logo
Środa, 27 października 2021 r.
imieniny:
Iwony, Noemi, Szymona, Sabiny, Emiliany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Urlich
My czy On?
Droga
 
fot. Patrick Hendry | Unsplash (cc)


Każdy człowiek w pewnym momencie staje przed decyzją, która będzie miała wpływ na jego przyszłe życie. Dla osób wierzących ma to głębszy wymiar: rozeznania powołania, do którego wzywa je Bóg.

 

Podstawowe pytanie, które chyba każda wierząca osoba zadała sobie choć raz, dotyczy drogi życia: konsekrowanego, kapłaństwa, we wspólnocie czy w małżeństwie i rodzinie.

 

Kto wzywa?

 

Czy odkrywanie powołania będzie dla nas trudem czy przygodą, zależy w dużej mierze od tego, jaki mamy obraz Boga. Czy to Bóg miłujący, któremu ufamy? Czy wiemy, że jesteśmy dla Niego ważni, że chce dla nas dobra, że warto się na Niego zdać? Wiele osób ma problem z takim obrazem Boga, często z powodu trudnych relacji z własnym tatą. Wtedy może pojawić się lęk przed Bogiem i przed przekroczeniem Jego woli. W takiej sytuacji rozeznawanie powołania jest dużo trudniejsze, bo wolę Boga postrzegamy jako coś, co przychodzi z zewnątrz, często wbrew nam. A surowy Bóg tylko czeka, by ukarać tych, którzy zrobią choćby krok niezgodny z Jego planem. Taki lęk może wręcz paraliżować.

 

Gdy przychodzi dla nas czas rozeznawania, warto odnowić w sobie obraz Boga – kochającego nas Stwórcy. On nas stworzył, Jego plan jest wpisany w nasze serca od początku naszego istnienia. Woli Bożej szukajmy więc w sobie. Nasze najgłębsze pragnienia są drogowskazem, w którą stronę pójść.

 

Drogowskazy

 

Oprócz tego, czego pragniemy, wiele o nas mówi też to, czego się boimy. To, wokół czego ogniskują się nasze lęki i zranienia, może być miejscem szczególnego działania Boga. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że w naszym życiu toczy się duchowa walka, zrozumiemy, że przeciwnik Boga będzie robił wiele, by uniemożliwić nam realizację naszego powołania. Pomyślmy więc, z jakim stanem życia wiąże się więcej naszych lęków, gdzie widzimy więcej trudności? A co wydaje nam się tak pełne pokoju, że aż nierealne? Nie jest to proste równanie: gdzie lęki, tam mam pójść. Aby jednak uczciwie rozeznać, warto nawiązać kontakt z rzeczywistością i sprawdzić, czy nasza wizja świata nie powstała z mieszanki lęków, zranień i nierealnych wyobrażeń.

 

Za św. Ignacym

 

Duchowość ignacjańska przekazuje nam narzędzie – propozycję przeprowadzenia wyboru drogi życia wg św. Ignacego Loyoli. Pierwszy etap dokonywania wyboru nie różni się od tego, o czym mówią psychologowie: należy wypisać na karcie wszystkie za i przeciw dotyczące rozważanej opcji. Bierze się pod uwagę wszystkie argumenty, które przyjdą do głowy, mając przed oczami dewizę św. Ignacego – „ku większej chwale Bożej?. Na tej podstawie podejmuje się decyzję. Drugi etap to stanięcie z tą decyzją przed Bogiem na modlitwie i prośba o Jego „pieczątkę”, czyli potwierdzenie, że jest ona zgodna z Jego wolą. Znakiem tej pieczątki jest doświadczenie pokoju i radości. Jeśli zamiast tego przychodzi niepokój lub po prostu brak odczucia radości i pokoju, rozeznajemy, że albo to jeszcze nie czas na decyzję, albo rzeczywiście nie jest ona tym, czego chce dla nas Bóg.

 

Sposób dokonania wyboru przedstawiony przez św. Ignacego jest bardzo prosty i opiera się na wierze, że Bóg działa w naszym życiu i odpowiada na modlitwy. Aby dobrze rozeznać, warto poprosić o pomoc doświadczonego kierownika duchowego.

 

Powołanie do rodziny

 

Pytając Boga uczciwie o nasze miejsce, odkryjemy, że nie ma czegoś takiego jak „brak powołania”. Małżeństwo i rodzina też jest świadomym wyborem, a nie alternatywą dla tych, którzy „nie mają powołania”. Pamiętajmy o tym – i rozeznając powołanie, i idąc jego ścieżką każdego dnia.

Magdalena Urlich
Droga 10/2014

 
Zobacz także
Ks. Józef Naumowicz
Na Kalwarii, obok krzyża Chrystusa, stały dwa inne krzyże. Na obu zawisł ogrom cierpienia. Krzyż złego łotra pozostał jednak samą udręką, „czystym” cierpieniem, zmarnowanym trudem. Krzyż dobrego łotra był takim przeżywaniem cierpienia, że doprowadził do przemiany i pojednania. Ale stało się to dlatego, że dobry łotr spojrzał z miłością na ukrzyżowanego Jezusa. 
 
Edyta Bąk-Buczak
Przestajemy ze sobą rozmawiać, nie umiemy prowadzić dialogu. Wymieniamy się jedynie suchymi informacjami, a taka wymiana słów nie ma nic wspólnego z rzeczywistą komunikacją. Kiedy nasze upragnione dziecko przychodzi na świat, szalejemy z radości. Obdarzamy je bezwarunkową miłością. Dbamy o wszelkie jego potrzeby. Zachwycamy się każdym, nawet najmniejszym przejawem jego rozwoju. Pamiętamy pierwszy uśmiech, pierwszy krok i oczywiście pierwsze słowo!
 
Przemysław Radzyński

Jezusa Dobrego Pasterza nie sposób postrzegać inaczej, jak przez pryzmat miłosierdzia. Zabłąkana owca, której szuka jej właściciel, jest przecież symbolem ludzkiego zagubienia – grzechu. A manowce, na które człowiek schodzi, mogą skutecznie oddalić go od Boga. Ks. Sopoćko postrzega w tym pewien proces: "Oddala się owca od Dobrego Pasterza, a oddalając się, zapomina o Nim i już nawet Go nie poznaje, gdy się zbliża – ucieka od Niego, męczy się i wpada w ostateczną nędzę"...

 
___________________
 
 reklama