logo
Piątek, 22 października 2021 r.
imieniny:
Haliszki, Lody, Przybysłąwa, Salomei, Filipa, Donata – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Adam Langhammer SP
Nadzieja bez granic
eSPe
 


Z ks. prof. dr hab. Wacławem Hryniewiczem OMI - dyrektorem Instytutu Ekumenicznego na KUL-u rozmawia Adam Langhammer SP
 
Nadzieja na powszechne zbawienie
 
Jak Ksiądz Profesor zareaguje, gdy spotka Ksiądz w niebie Hitlera, Stalina i tych wszystkich ludzi, których powszechnie uważa się za wcielenia diabła?
 
Będę się cieszył, że Bóg jest tak wielki, tak dobry, tak łaskawy, tak mądry, że potrafi pojednać tych ludzi, których uważamy za tyranów, którzy położyli się cieniem na życiu milionów ludzi. Będę się cieszył, że w nowej rzeczywistości, przerastającej nasze wyobrażenia, Bóg potrafił pojednać ofiary z tymi, którzy ludzkie życie uczynili gehenną. Nie będzie to dla mnie powodem do zgorszenia. Wręcz przeciwnie, myślę już teraz, że stanowi to tym większy powód do sławienia Boga. Być może nie pojmujemy tego za życia, bo mamy zbyt wielkie i zbyt bolesne urazy, ale po drugiej stronie – wierzę – przebacza się inaczej, łatwiej, mając więcej rozeznania, więcej światła oraz więcej mądrości.
 
Jeśli Jezus Chrystus umarł za wszystkich, to czy w ogóle ktoś może być potępiony? 
 
Kategoria „potępienia” pojawia się raczej z powodu niedobrego przekładu niektórych wyrażeń biblijnych. Jezus nie wspomina o potępieniu. Jezus mówi o sądzie i stanie, który nazywa Gehenną. Kiedy jakiś tekst biblijny traktuje o tym, że ktoś będzie „zasądzony”, czyli że będzie podlegał sądowi i otrzyma wyrok, od razu tłumaczymy: „będzie potępiony”. Ma to miejsce na przykład w Ewangelii św. Jana (3,17-18). Przekład „będzie potępiony” rozbija wręcz logikę tekstu akcentującego miłość Boga, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego posłał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16). Przekład Biblii Tysiąclecia mówi kategorycznie o potępieniu, podczas gdy tam jest cały czas mowa o sądzie. 
 
Dlatego wolę posługiwać się terminologią biblijną i mówić, że ktoś „zatraca się” lub „gubi się” w swoim człowieczeństwie. Jest to zgodne z metaforyką przypowieści Jezusa o zgubionej drachmie i zagubionej owcy (Łk 15). Bóg szuka tego, kto się zagubił, a kogo my skłonni jesteśmy nazywać „potępionym”. Król w przypowieści o Sądzie Ostatecznym mówi: „Odstąpcie ode Mnie przeklęci w ogień wieczny...” (Mt 25,41; przekład Biblii Tysiąclecia: „Idźcie precz...” skłania się znowu w kierunku „potępienia”). Owi „przeklęci” to ci, na których zaciążyło przekleństwo innych, przeklinani przede wszystkim przez ludzi pokrzywdzonych. Wystarczy przyjrzeć się uważnie strukturze tej przypowieści, by zobaczyć, że Bóg nikogo nie przeklina ani nie potępia. To człowiek wprowadza się w stan zatracenia z powodu grzesznego zamknięcia się w sobie. W tym sensie sam sprowadza na siebie karę. Ze strony Boga jest to kara terapeutyczna, która ma prowadzić do uleczenia chorej wolności. Ogień jest symbolem oczyszczenia. Kara wyczerpująca się w samej negatywności karania prowadzi do nikąd. Jest pozbawiona sensu. Jako taka byłaby niegodna Boga. Sensem kary jest jej cel leczniczy, pedagogiczny i rehabilitacyjny. 
 
Czy Ksiądz daje do zrozumienia, że piekło, o którym naucza Kościół katolicki, iż będzie wieczne (w sensie: nieskończone), kiedyś się skończy? Czy to nie jest sprzeczne z nauką Kościoła? Jak należy rozumieć tę „wieczność”?
 
Piekło, czyli Gehenna w nazewnictwie Jezusa, jest stanem strasznym, bolesnym, którego kresu człowiek nie może przewidzieć. Stąd przymiotnik „wieczny”. W starożytnej grece określał on rzeczywistość, której końca, patrząc w przyszłość, nie sposób dojrzeć. Różne pojęcia „wieczności” należy odróżniać od siebie – zwłaszcza w odniesieniu do rzeczywistości, która nie jest Bogiem. Wieczności Boga nie można postawić na równi z „wiecznością” stanu zagubienia czy zatracenia. Zatracenie to stan przejściowy i tymczasowy. 
 
Rzecz jasna, że tego rodzaju spojrzenie zderza się z oficjalną nauką Kościołów chrześcijańskich. Mówię w liczbie mnogiej, bo inne Kościoły w swoim nauczaniu także opowiadają się za tradycyjną interpretacją wypowiedzi Biblii o Gehennie w sensie wiecznej, czyli nieskończonej kary. Przyjmując dosłowną interpretację infernalnych wypowiedzi biblijnych, pozostawiają na uboczu teksty mówiące o nadziei. Ta druga seria wcale nie jest mało znacząca. Bynajmniej! Nie przywykliśmy jednak do odnajdywania oznak powszechnej nadziei w innych wypowiedziach Pisma Świętego. 
 
Pewne orzeczenia Kościoła czekają na reinterpretację. Mówię to z pełną świadomością. Trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na kontekst historyczny niektórych decyzji doktrynalnych. Mam nadzieję, że w przyszłości ortodoksja katolicka będzie bardziej otwarta na perspektywę nadziei na powszechne zbawienie. Podkreślam: nadziei, bo nie można arogancko głosić jej jako doktrynalnej pewności. Również sprawy ostateczne widzimy, wedle określenia Apostoła Pawła, jakby w zwierciadle, niejasno (1 Kor 13,12). Pamiętajmy, że starożytne zwierciadła z polerowanego metalu pozwalały bardzo niewyraźnie zobaczyć swoje odbicie! Myślę, że w interpretacji takich słów, jak „wieczny”, „kara”, Gehenna czeka nas jeszcze wiele niespodzianek. Na razie dostrzec można tylko ostrożne próby otwarcia się ze strony Magisterium kościelnego, ale dominuje raczej pedagogia lęku przed piekłem i wieczną karą. Nie przeczę, że piekło istnieje, ale stale pokazuję nadzieję, że jest to stan przejściowy i terapeutyczny. Nadzieję taką dają mi wypowiedzi Pisma i niektórzy wielcy Ojcowie Kościoła wschodniego. 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
O. Jacek Salij OP
Wiara nadprzyrodzona zaczyna się w momencie, kiedy pojawia się we mnie zdolność do tego, żeby wierzyć Bogu. Bóg przestaje już być dla mnie jakąś ideą, której odpowiada jakaś rzeczywistość, albo i nie. Staję przed Nim jako przed Kimś żywym, komu powinienem zaufać, kto chciałby ogarniać mnie swoją mocą i swoją miłością...
 
o. Rufus
W obliczu śmierci doświadczamy jakiegoś niebywałego wręcz przywiązania do życia. Nieswojo się czujemy, kiedy stojąc nad grobem innego człowieka, uzmysłowimy sobie, że mógł przestać istnieć, że go już po prostu nie ma. Z głębi człowieka wyrywa się krzyk, jakiś egzystencjalny ból, domagający się prawa do dalszego istnienia. Człowiek wije sobie na tym świecie gniazdko - nawet jeśli to gniazdko życia na ziemi jest nędzne i prześwituje od dziur, to kiedy pomyśli o śmierci - czuje się nieprzyjemnie...
 
ks. Józef Tarnawski SP
Tempo życia, obowiązki, zniechęcenia, brak perspektyw... Samotność, konflikty z najbliższymi, niezdrowe ambicje, poczucie duchowej pustki... Za dużo... za szybko... za trudno... - kto wie, co jeszcze... Jak to wszystko przeżyć? Jak - mimo tego i wbrew temu - zachować dystans do życia i mocne zakorzenienie w Kimś? W jaki sposób żyć, aby życie było życiem?...
 
___________________
 
 reklama