logo
Poniedziałek, 06 lipca 2020 r.
imieniny:
Dominiki, Jaropełka, Łucji, Marii Teresy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Jan Szpilka SDS
Moje zaufanie Bogu i Jego Opatrzności
 


Moje zaufanie Bogu i Jego Opatrzności
 
1. Islamska Republika Komorów.
 
Islam jest na Komorach wszechobecny. Przypominają o tym bardzo liczne minarety meczetów, hałaśliwe wezwania do modlitwy w języku arabskim, zasłonięte kobiety, ubrani na biało mężczyźni z muzułmańskimi koronkami modlitewnymi na których medytują atrybuty Allacha. O islamskim charakterze kraju przypomina nazwa kraju, jego flaga, arabski charakter starej pisowni. Islam jest religią totalitarną, która wyciska swoje piętno na wszystkich momentach życia. Bardzo łatwo jest zostać muzułmaninem. Islam opiera się na 5 zasadach-kolumnach: wyznanie wiary (shahada), modlitwa pięć razy dziennie, post, jałmużna (zakat) i pielgrzymka do Mekki (hadj). Jest bardzo prosty. Bóg Jedyny i Wszechmogący objawił ludziom Koran przez pośrednictwo swojego proroka Mahometa. Człowiek ma obowiązek poddać się Bogu, i to poddanie nazywa się islamem. W praktyce oznacza to podporządkowanie się nakazom i przepisom Koranu, który jest czystym Słowem Bożym. Według dostojników islamskich (imamów), zarówno Stary Testament jak i Ewangelie są zawarte już w Koranie. Święta księga islamu potępia Żydów za to, że nie uznali Jezusa jako proroka i chrześcijan za to, że ubóstwili Jezusa oraz sfałszowali Biblię, która zapowiadała nadejście proroka Mahometa. Za apostazję od islamu grozi kara śmierci.
 
2. Chrześcijańska obecność na Komorach.
 
Archipelag Komorów zetknął się z chrześcijaństwem już w XVI wieku kiedy to okręty portugalskie, holenderskie, angielskie i francuskie pojawiły się na Oceanie Indyjskim. Ale w tym czasie księżycowe wyspy (nazywane tak, ze względu na iście księżycowy krajobraz) były już mocno zislamizowane. Typowa akcja misyjna nigdy nie była możliwa na tym archipelagu. Arabscy sułtanowie nieufnym okiem patrzyli na obcych przybyszów, którzy zagrażali ich interesom a także ich religii i obyczajom. Gdy w XIX wieku archipelag stał się francuską kolonią, nowe władze o nastawieniu masońskim, nie żywiły wielkich sympatii do Kościoła. Na przestrzeni tych lat, chrześcijańska diaspora składała się z obcych przybyszów, tzn., francuskich kolonistów, Kreoli, Malgaszy z Madagaskaru i Afrykańczyków z czarnego kontynentu. Przepowiadanie Ewangelii wśród miejscowej, tubylczej ludności było zabronione. Z chwilą uzyskanie niepodległości w 1975 roku było na Archipelagu 5 kościołów, tzn. 2 na Majocie i po jednym na trzech pozostałych wyspach (Ngazidja, Ndzwani i Mwali). Burzliwe lata po uzyskaniu niepodległości, niechęć miejscowej ludności do kolonistów, a także fundamentalizm islamski, zmusiły europejską ludność do opuszczenia tych wysp. Pozostało tutaj niewielu katolików, a niektórzy z nich, zwłaszcza liczni Kreole zostali zasymilowani przez islam. Aktualna chrześcijańska diaspora rekrutuje się z emigrantów z sąsiednich krajów i kontynentu afrykańskiego, którzy to z różnych racji pozostają na archipelagu. Gdy się do tego dorzuci garstkę Europejczyków pracujących w różnych organizacjach, to wyłania się z tego międzynarodowa, chrześcijańska wspólnota gdzie spotykają się razem 4 kontynenty. Wśród tej ludności praca duszpasterska i pastoralna jest prowadzona bez żadnych utrudnień.
 
Od 1997 są tutaj obecni Salwatorianie, którzy to po raz pierwszy i na życzenie Stolicy Apostolskiej podjęli się misyjnej pracy w islamskim (100%) kraju. Kiedy tu dotarłem w 1997 roku, była to dla mnie wyprawa w nieznane, gdyż tym szlakiem nie wędrował jeszcze żaden salwatorianin. Ksiądz Jean Peault, którego miałem zastąpić starał się wprowadzić mnie w nową i jakże odmienną dla mnie rzeczywistość niż ta z którą to miałem do czynienia na kontynencie afrykańskim. Pojąłem od razu, że chrześcijańska obecność w islamskim kraju nie należy do łatwych. W obliczu tych trudności, kiedy trzeba było zaakceptować misyjne posłanie na podobieństwo Jonasza wzbraniałem się przed nią, ale Pan przezwyciężył moje opory. I tak oto znalazłem się w islamskiej republice. Dla wielu kapłanów i zakonników praca w tym kraju wydaje się nie mieć sensu, bo przecież wiadomo, że nie będzie ani nawróceń, ani też i powołań. Fakt, że dotychczasowe próby implantacji chrześcijaństwa na tych wyspach nigdy się nie powiodły, może stać się elementem deprymującym. Po co więc zostawać w kraju, w którym otwarte mówienie o Chrystusie i Ewangelii nie jest możliwe i gdzie nawet i dzwony zmuszone są do milczenia? Czyż nie lepiej pójść tam gdzie ludzie czekają na kapłana i gdzie są szanse na nawrócenia? W jaki sposób realizować nasze salwatoriańskie powołanie głoszenia Ewangelii wszelkimi sposobami? Było to dla mnie przejście przez pustynię, czas przemyślenia i ponownego zdefiniowania i pogłębienia mojego powołania. Jak być salwatorianinem w Islamskiej Republice Komorów ?
 
3. Niezbadane drogi Bożej Opatrzności.
 
Są w życiu pewne ważne momenty kiedy trzeba się zastanowić nad sensem tego, co robię. Nasze ludzkie życie jest równaniem z wieloma niewiadomymi. Kluczem do rozwiązania jest sam Bóg. Boża interwencja nie ogranicza się wyłącznie do aktu stworzenia, a jest ciągłym procesem i to procesem podporządkowanym określonemu celowi. Boski Artysta nie jest samotnym monarchą, który ze swojej transcendencji przygląda się dziełom swych rąk. On jest Panem Wszechświata, On kieruje życiem narodów i jednostek, prowadząc je do określonego celu poprzez tajemnicze i niepojęte drogi. On się w to wszystko angażuje. Jego Opatrzność jest miłością do stworzeń, do dzieł jego rąk. Jest Ona miłością Boga do człowieka. Jest ona troską o przyszłość człowieka.
 
Chrystus Pan kiedy mówiąc o Bożej Opatrzności, nie ucieka się do akademickich wywodów , ale każe patrzeć na piękne polne róże, na ptaki, które nie sieją (Mt 6,28-30). Wahającemu się Piotrowi po bezowocnym połowie, każe wypłynąć na głębię. On przypomina, że Bóg jest Ojcem. On, jako Syn ufa i wierzy swemu Ojcu i to nie tylko w deklaracjach, ale po przez całe swe życie. Jest bardzo aktywny i dynamiczny w swej misji, ale równocześnie głęboko ufającym swemu Ojcu. Jego wierność prowadzi go do śmierci na Krzyżu. Boża logika, Boża Opatrzność jaśnieją w Chrystusie. Bóg odpowiada na nasze prośby, na nasze skargi, a nawet na nasze grzechy, dając nam swego Syna. W Chrystusie, Bóg jest obok nas, obok człowieka, który upada, obok sprawiedliwego, obok niewinnego, który cierpi.
 
Jako chrześcijanom, wypada nam spojrzeć na świat oczyma Chrystusa, który kocha, który jest wierny swemu Ojcu. Jego przykład przypomina, że każdy trud, każda ofiara, nie są stracone, ale stają się elementami Bożej budowli, żywymi kamieniami. On przypomina także, że nawet i porażki mogą się okazać zwycięstwem. Ten, który ufa i wierzy Chrystusowi, zdaje sobie sprawę z mocy zła i grzechu, ale i równocześnie z tego, że Chrystus Pan jest zwycięzcą. Po przez swojego Apostoła przypomina nam, że wszystko sprzyja tym którzy go kochają (Rz 8,28.31.32). Chrześcijańskie posłanie wzywa do zaufania Bogu i równocześnie zaprasza do aktywnego udziału w budowaniu nowego świata, nowej rzeczywistości. Wobec trudności i wyzwań nigdy nie należy kapitulować albo wyzbyć się nadziei, chociaż byłaby ona absurdalna i utopijna. By nie stchórzyć, trzeba spojrzeć w niebo, trzeba spojrzeć na Tego, który ma moc przemienić zło w dobro, ciemność w światło, porażkę w zwycięstwo. Bóg nie zostawił i nigdy nie zostawi mnie samym.
 
4. Powołanie odpowiedzią na Boży apel.
 
Niezależnie od tego jak się tutaj znalazłem, widzę w tym rękę Pana, który mnie wybrał i posłał do tego kraju. Jakkolwiek niewdzięczna byłaby ta obecność w muzułmańskim kraju, to jednak posiada ona swój sens, chociażbym ja sam go czasami nie dostrzegał. Jestem przekonany o tym, że Bóg pragnie byśmy byli instrumentami jego Opatrzności w stosunku do ludzi, którzy nie uwierzyli w Jego Syna. W Bożych planach, ta niema i pozornie bezowocna chrześcijańska obecność, posiada swe znaczenie i przybliża do celu, jakim jest poznanie Chrystusa Pana i Tego, który Go posłał.
 
Ojciec Założyciel przypomina nam o głoszeniu Ewangelii w porę i w nie w porę, i wszelkimi środkami. Jestem przekonany, że ta nasza salwatoriańska obecność w tym kraju wpisuje się w Boże plany, w Bożą logikę, a także i w charyzmat naszego Zgromadzenia. Nie wolno nam wprawdzie mówić o Chrystusie, ale nikt nie zabrania nam głosić Ewangelii przykładem, opieką nad chorymi, modlitwą i poprzez dialog. Jeden z biskupów południowoamerykańskich powiedział, że przykład życia może się okazać jedyną ewangelia, jaką niektórzy przeczytają. Milczący Chrystus na krzyżu głosi Ewangelię o miłości Ojca. Innym razem kiedy uzdrawia chorych i kiedy karmi tłum, kiedy obmywa nogi stopy swoim apostołom, głosi Ewangelię Ojca. Egipski jezuita pisze miedzy innymi: „W Kairze bardzo łatwo jest odróżnić muzułmański sklepik o chrześcijańskiego. Na progu muzułmańskiego sklepu przeczytasz „Bóg jest wielki”. Natomiast u chrześcijańskiego przeczytasz „Bóg jest miłością” U jednych podkreślona jest bardzo mocno transcendencja, a u drugich bliskość Boga poprzez miłość. W tajemnicy Wcielenia, ta miłość stała się ciałem.”
 
5. Chrześcijański bilans.
 
Kiedy skarżymy się na brak owoców, na nieskuteczność naszych metod, On opowiada nam przypowieść o Siewcy. On mówi nam o dobrym Pasterzu zatroskanym o zagubioną owieczkę i te wszystkie, które są jeszcze poza owczarnią.. Nawet i wtedy kiedy rezultaty nie są od razu widoczne, kiedy to każą na siebie czekać, On nie kapituluje nie załamuje rąk. W obliczu pierwszej wielkiej apostazji po nauczaniu o Eucharystii, Chrystus pozostaje wierny swej misji. Nie ulega presji otoczenia, które chciałoby Go pchnąć na inne tory niż te, które przewidział Ojciec. Nawet i wtedy kiedy Jego uczniowie są zawiedzeni, zgorszeni dowiadując się, że ich Pan będzie cierpiał na krzyżu, On nie ustępuje. Pozostaje wierny swej misji, wierny swemu Ojcu. Powracającym z udanej akcji misyjnej uczniom, Chrystus Pan każe się radować nie tyle z rezultatów, co raczej z faktu, że ich imiona zapisane są w niebie. Niełatwym zadaniem będzie dla uczniów Chrystusa podążanie tym szlakiem na którym nie zabraknie bolesnych doświadczeń poddających w wątpliwość ich nadzieję i misję
 
Dzisiaj jak i wczoraj, misyjnej pracy nie należy oceniać tylko ekonomicznymi kryteriami i nie da się jej zamknąć w kategoriach statystycznych gdyż księgowość Królestwa Bożego nie jest podobna do ziemskiej. Gdyby tak było, to nie miałaby sensu praca w jakimkolwiek islamskim kraju. Chociaż ta misyjna praca, ta niema obecność wydaję się być nonsensem, ale wbrew pozorom ma ona swój sens. Ewangeliczny Boży Siewca, wydaje się marnotrawić swój czas, swoją energię i swoje ziarno, a jednak kontynuuje on swój siew. Innym razem w krainie Samarytańskiej Chrystus Pan nie zastał przyjęty. Jego uczniowie oburzeni pragnęliby natychmiast dać krnąbrnym nauczkę, ale Chrystus odmówił. Jego prawda nie potrzebuje miecza, ani też jego Królestwo nie opiera się na jego sile, ale na miłości i służbie i ten, który kocha i służy jest jego uczniem, jego misjonarzem. Umierający na krzyżu Chrystus wydaje się ponosić klęskę. On ufa swemu Ojcu, On wie, że Jego misja nie skończy się fiaskiem. Dla Niego tysiąc lat jest jak jeden dzień i jeden dzień jak tysiąc lat. Ewangeliczny zaczyn potrzebuje czasu żeby podnieść ciasto. Najmniejsze z ziaren, ziarnko gorczycy posiada zadziwiający dynamizm. Potrzebna jest cierpliwość i to muzułmańskie zaufanie, które wyrażają częstym powiedzeniem: in schalah „tak niech się stanie”, które jest dowodem tej skrajnej ufności do Boga, do jakiej są zdolni muzułmanie. Warto się nauczyć od nich tej cnoty.
 
6. Oby moje życie stało się żywą ofiarą na Twoją chwałę.
 
To zanurzenie się w muzułmański świat, pozwala mi spojrzeć z innej perspektywy na piękno chrześcijańskiego posłania dla świata, jego humanizm, a także i pogłębić moje zakonne i kapłańskie powołanie. Przykład tych wielu chrześcijan, którzy to, po przez wieki świadczyli o Chrystusie, często we wrogim dla nich środowisku i to za cenę ofiar, przypomina mi, że nie ma takiego miejsca, takiej chwili, gdzie nie możliwe byłoby głoszenie Ewangelii. Dla jednych rzymskie areny, dla drugich obozowy plac i barak stały się ołtarzem i amboną, dla innych życie kapłańskie i zakonne i dla innych jeszcze rodzina. Wszyscy zawierzyli temu, który ich powołał stając się narzędziami w Jego rękach i żywymi kamieniami dla wznoszącej się Bożej budowli. Dzisiaj chciałbym, aby moje misyjne posługiwanie, w tym nietypowym kraju i nietypowych warunkach, stało się ołtarzem i amboną. Chciałbym aby dzięki naszej chrześcijańskiej obecności, bracia muzułmanie odkryć mogli, że Bóg jest miłością. Aby do tego doszło, trzeba aby moje życie było jej manifestacją. Dzisiaj cieszę się, że wybrałem drogę powołania zakonnego, drogę powołania misyjnego. Dziękuje Bogu za ten dar powołania, za zaufanie, którym mnie Bóg obdarzył i ufam Mu, że doda mi sił, abym pozostał do końca wierny.
 
Ks. Jan Szpilka SDS
 
Zobacz także
br. Grzegorz Ligęza OFMCap.
Prowincjał mi powiedział: jutro jedź na Ukrainę. Na 3 miesiące. A ja nie miałem paszportu. Pojechałem do Nowego Sącza i mówię do pani w okienku, że potrzebuję paszport. To ona, że oczywiście, proszę tu wypełnić taki formularz i go zostawić. A ja jej, że mnie dziś trzeba mieć ten paszport. Muszę jechać, czekam na autobus. To dobrze, wieczorem. Ale ja mam za 2 godziny...
 
Jacek Międlar CM
Wiecznie uśmiechnięty, sympatyczny, gorliwy w pracy, rozmodlony. Można by powiedzieć – po prostu człowiek idealny. Taki obraz świętego towarzyszył mi przez większą część dzieciństwa. Święci na obrazach, ikonach, czy kościelnych witrażach sprawiają wrażenie postaci nieskazitelnych. Ale w rzeczywistości święty to nie człowiek idealny... 
 
Aleksandra Kowal
Zawsze gdy słyszę w czasie Mszy świętej podniosłe słowa prefacji zaczerpnięte z Pisma świętego: "Jesteśmy bowiem plemieniem wybranym, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem odkupionym" - czuję radość i wdzięczność za to, że Bóg wybrał mnie i wezwał do chwały, że włączona zostałam do Jego świętego Kościoła...
 
 
___________________
 
 reklama
 
 
 

 

 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー