logo
Środa, 26 stycznia 2022 r.
imieniny:
Lutosława, Normy, Pauliny, Tymoteusza, Tytusa  – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Najmniejsi i szczęśliwi - jak Betlejem
Mateusz.pl
 
fot. Sven Scheuermeier | Unsplash (cc)


A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!
Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu,
a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności

(Mi 5,1-4a)

 

Czy jesteśmy szczęśliwi?


„W życiu nie ma takiej chwili, abyśmy nie mieli wszystkiego, co potrzebne, aby czuć się szczęśliwymi. [...]. Jeśli jesteś nieszczęśliwy, to dlatego, że cały czas myślisz raczej o tym, czego nie masz, zamiast koncentrować się na tym, co masz w danej chwili” (A. de Mello). Wybór należy do nas: na czym zechcemy się koncentrować!

 

Trzeba jednak przyznać, że wcale nie jest tak łatwo koncentrować się na tym, co Bóg nam daje, a co jest wystarczającym powodem do czucia się szczęśliwym. Uszczęśliwiające skupianie uwagi na Boskich obdarowaniach jest sztuką, i to niewątpliwie najznakomitszą [1].

 

Sztukę uszczęśliwiającej koncentracji na Bogu i Jego darach należy sobie cenić, pielęgnować ją i doskonalić przy różnych okazjach. Taką dobrą okazją są mocne okresy liturgiczne, np. Adwent czy święta Bożego Narodzenia. W takim czasie możemy głębiej wniknąć w dar Wcielenia Syna Bożego i dzięki temu odczuć radość i szczęście. Trwa jeszcze oktawa przed Bożym Narodzeniem, wsłuchajmy się zatem w proroctwo Micheasza (czytane w IV niedzielę Adwentu w roku C). Wciąż tchnie ono wielką nadzieją!

 

„Betlejem najmniejszym” jest każdy


Proroctwo brzmi tak: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich! Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności (Mi 5,1-4a). W tej zapowiedzi uderza i zdumiewa wielki kontrast: oto z najmniejszego Betlejem wyjdzie Ktoś, o kim powiedziano: a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności.

 

Już ponad dwadzieścia wieków upłynęło od spełnienia proroctwa Micheasza i tyle samo wieków olśniewa ludzi to, że Bóg ma upodobanie w tym, by obdarowywać i uszczęsliwiać właśnie to, „co” małe, najmniejsze i pokorne... Istotnie, Bóg ze swymi bogactwami i darami przychodzi „przede wszystkim tam, gdzie jest coś najmniejszego, najsłabszego, gdzie ktoś jest marginalizowany, odepchnięty, wzgardzony. Ludzka niemoc jest najżyźniejszą glebą dla rozkwitu Bożej mocy. [...] Bóg upodobał sobie to, co słabe, nędzne, ubogie, co jest bez znaczenia, co ludzie omijają i lekceważą” (J. Poznański SJ).

 

Warto sobie ten Boży sposób działania dobrze zakodować. Dlaczego?

 

– Bo tak naprawdę my wszyscy (i nie ma tu wyjątków) jesteśmy jak owo Betlejem „najmniejsze”. Nie będę tego dowodził. Powiem tyle tylko, że wszyscy bez wyjątku, dobijamy do granic naszych życiowych możliwości. Dzieje się to powoli i niepostrzeżenie, a czasem w wielkim przyśpieszeniu, gdy przychodzi choroba, jakiś poważny kryzys psychiczny, duchowy czy choćby nawet ekonomiczny...

 

To dobrze, że chcemy w życiu wiele poznać, wiele osiągnąć... Że chcemy uczynić wiele dobra. Ale i tak, w końcu, wszystko zmaleje i jawić się będzie jak słoma i garstka popiołu. Takie odczucie miał św. Tomasz z Akwinu, gdy na łożu śmierci patrzył na swoje genialne traktaty filozoficzno-teologiczne. Rwąca rzeka czasu unieważnia wszystko. Przemijając, wszyscy przekonujemy się, że jesteśmy słabi, krusi i „tacy maleńcy” – na łupinie z orzecha stoimy (K. K. Baczyński).

 

Powód do smutku? Nie – do czuwania


Czy powyższe stwierdzenia mają nas zasmucić i przybić? Nie powinny, ale – po pierwsze – tylko dlatego, że Wielki Bóg z predylekcją, z pełnym miłości upodobaniem odnosi się do naszej małości i kruchości. A po drugie, także dlatego, że i z proroctwa Micheasza, i z całego Bożego Objawienia wiemy to na pewno, że Bóg Ojciec gorąco pragnie wprowadzić w obręb Swego Boskiego Życia właśnie nas kruchych i maleńkich. Bóg nie stworzył nas dla wiecznej nędzy i ubóstwa! Sobą Samym pragnie wypełnić nasze bezbrzeżne ubóstwo! Każdą osobę i cały ludzki ród – „traktuje” Bóg jak owo najmniejsze Betlejem, zaszczycone narodzinami Syna Bożego.

 

To wszystko, o czym mówimy, wymaga jednak uważności, trzeźwego myślenia (rozeznawania) i czuwania. Doświadczając radykalnego ubóstwa i boleśnie odczuwając naszą nędzę, winniśmy zważać na to, by nie zapuszczać się w ślepe zaułki namiętnego bogacenia się: rzeczami, sukcesami, karierą taką czy inną i czymkolwiek innym. Bóg powinien być największą i najżarliwiej przeżywaną pasją naszego życia osobowego! A jeśli nią nie jest, to winniśmy się mocno zaniepokoić i co prędzej nawracać się do Boga całym sercem.

 

Dziś trzeba bardzo zważać i na to, by oferta sztucznie intensyfikowanych zmysłowych doznań i przyjemności – nie zrobiła z nas niewolników, poddanych logice „starego człowieka” i demonów.

 

Naszym zbawiennym obowiązkiem jest to, by dzień po dniu i do ostatniego tchnienia, zdecydowanie i całym sercem zwracać się do Boga, gdyż tylko On Jeden chce i potrafi wypełnić nasze bezbrzeżne ubóstwo swoim Bóstwem (jest tu wymowna gra słów: u-bóstwo i Bóstwo).

 

Swój łaskawy Zamysł ubogacenia nas Sobą – odsłonił Bóg najwyraźniej, gdy dał nam swego Syna, Jezusa Chrystusa. To On jako Zbawiciel, a także miłość Ojca do nas – stanowią istotną treść życia duchowego! Wiedząc o tym, chciejmy bardzo świadomie pielęgnować intymną więź miłości z naszym Panem i Zbawicielem – Jezusem Chrystusem.

 

Strzeżmy też łaski wiary. Drogą wiary podążajmy z żelazną konsekwencją. To przecież dopiero w wierze (w Objawieniu Bożym) otwiera się przed nami Rzeczywistość wielka i wspaniała. To na gruncie wiary podejmujemy serdeczne rozmowy z naszym Bogiem Ojcem; On zwraca się do nas najserdeczniej. On też kocha nas i ceni w sposób niedościgniony i nieporównywalny z jakąkolwiek ludzką relacją. Nikt też nie jest tak wierny w miłowaniu jak On. I nikt inny nie rozmawia z nami tak delikatnie i serdecznie. On dogłębnie uspokaja, koi. Ucisza wszelkie niepokoje. Podcina korzenie wszelkich lęków. Wreszcie w Jezusie Bóg Ojciec walczy o nas; świadczy o tym każdy czyn i każde zdanie zapisane w Ewangeliach.

 

W pochodzie wiary


Wiele minionych pokoleń umiało znakomicie doceniać to, że w „maleńkie Betlejem”, którym jesteśmy my wszyscy, wchodzi i „wradza się” sam Boży Syn! Nasi przodkowie konsekwentnie rozpoznawali w Bożym Narodzeniu przełom czasów i początek nowej epoki w ludzkich dziejach. Nie mieli co do tego wątpliwości. Widzieli we Wcieleniu Syna Bożego erupcję Boskiej Miłości. Całe pokolenia Europejczyków (a stopniowo czyniły to ludy innych kontynentów) budowały wspaniałe kościoły i katedry, tworzyły arcydzieła muzyczne i malarskie, by wyrazić i uwiecznić swoje olśnienie Miłością Emanuela – „Boga pośród nas”.

 

My też mamy tę łaskę i to szczęście, że uwierzyliśmy Miłości Boga! Tę łaskę trzeba jednak w naszych czasach szczególniej chronić, gdyż nastała dla wiary zimowa pora. Nie trzeba wyjątkowej bystrości, by dostrzec, że wiara w Jezusa Chrystusa i w Jego Kościół jest atakowana na wiele sposobów… Nadzieję zawsze pokładamy w Bogu. W końcu Księga Apokalipsy to wszystko zapowiada. Łącznie z „wiosną wiary”, która przyjdzie po zimie...

 

Ale nade wszystko potrzeba tego, byśmy wiarą w Chrystusa promieniowali. Dzielili się nią i działali z tej inspiracji, jaką jest dla nas Miłość Boga do nas, objawiona najpierw w Narodzeniu Wcielonego Syna Bożego.

 

Warto i nad tym się zastanawiać, jak przekładać nasze poczucie obdarowania Bożym Narodzeniem na konkretne czyny. Dobrze je znamy, choćby pod nazwą uczynków miłosierdzia co duszy i ciała. Piękna w tym względzie – i bardzo Bożonarodzeniowa – jest podpowiedź bł. Matki Teresy z Kalkuty.

 

„Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak wielka jest twoja słabość
i jak wielka jest moc Boga,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg
pokochał innych przez ciebie,
zawsze wtedy,
jest Boże Narodzenie.

 

Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl | 19 grudnia 2010

_______________________
[1] Bardzo podobne rozważanie, zatytułowane Najmniejsi i szczęśliwi, jest też w mojej nowej książce Przed tobą jest DAL. Rozważania o miłości, pokonanej śmierci i jasnym wyborze. Wydawnictwo WAM 2010.

 
Zobacz także
ks. Edward Staniek
Chrystus uczynił wybranych ludzi posłańcami Boga. Idąc z Dobrą Nowiną z góry wiedzieli, że jedni ją przyjmą, drudzy odrzucą. Zostali do tego przygotowani przez samego Mistrza. Rzecz znamienna, Jezus troszczy się o jednych i drugich. Chodzi Mu o to, by odrzucający Nowinę przekazaną przez Boga wiedzieli, co robią, aby za swą postawę wzięli pełną odpowiedzialność. Dlatego poleca uczniom, by w godzinie odrzucenia łaski „strząsnęli proch z nóg swoich na świadectwo dla nich”. 
 
Przemysław Radzyński
Nowe wspólnoty i całe posoborowe duszpasterstwo osiągnęło pogłębienie wiary bardzo wielu ludzi. Wiele osób przeszło osobistą formację. W Polsce ciągle narzekamy, że większość się nie angażuje, że przeciętny katolik takiej formacji nie przeszedł. Ale w porównaniu z poprzednimi okresami odsetek osób, które w świadomy i pogłębiony sposób przeżywają wiarę jako swoje powołanie jest większy.

Ze Zbigniewem Nosowskim, redaktorem miesięcznika „Więź” zaangażowany we wspólnotę Wiara i Światło rozmawiał Przemysław Radzyński
 
Błażej Tobolski
Tak jak różne są interpretacje postaci Magów, tak nie ma też pewności, skąd dokładnie przybyli do Betlejem. Jedno wiemy na pewno: „ze Wschodu”, jak podaje Ewangelista. To jednak nie wystarczy dociekliwemu umysłowi ludzkiemu. Najczęściej za ich ojczyznę uważa się Persję albo Babilonię...
 
 
___________________
 
 reklama