logo
Poniedziałek, 26 października 2020 r.
imieniny:
Ewarysta, Lucyny, Lutosławy, Demetriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Urlich
My czy On?
Droga
 
fot. Patrick Hendry | Unsplash (cc)


Każdy człowiek w pewnym momencie staje przed decyzją, która będzie miała wpływ na jego przyszłe życie. Dla osób wierzących ma to głębszy wymiar: rozeznania powołania, do którego wzywa je Bóg.

 

Podstawowe pytanie, które chyba każda wierząca osoba zadała sobie choć raz, dotyczy drogi życia: konsekrowanego, kapłaństwa, we wspólnocie czy w małżeństwie i rodzinie.

 

Kto wzywa?

 

Czy odkrywanie powołania będzie dla nas trudem czy przygodą, zależy w dużej mierze od tego, jaki mamy obraz Boga. Czy to Bóg miłujący, któremu ufamy? Czy wiemy, że jesteśmy dla Niego ważni, że chce dla nas dobra, że warto się na Niego zdać? Wiele osób ma problem z takim obrazem Boga, często z powodu trudnych relacji z własnym tatą. Wtedy może pojawić się lęk przed Bogiem i przed przekroczeniem Jego woli. W takiej sytuacji rozeznawanie powołania jest dużo trudniejsze, bo wolę Boga postrzegamy jako coś, co przychodzi z zewnątrz, często wbrew nam. A surowy Bóg tylko czeka, by ukarać tych, którzy zrobią choćby krok niezgodny z Jego planem. Taki lęk może wręcz paraliżować.

 

Gdy przychodzi dla nas czas rozeznawania, warto odnowić w sobie obraz Boga – kochającego nas Stwórcy. On nas stworzył, Jego plan jest wpisany w nasze serca od początku naszego istnienia. Woli Bożej szukajmy więc w sobie. Nasze najgłębsze pragnienia są drogowskazem, w którą stronę pójść.

 

Drogowskazy

 

Oprócz tego, czego pragniemy, wiele o nas mówi też to, czego się boimy. To, wokół czego ogniskują się nasze lęki i zranienia, może być miejscem szczególnego działania Boga. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w naszym życiu toczy się duchowa walka, zrozumiemy, że przeciwnik Boga będzie robił wiele, by uniemożliwić nam realizację naszego powołania. Pomyślmy więc, z jakim stanem życia wiąże się więcej naszych lęków, gdzie widzimy więcej trudności? A co wydaje nam się tak pełne pokoju, że aż nierealne? Nie jest to proste równanie: gdzie lęki, tam mam pójść. Aby jednak uczciwie rozeznać, warto nawiązać kontakt z rzeczywistością i sprawdzić, czy nasza wizja świata nie powstała z mieszanki lęków, zranień i nierealnych wyobrażeń.

 

Za św. Ignacym

 

Duchowość ignacjańska przekazuje nam narzędzie – propozycję przeprowadzenia wyboru drogi życia wg św. Ignacego Loyoli. Pierwszy etap dokonywania wyboru nie różni się od tego, o czym mówią psychologowie: należy wypisać na karcie wszystkie za i przeciw dotyczące rozważanej opcji. Bierze się pod uwagę wszystkie argumenty, które przyjdą do głowy, mając przed oczami dewizę św. Ignacego – „ku większej chwale Bożej?. Na tej podstawie podejmuje się decyzję. Drugi etap to stanięcie z tą decyzją przed Bogiem na modlitwie i prośba o Jego „pieczątkę”, czyli potwierdzenie, że jest ona zgodna z Jego wolą. Znakiem tej pieczątki jest doświadczenie pokoju i radości. Jeśli zamiast tego przychodzi niepokój lub po prostu brak odczucia radości i pokoju, rozeznajemy, że albo to jeszcze nie czas na decyzję, albo rzeczywiście nie jest ona tym, czego chce dla nas Bóg.

 

Sposób dokonania wyboru przedstawiony przez św. Ignacego jest bardzo prosty i opiera się na wierze, że Bóg działa w naszym życiu i odpowiada na modlitwy. Aby dobrze rozeznać, warto poprosić o pomoc doświadczonego kierownika duchowego.

 

Powołanie do rodziny

 

Pytając Boga uczciwie o nasze miejsce, odkryjemy, że nie ma czegoś takiego jak „brak powołania”. Małżeństwo i rodzina też jest świadomym wyborem, a nie alternatywą dla tych, którzy „nie mają powołania”. Pamiętajmy o tym – i rozeznając powołanie, i idąc jego ścieżką każdego dnia.

Magdalena Urlich
Droga 10/2014

 
Zobacz także
Jacek Salij OP
Symboliczne jest imię tego człowieka. Barabasz znaczy: syn ojca. A przecież każdy człowiek jest dzieckiem swojego ojca! Jedno nie ulega wątpliwości: Gdyby Piłat nie skazał Jezusa na ukrzyżowanie, Barabasz, wtedy już skazany na śmierć, na pewno zostałby stracony. Zatem, patrząc nawet w perspektywie czysto cielesnej, to dzięki śmierci Jezusa Barabasz został ocalony i uniknął śmierci. 
 
Agnieszka Myszewska
Smutek i tęsknota są ze sobą związane. Smutek wypływa z tęsknoty, a tęsknota rodzi smutek. Nie chodzi tu jednak o ból spowodowany konkretnym zmartwieniem, ale raczej o budzące się wewnątrz poczucie pustki, pragnienia, które niekoniecznie musi być związane z jakimś wydarzeniem. Prawdziwy smutek nie jest rozpaczą, zaciętością widoczną na twarzy i w całej postaci...
 
Danuta Piekarz
Jezus miał zaprzyjaźnioną rodzinę w Betanii, gościnny dom, w którym chętnie przebywał; prawdopodobnie u nich nocował, gdy przychodził na święta do Jerozolimy. Możemy puścić wodze fantazji i wyobrazić sobie te długie wieczory w Betanii, przyjacielskie rozmowy, serdeczną atmosferę.
 
 
___________________
 
 reklama