logo
Niedziela, 23 września 2018 r.
imieniny:
Bogusława, Liwiusza, Tekli, Konstancjusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
S. Moisa
Mówić czy milczeć?
Pastores
 


„Pewien brat mówił: «Radziłem się mojego ojca, abba Sisoesa (tego z Petry, który był uczniem abba Antoniego), i zapytałem go: ‘Ojcze, co przystoi mnichowi?’. A on położył palce na ustach i odpowiedział: ‘Strzec swoich ust, mój synu’»” (Apoftegmat 176).

„Postaw, Panie, straż moim ustom i wartę przy bramie warg moich!” (Ps 141,3). Trzymać straż to czuwać, jak ten, kto decyduje się wyciszyć w sobie człowieka zmysłowego, aby przemówił w nim Duch, który pragnie doprowadzić go do chwały Ojca. „Celem twego życia nie jest milczenie, lecz miłowanie braci, poznanie samego siebie i przyjęcie Boga” (Reguła życia Jerozolimskich Wspólnot Monastycznych, 30). Milczenie jest tylko środkiem, jakby szkatułką, w której będzie mogło spocząć nowe słowo – słowo modlitwy, adoracji i wyzwolenia.

Mnich nie szuka ani słowa, ani milczenia. Szuka oblicza, obecności. Czy mówi, czy milknie, idzie naprzód z powodu wcielonego Słowa, niestrudzenie, z nienasyconym pragnieniem usłyszenia w głębi swego serca głosu, który szepce: „Pójdź do Ojca” (św. Ignacy Antiocheński, List do Rzymian, VII,2). Dla mnicha istnieje tylko jedno słowo: Jezus.
 

Straż moim ustom
 
Kiedy pierwsi mnisi przemierzali pustynie egipskie, ich pragnieniem była przede wszystkim ucieczka od ludzi w celu zakosztowania ciszy. Agaton przez trzy lata trzymał kamyk w ustach nie po to, by – jak Demostenes – zostać mówcą, ale by się wyćwiczyć w milczeniu. Takie było pierwsze dzieło mnicha, który zbudował swoją ascezę na słowach św. Jakuba Apostoła: „Jeśli ktoś nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało” (Jk 3,2). Panowanie nad swym językiem stanowi zatem dla mnicha wyzwanie zarówno duchowe, jak i ascetyczne. „Oto mały ogień, a jak wielki las podpala. Tak i język jest ogniem (...). Za jego pomocą wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo. Tak być nie może, bracia moi!” (Jk 3,5-10). Aby się ustrzec od grzechu, mnich wybiera milczenie. Zabierać głos to narażać się na niebezpieczeństwo, gdyż obfitość słów nie jest wolna od grzechu ani od próżności: „Niech każdy człowiek wypowiadający wiele słów wie, że jest pusty w środku, nawet jeśli mówi rzeczy godne podziwu. Jeśli miłujesz prawdę, bądź miłośnikiem milczenia” (św. Izaak Syryjczyk, De perfectiona religiosa, 65).
 
Można się domyślać, że milczenie warg nie powinno być celem samym w sobie. Mnich milczy tylko z powodu „czegoś, co rodzi się z milczenia” (św. Izaak Syryjczyk, De perfectiona religiosa, 65). Naznaczony grzechem jak każdy człowiek, próbuje „przez milczenie [nauczyć się] reguł wymowy” (św. Grzegorz z Nazjanzu, Napiętnowanie cesarza Juliana, I,102). Jego milczenie jest więc przede wszystkim miejscem nawrócenia, środkiem – według św. Bazylego – na „oduczenie się” grzechu: „Istnieje bowiem nawet ton głosu, umiar w mówieniu, wybór stosownej chwili i dobór słów właściwy i charakterystyczny dla tych, którzy żyją w pobożności. Są to rzeczy, których nie można przyswoić sobie bez oduczenia się nawyków świata. Milczenie natomiast pozwala na zapominanie o poprzednich przyzwyczajeniach, których już się nie praktykuje, a nadto stwarza sposobność nauczenia się dobrych rzeczy” (Reguły dłuższe, 13). Milczenie prowadzi do nawrócenia, ponieważ niesie łaskę uzdrowienia. Tym, którzy są nieopanowani w mówieniu, Bazyli zaleca „pełne milczenie, dopóki tym sposobem nie zostanie uleczona ich choroba” (Reguły krótsze, 208). W takiej ciszy, będącej – jak mówił Diadoch z Fotyki – „matką bardzo mądrych myśli”, mnich poddaje swe serce ponownemu stworzeniu przez Boga.
 
Podczas dzieła ponownego stwarzania – na które mnich przyzwala, wchodząc na drogę życia monastycznego – otwiera się przed nim droga od poznania siebie, skąd pochodzi czystość serca, do poznania Boga. Właśnie milczenie jest doskonałym „miejscem” poznawania prawdy o sobie. Bez milczenia – jak zauważa Jan bar Kaldun – człowiek nawet nie wie, jaki jest jego stan; grzeszy i w ogóle tego nie wie; nie oczyszcza się, uważając się za sprawiedliwego, ponieważ nie widzi swoich grzechów; nie zna siebie i tego nie wie. Bez milczenia nikt naprawdę nie widzi swoich grzechów. Jest ono niczym wejście w niewiedzę, która spala wszelkie fałszywe poznanie siebie. Ten, kto milknie, wchodzi w niewiedzę siebie, aby poznać siebie w oczach Boga.
 
A jednak przedmiotem zainteresowania mnichów nie jest milczenie samo w sobie. „Pewien brat pytał abba Pojmena: «Czy lepiej jest mówić, czy milczeć?». Starzec mu odpowiedział: «Kto mówi dla Boga, dobrze robi; podobnie i ten, kto milczy dla Boga»” (Apoftegmat 174). Tym, co się liczy, jest owo „dla Boga”, które ukierunkowuje całe życie mnicha i rządzi jego językiem. Ten, kto milknie, może paść ofiarą iluzji, jeśli zatrzyma się jedynie na milczeniu warg. Pojmen powiedział, że „bywa człowiek, który niby to milczy, ale jego serce osądza innych: ten mówi nieustannie. Ale bywa i taki, który mówi od rana do wieczora, a zachowuje milczenie: to znaczy nie mówi nic niepożytecznego” (Apoftegmat 175).
Milczenie zatem jest narzędziem miłości. To miłość je usprawiedliwia. „Gdy milczysz – pisał św. Augustyn – milcz z miłością; gdy mówisz, mów z miłością” (Homilie na Pierwszy List św. Jana, VII,8).
 

Abba, powiedz mi słowo
 
Mnich nie jest więc przede wszystkim tym, kto milczy. Wystrzegając się niczym dżumy słów niepotrzebnych, ćwiczy swój osąd, aby wiedzieć, czy w danym momencie należy mówić, czy też nie. O młodych braciach, którzy podróżowali kiedyś z pewnym starcem, tak powiedział on sam do abba Antoniego: „«Dobrzy to oni są, ale ich zagroda nie ma bramy, i każdy, kto zechce, wchodzi do stajni i odwiązuje osła». Powiedział to w tym sensie, że mówili wszystko, co im ślina na język przyniosła” (św. Antoni Wielki, 18). Św. Bazyli, który wolał milczenie, zalecał wypowiadanie słów zasadniczo w formie pytań i w ściśle określonych przypadkach, „z wyjątkiem szczególnej konieczności związanej z troską o własną duszę lub też z nieuniknioną potrzebą w wykonywaniu zleconego zadania, albo też wynikłej z faktu, że zadawane jest nam jakieś pilne pytanie; oczywiście, wyjątkiem jest również odmawianie psalmów” (Reguły dłuższe, 13). Troska o duszę, praca lub inna konieczność mogą prowadzić mnicha do mówienia albo raczej do stawiania pytań.
 
Stawianie pytań bowiem jest głównym sposobem monastycznego użycia słowa – tym, co Ojcowie nazywają erotesis, czyli radzeniem się starca. Wymaga to pokory ze strony tego, kto wie, że nie wie, ale będzie poszukiwał prawdy u innego człowieka, wedle znanej formuły: „Abba, powiedz mi słowo”. „Ojcowie mówią – pisał Doroteusz z Gazy – że pozostawanie w celi to połowa, a odwiedzanie starców to druga połowa” (List, I,180). Nawet jeśli słowo starca niekiedy zbija ucznia z tropu – jest ono bowiem często czymś więcej niż słowem: jest rodzajem „szkoły życia”, odwołującej się do paradoksu i do symbolu3 – zawsze jest odpowiedzią skierowaną do niego osobiście. Starcy uważali za konieczne odwoływanie się do pytania, gwarantowało ono bowiem to, że mnich się nie zagubi. „Uczcie się więc i wy – pisał Doroteusz z Gazy – zasięgać rady, bracia; uczcie się nie polegać na sobie. Dobra to rzecz: pokora, pokój, radość. Po co się męczyć na próżno? Zbawienia nie osiągnie się inaczej, jak tylko w ten sposób” (Pouczenia, V,68).
 
Słowo jednak nie jest jednowymiarowe. Jeśli uczeń pyta, to jest wezwany do tego, by wejść w praktykę exagoreusis, czyli otwarcia serca. Co powinien wyjawić? Swoje logismoi, to znaczy myśli, tajniki serca i wyobrażenia. Łatwo widać, o co tutaj chodzi, bo tego rodzaju wyobrażenia nie były zarezerwowane jedynie dla mnichów z pierwszych wieków. Z jakim nastawieniem uczeń powinien otworzyć swoje serce? W pokorze, prawdzie, przejrzystości, prostocie, bez wikłania się w wyjaś­nienia czy usprawiedliwienia: „Jeśli mówisz o swoich myślach, nie bądź obłudnikiem, i nie mów jednej rzeczy zamiast innej; mów prawdę i bądź gotów uczynić wszystko, co ci się poleci, bo w przeciwnym razie to tylko z siebie samego, a nie ze starców, których pytasz, sobie kpisz” (Logos, V,32). Odnaleźć tu można owoce milczenia jako autentycznego wprowadzenia w słowo. Również należałoby mówić bez fałszywego wstydu, gdyż nikt – jak zauważył Pojmen – nie rozradowuje nieprzyjacie­la bardziej, aniżeli ten, kto nie chce wyjawić swych myśli. Konsekwencją prawdziwego otwarcia serca jest wejście w pokorę – w czystość serca, która pozwala widzieć Boga.
 

Płomienna modlitwa
 
Jednak głównym rozmówcą mnicha pozostaje Bóg. „Usta mnicha są święte – twierdził abba Pambo – ponieważ są w nieustannym dialogu z Bogiem”. Modlitwa, lektura, liturgia: „Raz to ty – przypominał św. Cyprian – rozmawiasz z Bogiem, raz to Bóg rozmawia z tobą” (Do Donata, 15). Jednak na pustyni nie ugruntowuje się jeszcze to miłujące i regularne nawiedzanie słowa, jakim jest lectio divina. W apoftegmatach Ojców wiele na ten temat nie znajdziemy, gdyż mówienie o Biblii uważano za niebezpieczne, a ponadto dla pierwszych mnichów mniej liczył się sposób czytania, a bardziej – jak zauważył św. Jan Kasjan – owoc tej lektury. Jego to formacji literackiej i długiemu pobytowi na pustyniach u mnichów egipskich zawdzięczamy wyjaśnienie – w bardziej ogólnych i usystematyzowanych terminach – nauczania, niekiedy zwięzłego i okazjonalnego, zawartego w apoftegmatach. Przypatrzmy się jego podejściu do słowa: „Musisz się jak najusilniej starać – tak mawiał abba Nesteros – abyś oddał się pilnemu, a raczej nieustannemu świętemu czytaniu. To ciągłe rozmyślanie powinno powoli przeniknąć całą twą duszę i ukształtować ją jakby na swoje podobieństwo” (Rozmowy, XIV,10). Ten, kto strzeże słowa w swym sercu, jest przez nie strzeżony przed zgubnymi myślami, gdyż „dopóki uwaga skupia się około czytania i przygotowywania czytań, dopóty w żaden sposób stać się nie może, by ją opętały jakieś sidła myśli szkodliwych” (Rozmowy, XIV,10). Ten także jest prowadzony przez słowo do skupienia i do prawdziwej modlitwy.
 
Lectio divina i modlitwa, a nawet liturgia zmierzają do stania się czymś jednym w życiu mnicha na pustyni. Święte słowa, rozważane, przetrawiane, wyśpiewywane, przenikają jego serce, aż stają się jego własnymi słowami. Mnich „pasie się na górach proroków i apostołów, gdzie jego pokarmem są najwyższe tajemnice. Żywiąc się nimi nieustannie, napełnia się powoli wszystkimi uczuciami, jakie zawarte są w psalmach, tak, że kiedy zaczyna je śpiewać, nie są to już słowa ułożone przez proroka, ale jego własna modlitwa, wydobywająca się z głębi skruszonego serca” (Rozmowy, X,11).
 
Mnich dokonuje swoistej zamiany własnych kruchych, zmiennych słów na słowa Boże i nie pozwala im oddalać się od swego serca, gdyż w nich znajduje swe szczęście. Zamiast starać się o zniszczenie wyobrażeń rodzących się w jego wnętrzu, zastępuje je, wciąż próbuje przemieniać je przez słowo Boże. Modlitwa zatem jest w jego sercu subtelnym echem, niezmordowanie pobudzanym przez szeptane słowo.
 
Drogą ku czystości serca jest upraszczanie, jednoczenie. Dlatego też modlitwa mnicha stopniowo się redukuje, nie po to, aby stracić coś ze swej doniosłości, ale – przeciwnie – po to, aby zyskać. Staje się bardziej zwarta, skupiona i – aby móc wyrazić wszystko – upodabnia się ona, poprzez coraz większą prostotę, do milcze­nia. Jedno słowo, pochodzące z Pisma Świę­tego, wystarczy – tak w czasie walki, jak w czasie pocieszenia i pokoju – do tego, by wyrazić, uleczyć i wypełnić mnisze serce. Istniało bez wątpienia wiele szkół, jednak Kasjan przytacza sekret, jaki przekazali nam pierwsi Ojcowie: chodziło tutaj o werset z Psal­mu 70: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu; Panie, pospiesz ku ratunkowi memu!” (Rozmowy, XV,10). Mnich rezygnuje z posługiwania się językiem, przyjmując słowa Boga, aby stopniowo wchodzić w milczenie, w którym mówi Bóg. „Czy może bowiem być coś bardziej dosko­nałego i wzniosłego, jak zamknąć pamięć o Bogu w jednej krótkiej myśli i za pomocą jednego wiersza przekroczyć w rozmyślaniu granice wszelkich rzeczy widzialnych, a w kilku słowach zawrzeć uczucia wszystkich modlitw?” (Rozmowy, X,12).
 
Ale jest jeszcze coś więcej, co Ojcowie zgodnie nazywają „płomienną modlitwą”. „Przekracza [ona] wszystko – twierdzi Kasjan – co podlega zmysłom. Modlitwy tej nie można wyrazić jakimkolwiek głosem czy słowami, ponieważ dusza oświecona niebieskim światłem, zamiast dobie­rać ciasne, ludzkie słowa, czerpie jakby z obfitego źródła niewyrażalne myśli i uczucia (...). W jednej krótkiej chwili potrafi tak wiele przedstawić, że później, gdy opuści ten stan, nie jest zdolna wyrazić go słowami ani nawet objąć myślą” (Rozmowy, IX,25). Poza słowem i milczeniem modlący się mnich wprowadzany jest do „domu”, gdzie słychać jedynie słowo, które przyciąga go i rozpala, dając mu uczestnictwo w sobie. Tu już nie ma słów. Jest tylko płomienna modlitwa. „Jak wiele świeczek zapala się od jednego ognia, tak ciała wszystkich członków Chrystusa są tym, czym jest Chrystus. Nasza ludzka natura zostaje przemieniona w pełnię Bożą, cała staje się ogniem i światłem” (Pseudo-Makary Egipski, Homilie duchowe, 15,38).
 
 
S. Moisa
z francuskiego tłumaczyła Anna Foltańska

revue Sources Vives n°126
http://jerusalem.cef.fr/sources-vives | www.wspolnoty-jerozolimskie.pl

 
Zobacz także
Siostra Milena
Każdy z nas może stać się ewangelicznym Samarytaninem w obecności chorego, przelewając na innych swoją miłość do bliźniego, wyrażającą się w trosce o dobro drugiego. Miłość jest twórcza. Wystarczy użyczyć swych rąk, nóg, oczu i rozumu... Ta samarytańska posługa chorym i cierpiącym, jest posługą przez którą wyraża się miłość i czułość do chorego, która sprawia, że dany człowiek czuje się kochany.
 
ks. Marek Dziewiecki
Zakochanie z natury wiąże się z przesadną koncentracją na własnych przeżyciach, z dużą zmiennością nastrojów, z agresywną zazdrością i zaborczością, z emocjonalnymi szantażami. Jeśli zakochują się ludzie niedojrzali, to mogą poważnie skrzywdzić tę drugą osobę lub pozwolić, by to ona ich skrzywdziła. 
 
Ireneusz Rogala
Żyjemy w kraju niepodległym i nie musimy walczyć zbrojnie. Jednak walka trwa, a jest to walka duchowa. Czasem walka z samym sobą o to, abym był lepszym pracownikiem, a często walka z przeciwnościami, których przy pomocy środków materialnych trudno uniknąć i z którymi - jak się wydaje - nie można sobie poradzić.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama