, by zbudował z kamieni żywych mieszkanie duchowe, dostępne dla wszystkich ludzi.
 
Potrzeba posiadania domu jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Im większa ingerencja w życie jednostki i rodziny różnych instytucji i organizacji, tym bardziej wzrasta tendencja do indywidualizacji życia i prywatności. Słowa związane z pojęciem domu mają wielką wagę, bo język jest odzwierciedleniem tego co myślimy. Uprzemysłowienie Europy w wiekach średnich zaznaczyło się we wszystkich aspektach życia codziennego, także w życiu domowym. Ludzie biedni mieli tak małe domy, że życie rodzinne było ograniczone, a ciasne, jednoizbowe nory były zaledwie schronieniem. Dzieci starsze szły na służbę, wcześnie rozstając się z rodziną, tylko maleńkie pozostawały z rodzicami. Swobodę korzystania z dobrobytu ekonomicznego mieli mieszczanie. Typowy mieszczański dom w XVI wieku służył jako miejsce do mieszkania i do pracy zarazem. Główną kondygnację domu zajmował sklep, a jeśli właściciel był rzemieślnikiem, to pracownia lub warsztat. Powierzchnię mieszkalną dla rodziny tworzyło jedno ogromne pomieszczenie, otwarte aż po belki stropowe. Tutaj gotowano, spożywano posiłki, tu odpoczywano i spano. Pomieszczenie to było umeblowane niezwykle prostymi sprzętami. Najczęściej były to skrzynie, które służyły równocześnie za siedziska i schowki, ławy, stołki i stoły rozstawione na kobyłkach. Łóżka były też składane. Poza gotowaniem i spożywaniem posiłków, w pomieszczeniu tym przyjmowano gości, załatwiano interesy, a w nocy służyło ono do spania. Wypełnianie tych funkcji umożliwiało ustawiczne przestawianie sprzętów, usuwanie jednych i wnoszenie innych. W domach tych mieszkała duża liczba ludzi: właściwa rodzina, najemni pracownicy, służba, przyjaciele. Gromada licząca dwadzieścia pięć osób nie była rzadkością, wobec tego niemożliwa była wszelka prywatność. Od końca średniowiecza aż do XVII wieku warunki domowego życia zmieniały się bardzo powoli.
 
Pojawienie się wynajmowanych pomieszczeń do pracy sprawiło, że dom zaczął stawać się dla świata zewnętrznego bardziej prywatnym miejscem. Jednocześnie rosło poczucie intymności i utożsamianie domu wyłącznie z życiem rodzinnym. Rosnące coraz bardziej poczucie intymności było „wynalazkiem” nie mniejszym niż usprawnienia techniczne. Zbyt ryzykowne byłoby twierdzenie, że idea domu rodzinnego po raz pierwszy zaistniała w świadomości człowieka w jakimś określonym miejscu czy czasie. Trudno też doszukiwać się indywidualnego twórcy, którego intuicji można by to zawdzięczać. Miejsce zamieszkania zmieniło się w prawdziwy dom, pociągając za sobą prywatność i domowość, która kojarzy się z rodziną, swojskością, oddaleniem, a także ze znaczeniem domu urzeczywistniającym, a nie tylko chroniącym te uczucia. Dom przestał być odgrodzeniem od rozmaitych niebezpieczeństw i schronieniem przed obcymi; chociaż te ważne funkcje pozostały, to jednak stał się siedzibą rodziny i jej prywatnego życia. I tak np. angielski mieszczański dom był zamkniętym światem, gdzie wpuszczano tylko gości dobrze widzianych, resztę trzymano na dystans, a spokój rodziny i jednostki był tak rzadko naruszany, jak tylko to było możliwe. Etykieta domowa opierała się przede wszystkim na powściągliwości; najbliżsi sąsiedzi doręczali przez służących liściki, żeby uniknąć niezapowiedzianych wizyt. Niegrzecznie było „wpadać” bez zapowiedzenia się nawet do bliskich przyjaciół. Należało przedtem zostawić swój bilet wizytowy i poczekać na odpowiedź. To Anglicy ukuli porzekadło: „Mój dom – moja twierdza”. Nie znaczy to wcale, że życie tej twierdzy ma być odizolowane od reszty świata głęboką fosą i murem obronnym. Właściwe wyważanie zamknięcia wewnętrznego rodziny w domu, aby zachowując swą prywatność włączała się ona w tok wydarzeń otaczającego świata, jest niezwykle istotne dla jej dobrego funkcjonowania. Pod tym względem poszczególne domy bardzo się między sobą różnią. Spotykamy domy podobne do twierdz, do których nikogo się nie wpuszcza w obawie przed krytyką, zabrudzeniem pomieszczeń, bądź zdaniem domowników nikt nie jest godny dostąpienia zaszczytu zaproszenia. W takich domach nikt nie gości i domownicy właściwie u nikogo również nie bywają. Z wychowawczego punktu widzenia zarówno dom – twierdza jak i dom otwarty nie stwarzają korzystnego środowiska życia dziecka. Domy – twierdze kształtują rodzaj egoizmu grupowego, który dziecko bardzo wcześnie sobie przyswaja, a to z kolei utrudnia nawiązywanie kontaktów i współżycie z innymi ludźmi, natomiast domy otwarte sprawiają, że dziecko przestaje różnicować kręgi bliskości. Wielość osób przewijających się przez dom kształtuje w nim przekonanie, że wszystko można dawać bez wyboru, z jednakowym natężeniem uczuciowym i w tym samym zakresie. Tymczasem dla kształtowania osobowości ogromnie ważne jest zrozumienie, że chociaż zawsze powinniśmy być gotowi do świadczenia na rzecz innych ludzi, a także brania od nich w razie potrzeby, to jedną z ważnych cech przystosowania się do świata dorosłych jest umiejętność rozróżnienia kręgów swojej aktywności i odpowiedzialności.
 
Dom rodzinny
 
Człowiek bardzo pragnie mieć jakieś miejsce, w którym czułby się u siebie, jakieś gniazdo, jak mówi stare przysłowie, jakiś dach, który by osłaniał jego prywatne życie. Chce mieć takie miejsce schronienia we własnym kraju, gdzie znajduje się jego dom rodzinny i dziedzictwo, którego nikt nie powinien go pozbawiać, ani nawet pragnąć jego własności.
 
Dom przedstawia tak wielką wartość, że ten który dopiero co go zbudował, nie powinien być pozbawiony szczęścia radowania się nim. Dlatego w Izraelu prawo zwalniało z pojęcia ryzyka wojny (nawet gdyby to była wojna święta) człowieka, który dopiero co zbudował sobie dom. W domu rodzinnym dziecko uczy się właściwych sposobów reagowania i zachowania, nabywa to, co potocznie określa się mianem obycia, ogłady. Starsze pokolenie zna określenie kindersztuba. Oznaczało owe dobre podstawy wychowania, wyniesione z domu rodzinnego, przede wszystkim ogładę i kulturę w sposobie zachowania się. Jeżeli u dziecka, a potem u człowieka dorosłego nie występują wymienione cechy, jest to wyraz zaniedbań wychowawczych lub niskiego poziomu kulturalnego domu, w którym się wychowywał. Parafrazując włoskie przysłowie, można powiedzieć, że tylko „ten ma dobry cień, kto się opiera o dobre drzewo”.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Aleksandra Wojtyna
Najpierw trzeba wyjść od tego, kogo Pan Jezus nazywa błogosławionymi z powodu smutku i zaraz potem składa obietnicę, że ci będą pocieszeni. Bynajmniej nie chodzi tu o smutasów i malkontentów wiecznie niezadowolonych i narzekających, a tak naprawdę niewiele robiących, by poprawić to, przez co są smutni. Taki smutek niszczy człowieka od wewnątrz, bo odbiera nadzieję i zajmuje smutnego tylko nim samym. Nie taki smutek błogosławi Chrystus na Górze. 
 
Stanisław Grygiel
Radością jest tylko Bóg, który rodzi Syna i w Nim, z Nim oraz dla Niego powołuje wszystko z nicości do bycia. Człowiek uczestniczy w radości Boga w tej mierze, w jakiej wchodzi w Jego życie, a wchodzi w nie, nawracając się codziennie do pięknej prawdy i do pięknego dobra, objawiających się w osobach obecnych dla siebie nawzajem. Piękna prawda i piękne dobro wzywają człowieka do miłości „na obraz i podobieństwo” Miłości Ojca i Syna. Tylko Ich Miłość jest radością. Człowiek natomiast staje się nią w tej mierze, w jakiej staje się miłością innych. 
 
Ks. Mariusz Berko
W porze deszczowej na Bahia w Brazylii, woda spada z nieba nagle, obficie i zmienia wszystko w rwące rzeki lub rozległe jeziora w środku wielkiego miasta, Salvador.W czasie takiego deszczu widoczność spada do zera i najlepiej wtedy wjechać na jakieś wzniesienie i czekać... W taką właśnie pogodę jechałem do centrum, aby odprawić Mszę św. w jednym z kościołów. Na jednym ze skrzyżowań wielka laguna wody, a w środku stojąca dziewczyna...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー